Przejdź do treści głównej

Tag: Chris Pratt

0

Strażnicy Galaktyki vol 3 – zwiastun

Wciąż wstrząśnięty utratą Gamory, Peter Quill zbiera swój zespół do obrony wszechświata i jednego z nich – misja, która może oznaczać koniec Strażników, jeśli się nie powiedzie.

Premiera: 5 Maj 2023

Strażnicy Galaktyki vol 3 – napisy PL

Jurassic World: Dominion, ależ to nie wyszło! Recenzja 2022

Jurassic World: Dominion rozgrywa się cztery lata po zniszczeniu Isla Nublar. Dinozaury żyją i teraz polują razem z ludźmi na całym świecie. Nikt nie wie, jak doszło do tego, że dinozaury pojawiały się w każdym zakątku świata. Film kończący trylogię, jest wybitnie słaby. Nie potrafię znaleźć żadnego argumentu, który przemawiałby za obejrzeniem tej części.

Co z tego, że fabuła jest kontynuacją, ale taką trochę jak szwajcarski ser. Obsada pozostała praktycznie bez zmian, co zwiastowałoby dobre widowisko. Mamy w obsadzie ponownie Chrisa Pratta, Bryce Dallas Howard czy Isabelle Sermon. Owa trójca gra w filmie główne skrzypce. Firma poluje na Maisie Lockwood, która jest kluczem do rozwikłania zagadki DNA. Oczywiście Owen i Claire za wszelką cenę będą starać się przeciwdziałać temu oraz ratować ich przybraną córkę. Fabularnie cała historia jest bardzo słabiutka i dość nudna. Jest trochę efekciarskiego kina… i to w zasadzie jedyny plus.

Bardzo mnie uderzyło drewniane aktorstwo, które momentami było strasznie nierówne. Odnosiłem wrażenie, iż niektórym formuła tego przedsięwzięcia przestała się podobać i nie czuć było wielkiego zaangażowania.

Przyczepię się do efektów wizualnych, ponieważ tam, gdzie było CGI, to całkiem sympatycznie to wyglądało. Natomiast tam, gdzie prawdopodobnie wykorzystano roboty, plus CGI wyglądało to komicznie, bo odniosłem wrażenie jakbym oglądał wersję pierwowzoru. Ruchy były bardzo nienaturalne i trochę trąciło myszką, jak na 2022 rok.

Muzycznie ciągle bez zmian, jeden i ten sam motyw ciągnący się od dość dawna, znany już z poprzednich części.

Jurajskim parku: Dominacji zabrakło tego czegoś, co spowodowałoby unikalność widowiska. Na próżno tutaj szukać dreszczyku emocji. Napisałbym: zobacz to sam/sama, ale szkoda jest czasu na tą część. W dodatku po tej części osobiście nie mam ochoty na żadną kolejną!

Na całe szczęście, trylogia dobiegła końca, a rebooty nie powstają tak szybko. Miało wyjść nostalgicznie, a wyszło jak wyszło.

Nie polecam, szkoda czasu na nowe przygody w parku Jurajskim. Aczkolwiek, jeśli chcesz obejrzeć coś dobrego z Chrisem Prattem to zapraszam do recenzji LISTA ŚMIERCI (The Terminal List).

Jurassic World Dominion 2022 – zwiartun PL

Thor: Miłość i Grom – Rozczarowanie – Recenzja 2022

Ahh, ten Thor, głupiutki i mało zabawny. Mamy rok 2022 i kolejną fazę Marvela oraz kolejny zmarnowany potencjał jaki miał w sobie Christian Bale, grający czarny charakter. Ale po kolei, bo jest nad czym się znęcać!

Thor: Miłość i Grom to marna opowieść dla grupy wiekowej 13+ i nic tu nie da mroczna otoczka i postać, jaką wytworzył Christian Bale, który wciela się w Bogobójcę. Pan Taika Waititi pojechał grubo po bandzie i upodobnienie nowego Thora do Strażników Galaktyki po prostu nie wyszło…

Pierwsze 15 min, gdzie mamy styczność ze Strażnikami jest WTF!? i osobiście nie załapałem tego humoru, który był bardzo specyficzny. Tym bardziej, że nie widziałem żadnej chemii między Thorem a Star-Lordem. Wszystko wydawało się takie wymuszone i naciągane. To nie jedyny grzech tego filmu, który popełnił pan Taika Waititi.

