Przejdź do treści głównej

Kryptonim “Polska” – recenzja komedii

Obiecywałem sobie, że więcej tego nie zrobię i znowu przekonałem się, że nie warto było. Przykro mi to stwierdzić, ale mimo iż zwiastun mnie urzekł i liczyłem na dużą dawkę śmiechu. To się przeliczyłem… Za każdym razem stronię trochę od polskiej kinematografii, bo bywa różna i przeważnie nie spełnia moich oczekiwań. Będąc na seansie, stwierdziłem, że ludzie uważają podobnie. Frekwencja na sali kinowej w dniu premiery nie zachwyciła. Jakby to delikatnie ująć “przeciąg na sali był okrutny”.

Komedia pod tytułem Kryptonim “Polska” to lekka, mało śmieszna próba ośmieszenia narodowców czy też ONR-owców. Borys Szyc, wcielający się w rolę Romana (podróbkę R. Bąkiewicza, naczelnego generała narodowców), robi robotę i jest to całkiem mocny punkt tego widowiska. Jednak krzywe zwierciadło jest tak krzywe, że czasem zagina IQ odbiorcy. Maciej Musiałowski, grający Staszka, stara się trzymać poziom tego widowiska. Wstępuje do “klubu” ZMR kuzyna Romana i tam się ma radykalizować na narodowca z “krwi i kości”.

Oczywiście nie mogło zabraknąć drugiej strony, czyli przedstawicieli wolności równość, czyli LGBTQ. Po tej stronie mamy Polę, którą gra Magdalena Maścianica i też stara się ciągnąc film swoją osobą. Oczywiście, dobrze się domyślasz, będzie z tego wątek miłosny. Dwa przeciwne światy, Pola i Staszek, a jednak zakochują się w sobie. Perypetie kochanków nie są niczym porywającym. Jest to przerywnik dla całej akcji filmu i zarazem zapalnik punktu zwrotnego. Czy ich miłość przetrwa? Odpowiedź znajdziesz podczas seansu lub też domyślisz się, jak to wszystko się zakończy.

Muzykę w filmie mamy mieszaną, dużo techno, ale i coś polskiego się znalazło. Pod tym względem, mam wrażenie, iż w polskiej kinematografii jest coraz lepiej.

Fabuła komedii jest prosta, trochę przydługa i nudnawa. Zwiastun bardzo dobrze zrealizowany, jednak film pozostawia dużo do życzenia. Dlatego nie daj się nabrać i jeśli bardzo Cię nie kusi, odpuść sobie seans na dużej sali kinowej.

Reszty obsady nie wspominam, bo nie ma w zasadzie o czym pisać. Mamy Pazurę czy Królikowskiego, ale to epizodyczne postacie nic nie wnoszące, a i nie dostały wybitnych scen, aby po seansie zapamiętać cokolwiek z ich gry.

Poważnie, jestem bardzo rozczarowany tym widowiskiem, liczyłem na dużą dawkę fajnego humoru, a dostałem bylejakość i to przez duże “B”.

Kryptonim “Polska” oznaczam znacznikiem – “Szkoda czasu”.

Kryptonim Polska – Zwiastun

Kruk. Szepty, które słychać nocą – amerykańskie podejście

Sześcioodcinkowy serial o siatce pedofilów i problemach psychologicznych osób, które przeszły przez taki koszmar. Serial z podejściem amerykańskim, gdzie nie ma owijania w bawełnę. Polska produkcja, ale czuć tutaj ten powiew serialu zza oceanu. To dobra wiadomość, bo warto się wzorować na dobrych produkcjach, które osiągnęły sukces.

Główny bohater, Kruk (Michał Żurawski), jedzie do Białegostoku, aby zająć się przemytem papierosów. Jednak ma też ukryty cel – zdemaskować siatkę pedofilów. Kruk napotyka niespodziewane kłopoty i w międzyczasie musi zająć się porwaniem niewidomego dziecka – wnuka lokalnego bosa mafii, Zygmunta Morawskiego (Jerzy Schejbal).

