Przejdź do treści głównej

22 LIPCA – Historia zamachu w Norwegii

To nie jest film o pięknych widokach Norweskiej ziemi zrealizowany w Hollywoodzki sposób, a surowy obraz który skupią się na zamachu z 22 lipca 2011. Gdzie Anders Behring Breivik podkłada najpierw bombę pod budynek ministerstwa w Oslo, a później pędzi na wyspę Utøya, aby dokończyć swoje dzieło.

Czytaj dalej

Zabijam Gigantów – mało znane, ale dobre

Zabijam Gigantów idealnie wpasowuje się w kinematografie disneyowskich dramatów, które to są owiane nutką tajemniczości i posypanych szczyptą wyobraźni fantasy.  Jednak to nie jest film studia Disney, a równie dobrze się go ogląda. Producenci odpowiedzialni za film stworzyli taki hit jak Harry Potter.

Czytaj dalej

KISS ME FIRST – niszowy serial od NETFLIX

Kiss Me First to serial, który kroczy tymi samymi ścieżkami co polski nagradzany film “Sala Samobójców”. Zarówno film, jak i serial budzi skrajne opinie, jedni uważają, że jest super, a inni totalny nie wypał.  Jeśli chodzi o film moje zdanie jest takie, że był bardzo dobry. Więc jeśli film Ci się podobał to i spodoba Ci się nowy serial “Kiss Me First”.

Serial z całą pewnością jest serialem niszowym i nie wszystkim przypadnie do gustu, ponieważ porusza problemy dość istotne dla pojedynczej jednostki ludzkiej. Obsada serialu to głównie młode osoby i mało znane postacie, a przynajmniej mnie osobiście bliżej nieznane.

Kiss Me first to serial o młodych ludziach z problemami w swoim życiu jak głębokie depresje czy traumatyczne przeżycia, a jedyna ucieczka, jaką widzą to świat wirtualnej rzeczywistości Azany. Azana to wirtualna planeta, na której możesz się wyżyć i powalczyć z innymi. Jednak ten świat skrywa swoje tajemnicze miejsce, gdzie nie wszyscy mają dostęp, a tylko wybrani.

Leila to główna postać, która odnajduję się w nowej sytuacji po stracie matki. Zaczyna nowe życie, które zmuszą ja do znalezienia pracy oraz wynajęcia pokoju tak, aby starczyło jej na przeżycie. W wynajętym pokoju zamieszkuje Jonty młody śmieszny chłopak, który chce zostać aktorem. Mimo woli zarówna Leila jak i Jonty nawiązują swoistą nic porozumienia. Leila często odwiedza świat Azany i tam stara się uciec od przygnębiającej rzeczywistości oraz samotności.
Tym sposobem nasza główna bohaterka Leila aka Shadowfax napotyka Tess aka Mania, która ta pokazuję Leili, że istnieje coś więcej w tym wirtualnym świecie. Odizolowany piękny świat kreowany przez bardzo tajemniczego użytkownika Adriana, a bowiem on ma władzę nad tą cząstką świata. Leila i Tess zaprzyjaźniają się w realnym świecie i doskonale się dogadują. Leila spokojna po stracie matki próbuje jakoś przetrwać, a Tess z problemami psychologicznymi ucieka w dragi i imprezy. Obie są skrajnymi przeciwieństwami, a jednak potrafią na siebie doskonale terapeutycznie oddziaływać. Tess to nie jedyna postać, którą spotyka się w czerwonej pigułce. Pozostali uczestniczy tajemniczego świata to rozgadana Tippi, Denier młody nieśmiały chłopiec, nierozłączna para Jocasta i Force oraz przygnębiony Calummy jak i aspirujący na mentora Adrian.

