Aplikacji Tinder nikomu nie trzeba przedstawiać. A jeśli trzeba, to jest to aplikacja, dzięki której można poznać miłość swojego życia poprzez świat wirtualny. Ale czy tak zawsze jest? Jak pokazuje najnowszy dokument z Netflixa, nie do końca.
Oszust z Tindera jest idealnym przedstawieniem tego, co pokazuje popularny program MTV Catfish – polowanie na internetowych oszustów. Z tym małym wyjątkiem, iż tu mamy do czynienia na skalę międzynarodową i multimilionową.
Simon Leviev, bo to o nim będzie mowa, jest typowym oszustem, który znalazł idealny sposób na życie w luksusie: idealne konto na Instagramie, czułe, odpowiednio dobrane słowa – wręcz z psychologiczną precyzją. Wszystko dobrze zaplanowane. Ale jedna z poszkodowanych kobiet postanowiła dorwać drania.
Jak się dowiadujemy z dokumentu Oszust z Tindera nie jest to wcale takie proste, mimo że kobiety potrafiły stracić nawet pół miliona dolarów. Policja nie działa tak sprawnie, a już tym bardziej w przypadku, gdy trzeba koordynacji prac na całym globie.
Sposób na dziewczyny z Tindera był prosty. Simon Leviev – syn bogatego ojca handlującego diamentami. Do tego wystawne życie, szybkie samochody, co rusz inny pięciogwiazdkowy hotel w innym kraju i podróże prywatnym samolotem. Budzi to duże zaufanie i mało która kobieta by się oparła. W szczególności, że wszędzie był przy nim ochroniarz. Przykrywka bardzo trudna do zdemaskowania, ponieważ nawet odpytując Google’a, w wynikach wyszukiwania, o Simonie nic nie było. Więc kobiety naiwnie wierzyły, że to wszystko prawda.
Przekręt jednak musi działać, a tutaj chodziło o wyłudzenie dużej kwoty, aby pokryć wydatki na inne dziewczyny oraz swoje zachcianki. Sfingowane napady, tymczasowe trudności finansowe oraz ukrywanie się przed osobami, które rzekomo chciały dopaść Simona. Wszystko to potęgowało chęć niesiena pomocy swojemu nowemu, bogatemu chłopakowi, bo przecież odda potem te pieniądze.
Książki romantyczne, kasowe ekranizacje dla Pań sławnego Grey’a oraz chęć bycia księżniczką opływającą w luksusy sprawia, że łatwiej jest nam nie zwracać uwagi na czerwone światła ostrzegawcze. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że Panie z dokumentu były naiwne, one po prostu szukały swojej wymarzonej miłości.
Dokument wart uwagi, nie tylko dla Pań ku przestrodze, ale również dla Panów.
A jeśli Ci będzie mało to na Netfliksie znajdziesz również dobry dokument tej samej autorki, Felicity Morris, pod tytułem “ODWAL SIĘ OD KOTÓW: POLOWANIE NA INTERNETOWEGO MORDERCĘ”
Nie patrz w górę to film paradoksalnie słaby i ze zmarnowanym potencjałem. Obsada tego filmu jest wybitna, gra nawet przyzwoita, ale cały scenariusz i realizacja jest po prostu ciężka do strawienia.
Rzućmy okiem na obsadę, bo pod tym względem jest na bogato! Leonardo DiCaprio (Dr Randall Mindy), Jennifer Lawrence (Kate Dibiasky), Meryl Streep (Prezydent Janie Orlean), Cate Blanchett (Brie Evantee), Rob Morgan (Dr Teddy Oglethorpe), Jonah Hill (Jason Orlean), Mark Rylance (Peter Isherwell), Tyler Perry (Jack Bremmer), Timothée Chalamet (Yule), Ron Perlman (Benedict Drask), Ariana Grande (Riley Bina), Kid Cudi (DJ Chello), Himesh Patel (Phillip), Melanie Lynskey (June Mindy), Michael Chiklis i inni. Można powiedzieć, iż sami aktorzy powinni zagwarantować wysoką jakość produkcji. Nic bardziej mylnego!
Nowa produkcja Netflixa – Nie patrz w górę – jest długa, nudna i paradoksalnie słabą produkcją. Ktoś powie, że to komedio-dramat, ale elementów komediowych tam nie znajdziemy. Bardziej parę sfrustrowanych naukowców, którzy chcą przekazać, iż koniec ludzkości jest bliski. Gdzie najwyższe władze plus dziennikarze ich, potocznie mówiąc, “zlewają”.
