Przejdź do treści głównej

Tag: Missi Pyle

0

Traffik – historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami

Traffik to film z jednej strony lekko wstrząsający, a z drugiej zbyt pobłażliwy dla widza. Porusza temat bardzo ważny jednak nie zagłębia się totalnie w ciemne mroczne otchłanie tematu i nie wyciąga całej esencji z historii.

Film opowiada o parze Brea (Paula Patton)i Johnie (Omar Epps), Brea to dziennikarka, która chce opisywać wielkie historie dla gazety. Natomiast John to mechanik, który restauruje i buduje mussle cary. Relacja pary ewoluuje i John ma w planach zaręczyny. W ich życiu znajduje się przyjacielska para Malia (Roselyn Sanchez) i Darren (Laz Alonso). Darren jest managerem młodych sportowców i średnio mu w tym biznesie idzie. Jednak jako dobry przyjaciel Johna proponuje mu, aby zabrał Brea na romantyczny wypad do firmowego domku celem niespodzianki i zaręczyn.

Para wybiera się do domku i tutaj zaczyna się splot wydarzeń, który odmieni ich życie na zawsze. Brea spotyka na stacji benzynowej w toalecie kobietę, która bardzo enigmatycznie się zachowuje co nie daje jej spokoju. John natomiast na tej samej stacji ma przygodę dość niemiła z motocyklistami przy świeżo odnowionym wozie. Na całe szczęście, gdy sytuacja robi się gorąca w porę wkracza Pani szeryf (Missi Pyle), która opanowuje sytuacje. Brea i John udają się w dalszą drogę jednak to nie koniec ich kłopotów, ponieważ jeden z motocyklistów ich śledzi i dochodzi do groźnych sytuacji na drodze. John pozbywa się motocyklisty zmuszając go do zjechania z drogi i na ten moment sytuacja wyda się opanowana. Jednak to nie koniec przygód pary, gdyż Brea odkrywa w swojej torebce podrzucony satelitarny telefon, do którego nie powinna zaglądać. Jednak prawdopodobieństwo zrobienia dużego materiału z historii, jaką znalazła w telefonie wygrywa co będzie naszą bohaterkę bardzo dużo kosztować.

Traffik w swoim scenariuszu jest ciut zbyt banalny, a akcja dzieje się bardzo skokowo gdzie widz ma wrażenie jazdy na fali. Na grę aktorską nie ma co narzekać jednak dużym klimatem film niestety nie grzeszy. Mamy kilka zwrotów akcji co stanowczo sprawia, że film ogląda się ciekawiej. Temat handlu kobietami zawarty w filmie zasługuje z całą pewnością na znaczne szersze omówienie niż taki pojedynczy epizod, który został przedstawiony. To dość ciekawe jak splot wydarzeń oraz przypadku sprawia, że odpowiednia osoba znajduje się w odpowiednim momencie. Historia warta uwagi widza ze względu na to, że problem jest globalny. A przez to, że sam proceder jest bardzo dochodowy nie tak łatwo z nim walczyć co pokazuje sam Traffik. Szkoda, że fabuła nie poszła bardziej w ciemną stronę i nie pokazała więcej od strony handlarzy, a skupiła się tylko poniekąd na życiu dziennikarki.

Impulse – recenzja Youtube Originals

Pamiętasz może taki film “Jumper” (2008), jeśli nie to przypomnę Ci mniej więcej chodziło o możliwość teleportacji ludzi. Film, jak i również serial Impulse (2018) jest osadzony w tym samym świecie i czerpie inspiracje z książek Stevena Goulda.

Zmartwię Cię już na samym początku, jeśli pomyślałeś, że to jest kontynuacja to Cię rozczaruje. Serial, na razie bardzo luźno nawiązuje do filmu, owszem mamy teleportacje i mamy organizacje, która ściga skoczków, ale to nie to samo. Serial jest utrzymany w młodzieżowym tonie, ale nie brakuje tam ostrego słowa, krwi czy przemocy.

Główna bohaterka Henry Cole to szesnastolatka, która ma swoje problemy na głowie. Na pewno nie pomaga jej fakt ciągłego przemieszczania się z miasta do miasta, gdyż matka nie potrafi sobie ułożyć życia. W końcu trafią do miasta Reston, gdzie matka wiąże się z okolicznym mężczyzną, który prowadzi kręgielnie. Henry już, od jakiego czasu boryka się z problemami zdrowotnymi dostaje ataków padaczkowych jednak leki zbytnio nie pomagają. Pewno dnia po szkole Henry wraz ze szkolnym bożyszczem udaje się na przejażdżkę i tam dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Clay próbuje zgwałcić Henry, a ta dostaje napadu i dzięki swoim zdolnością teleportuje się bezwładnie do własnego pokoju. Clay zostaje dość mocno pokiereszowany i kończy w szpitalu. To zdarzenie odciśnie na Henry piętno i przysporzy jej dodatkowych kłopotów. Od tego momentu Henry zaczyna podejrzewać, że coś z nią jest nie tak i zaczyna poszukiwać prawdy.

W serialu pojawia się zaledwie kilku skoczków, szczególnie ciekawy wydaje się Latynos, który ucieka przed osobami, które próbują go złapać. Serial nie przypomina zbytnio filmu ani nie posiada tego samego klimatu. Z całą pewnością nie jest to wysokobudżetowa produkcja gdzie akcja dzieje się na całym świecie, aczkolwiek Henry pokaże w ostatnim odcinku, że potrafi się teleportować dość daleko 😉

Muszę zwrócić uwagę, bo według mnie tempo odkrywania zdolności teleportacyjnych Henry jest zbyt rozwlekłe. Pierwszy sezon to tak naprawdę poznanie Henry, Jenna, Townes czy rodziny Boone. Nie dostajemy też zbyt dużo odpowiedzi, a jeśli pojawiają się odpowiedzi to są one szczątkowe. Po pierwszym sezonie pozostaje jeszcze wiele tajemnic do odkrycia.

Czy warto zaczynać przygodę z Impulse myślę, że warto mu dać szanse, bo nie jest to typowy serial dla dzieciaków. Widać, że twórcy nie boją się pokazywać mocnych rzeczy i za to Impuls ma u mnie dużego plusa. Co prawda brakuje mu jeszcze kilku rzeczy takich jak budowanie napięcie, aby widz chciał obejrzeć następny odcinek w zniecierpliwieniu. Na razie jest dobrze i wszystko idzie w dobrym kierunku liczę, że drugi sezon będzie dynamiczniejszy i przybędzie nam trochę więcej skoczków. Ponieważ to serial wypuszczony jako YouTube Originals to mam nadzieje, że czeka na nas znaczna dłuższa przygoda i z sezonu na sezon będzie porywająca.

Pierwsze trzy odcinki można obejrzeć na stronie serialu. https://www.youtube.com/channel/UCgLQkRAZsFN6fhqxFyx8qhQ