Jednak ten świat ma swoje tajemnice i krótko po dołączeniu Shadowfax dochodzi o tajemniczego samobójstwa Calummiego, którego to przez przypadek jest światkiem Leila. Nasza główna bohaterka zaczyna szybko dostrzegać jaki zły pływ na uczestników ma Adrian. Leila na własną rękę próbuje rozwiązać zagadkę jednak nie przyje jej to łatwo ponieważ w między czasie Tess znika bez śladu. Adrian jako główna antagonistyczna postać nie da łatwo za wygraną i zrobi wszystko, aby dalej wdrażać swój plan. Tym sposobem ścieżki Leili i Adriana będą się często przeplatać, jednak to on będzie wyznaczał kierunek i dyktował warunki gry.

Wracając do postaci, które są różnorodne i każda z nich reprezentuję inne spojrzenie na świat poprzez swoje problemy. To właśnie sprawia, że są one ciekawe i chętnie dowiadujemy się o i przeżyciach oraz przeszłości. Z całą pewnością efekty specjalne czy urządzenia używane do VR są tutaj drugorzędne i ten aspekt nie jest zbyt porywający.

W serialu mamy powiązania kulturowe jak “czerwona pigułka” z matrixa czy świat Azany, wzorujący się na Player One, aczkolwiek mam wątpliwości, aby był bezpośrednio inspiracją z racji zbieżnego wydania zarówno filmu, jak i serialu.  Kiss Me First to sześcioodcinkowy serial, który posiada nawet zgrabne zakończenie jednak zostawia sobie furtkę do następnego sezonu. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że serial jest wart uwagi jeśli kręcą Cię psychologiczne wątki. Natomiast jeśli Cię nie zainteresuje po pierwszym odcinku odpuść sobie bo będziesz się męczył.

 

 

Zagłada - Netflix

Zagłada – kolejny średniak od NETFLIX

NETFLIXie fajnie, że robisz dużo science fiction, ale rób to z większym rozmachem… Kolejny średniak, który niczym nie zaskakuje, a i czasem oglądając ma się wrażenie, że to niższej klasy budżetowiec. Od czasów ANIHILACJI  ciężko o coś lepszego i oryginalnego w sferze SF na platformie NETFLIXa.

Zarys fabuły “Zagłady” prezentuje się w następujący sposób. Nękany koszmarami Peter o inwazji obcych ojciec rodziny musi zmierzyć się ze swoją przerażającą wizją, gdy istoty pozaziemskie zaczynają eksterminować mieszkańców Ziemi. Przez swoje problemy ze snem jego rodzina zaczyna się od niego oddalać. Nawet żona Alice zaczyna podejrzewać, że Peter zaczyna wariować.

Zagłada Netflix Peter i Alice

Peter (Michael Peña) jest tutaj postacią pierwszoplanowa jednak jego postać jest ospała i przynudzająca. Nawet gdy ma okazje się wykazać w walce nie wygląda to zbyt przekonywująco na ekranie. Peter przez cały czas błądzi w swoich otchłaniach koszmarów i co rusz ma wizję nadchodzącej przyszłości. Alice (Lizzy Caplan) nie patrzy przychylnie na męża, który ma coraz więcej problemów z koszmarami, ale też nie wspiera go zbytnio. Alice również na ekranie nie jest wulkanem energii. Peter i Alice posiadają dwójkę dzieci Hannah i uroczą, ale strasznie irytującą Lucy. Lucy niejednokrotnie w każdej możliwej scenie, nie słucha nikogo naglę staje przerażona itd. Jest to tak często powielany schemat przez co widza zaczyna drażnić takie zachowanie i nagłe przystopowania dynamicznych akcji.

Zagłada Netflix Obcy

Pierwsze akty filmu są niezbyt wciągające nudny Peter i jego niezbyt ciekawe życie, urozmaicenia dodają tylko jego wizje koszmarów z najazdem obcej cywilizacji. Gdy okazje się, że Peter ma racje następuje nie oczekiwany zwrot akcji uwaga lekki spoiler. Te wizje to nie przyszłość, a nękająca go przeszłość. Zdecydowanie druga część filmy jest znacznie ciekawsza i odkrywa przed nami kolejne tajemnice mieszkańców ziemi. Najeźdźcy z kosmosu też mają swoje sekrety, o których dowiadujemy się w końcowych fazach filmu. Kim są najeźdźcy z kosmosu i czy słusznie atakują ziemie? Na całe szczęście dostajemy odpowiedzi i nie ma żadnego finalnego cliffingera.

