Przejdź do treści głównej

Tag: Emily Alyn Lind

Doktor sen – dobry horror – recenzja

Jak wiesz lub też nie Doktor sen to kontynuacja już kultowego horroru Lśnienie 1980 roku. Osobiście nie przepadam za kontynuacjami z wielu lat, okres prawie 40 robi swoje. I ciężko bez przeskoku w czasie o kontynuacje. Ale trzeba przyznać, że udało się zachować detale z poprzedniej części.

Doktor sen wyróżnia się przede wszystkim klimatem, historia i ścieżką dźwiękowa. Zawsze powtarzam, że ścieżka dźwiękowa ma bardzo duże znaczenie w filmach. Oddaje zawsze klimat i buduje strukturę scen, jak i napięcie. Śmiało mogę powiedzieć, że ta z kontynuacji jest bardzo dobra i potęguje cały nastrój, jaki panuje w filmie.

Fabuła jest przesunięta w czasie, gdzie spotykamy dorosłego już Dana Torrance (Ewan McGregor). Dan nie bardzo wie jak ma ułożyć sobie życie więc poszedł w ślady ojca takiego jak zapamiętał wiecznie pijango. Błąkając się od miasta do miasta zatrzymuje się na dłużej w New Hampshire. Tam uzyskuje pomoc od nieznajomego Billego (Cliff Curtis), który pomaga mu znaleźć prace i miejsce do spania. Dan po wyjściu na prostą zaczyna używać swoich zdolności i pomaga umierającym starszym odejść w spokoju.

Na swojej drodze Dan spotyka Abrę (Kyliegh Curran), którą posiada takie same zdolności lśnienia jak on. Na ich drodze jednak stanie “Prawdziwy Węzeł” tajemnicza organizacja, która wyszukuję takich ludzi jak oni i kradnie ich lśnienie.

Cała fabuła jest bardzo udana i nie mogę się przyczepić do niczego co by mnie bardzo raziło w oczy. Doktor sen jest ewidentnie długim filmem, ponieważ czas trwania to ponad dwie i pół godziny. Dobra wiadomość jest taka, że jest interesujący i widź chętnie łaknie kolejne sceny. Nie ma niestety ideałów są pewne skróty fabularne, ale dotyczą one mniej ważnych postaci. Wszystko jest zgrabnie ze sobą połączone, a czas spędzony przed ekranem mija bardzo szybko.

Dodanie całej magicznej otoczki w kontekście zdolności paranormalnych wyszło bardzo dobrze. A mała Abra w swojej roli spisuje się nadwyraz dobrze. Antagonistyczna grupa prawdziwy węzeł też w zasadzie bez zarzutu nawet można by powiedzieć, że osobnym filmem o nich raczej nikt by nie pogardził. Świetna rola Ferguson, która wcieliła się w Rose. Emocje oraz ekspresja przekazywana na ekranie napędzały historię.

Doktor sen nie jest typowym horrorem, gdy za każdego roku coś wyskakuje, ale ma dobrą i ciekawą historię. Na pewno po 40 latach broni się jako kontynuacja “Lśnienia”.

Jeśli nie widziałeś “Lśnienia” to w zasadzie nie musisz się przejmować historia i główny wątek na tyle tłumaczą wydarzenia z poprzedniej części, że śmiało zorientujesz się w całej historii.

Doktor Sen – zwiastun PL

Replicas – SF z Keanu Reeves

Nowe science fiction z Keanu Reeves w końcu ujrzało światło dzienne i jest totalnym przeciętniakiem. Powielane schematy bez większych zaskoczeń fabularnych.

Naukowiec Will Foster (Keanu Reeves) próbuje przenieść ludzką świadomość do syntetycznego mózgu połączonego z maszyną. W międzyczasie dochodzi do tragicznego wypadku, gdzie ginie jego cała rodzina. Will niemogący się pogodzić z utratą rodziny stara się ich uratować wykorzystując nowatorską technologie, której sam jest autorem.

Nie trudno się domyślić jak cała fabuła toczy się dalej. Nie znajdziemy w tej histori nic szczególnego co pozwoliłoby ten film wyróżnić na tle innych science fiction. Aktorsko jest przyzwoicie jak na standardy hollywoodzkie, Jedyną postacią, którą coś pokazuje więcej na ekranie jest odtwórca głównej roli Keanu Reeves. A w końcowej fazie widać drobne przebłyski żony Mony, ale to za mała rola, aby mogła coś więcej z siebie wykrzesać Alice Eve.

Cały film skupia się wokoło naukowca Willa i jego rodziny, niema tutaj swoistego wprowadzania tylko od razu jesteśmy wrzuceni na pewien etap rozwoju technologi, jak i życia Willa. Przez co fabuła zostaje spłycona, a relacje rodzinne są tylko na papierku, gdzie widz otrzymuje informacje to jest córka Sopia (Emily Alyn Lind) to jest syn Matt (Emjay Anthony) i najmłodsza córka Zoe (Aria Lyric Leabu), a tam sobie siedzi żona Mona.

Fabuła jest tak prosta, że przedszkolak po piętnastu minutach rozpracowałby jak się film zakończy. Oglądanie nie sprawia wielkiej przyjemności, jeśli widz jest w stanie przewidzieć 99% filmu oraz jego zakończenie. Nawet zła postać Jones (John Ortiz) nie wiele pokazuje na ekranie, a jej postępowanie jest nadwyraz przewidywalne.

Efekty specjalne w zasadzie ograniczają się do projekcji hologramu z hełmu ala raport mniejszości oraz animacji robota, która jest niskiego lotu.

Jeśli mam być szczery to zostaw go sobie na czarną godzinę. Zwracam się tutaj do fanów lubiących gatunek science fiction, a cała reszta kinomanów niech zapomni o takiej produkcji jak Replicas.
Przypinam “Szkoda czasu!”