Rozumiem, w którą stronę to przerysowanie szło, Panie Adamie McKay – notabene reżyser filmu. Połączenie filmu katastroficznego z komedią jest totalnym niewypałem. Nie dlatego, że obsada zawodzi, tylko dlatego, iż brakuje tu dreszczyku emocji. Zagrożenia, jakie powstają w przypadku wykrycia zdarzenia globalnego. Wydaje mi się, iż nasza inteligencja nie pozwala nam traktować tego typu wydarzeń dla jaj. Przez co irracjonalne zachowanie polityków bardziej irytuje, niż bawi!
Kolejnym mankamentem jest praca kamery. Odniosłem wrażenie, że miało to być kręcone z osoby trzeciej à la uczestnika wszystkich wydarzeń. Taka osoba, która trzyma kamerę i jest członkiem ekipy aktorskiej. Te najazdy, ciecia w ogóle mi nie pasowały do narracji.
Nie patrz w górę to takie połączenie poważnej gry Leonarda DiCaprio oraz Jennifer Lawrence z komediowymi duchami Meryl Streep i Jonaha Hilla. Kontrast jest na tyle duży, że razi odbiorcę. Po pierwszych 20 minutach, może po godzinie, miałem ochotę wyłączyć tę spektakularną klapę. Ale doszedłem do wniosku, że będzie to idealna recenzja, która pokazuje, na które filmy nie warto tracić czasu!
Don’t look up (Nie patrz w górę) – omijamy szerokim łukiem i nie dajcie się nabrać na znakomitą obsadę.
Średnio oceniany serial netflixowy, który porównywany jest do Lost. W moim odczuciu zupełnie niesłusznie. Kto przerwał oglądanie po pierwszym odcinku, może tylko żałować.
The I-land ma jedną wspólną cechę z serialem Lost (Zagubieni) i jest nią tylko tajemnicza wyspa! Poza tym nie ma wspólnych mianowników, może poza dobrą tajemniczością i zagadkami. Dreszczowiec science fiction, który wciąga i zaskakuje, i potrafi robić dobre zwroty fabularne.
Dziesięć osób budzi się na tajemniczej wyspie, nie pamiętając swojej tożsamości, ani przeszłości. Nie wiedzą, jak się znaleźli na wyspie oraz czemu się tutaj znaleźli. Jedno jest pewne każdy będzie chciał przetrwać.
The I-Land jest produkcją siedmioodcinkową i jest to, wydaje mi się, jednym z największych minusów tego serialu. Ponieważ nieporadnie poradzono sobie z opowiadaniem historii ludzi będących na wyspie. Uwaga na mały spoiler. Dowiadujemy się, że to eksperyment, przez co serial traci na swojej tajemniczości, mimo że nie odkrywa jeszcze wszystkich kart.
W trzecim odcinku dochodzi do przełamania i tutaj upatruję negatywnych ocen, ponieważ dalej historia nie toczy się już po “Lostowemu”. A przecież tak fajnie się zapowiadało… Być może niektórych recenzentów poniosła nostalgia i tęsknota za lostami. Ale jakby nie patrzeć, serial ogląda się bardzo dobrze, a fabularnie cały czas trzyma widzów w przyzwoitym zaciekawieniu.
W ostatnim odcinku dostajemy pełne wyjaśnienie całej zaistniałej sytuacji. Łącznie z wyjaśnieniem futurystycznego więzienia. Więc ostatecznie widz dostaje całą zamkniętą historię.
Oczywiście serial nie jest bez wad. Wskażcie mi serial, który nie ma ani jednej wady. Zdarza się brak konsekwencji czy niektóre postacie mogą irytować swoją grą. Historia sama w sobie i jej umiejscowienie jest na tyle dobre, że można się pochylić na pozycją.
Ponieważ można sobie pogdybać i gdyby tak dać serialowi się rozwinąć, dzieląc go na dwa sezony po 10 odcinków. A historie bohaterów przedstawiać w szerszej perspektywie i ich psychologiczne motywy. Wówczas seria zyskałaby na jakości, a tak mamy tylko przebłyski bez większej narracji. Widać zastosowany został bardzo duży kompromis i wyszło średnio. Nie mogę dać wiary, że scenarzysta, pisząc nie chciał opowiedzieć całej historii.
Jeśli lubisz zagadkę i niestandardową fabułę to pozycja może Cię zaciekawić.