Serial oferuje dużo emocji i jeszcze więcej zagadek. Aczkolwiek dwa pierwsze odcinki są najsłabsze ze wszystkich, bowiem akcja toczy się niczym wyścig ślimaków i nie bardzo wiadomo, o co chodzi głównemu bohaterowi. Natomiast kolejne odcinki to już inna liga! Wciągają na maksa i nadają zupełnie inne tempo narracji. Przy okazji zagadka do rozszyfrowania pozostaje tajemnicą do ostatniego odcinka.

Kruk to postać dość kontrowersyjna z dużymi problemami natury psychologicznej. Stara się pomóc swojemu przyjacielowi Sławkowi (Cezary Łukaszewicz), który również, tak jak on, został skrzywdzony w młodości. Chłopców niegdyś łączyła braterska przyjaźń, a teraz staną ramię w ramię, aby pokonać swoje demony przeszłości.

Serial jest rozbudowany o kilka wątków i doskonale się broni zarówno pod względem psychologicznym, jak i kryminalnym. Postacie są rozbudowane i ciekawie sportretowane. Wysiłek w głębsze zróżnicowanie postaci zwyczajnie się opłacił. Każda ważniejsza postać ma swój charakter i cały zestaw cech.

Canal+ naprawdę bez ściemy stanął na wysokości zadania. Oczywiście można by pokierować trochę inaczej głównym wątkiem, ponieważ ostatni odcinek zbyt szybko zdradza antagonistę/ofiarę. Brawa dla Marcina Bosaka – mega rola – aż szkoda, że nie było więcej jego postaci i tego klimatu ostatniego odcinka, który jest brutalny oraz rzeczowy do szpiku kości.

Nie ma idealnych seriali, zawsze można coś znaleźć i się przyczepić. Jak słabsze aktorstwo osób postronnych czy brakującej czasem konsekwencji w porach dnia. To naprawdę małe drobiazgi, które będą przeszkadzać tylko czepialskim.

Zdecydowanie jestem zaskoczony tym serialem, że po pierwsze, wyszedł tak dobrze, po drugie, tematyka ciężka do realizacji i tu został temat dobrze ujęty. Po trzecie psychologia, tutaj również serial nie zawodzi.

W serialu nie zabrakło elementów miejscowego folkloru, seansów spirytystycznych. Ten element dodawał takiego dziwnego uroku. True detective mi się przypominał.

Dziwne, że trafiłem na ten serial przypadkiem i medialnie nie uzyskał większego rozgłosu albo po prostu go przeoczyłem.

Jak zawsze przypominam, że polskie seriale nie są moją ulubioną częścią rozrywki. Przyczyny są dość proste i prozaiczne, ale o tym nie w tej recenzji.

Bardzo chciałbym pochwalić Michała Żurawskiego i Marcina Bosaka, który rozkwitli w tym serialu i pokazali się z jak najlepszej strony. Ogólnie rzecz biorąc, dobór postaci bardzo trafiony i każdy dał z siebie wszystko, aby zadowolić widza na sam koniec.

Jako że już trochę czasu minęło od premiery (2018), więc poszperałem w sieci i znalazłem, iż będzie drugi sezon, mimo iż zakończenie serialu jest dość jasne.

Polecam! Przemęczcie te dwa pierwsze odcinki, a gwarantuję, że reszta serialu wam to wynagrodzi.

Zwiastun – Kruk – Szepty, które słychać nocą

Serial można obejrzeć na platformie Player.pl z wykupionym dostępem do Canal+.

Sala samobójców Hejter – Dobre polskie kino!

Sala samobójców wraca w dobrym stylu. Jest lepiej pod każdym względem! Aczkolwiek już pierwsza odsłona zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Film z 2011 roku dostał ocenę 8/10. Kontynuacją dała mi jeszcze więcej frajdy podczas oglądania.

Główny bohater nowego filmu Jana Komasy to Tomek (Maciej Musiałowski), student prawa, któremu noga się powinęła i zostaje przyłapany na plagiacie. Jako że pochodzi z małej miejscowości korzysta ze stupendnium, które mu ufundowała rodzina Krasudzkich. Robert (Jacek Koman), Zofia (Danuta Stenka) i Gabi (Vanessa Aleksander) znają Tomka jeszcze z jego dzieciństwa, gdy odwiedzali jego rodziców na wakacjach.