Korg, który opowiada i opowiada, i opowiada… i opowiada. Tak sobie biadoli i opowiada historie wielkiego Thora, które są oczywiście na pewien sposób przerysowane, jak to w opowiadaniach. Jedną opowieść można znieść, ale sposób ciągłej narracji jest po prostu chybiony.

Wątek Potężnej Thor, zarówno miłosny, jak i zdrowotny, ma się nijak do sielankowej edycji Thora. To, co kiedyś działało między Natalie Portman i Chrisem Hemsworthem po prostu znikło bezpowrotnie i doskonale to widać na ekranie. Iskry przestały się sypać.

Jest to czwarty film o Thorze i jest najsłabszym w dziejach. Nawet mógłbym się pokusić o stwierdzenie, że w całym uniwersum MCU. Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o przejedzenie się treściami MCU, ale całokształt tego dzieła…

Na dokładkę dorzucę jeszcze jeden grzech, nie zdradzając zbytnio fabuły oczywiście. Wątek między broniami, ehhh. Młot Mjolnir i Stormbreaker – no tego się nie spodziewałem.

Jak ma być źle, to jest źle! Potężny, groteskowy Zeus, bóg nad bogami, ale z pewnym małym irytującym mankamentem. W rolę wciela się bardzo dobry aktor Russell Crowe. Tylko czemu jego kreacja jest z rosyjskim akcentem. Czyżby tutaj ktoś chciał przyrównać Zeusa do Putina i wtrącił wątek polityczny?

Przejdźmy do tych lepszych rzeczy, które wydarzyły się w Thorze: Miłość i Grom. Będzie tutaj o aktorstwie, ponieważ naprawdę trzeba powiedzieć, że Ch. Bale i jego gra to swoista uczta! (tu bym musiał napisać spoiler). Liczę, bardzo na to liczę, że pojawi się jeszcze w całym uniwersum MCU. Natalie Portman jako Potężna Thor – super! Przemiana fizyczna i cała gra w filmie to jest to, czego się spodziewałem i oczekiwałem. Pozostała część obsady nie wyróżnia się zbyt specjalnie grą.

Do tych lepszych momentów można zaliczyć sceny walki między Thorem, Potężną Thor, Kingiem Valkyrie a Gorrem Bogobójcą.

Muzyka jest rockowa i w zasadzie pasuje do całości, aczkolwiek nawet w tym aspekcie chciano ponownie film przyrównać do Strażników Galaktyki – scena Thora i syna Heimdalla, gdzie się kłócą o imię (Axl, Guns N’ Roses).

Thor: Miłość i Grom to luka w linii czasowej i historia zupełnie poboczna, niewnosząca za wiele w kolejną fazę Marvela. Pominięto tutaj zupełnie czas spędzony ze Strażnikami Galaktyki. A przepraszam, są opowieści Korga. Tak czy inaczej, nie dowiesz się za wiele o tym, co się działo, gdy Thor wyruszył ze strażnikami na poszukiwania Gamory. Jak widać, im szersze uniwersum, tym ciężej zapanować nad wszystkim, aby wszystko działo się w podobnym czasie. Ogłupienie Thora i pójście całkiem w stronę komedii jest błędem, którego już nie wymażemy.

Zdecydowanie to nie jest film, aby iść na niego do kina. Piszę tutaj całkiem poważnie! Poczekaj 60 lub maksymalnie 90 dni i obejrzyj na platformie Disney+.

Sceny po napisach są dwie: pierwsza i druga jest powiązana fabularnie z samym filmem, więc warto czekać do tej drugiej, która jest po samym napisach końcowych! Pierwsza tyczy się Potężnej Thor, a druga samego Zeusa. Tyle mogę zdradzić, nie spoilerując za bardzo.

Thor: Miłość i Grom – zwiastun PL

Jurassic World Upadłe Królestwo – wizualnie mega widowisko

Ależ to była uczta dla oczu! Piękne widowisko pod kątem wizualnym, wybuchający wulkan, płynąca lawa, a w kłębach ciężkiego siarkowego dymu ginące dinozaury. Upadłe Królestwo wizualnie to majstersztyk, aż chce się patrzeć na te zwierzęta z minionej epoki.