Gambit królowej – amerykański siedmioodcinkowy miniserial oparty na powieści Waltera Tevisa pod tym samym tytułem. W obsadzie znajdziemy naszego rodzimego aktora Marcina Dorocińskiego. Dorociński wciela się w rosyjskiego arcymistrza szachowego Vasily Borgova.
Historia “Gambit królowej” to wyboista drogą młodej utalentowanej dziewczyny, która traci matkę w wypadku samochodowym. Beth (Anya Taylor-Joy) trafia do sierocińca, gdzie przypadkiem zauważa jak woźny Shaibel (Bill Camp) rozgrywa partie szachów między sobą. Shaibel szybko dostrzega, że ma do czynienia z kimś niezwykły. Organizuje spotkanie z nauczycielem lokalnej szkoły, który prowadzi klub szachowy. Beth okazuje się na tyle dobra, iż ogrywa wszystkich z tego klubu.
Droga Beth do szachowej sławy wcale nie będzie taka łatwa, a uzależnienie od środków uspokajających w końcu da o sobie znać. Beth Harmon to skomplikowana postać i trzeba przyznać, że Anaya, która się w nią wciela doskonale sobie poradziła. Postać którą wykreowała na ekranie darzy się sympatią od pierwszych minut, nawet gdy czasem bywa złośliwa. Cała jej transformacja z małej dziewczynki w dorosłą kobietą ogląda się dużo ciekawiej niż niektóre zaprezentowane rozgrywki szachowe.
Trzeba jasno powiedzieć, że serial może się dłużyć osobą, które nigdy nie grały w szachy i nie rozumieją co się dzieje na szachownicy. Mimo głównego wątki, którym są szachy serial ma w sobie dużo emocji i elementów psychologicznych. Depresja, narkotyki chęć wpasowania się w otoczenie gdy się jest innym sprawa, że serial z odcinaka na odcinek jest ciekawszy. Odkrywamy z każdym odcinkiem problemy, sukcesy jak i porażki Beth. Zdecydowanie to jest jej serial, a reszta aktorów tworzy spójny dodatek do niej.
Dorociński w całym serialu wypowiada zaledwie kilka kwestii, ale nie sztuką jest je wypowiedzieć. Sztuką jest zagrać tak, aby Cię wszyscy zapamiętali. Oświadczam, iż ta sztuka się udała! Bardzo dobry występ Marcina Dorocińskiego i kreacja jego postaci Borgova, która można skwitować zimna i bez emocji. Gra bez słów jest tutaj kluczowa, bo taka też była Rosja lat 60 tajemnicza i zimna.
Dodatkowo z obsady można wyróżnić szereg postaci, które są indywidualistami jak to bywa u geniuszy. Benny Wats (Thomas Brodie-Sangster), Harry Beltik (Harry Melling), Alma (Marielle Heller) w końcowej fazie serialu daje o sobie znać w dobrym słowa znaczeniu.
Czego brakło w serialu rozwinięcia pobocznych wątków na przykład z matką. Jest również przeskok czasowy gdy nasza główna bohaterka rozpykała klub szachowy i bum nagle jest już nastolatką. Wątek z przybranym ojcem też taki szarpany. Śmiało można było dodać jeden odcinek więcej i dopowiedzieć historie.
Serial Netflixa “Gambit Królowej” ogląda się dobrze wciąga od pierwszego odcinka i przede wszystkim nie nudzi. Obejrzeć go można jednym ciągiem to tylko 7 odcinków. Jest to mini serial, a więc kontynuacji nie będzie zważywszy, iż jest to jak wspomniałem na początku recenzji na podstawie powieści Waltera Tevisa. Historia jest zamknięta, ale czasem widzowie chcieliby coś więcej..
Dobra obsada z dobra ciekawą historią, klimatem lat 60, bohaterką która porywa nas do swojego świata szachów. Polecam się zapoznać z mini serialem nawet jeśli nie jesteś fanem lub fanką szachów.
Słowem wstępu pewnie nigdy bym na ten film nie wpadł gdyby nie burza w mediach społecznościowych. Recenzja będzie zawierała elementy fabuły, które mogą spoilerować. Notabene ten film porusza wiele aspektów psychologicznych z życia doczesnego młodych osób.
Gwiazdeczki opowiadają historie Amy nastolatki, która nie dawno wraz z rodzeństwem przeprowadziła się do blokowiska na przedmieściach Paryża. Amy jako przykładna siostra rozpoczyna naukę w szkole, gdzie już w pierwszy dzień trafia na grupkę czterech dziewcząt znacznie wyróżniających się z tłumu i nazywających się tytułowymi “Gwiazdeczkami”. Już w tej scenie widać, że Amy ma błysk w oku na ich widok i chciałby się z nimi zaprzyjaźnić.