Pierwsze minuty filmu są dość nie jednoznaczne, jednym słowem nawet mnie trochę nudziły. Nie było widać żadnej intrygi ani kierunku, w którym rozwija się akcja. Szło zauważyć, iż Tomasz buja się w Gabi, a ona ma go przysłowiowo gdzieś! Tomek jednak ukrywa sekret wydalenia ze studiów, który wychodzi na jaw. Rozgoryczony, samotny postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i planuję zemstę za traktowanie z góry przez Krasudzkich. Znajduję pracę w Best Piar i tym samym sposobność na podsłuchiwanie swoich ofiar.

Praca w agencji szybko rozwija w chłopaku przysłowiowego hejtera. Wychodzi na to, że to jego druga natura, a planowanie i hejtowanie przychodzi mu dziecinnie prosto w dodatku bez żadnych wyrzutów sumienia! W tym momencie można przypisać Musiałowskiemu świetną grę aktorską. Bezwzględny w swoich poczynania i dążeniu do celu. Po trupach, aby zrealizować swój osobisty plan. Jego szefowa jest podobnym typem człowieka. A Ci, co oglądali pierwsza osłonę powinni kojarzyć Beatę Santorską (Agata Kulesza) to matka Dominika.

Tomek, aby zrealizować swoją wizję posuwa się do drastycznych metod. Pracuję na dwa fronty i wciąga w swoje plany Stefana (Adam Gradowski). Stefan to czynny aktywista internetowy, który otwarcie mówi o nacjonalistycznych poglądach. Tomek i Stefan komunikują się ze sobą przez grę. Tutaj mamy postęp i lekcja została odrobiona efekty specjalne na dobrym poziomie. Ale w tym filmie nie o efekty chodzi, a o ludzką naturę.

Komasa sprytnie wplótł w fabułę wątek polityczny jak i LGBT. Polityków zagrali Maciej Stuhr i Piotr Cyrwus. Ten pierwszy wcielając się w Pawła Rudnickiego, który ukrywa swoja orientację seksualną. A w jego oponenta politycznego wcielił się wcześniej wymieniony Piotr Cyrwus.

Reżyser, poruszą kwestię na czasie, dążenia jednostki, aby być zauważanym i lubianym za wszelką cenę. Wszystko musi być naj! W pracy musisz wymiatać i robić za trzech. W życiu towarzyskim musisz mieć w znajomych tych naj! Bo inaczej jesteś nikim, nikt Cię nie zauważa i dla reszty jesteś śmieciem nic niewartym. Film jest kierowany do młodszego pokolenia, które spędza większość swojego życia przed ekranami komputerów lub telefonami. Dużo starszy widz, który nie ma styczności na co dzień z social media, może nie do końca zrozumieć istoty naczyń połączonych.

Ponieważ o Macieju Musiałowskim wspominałem wyżej i jego rewelacyjnej grze. To również wypada wspomnieć o dobrej grze Vannesy, której do tej pory nie widziałem na ekranie. I cieszy mnie to, że wreszcie ktoś sięga po młodszych aktorów i aktorki, którzy mogą się wykazać. Generalnie trzeba pochwalić całą obsadę i jej dobór.

Sala samobójców. Hejter daje widzowi spójny wielowątkowy obraz i przez to ten film jest taki wiarygodny oraz nadwyraz ciekawy w odbiorze. Z perspektywy czasu pierwszej części zabrałbym oczko i ocenił 7/10. Ponieważ kontynuacja jest bardziej dojrzała na każdym kroku. Kino nadzwyczaj dobre i wciągające pomijając tą początkową fazę.
Nie często polecam polskie filmy, ale ten zasługuje na to!
Jan Komasa i Mateusz Pacewicz to naprawdę zgrany zespół. Tak trzymać Panowie mam nadzieje, że to nie jest wasza ostatnia produkcja.
Bez mrugnięcia okiem oznaczam “Musisz zobaczyć”.

