Przejdź do treści głównej

Tag: Marcin Dorociński

Gambit królowej z Marcinem Dorocińskim

Gambit królowej – amerykański siedmioodcinkowy miniserial oparty na powieści Waltera Tevisa pod tym samym tytułem. W obsadzie znajdziemy naszego rodzimego aktora Marcina Dorocińskiego. Dorociński wciela się w rosyjskiego arcymistrza szachowego Vasily Borgova.

Historia “Gambit królowej” to wyboista drogą młodej utalentowanej dziewczyny, która traci matkę w wypadku samochodowym. Beth (Anya Taylor-Joy) trafia do sierocińca, gdzie przypadkiem zauważa jak woźny Shaibel (Bill Camp) rozgrywa partie szachów między sobą. Shaibel szybko dostrzega, że ma do czynienia z kimś niezwykły. Organizuje spotkanie z nauczycielem lokalnej szkoły, który prowadzi klub szachowy. Beth okazuje się na tyle dobra, iż ogrywa wszystkich z tego klubu.

Droga Beth do szachowej sławy wcale nie będzie taka łatwa, a uzależnienie od środków uspokajających w końcu da o sobie znać. Beth Harmon to skomplikowana postać i trzeba przyznać, że Anaya, która się w nią wciela doskonale sobie poradziła. Postać którą wykreowała na ekranie darzy się sympatią od pierwszych minut, nawet gdy czasem bywa złośliwa. Cała jej transformacja z małej dziewczynki w dorosłą kobietą ogląda się dużo ciekawiej niż niektóre zaprezentowane rozgrywki szachowe.

Trzeba jasno powiedzieć, że serial może się dłużyć osobą, które nigdy nie grały w szachy i nie rozumieją co się dzieje na szachownicy. Mimo głównego wątki, którym są szachy serial ma w sobie dużo emocji i elementów psychologicznych. Depresja, narkotyki chęć wpasowania się w otoczenie gdy się jest innym sprawa, że serial z odcinaka na odcinek jest ciekawszy. Odkrywamy z każdym odcinkiem problemy, sukcesy jak i porażki Beth. Zdecydowanie to jest jej serial, a reszta aktorów tworzy spójny dodatek do niej.

Dorociński w całym serialu wypowiada zaledwie kilka kwestii, ale nie sztuką jest je wypowiedzieć. Sztuką jest zagrać tak, aby Cię wszyscy zapamiętali. Oświadczam, iż ta sztuka się udała! Bardzo dobry występ Marcina Dorocińskiego i kreacja jego postaci Borgova, która można skwitować zimna i bez emocji. Gra bez słów jest tutaj kluczowa, bo taka też była Rosja lat 60 tajemnicza i zimna.

Dodatkowo z obsady można wyróżnić szereg postaci, które są indywidualistami jak to bywa u geniuszy. Benny Wats (Thomas Brodie-Sangster), Harry Beltik (Harry Melling), Alma (Marielle Heller) w końcowej fazie serialu daje o sobie znać w dobrym słowa znaczeniu.

Czego brakło w serialu rozwinięcia pobocznych wątków na przykład z matką. Jest również przeskok czasowy gdy nasza główna bohaterka rozpykała klub szachowy i bum nagle jest już nastolatką. Wątek z przybranym ojcem też taki szarpany. Śmiało można było dodać jeden odcinek więcej i dopowiedzieć historie.

Serial Netflixa “Gambit Królowej” ogląda się dobrze wciąga od pierwszego odcinka i przede wszystkim nie nudzi. Obejrzeć go można jednym ciągiem to tylko 7 odcinków. Jest to mini serial, a więc kontynuacji nie będzie zważywszy, iż jest to jak wspomniałem na początku recenzji na podstawie powieści Waltera Tevisa. Historia jest zamknięta, ale czasem widzowie chcieliby coś więcej..

Dobra obsada z dobra ciekawą historią, klimatem lat 60, bohaterką która porywa nas do swojego świata szachów. Polecam się zapoznać z mini serialem nawet jeśli nie jesteś fanem lub fanką szachów.

Serial jest dostępny na platformie Netflix.

https://www.youtube.com/watch?v=6Catqs6_Ct4
Gambit królowej – zwiastun napsiy PL

PSY 3 W imię zasad – zwiastun

Po 25 latach odsiadki Franz Maurer wychodzi z więzienia i wkracza w nową Polskę, w której nic nie jest takie, jak zapamiętał. Kto i co czeka na człowieka, który przez ostatnie ćwierć wieku… nie robił nic? Jak odnajdzie się w świecie, w którym dawne zasady i lojalność przestały obowiązywać? Tego dowiemy się, gdy los ponownie połączy Franza i „Nowego”. Ich spotkanie zmieni wszystko.