Amy trafia na dziewczyny podczas treningu do konkursu tańca, ale nie jest akceptowana ze względu na swój ubiór. Nie pasuje do “Gwiazdeczek”, które są modnie i ostentacyjnie ubrane, a przy tym nawet umalowane. Wszystko dodatkowo komplikuje sprawa, iż nasza bohaterka jest wyznania muzułmańskiego. W tej kulturze nie przystoi młodym dziewczynom wyróżniać się z tłumu, mają pomagać, a nawet zastępować czasem matkę w obowiązkach domowych mimo młodego wieku. W dodatku obowiązkowe modlitwy wraz z innymi starszymi kobietami. Film ewidentnie tutaj podnosi kwestie wiary konserwatywnej, gdzie dzieci nie mają żadnego wyboru, a muszą się przystosować i słychać starszych.
W bloku gdzie mieszka Amy również mieszka jedna z dziewczyn Angelica, która jest uznawana za najbardziej popularną z grupy. To z nią zaprzyjaźnia się Amy i dzięki niej może wkroczyć do wybranego grona. Również w tym momencie nasza młoda bohaterka zaczyna odkrywać uroki social mediów oraz internetu.
Przyjaźń między dziewczynami rozwija się dość szybko i nawet się sobie zwierzają. Angelica jest zachwycona, że Amy może mieć cały czas telefon przy sobie, gdy ona nie bo musi najpierw poprawić oceny. Koleżanka pokazuje występ grupy tanecznej dziewczyn, z która się będą mierzyć w konkursie. Tutaj mamy pierwsze zderzenia z “Twerkingiem”, który wywołuje takie oburzenie w internecie.
Gdy Amy została zaakceptowana przez dziewczyny te pokazują jej swój układ na konkurs, a jej zadaniem jest zarejestrować cały występ. Nagranie później posłuży naszej bohaterce do nauki tańca.
Padaroksalnie to Amy podczas jednej z sesji modlitewnej odnajduje w sieci teledysk popkulturowy z twerkiem, który posłuży jej do nauki.
Film ukazuje nasze gwiazdy w różnych momentach ich beztroskiego życia. Podrywają starszych chłopaków czy beztrosko sobie czatując w internecie podając się za dużo starsze niż są. Zostaje powoli odkrywana prawda co robią dzieci bez nadzoru dorosłych i skąd czepią najczęściej wiedze na różne tematy. Od tego momentu film wchodzi w główną fazę i nie rozwadnia już się tak fabuły, a koncentruje się bardziej na przekazie emocjonalnym.
Bijatyka między Yasmine, a Angelica doprowadza, że to Amy wskakuje na jej miejsce w hierarchii grupy. Prezentacja układu tanecznego przed Angelica sprawia, że Amy nie tylko zyskuje w grupie, ale zaczyna być rozpoznawalna w szkole co ją bardzo podbudowywuje psychicznie. Przysłowiowo lajki muszą się zgadzać.
Przez awans społeczny Amy zaczyna tracić kontrole nad swoim zachowaniem. Staje się coraz bardziej nieposłuszna, a nawet okrada własną matkę z oszczędności. Wszystko po to, aby zaimponować swoim koleżankom.
Niestety życie bywa przewrotne i Amy wylatuje z grupy, a na jej miejsce znowu pojawia się Yasmine i na nowo bryluje wśród koleżanek. Ale Amy się zbyt łatwo nie podda i zrobi wszystko, aby wrócić na jej należne miejsce!
Konkluzja filmu jasno pokazuje, że nasza bohaterka pochodzenia senegalskiego zdała sobie sprawę, iż w wielu aspektach posunęła się za daleko. Dostrzegła również, że może posiadać własną osobowość i sama może siebie kreować tak jak chce, a nie tak jak chcą aby ją postrzegano.
Historia jasno przekazuje, że brak kontroli nad tym co robią dzieci w czasie wolnym nie zawsze kończy się dobrze. A zamknięta społeczność czy konserwatywna religijną rodzina wcale nie ułatwia życia młodym osobom, które i tak są już pod silną presją rówieśników. Film tutaj piętnuje social media, które idealizują i nagradzają tylko tych z największą liczbą serduszek. Masz przysłowiowy fejm to wszyscy dookoła traktują Cię lepiej i są twoimi “przyjaciółmi” do momentu wpadki.