Sala samobójców Hejter – zwiastun

W lesie dziś nie zaśnie nikt – kopiowanie nie zawsze wychodzi dobrze!

“W lesie dziś nie zaśnie nikt” miał trafić do polskich kin i całe szczęście, że tam nie trafił! Zamiast do kin trafił na platformę Netflix. Moglibyście pomyśleć, że to wyróżnienie otóż nie!

Za to działo odpowiada reżyser Bartosz M. Kowalski i w zasadzie to nie wiem co autor chciał przekazać widzom. W lesie dziś nie zaśnie nikt jest totalną kalką amerykańskich produkcji, która nie wnosi nic od siebie oprócz tytułu. Nie rozumiem jak można pomyśleć, że widz nie widział innych filmów i na pewno nie skojarzy faktów. Ale zacznijmy od początku.

Jest sobie obóz przetrwania, który ma pomagać młodym ludziom wyjść z uzależnienia od technologii. Poznajemy naszych bohaterów takich jak Zosia (Julia Wieniawa-Narkiewicz), Aniela (Wiktoria Gąsiewska), Julek (Michał Lupa), Bartek (Stanisław Cywka), Daniel (Sebastian Dela). Nasza grupa wybiera się w głąb lasu z opiekunką Izą (Gabriela Muskała), która ma dbać o bezpieczeństwo grupy. Akcja toczy się mimowolnie docierają do punktu, gdzie rozbijają obóz.

W zasadzie do tego punktu jeszcze całkiem znośnie, ale im dalej tym coraz gorzej. I jak to bywa w slasherach ktoś musi zginać lub zaginąć. I tutaj pojawiają się pierwsze problemy. Chodzący mutant jest niczym ninja, nikt go nie słyszy, a nawet nie widzi. Pomimo że jest okazałym osobnikiem płci męskiej o wzroście dwóch metrów i sporą masą ciała.

Jak to bywa w tego typu filmach są poszukiwania zaginionego, a w tym wypadku Daniela. Grupa się rozdziela. Część udaje się na poszukiwania z opiekunką, a cześć pilnuje obozowiska. I oto tym zgrabnym zabiegiem jesteśmy już w samym środku akcji. Dalsza część fabularnie jest po prostu zlepkiem scen, które mają doprowadzić nas do finałowej rozgrywki. Dodatkowo fabuła zostaje pod koniec widowiska totalnie zniszczona, gdy jest wprowadzany element nadnaturalności przez meteoryt.

W każdej śmierci uczestników obozu możemy doszukać się irracjonalnego zachowania, które przeczy logice. Więzi między bohaterami nie znajdziemy, a te można było zbudować w początkowej fazie filmu przed wyprawą. Mamy za to wątek miłosny, a raczej namiastkę jego w postaci szybkiego seksu. Aniela tutaj pokazała co nieco, a więc męska część widowni będzie zadowolona.

Obsada tego filmu składa się z młodych aktorów, którzy zbytnio doświadczenia nie mają. Ale to tez nie był film zbyt wymagający. Wszyscy po kolei wypadają dość blado. Odniosłem wrażenie, że postacie są najzwyczajniej na świecie słabo rozpisane. Nie mają w sobie głębszej osobowości. A próba wplątania wątku psychologicznego i traumatycznego przeżycia Zofii była tutaj zupełnie bezcelowa. Nie kleiło się to do całości.

Efekty specjalne cóż, pozostawiły dużo do życzenia. O więcej realizmu można było zadbać. Jednak mam na uwadze, że w polskiej kinematografii zbyt wielu ekspertów od horrorów nie ma.

Montaż to oczywiście kalki ujęć amerykańskich odpowiedników i w dodatku powtarzające się. Dosłownie można było wyczuć jak zaraz zostanie scena ucięta.

W całym negatywnym wydźwięku recenzji jest też pozytyw, za który muszę pochwalić. A mianowicie jest to ścieżka dźwiękowa. Nie zawsze był odpowiedni dobór muzyki do sytuacji, ale przez większość filmu była poprawna i dźwięk potęgował sceny akcji. Za to jest plus.