Efekty specjalnie do najwyższej, póki zdecydowanie nie należą myślę, że gdyby film znalazł się na ekranach kin to okazałby się finansową klapą. Na mniejszym ekranie w końcu wszystko jest mniejsze 😉

Zagłada Atak z kosmosu

Pochwalić mogę “Zagładę” za sam koncept, ponieważ jest bardzo fajny jednak zdecydowanie brakuje rozwinięcia pewnych wątków. Fabuła wydaje się zbyt bardzo spłycona tak, aby szersza publika mogła ją dostatecznie zrozumieć. Nie chce się za bardzo wdawać w szczegóły bo spoiler byłby psujący całe widowisko, a więc pozostaje wam obejrzeć jeśli jesteście ciekawi co wydarzyło się podczas zagłady. Jeśli przetrwacie 30 min to później będzie ciekawiej i znaczniej lżej będzie Ci się oglądać to widowisko.

Słowem kończącym, zastanawiam się czy producenci  liczą na kontynuacje w stylu “Zagłada – odwet” film zostawia sobie sprytnie furtkę w prawdzie tunel się zawala, ale pociąg mknie dalej.

How it ends – pytanie bez odpowiedzi

Nowa świeża propozycja od NETFLIX “How It Ends” po trailerze zapowiadała się bardzo interesująco i klimatycznie, a wyszło no właśnie kolokwialnie jak zawsze. Prawie dwie godziny widowiskowego filmu post apokaliptycznemu nie wróć widowiskowość to tylko ostatnia scena.

Zacznijmy od obsady, bo ta wydaje się całkiem porządna i tak na ekranie zobaczymy Forest Whitaker (Will ojciec Sam), Theo James (Will chłopak Sam) i Kat Graham (Samantha córka) oraz epizodyczne postacie plus Grace Dove (Ricki mechanik). W zasadzie cały film ciągnie tylko Forest z racji mocnego charakteru, a przy nim Theo wypada średnio i bez wyrazu. Jednak to kwestia postaci odgrywanej w filmie przez Theo James. Jestem rozczarowany tak mała rolą Kat Graham, bo uważam, że w końcu rozwinie skrzydła i będzie z niej jeszcze gwiazda pokroju Halle Berry.

Całe widowisko to tak naprawdę gra dwóch postaci ojca Toma i Willa, a cała reszta to tło i nawet dłużej na ekranie goszcząca Ricki nic ciekawego nie wnosi, bo jej postać jak szybko się pojawiła tak i szybko znika. Fabularnie jest prosto mamy zdarzenie bliżej nieokreślone na skalę kraju, o którym nic nie wiemy i nasi główni bohaterowie przemierzający przez pół kraju, aby odnaleźć Sam. Całe wydarzenie jest o tyle tajemnicze, że dostajemy tylko szczątkowe informacje jak odwołanie wszystkich lotów, a telewizyjne newsy informują o rzekomym trzęsieniu zmieni oraz braku elektryczności. W filmie często widzimy wojsko jednak, mimo że ojciec Sam jest byłym wojskowym to nie jest nam dane, aby użył swoich kontaktów i nam widzom zdradzić co tak naprawdę się wydarzyło.

I tak te dwie godziny nam lecą na podróżny do Seattle, gdzie nasi bohaterowie pokonują kilometry i borykają się z coraz to bardziej postępującym chaosem, który ogarnia tą cześć kraju.  W zasadzie nie nudzimy się w tej podróży bo dzieje się nawet wiele na ekranie i akcja pcha fabułę do celu. Gdy wreszcie dostajemy obraz Seattle to wygląda jak po katastrofie. Zniszczone przedmieścia wysokie wieżowce jak po wybuchu sporej bomby, a na dodatek wszędzie unoszący się trujący dym. I tutaj nadal tylko możemy się domyślać co tak naprawdę się wydarzyło.