Reżyserka Gwiazdeczek “Ciutes” (Maïmouna Doucouré) zwraca uwagę na aspekty psychologiczne dziewczynek, które nie zawsze sobie radzą z presją koleżanek i otaczającego ich świata. Potrzebują atencji rodziców i ich wsparcia w realizowaniu swoich pasji.
Podsumowywująć po obejrzeniu filmu Gwiazdeczki “Ciutes” z całą pewnością nie promuje pornografii dziecięcej. Jak to można było przeczytać na Twitterze. Nie kipi również seksualnością młodych dziewczyn. Film przede wszystkim trzeba obejrzeć, aby wydawać później wyroki. Każdy, kto zasugerował się plakatem czy wpisami w social mediach rozminął się z prawa. Tymczasem film neguje zachowania tego typu i zbytnie useksualnienie młodych osób co doskonale pokazuje jedna z ostatnich scen, gdzie jest pokazana reakcja widowni podczas konkursu tanecznego.
Pomimo że film nie jest moją bajką doskonale rozumiem apel i poruszaną tematykę. Nie trzeba mieć dzieci, aby ten film zrozumieć. Wystarczy się przyjrzeć trochę bliżej dzieciakom w ich naturalnym środowisku wśród rówieśników. Aby wyciągać jak wiele zachowań jest odzwierciedlonych w tym filmie.
Kanon nieśmiertelnych postaci dawno umarł, czy Netflix sprawi, że historie o nieśmiertelnych ożyją na nowo? Wszystko wskazuje na to, że tak będzie. „The Old Guard” na podstawie serii powieści graficznych Grega Rucki. Nowy film Netflixa o wojownikach, którzy żyją wśród nas od stuleci. Są nieśmiertelni i tworzą armie. W dowódczynię sekretnej grupy, niestrudzenie walczącej o bezpieczeństwo zwykłych śmiertelników, wciela się Charlize Theron (Andy).
Andy i jej kompania braci to Booker (Matthias Schoenaerts) , Joe (Marwan Kenzari), Nicky (Luca Marinelli) oraz nowa nieśmiertelna Nile (KiKi Layne). Fabuła jest prosta, ale ma swoje smaczki, którymi widz się cieszy.
Nieśmiertelni podejmują się zazwyczaj ciężkich misji i unikają światła publicznego, aby nie zostali wykryci. To jednak się zmienia, gdy wpada na ich trop Copley (Chiwetel Ejiofor). Copley od dawna śledzi historie i wyszukuje wzmianek o Andy przywódczyni grupy. Udaje się mu nawiązać kontakt oraz zlecić im misję specjalną. Misja okazuje się zasadzą na ich samych. Powoli wychodzą na jaw zamiary Copleya do nieśmiertelnych. Aby tego było mało objawia się nowa nieśmiertlena, której trzeba pomoc.
Andy rusza na pomoc nowej nieśmiertelnej, a reszta drużyny udaje w poszukiwanie Copleya.
The Old Guard ogląda się bardzo przyjemnie, choreografie walk niczym z Johny Wicka. Trzeba pamiętać, iż Charlize Theron swoje umiejętności walki wręcz już pokazywała w Atomic Blond.
Moją uwagę również zwróciła ścieżka dźwiękowa, która pasowała do całego klimatu widowiska.
Dwugodzinny seans sprawił, że chętnie obejrzałbym więcej przygód “Starej gwardii”. Ciekawe postacie, dobrze rozpisane i jedna nie wiadoma, która czeka nas w prawdopodobnej kontynuacji!
Stanowczo stwierdzam, że jest to jedno z lepszych widowisk tego roku 2020, a przez pandemie zbyt dużo się nie działo w kinematografii. “Starą gwardię” dobrze oglądałoby się również na dużym ekranie. Kolejny raz serwis Netflix pokazuje, że można robić dobre i ciekawe filmy na platformę VOD.
Polecam zapoznać się z “The Old Guard” nie zawiedziesz się, duża dawka fajnej rozrywki.
Extraction to nowy film, który jest dostępny na platformie Netflix. Po zwiastunach można było stwierdzić, iż będzie to film z dużą ilością rozwałki. A fabuła będzie raczej rzeczą poboczną. Główna rolę tutaj zagrał Chris Hemsworth znany z uniwersum Marvela, a w Extraction wciela się w Talera Rake byłego wojskowego.