Ogólnie rzecz biorąc jest to produkcja wysoce skiepszczona. Jeśli autor miał na myśli, dobrą zabawę przez miks gatunków to nie wyszło. Jeśli zaś miał to być pierwszy dobry horror to też nie wyszło. Po takim filmie znowu mam awersje do polskiego kina.
Jedna z domowniczek, którą miała przyjemność oglądać, ze mną seans skwitowała go tak. Cytat dosłowny “Co Ty mi tu za gówno puszczasz, zero fabuły kupa mułu.”

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz czy ktoś czyta w ogóle te scenariusze, zanim wyda pieniądze na realizacje filmu? Ponieważ wydaje mi, że jednak nie i to jest bardzo smutne.

Nie polecam nawet w ramach ciekawostki.

W lesie dziś nie zaśnie nikt – Zwiastun

Boże Ciało – recenzja

Film reżysera Jan Komasy, którego powinieneś kojarzyć z takich filmów jak Sala Samobójców czy Miasto 44. Boże Ciało był nominowany do Oscara, którego niestety nie zdobył.

Daniel (Bartosz Bielenia) główny bohater zafascynowany kapłaństwem chciałby zostać księdzem. Jednak z jego przeszłością ksiądz Tomasz (Łukasz Simlat) uświadamia mu, że z taką przeszłością żadne seminarium go nie przyjmie. Wychodzi warunkowo z poprawczaka i udaje się do stolarni, gdzie ma pracować. Jednak w ostatniej chwili zbacza z kursu i udaje się do nieodległego miasta. Będąc w kościele spotyka na swojej drodze Elizę (Eliza Rycembel) i to tutaj zaczyna się pierwsze kłamstwo Daniela, który przyznaje, że jest młodym księdzem tyle, co po święceniach.

Daniel ciągnie kłamstwo dalej, a gdy Proboszcz parafii nic nie podejrzewa i prosi go o zastępstwo ten się zgadza. Metody prowadzenia nabożeństwa z całą pewnością nie są standardowe i budzą pewien niepokój wśród mieszkańców. Z czasem jednak nauki, które wyniósł z poprawczaka zaczyna stosować na lokalnej społeczności i dzięki swojej charyzmie fałszywy księdza zaczyna poruszać ludzi. Lokalne społeczeństwo mierzy się z tragedią, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej.

Wszystko szło dobrze do czasu, gdy w miasteczku pojawią się kolega Daniela, który zaczyna go szantażować. Daniel jednak się nie poddaje, gdyż postanowił uzdrowić lokalną społeczność za wszelką cenę. Abstrahując od relacji między nimi, kolega szantażysta potrafił dostrzec tą lekkość Daniela do przyciągania ludzi do siebie.

Boże ciało z całą pewnością broni się dobrą historią, która jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Jednak w mojej ocenie nie jest też filmem idealnym. Zupełnie niepotrzebny wątek miłosny z Eliza, który tylko uświadomił widza, że Daniel jest słaby duchowo i szybko ulega pokusom.

W filmie mamy też wiele zachowań mało miasteczkowych choćby zachowanie Wójta. Czy spory między ludźmi po tragicznym wypadku.
Daje to dokładny obraz małych lokalnych społeczności i jest w tym wiele autentyczności.

Film Komasy ogląda się na tyle dobrze, że nie nudzi, a gatunek nie jest łatwy, bo to obyczajówka. Dystans, z którym przyjdzie nam się mierzyć to blisko dwie godziny w fotelu. Na szczęście Bartosz Bieleni staną na wysokości zadania i porywa w swojej roli. Ale nie tylko on tutaj dobrze się zaprezentował, bo i na uwagę zasługuję kościelna Lidia (Aleksandra Konieczna) z kamienną wręcz twarzą pogrążoną po stracie syna. Eliza, która zna prawdę o tragedii i musi ją nosić na barkach. Obsada w Bożym Ciele nie zawodzi i jest to duży plus tego filmu.

Nie wiele jest polskich filmów, które mogę polecić. Ten zaliczam do tych, które są godne.