Finalnie klimat filmu jest dość wciągający ze względu na naszą ludzką ciekawość. Jednak to jest jeden z tych filmów, gdzie po seansie sami będziemy musieli sobie dopowiedzieć co się wydarzyło. Osobiście nie znoszę takich zakończeń, bo za każdym razem czuję się oszukany, gdzie mój czas został zmarnowany. I tak z ciekawie zapowiadającego się filmu dostaliśmy wydmuszkę bez głębszej genezy.

Nudny Luke Cage – Sezon 2

Nie spodziewałem się, że to napiszę, ale drugi sezon Luke Cage jest tak nudny, że ciężko było mi przebrnąć do samego końca. 13 odcinków, które oferuję nam Marvel przy współpracy z Netflix tak na dobrą sprawę jest tylko kilka godnych uwagi widza.

Cały sezon jest tak przegadany, że aż do bólu.. Sceny walki z początkowych odcinków są na niskim poziomie i bardzo drętwe. Odnosiłem wrażenie, że osoba za choreografie walk to przespała cały ten sezon. Jedyny pozytywny akcent to gdy w serialu gościnnie pojawia się Danny Rand (odcinek 10) i wraz z Lukiem likwidują magazyn gdzie Jamajczycy hodują “Nightshade” tam walki są pomysłowe i efektowne, a przynajmniej milsze dla oka.

Bushmaster

Cały rozwój postaci Luka jakby utknął w miejscu i można wyczuć niemoc jego samego. Niby kuloodporny, a średnio może coś sam zdziałać w Harlemie. A sama końcówka i jego enigmatyczna przemiana jest zdecydowanie zbyt późno wprowadzona. To byłoby dobrym tematem na drugi sezon, a nie trzeci.

Wałkowanie przez cały sezon historii  Mariah Dillard i Bushmastera jest najzwyczajniej nudne. W końcu to serial o Luku co zresztą sam wspomina w jednym z odcinków ‘”to moje show”. Nie będę was oszukiwał, mnie osobiście strasznie ten sezon rozczarował. Nawet wprowadzenie Bushmastera i kilku walk stoczonych z Luke nie poprawia całego obrazu.

Missty

Gdy postać Luka stoi w miejscu tuż obok rozwija nam się Misty i jest ona w tym sezonie jasną gwiazdą! Dużo dostajemy też Hernana “Shades”, który, mimo że jest gangsterem to zachowuje honor i respektuje prawa ulicy. Te dwie postacie zdecydowanie się wyróżniają na tle pozostałych w sezonie drugim. Reszta bez werwy przyćmiona po prostu średnio aktorsko.  Mógłbym tutaj wyróżnić jeszcze Mariah Stokes Dillard, ale z odcinka na odcinek jej gra mnie nudziła. Kompletnym nieporumienieniem według mnie jest pozbycie się Clare po trzecim odcinku, bez niej serial dodatkowo blednie.

Clare

Harlem Paradise to klub, a jak klub to muzyka i tej w Luku Cage nie brakuje. Ale jeśli w serialu dostajesz 90 – 120 sekund muzyki to zaczynasz się zastanawiać o co chodzi. Stanowczo te przerywniki były za długie i wybijały z rytmu i tak ślimaczego tempa serialu.

Dwa odcinki nogę wyróżnić 10-ty oraz 13-ty dzieje się tam zdecydowanie najwięcej i oba mają fajną dynamikę. Zamiast serialu akcji dostaliśmy tym razem sensacyjny gdzie dialogi to 99% serialu. W tym momencie to najgorzej prezentujący się serial Netflixowo-Marvelowy. Ten sezon jest ciężki, długi, nudny gratuluje każdemu kto dał radę przebrnąć.

https://www.youtube.com/watch?v=b_7VG1WgD14