Fabuła filmu skupia się na ekstrakcji młodego chłopaka Oviego, który jest synem jego z bossów narkotykowych. Porwanie zostaje zorganizowane przez innego bossa, który włada stolicą Bangladeszu, Dhaki. Główny bohater stanie przed dylematem moralnym uratować chłopaka, którego szanse na przeżycie są bliskie zeru. Czy wycofać się i ratować własną skórę za wszelką cenę. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy do akcji włącza się przyjaciel ojca porwanego syna, były komandos z sił specjalnych.
Tyler Rake: Ocalenie, bo tak brzmi polski tytuł to przede wszystkim kino akcji przez wielkie A. Są momenty genialnej pracy kamery, która sprawia, że jest się w samym centrum akcji. Na pochwałę zasługuje ta część filmu, gdzie Talyer i Ovi uciekają samochodem przez miasto. Extraction to naprawdę dobre kino akcji! Na w sobie dużo z Johna Wicka, więc jest sporo też walki o bliskim kontakcie. Wróg naciera w liczbie niezliczonej, a Tyler raz po raz rodzi sobie z nimi z mniejszym i większym wysiłkiem.
Ocalenie aspiruje do czegoś większego niż zwykły film akcji. Ma w swojej fabule solidne podłoże, które wychodzi podczas akcji ratunkowej Oviego. Rake nie jest zwykłym najemnikiem, gdzie jedyny jego cel to zarobienie pieniędzy na zleceniu. Ma historie, z którą do tej pory ciężko mu było żyć.
Obsada filmu jest mieszana, ale zaangażowanie i poziom jest wysoki. Nie można nic zarzucić indyjskiej części obsady. Solidna gra aktorska jak i również sceny akcji.
Jakkolwiek można się przyczepić do części dramatycznej filmu to już do akcji nie. Dwie godziny solidnej dobrej rozrywki.
“W lesie dziś nie zaśnie nikt” miał trafić do polskich kin i całe szczęście, że tam nie trafił! Zamiast do kin trafił na platformę Netflix. Moglibyście pomyśleć, że to wyróżnienie otóż nie!
Za to działo odpowiada reżyser Bartosz M. Kowalski i w zasadzie to nie wiem co autor chciał przekazać widzom. W lesie dziś nie zaśnie nikt jest totalną kalką amerykańskich produkcji, która nie wnosi nic od siebie oprócz tytułu. Nie rozumiem jak można pomyśleć, że widz nie widział innych filmów i na pewno nie skojarzy faktów. Ale zacznijmy od początku.
Jest sobie obóz przetrwania, który ma pomagać młodym ludziom wyjść z uzależnienia od technologii. Poznajemy naszych bohaterów takich jak Zosia (Julia Wieniawa-Narkiewicz), Aniela (Wiktoria Gąsiewska), Julek (Michał Lupa), Bartek (Stanisław Cywka), Daniel (Sebastian Dela). Nasza grupa wybiera się w głąb lasu z opiekunką Izą (Gabriela Muskała), która ma dbać o bezpieczeństwo grupy. Akcja toczy się mimowolnie docierają do punktu, gdzie rozbijają obóz.
W zasadzie do tego punktu jeszcze całkiem znośnie, ale im dalej tym coraz gorzej. I jak to bywa w slasherach ktoś musi zginać lub zaginąć. I tutaj pojawiają się pierwsze problemy. Chodzący mutant jest niczym ninja, nikt go nie słyszy, a nawet nie widzi. Pomimo że jest okazałym osobnikiem płci męskiej o wzroście dwóch metrów i sporą masą ciała.
Jak to bywa w tego typu filmach są poszukiwania zaginionego, a w tym wypadku Daniela. Grupa się rozdziela. Część udaje się na poszukiwania z opiekunką, a cześć pilnuje obozowiska. I oto tym zgrabnym zabiegiem jesteśmy już w samym środku akcji. Dalsza część fabularnie jest po prostu zlepkiem scen, które mają doprowadzić nas do finałowej rozgrywki. Dodatkowo fabuła zostaje pod koniec widowiska totalnie zniszczona, gdy jest wprowadzany element nadnaturalności przez meteoryt.
W każdej śmierci uczestników obozu możemy doszukać się irracjonalnego zachowania, które przeczy logice. Więzi między bohaterami nie znajdziemy, a te można było zbudować w początkowej fazie filmu przed wyprawą. Mamy za to wątek miłosny, a raczej namiastkę jego w postaci szybkiego seksu. Aniela tutaj pokazała co nieco, a więc męska część widowni będzie zadowolona.