Boże Ciało – zwiastun

Ciemno, prawie noc – Hit czy kit recenzja

„Ciemno, prawie noc” – kusi świetną obsadą oraz scenariuszem opartym na bestsellerowej powieści. Ciekawy klimat plus kryminał wraz z bardzo dobrą obsadą zapowiadał bardzo ciekawe widowisko. Brzmi dobrze, a nawet za dobrze! Po seansie jednak jedno wielkie rozczarowanie.

Recenzja nie będzie opierać się o książkę, ponieważ tej nie czytałem. Więc wszelkie moje odniesienie będą tylko i wyłącznie do widowiska filmowego.
W obsadzie zobaczysz Magdalenę Cielecka, która wciela się w główną bohaterkę reporterkę Alicje Tabor. Marcin Dorociński jako Marcin Schwartz, który gra w zasadzie dość epizodyczną rolę, o której napiszę w dalszej części recenzji. Agata Buzek (Anna Lipiec), Piotr Fronczewski (Marian Waszkiewicz), Roma Gąsiorowska (Mizera) i wielu innych dobrze znanych aktorów z polskiej kinematografii.

Długa scena otwierająca jadący pociąg i pierwsze sceny z aktorami dały mi do zrozumienia, że albo to będzie coś naprawdę dobrego z thrillerem w tle, albo totalna sieczka. Ponieważ akcja dzieje się w Wałbrzychu to właśnie tam wylądowała Alicja. Od razu widać, że film będzie czerpał siłę z lokalnej patologi. Cały klimat z początku wydaje się dość zachęcający otoczenie blokowiska ogólnie szaro buro i ponuro jak na thriller przystało.

Alicja dziennikarka wraca do rodzinnego miasta, aby napisać reportaż o zaginięciu trójki dzieci. Jednak ten wątek, który mógłby się wydawać wiodący taki nie jest. Szybko wątek zostaje schowany do przechowalni i od czasu do czasu gdzieś w późniejszej fazie filmu przemycany, aby na końcu w zasadzie wyjaśnić całą sprawę zaginięcia. Skoro zaginięcie nie jest widącym wątkiem to co jest? Alicja i jej przeszłość grają tutaj główne skrzypce. Ale to przecież dla widza za mało, a więc dodano jeszcze wątek pornografii dziecięcej oraz molestowania.

Narracja prowadzona jest chaotycznie wraz z dość obszernymi retrospekcjami, które nie dawały do końca odpowiedzi w scenach, a widz wielokrotnie sam musiał sobie dopowiadać sceny. Wielowątkowość w filmie wprowadza dużo zamieszania, ponieważ historia Alicji to nie tylko jej historia, którą dostajemy w filmie. Nie chce zdradzać za wiele, bo a nuż wybierzesz się na seans. Muszę to stwierdzić, że złożoność filmu przerosła reżysera Borysa Lankosza takie mam wrażenie po seansie.

Totalnie w filmie nie ma wątku kryminalnego. Brakuje tej historii takiej tajemniczości, której widz łaknie z każdą sceną. Za to, co mnie uderzyło w filmie, że polskie aktorki mają ładne piersi. Kilka razy będzie Ci dane sobie popatrzeć na nie. Wróćmy do epizodycznego wątku Marcina Dorocińskiego, którego rola w zasadzie to scena erotyczna z Cielecka oraz jedna z finałowych scen. Jego postać jest jedną z bardziej drewnianych, dawno go nie widziałem tak przeciętnego na ekranie.
Element filmu, który totalnie w mojej ocenie był nieporozumieniem to Babcyjki i ich magiczne oddechy. Stanowczo za dużo chciano upchać w dwu godzinny seans.

Natomiast podobała mi się rola Piotra Fronczewskiego. Nie była wielce ważna, ale odegrana bardzo dobrze. Charakteryzacja Romy, która wcielała się w patologiczną matkę Mizery. Lokalizacje szare betonowe czy podziemia miały swój urok.