Obsada:
Cezary Pazura, Bogusław Linda, Marcin Dorociński, Sebastian Fabijański, Artur Żmijewski, Tomasz Schuchardt, Mirosław Baka, Jan Frycz, Edward Lubaszenko, Arkadiusz Jakubik, Jacek Beler, Wojciech Zieliński



Premiera: 17 STYCZNIA 2020

PSY 3 W Imię zasad – Zwiastun PL

Ciemno, prawie noc – Hit czy kit recenzja

„Ciemno, prawie noc” – kusi świetną obsadą oraz scenariuszem opartym na bestsellerowej powieści. Ciekawy klimat plus kryminał wraz z bardzo dobrą obsadą zapowiadał bardzo ciekawe widowisko. Brzmi dobrze, a nawet za dobrze! Po seansie jednak jedno wielkie rozczarowanie.

Recenzja nie będzie opierać się o książkę, ponieważ tej nie czytałem. Więc wszelkie moje odniesienie będą tylko i wyłącznie do widowiska filmowego.
W obsadzie zobaczysz Magdalenę Cielecka, która wciela się w główną bohaterkę reporterkę Alicje Tabor. Marcin Dorociński jako Marcin Schwartz, który gra w zasadzie dość epizodyczną rolę, o której napiszę w dalszej części recenzji. Agata Buzek (Anna Lipiec), Piotr Fronczewski (Marian Waszkiewicz), Roma Gąsiorowska (Mizera) i wielu innych dobrze znanych aktorów z polskiej kinematografii.

Długa scena otwierająca jadący pociąg i pierwsze sceny z aktorami dały mi do zrozumienia, że albo to będzie coś naprawdę dobrego z thrillerem w tle, albo totalna sieczka. Ponieważ akcja dzieje się w Wałbrzychu to właśnie tam wylądowała Alicja. Od razu widać, że film będzie czerpał siłę z lokalnej patologi. Cały klimat z początku wydaje się dość zachęcający otoczenie blokowiska ogólnie szaro buro i ponuro jak na thriller przystało.

Alicja dziennikarka wraca do rodzinnego miasta, aby napisać reportaż o zaginięciu trójki dzieci. Jednak ten wątek, który mógłby się wydawać wiodący taki nie jest. Szybko wątek zostaje schowany do przechowalni i od czasu do czasu gdzieś w późniejszej fazie filmu przemycany, aby na końcu w zasadzie wyjaśnić całą sprawę zaginięcia. Skoro zaginięcie nie jest widącym wątkiem to co jest? Alicja i jej przeszłość grają tutaj główne skrzypce. Ale to przecież dla widza za mało, a więc dodano jeszcze wątek pornografii dziecięcej oraz molestowania.

Narracja prowadzona jest chaotycznie wraz z dość obszernymi retrospekcjami, które nie dawały do końca odpowiedzi w scenach, a widz wielokrotnie sam musiał sobie dopowiadać sceny. Wielowątkowość w filmie wprowadza dużo zamieszania, ponieważ historia Alicji to nie tylko jej historia, którą dostajemy w filmie. Nie chce zdradzać za wiele, bo a nuż wybierzesz się na seans. Muszę to stwierdzić, że złożoność filmu przerosła reżysera Borysa Lankosza takie mam wrażenie po seansie.

Totalnie w filmie nie ma wątku kryminalnego. Brakuje tej historii takiej tajemniczości, której widz łaknie z każdą sceną. Za to, co mnie uderzyło w filmie, że polskie aktorki mają ładne piersi. Kilka razy będzie Ci dane sobie popatrzeć na nie. Wróćmy do epizodycznego wątku Marcina Dorocińskiego, którego rola w zasadzie to scena erotyczna z Cielecka oraz jedna z finałowych scen. Jego postać jest jedną z bardziej drewnianych, dawno go nie widziałem tak przeciętnego na ekranie.
Element filmu, który totalnie w mojej ocenie był nieporozumieniem to Babcyjki i ich magiczne oddechy. Stanowczo za dużo chciano upchać w dwu godzinny seans.

Natomiast podobała mi się rola Piotra Fronczewskiego. Nie była wielce ważna, ale odegrana bardzo dobrze. Charakteryzacja Romy, która wcielała się w patologiczną matkę Mizery. Lokalizacje szare betonowe czy podziemia miały swój urok.

Obsada naprawdę wysokich lotów tylko co z tego, jak nie wiele mieli do przekazania i pokazania. Mistyczne wątki z kociarami naprawdę nie dodawały filmu uroku, a wprowadzały większy zamęt. Wątek wyrządzonego zła i pedofilii czy molestowania dzieci potraktowany po macoszemu, który był dostawką. To wszystko sprawia, że film jest wielkim rozczarowaniem. Gdyby tak skupić się na śledztwie wątku kryminalnym bez przeszłości Alicji to być może coś by się z tego urodziło. A tak dostaliśmy dość wynaturzony twór, który straszy w kinie widzów i zniechęca do bardziej ambitnego kina.

Reasumując film jest dość nudny, a siedząc w fotelu kinowym zadawałem sobie pytanie, kiedy wątek zaginionych dzieci zostanie w końcu rozwiązany. Uff nie zapomnieli o nim na całe szczęście. Mógłbym wiele jeszcze dodać i po pastwić się nad tym filmem, ale już pewnie wiecie, że tę pozycję należy sobie odpuścić. Przypinam “Szkoda Czasu” i odradzam stanowczo kino.

Ciemno, prawie noc – zwiastun