Obsada tego filmu składa się z młodych aktorów, którzy zbytnio doświadczenia nie mają. Ale to tez nie był film zbyt wymagający. Wszyscy po kolei wypadają dość blado. Odniosłem wrażenie, że postacie są najzwyczajniej na świecie słabo rozpisane. Nie mają w sobie głębszej osobowości. A próba wplątania wątku psychologicznego i traumatycznego przeżycia Zofii była tutaj zupełnie bezcelowa. Nie kleiło się to do całości.
Efekty specjalne cóż, pozostawiły dużo do życzenia. O więcej realizmu można było zadbać. Jednak mam na uwadze, że w polskiej kinematografii zbyt wielu ekspertów od horrorów nie ma.
Montaż to oczywiście kalki ujęć amerykańskich odpowiedników i w dodatku powtarzające się. Dosłownie można było wyczuć jak zaraz zostanie scena ucięta.
W całym negatywnym wydźwięku recenzji jest też pozytyw, za który muszę pochwalić. A mianowicie jest to ścieżka dźwiękowa. Nie zawsze był odpowiedni dobór muzyki do sytuacji, ale przez większość filmu była poprawna i dźwięk potęgował sceny akcji. Za to jest plus.
Ogólnie rzecz biorąc jest to produkcja wysoce skiepszczona. Jeśli autor miał na myśli, dobrą zabawę przez miks gatunków to nie wyszło. Jeśli zaś miał to być pierwszy dobry horror to też nie wyszło. Po takim filmie znowu mam awersje do polskiego kina. Jedna z domowniczek, którą miała przyjemność oglądać, ze mną seans skwitowała go tak. Cytat dosłowny “Co Ty mi tu za gówno puszczasz, zero fabuły kupa mułu.”
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz czy ktoś czyta w ogóle te scenariusze, zanim wyda pieniądze na realizacje filmu? Ponieważ wydaje mi, że jednak nie i to jest bardzo smutne.
Na Netflixie, można znaleźć naprawdę interesujące dokumenty! Zawsze staram się obejrzeć zajawkę i na tej podstawie głównie decyduje czy to moje klimaty czy też nie. Farmaceuta wydawał się dość dziwnym tytułem i pierwsza myśl skojarzona jaka przyszła mi do głowy to, że będzie to historia o koncernach farmaceutycznych. A dostałem historie o uporze rodzica, który szukał prawdy o synu i przy okazji odkrył wielki biznes “legalny” poradni leczenia bólu, ale moralnie wątpliwy.
Dan Schneider – farmaceuta z Luizjany dowiaduje się, że jego syn traci życie w podejrzanej dzielnicy, która znana jest z handlu narkotykami. Ojciec swoim uporem stara się rozwiązać zagadkę na własną rękę, ponieważ lokalne władze przy takich sprawach za wiele nie są w stanie zdziałać. Najprościej zamknąć sprawę, bo nieodnalezienie sprawcy w takich dzielnicach graniczy z cudem.
Dan nie daje za wygraną i na własną rękę zaczyna śledztwo, które sprawi, że odkryje jedno z największych nadużyć wystawiania recept na leki przeciw bólowe opioidowe w historii USA. Dan wszystkie swoje rozmowy nagrywał i rejestrował na dyktafonie, a więc dostajemy doskonałą retrospekcję z wydarzeń które już się wydarzyły.
Dilerzy w białych fartuchach bez karni wobec prawa, poradnie rosnące niczym grzyby po deszczu i setki tysiące dolarów zarobionych z nadużyć jakich dopuścili się lekarze. Lekarz który przysięga ratowania się ludzkiego życie potrafi szybko zboczyć na złą drogę chęcią zysku. Dr. Cleggett która prowadziła jedną z poradni bólu “leczyła” hurtowo, a kolejki do niej były kilkudniowe, aby zapłacić i uzyskać bezproblemowo leki, które działały jak heroina.
Koncert farmaceutyczny który odpowiadał na produkcje silnego leki opioidowego jakim jest “Oksykodon” nie miał nic sobie do zarzucenia. Promując lek zachęcali wręcz, aby podawać pacjentom i wmawiali lekarzom, iż tak silny lek nie uzależnia! Co oczywiście było wierutnym kłamstwem, a sami dyrektorzy doskonale o tym wiedzieli.
Dan Schneider stracił swojego syna, ale dzięki swojej wytrwałości oraz niezłomnej postawie doprowadził do nagłośnienia sprawy, zmuszenia władz, aby zajęły się tym problemem. Wraz z izbą lekarską stanu Luizjana dobrali się do lekarzy, którzy myśleli, że są bezkarni i nic im nie grozi, gdy wypisują tysiące recept “świętej trójcy”, a młodzi ludzie uzależniają się i umierają z przedawkowania.