Obsada naprawdę wysokich lotów tylko co z tego, jak nie wiele mieli do przekazania i pokazania. Mistyczne wątki z kociarami naprawdę nie dodawały filmu uroku, a wprowadzały większy zamęt. Wątek wyrządzonego zła i pedofilii czy molestowania dzieci potraktowany po macoszemu, który był dostawką. To wszystko sprawia, że film jest wielkim rozczarowaniem. Gdyby tak skupić się na śledztwie wątku kryminalnym bez przeszłości Alicji to być może coś by się z tego urodziło. A tak dostaliśmy dość wynaturzony twór, który straszy w kinie widzów i zniechęca do bardziej ambitnego kina.

Reasumując film jest dość nudny, a siedząc w fotelu kinowym zadawałem sobie pytanie, kiedy wątek zaginionych dzieci zostanie w końcu rozwiązany. Uff nie zapomnieli o nim na całe szczęście. Mógłbym wiele jeszcze dodać i po pastwić się nad tym filmem, ale już pewnie wiecie, że tę pozycję należy sobie odpuścić. Przypinam “Szkoda Czasu” i odradzam stanowczo kino.

Ciemno, prawie noc – zwiastun

Kler – czuje się oszukany!

Nie mogę zrozumieć skąd ten zachwyt nad najnowszym filmem Pana Smarzowskiego, niema w tym filmie nic co zwykły katolik czy też niewierzący nie wiedział. Uwypuklenie kilku spraw dość oczywistych i codziennych problemów, z jakimi wzmaga się kościół czy jego przedstawiciele. Kler nie jest filmem komediowym, ani też dramatem chyba najbliżej mu do obyczajówki.

Czytaj dalej

Katyń – Ostatni świadek

Katyń – Ostatni świadek to próba pokazania, że Zjednoczone Królestwo o Katyniu miało doskonałą wiedzę, ale nie poczyniony nic z tym faktem. A nawet posunięto się do tuszowania sprawy na większą skalę.

Czytaj dalej

Najlepszy – takie polskie kino mogę rekomendować!

Wzbraniam się przed polskim kinem jak tylko, mogę z prostego powodu więcej razy mnie zawiodło niż przyniosło przyjemność. Jednak raz na jakiś czas zdarza się perełka wśród przeciętniaków, a tą perełką jest “Najlepszy”. Film biograficzny opowiadający losy Jerzego Górskiego i przyznam, że historia zrobiła na mnie wrażenie i to niemałe.

Kto to jest w ogóle Jerzy Górski przyznam, że nigdy o nim nie słyszałem zasięgałem nawet opinii starszych ode mnie i też nie byli wstanie powiedzieć kto to jest. Research zrobiłem po seansie, aby sobie nie psuć niespodzianek, jakie przygotował nam Łukasz Pawlikowski, bo to on odpowiada za reżyserie. Na samym końcu wpisu znajdziesz opis osiągnięć Jerzego.

Główną rolę odgrywa Jakub Gierszał, który wciela się w życie Jerzego. A to zadanie do najprostszych nie należało, ponieważ pokazanie i wczucie się w człowieka uzależnionego wymaga dużego zaangażowania i wiarygodności. Winszuje, bo tak jak w Sali samobójców, tak tutaj Jakub poradził sobie doskonale. Mamy młodą krew, której sam zbyt często na ekranach nie widuję co mnie niezmierne cieszy. Kamila Kamińska młoda atrakcyjna pani doktor, czy dziewczyna Jerzego Grażyna, w którą wciela się Anna Próchniak. Przyjaciel Jerzego Andrzej grany przez Mateusza Kościukiewicza i również w tym wypadku miło się ogląda grę wymienionych aktorów. Dorzucić do tego trzeba stare wygi polskiego kina jak Arkadiusz Jakubik, Tomasz Kot, Janusz Gajos, Artur Żmijewski, Magdalena Cielecka, Adam Woronowicz po nich można się spodziewać minimum dobrego aktorstwa i już swojej wyrobionej marki. W całym filmie są oni postaciami drugo, a nawet trzecio planowymi. Tworzą solidne fundamenty i tworzą dobry klimat swoimi mocnymi osobowościami przez co młodzi mogą rozwinąć skrzydła.

Mowa tutaj o rodzicach Jerzego oraz ojcu Grażyny, który w końcowej fazie filmu odegra dość istotną rolę. Kot czy Gajos to tylko przystawki, jeśli zostaliby zastąpieni i tak nic by to do filmu nie wniosło. Cała fabuła opiera się o życiu młodego człowieka, który był gnębiony w domu przez ojca, a poprzez bunt wpada w nieciekawe towarzysko i zaczyna drogę tylko w jedną stronę. Drogą, którą prowadzi na cmentarz, alkohol, narkotyki czy wszelkie leki, które dają haj są na porządku dziennym i tak przez czternaście lat. A przez swoje lekkomyślne zachowanie w cały proceder wciąga młodą dziewczynę Grażynę, która stacza się wraz z nim. Skomplikowana sytuacja w rodzinnym domu wcale mu nie ułatwia podejmowania poprawnych decyzji życiowych.

Przychodzi taki moment na opamiętanie i Jerzy stara się podjąć walkę o swoje życie. Wszystko dzięki młodej pani doktor, która kieruje go do ośrodka uzależnień, które są nieliczne w tamtych czasach mam tutaj na myśli początek lat 80. Trafia do Monaru i tam zaczyna się jego przemiana, która nie jest łatwa, ponieważ demony przeszłości zawsze Cię odnajdą. Wielka walka z samym sobą i swoimi słabościami jest zawsze najcięższa, bo najprościej jest się poddać. Jerzy mimo swojego nałogu odkrywa nową starą pasje i bierze udział w okolicznych zawodach triatlonowych co prawda nie wygrywa ich ale w tym momencie właśnie w tej chwili pomimo, że nikt tego nie widzi on sam dostrzega, że to jest jego chwila jego moment jego zwycięstwo! Zwycięstwo, które otwiera nowe możliwości na świat nowe cele i nowe wyzwania z którymi przyjdzie mu się zmierzyć.

Z całą pewnością nie jest łatwo przejść przez taką przemianę, a na Jerzego czekają kolejne zrządzenia losu, które nie ułatwią mu zadania w podjętych celach. Jerzy jako główny bohater tego filmu nie jest wzorowy wiele w nim z buntownika i gdyby nie ludzi spotkani po drodze ta cała historia skończyłaby się na nagrobku. Jednak życie potrafi pisać najlepsze scenariusze, mimo że w filmie dostajemy trochę przerysowane sceny to mieszczą się one w granicach rozsądku. Fabuła jest dość dobrze rozbudowana, a ja przytoczyłem tylko pewne elementy, które mają zachęcić Cię do podjęcia rękawicy i zmierzenia się z polskich kinowym wytworem, jakim jest “Najlepszy”.

Naprawdę jest to świetny film z niebanalną historią, która sama się broni. Rzadko rekomenduje polskie filmy, a jeśli już tak się dzieje to muszą mieć w sobie coś więcej niż tylko dobry scenariusz. Ponieważ moje kryteria dla polskiej kinematografii są wyśrubowane. Łukasz Pawlikowski zdaje u mnie egzamin na 4+ i chce więcej takich historii, które inspirują oraz pokazują życie od tej najgorszej strony.

Zdecydowanie musisz zobaczyć!

Jerzy Górski – Triatlonista, sportowiec przebiegł Western States Endurance Run, podwójnego Ironmana Double Iron Triathlon (Dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu) i wygrał. Przebiegł Ultraman World Championship gdzie trzeba zmierzyć się z dystansem 10 km pływania, 421 km jazdy na rowerze i 84 km biegu. A to wszystko udało mu się dokonać po 14 latach narkomanii.

 

https://www.youtube.com/watch?v=oXaw9kI0olI

Człowiek z magicznym pudełkiem – polskie romantyczne science fiction

Warszawa, rok 2030 zaczyna się dość zachęcająco po pierwszych scenach. Przyszłość nie tak odległa, a jednak w filmach SF można puścić wodzę fantazji… Człowiek z magicznym pudełkiem to film który jest drobną iskierką która tli się nad polskim science fiction, którego przecież tak dużo nie wychodziło na przestrzeni ostatnich lat.

Czytaj dalej