Ciekawy i rzetelny dokument który dzięki nagraniom Dana jest super wiarygodny. Cztery odcinki, które wciągają i pokazują zmagania Dana i jego rodziny z osobistą tragedią, a później cała niemocą i obojętnością władz. Zdecydowanie polecam, pozycja godna uwagi!
Zwiastun z napisami dostępny jest na stronie NETFLIXA
Mesjasz zadebiutował na platformie netlix w styczniu tego roku (2020). Jest to serial z elementami religijnymi i socjo-politycznymi. Opowiada on o nowym Mesjaszu, który zjawia się na ziemi i zapowiada koniec dotychczasowej historii.
Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawe podejście do tematu w teraźniejszym świecie. Serial stara się ukazać jak zareagowałyby agencje takie jak CIA, FBI czy służby izraelskie na pojawienie się takiego człowieka jak nawy Mesjasz.
Mesjasz (Mehdi Dehbi) a w zasadzie Al-Masih w pierwszym sezonie jest zagadkową postacią i tylko dzięki zaciętości i uparciu Evy powoli dowiadujemy się czy owa postać to nie czasem hop sztapler. Eva (Michelle Monaghan) to agentka CIA, która monitoruje zachowania i nastroje w państwach islamskich. Ma ona też swój wątek w serialu dość osobisty i możemy poznać ją bliżej dzięki czemu staję się postacią autentyczną.
Al-Masih zyskuje rozgłos gdy zatrzymał ISIS i prowadzi sporą grupę uchodźców do ziemi świętej. Jednak cała podróż kończy się zatrzymaniem na granicy Izeala. To tutaj zostaje pierwszy zaraz zatrzymany przez służby i zaczyna być niewygodną osobą dla dzisiejszego świata. Zarządzonego przez służby specjalne i pojedyncze jednostki. Jest traktowany jako zło i zagrożenie bowiem na za sobą znaczną część ludzi.
Na tym etapie serial przedstawia nam dwie dodatkowe postacie agenta izraelskiego wywiadu Avrima (Tomer Sisley) oraz młodego Samira (Farès Landoulsi). Obie te postacie będzie łączyć jeden wątek, aby po chwili każda z nich mogła rozwijać swoją ścieżkę w serialu. Z tych dwóch postaci na pewno Avrim zasługuję na większą uwagę ze względu na jego bardzo mroczną przeszłość. I dość ciekawy wątek w ostatnim odcinku, który będzie ściśle związany z Mesjaszem. Po takim cliffhagerze chciałoby się tylko obejrzeć kolejny odcinek, ale ten dopiero nastąpi w kolejnym sezonie.
Wracając do kolejnego wątku dużo czasu w serialu dostaje rodzina teksańskiego pastora Felixa (John Ortiz) ich historia zdaje się być wypełniaczem całej fabuły. Gdy Mesjasz ratuje córkę pastora od tornada, a sam pastor na nowo zaczyna wierzyć w boga. Po raz kolejny okazuje się, że Mesjasz potrafi zjednywać sobie ludzi i tym razem poprzez media społecznościowe oraz córkę Rebbece (Stefania LaVie Owen) staje się coraz to mocniejszą politycznie postacią.
Tytułowy bohater po, mimo że dużo nie mówi i jest owiany tajemnica jest pokazany w dobrym świetle i widz ma ochotę mu wierzyć. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy jest wahanie czy, aby na pewno? Al-Masih to taki mistrz dobrze dobranych słów w danym momencie doskonale potrafi lawirować i zostawiać pytania bez odpowiedzi.
Czy Mesjasz to oszust? Być może. Jednak w pierwszym sezonie dostajemy więcej pytań niż odpowiedzi i to sprawia, że ogląda się to widowisko dość dobrze. Dostajemy pewien przekrój religijny, gdzie powielany jest schemat, że islam to ta zła religia, a chrześcijanizm to ta dobra. W pierwszym sezonie mamy do czynienia z przekrojem religijnym islamskim, a nawet zahaczamy o ekstremistów.
W całej okazałości jest to pozycja godna uwagi, ponieważ nie są to tematy powszechne w serialach. Więc Mesjasz jest dobrą odskocznią od innych popularnych serialowych gatunków. Czekam na drugi sezon i liczę, że akcja potoczy się w niespodziewanym kierunku, a serial mnie jeszcze niejednym zaskoczy.
Aktualizacja:
Serial został skasowany, a więc historia kończy się na pierwszym sezonie.