Chris Pratt ponownie wciela się w Owena zaklinacza dinozaurów, tym razem wyrusza na ocalenie bowiem wyspa, na której obecnie przebywają dinozaury i na której mieścił się park rozrywki powoli przestaje istnieć ponieważ wulkan budzi się do życia. Park rozrywki oczywiście już nie istnieje jak pamiętamy z pierwszej części dinozaury zrobiły co do niech należało 😉

Blue

Bryce Dallas Howard jako Claire naczelna ruchu obrony zwierząt zamierza walczyć i ocalić dinozaury przed rychłą zagładą. Na czas przychodzi pomoc ze strony jednego z założycieli parku Benjamina Lockwood, który to posiada wyspę, na którą trzeba przetransportować zwierzęta. Zadanie do najprostszych nie należy to w końcu dinozaury dzikie zwierzęta. A więc całą paczką Owen, Claire, Franklin oraz Zia wyruszają na wyspę ocalić już raz wymarły gatunek.

Wydarzenia w nowej części dzieją się pięć lat później taki dość duży przeskok w czasie. Jednak ten przeskok zbyt dużo nam obserwatorom nie daje, ponieważ wyspa dalej jest, a  firma, która prowadziła biznes dalej istnieje po wypłaceniu miliardów odszkodowań. Fabuła opiera się na zdradzie Benjamina Lockwood przez osobnika, który miał rzekomo zając się jego majątkiem w godny sposób. Tak więc główny wątek jest podzielony na ochronę i transport zwierząt z wyspy oraz rodzinę i majątek Lockwoodów.  Film dzielimy na dwie części dynamiczna i ciekawą dla oka, czyli wydarzenia z wyspy oraz te, które dzieje są w posiadłości Lookwoodów. Pierwszą godzinę ogłada się naprawdę przyjmie i zaciekawieniem, a kolejną godzinę no cóż staje się bardzo przewidywalna przez co satysfakcja bardzo spada. Historia może i z pomysłem, ale to wszystko tak zostało opowiedziane bez głębi, tak płasko, tak zwyczajnie. Odnosiłem wrażenie, że czegoś brakowało w dopełnieniu tej historii być może szerszy wątek z Maisie Lockwood uzupełniłby tą lukę. A co się dzieje z dinozaurami? To zostawiam już Tobie, aby nie spoilerować.

Aktorsko bardzo fajnie Chris Pratt, ale on już nas do tego przyzwyczaił, śmieszny Franklin (Justice Smith), który prowadza humor do filmu. Reszta również bardzo przyzwoicie na poziomie nikt zbytnio nie odstawał od średniej.

Podkreślę jeszcze raz wizualnie jest mega fantastycznie i nawet z tego względu zalecam wybrać się do kina lub obejrzeć to na dobrym telewizorze z Bluraya. Te zbliżenia na oczy, czy skórę te wszystkie dodatkowe dźwięki jakie słychać tylko potęgują wizualne doznania. Generalnie nie czuć nic, a nic green screena czy pracy z makietami.

Dopiero po tej części możemy powiedzieć “Witamy w JURASSIC WORLD” tylko należy zadać sobie pytanie, czy aby na pewno powstanie kolejna cześć?

https://www.youtube.com/watch?v=LRqirSwnIPk

 

Strażnicy Galaktyki Vol. 2

Strażnicy Galaktyki vol.2 – działo się [RECENZJA]

Pierwsza rzecz, jaką chce poruszyć to 3D, bo na takowym seansie byłem i na przed premierze innego dostępnego nie było. A więc jak na konwertowane 3D to jest bardzo dobrze, dużo elementów pojawia się z przed ekranu jest głębia ogląda się przyjemnie. Niema dużo scen ciemnych, przez co uniknięty jest efekt ciemnego obrazu. Zadając sobie pytanie, czy warto wydać te dodatkowe zł na 3D odpowiadam że wybór należny do was, aczkolwiek nie będziecie zawiedzeni, jeśli się zdecydujecie. Myślę, że największą frajdę tutaj będą miały dzieciaki te młodsze o ile lubią dubbing, osobiście nie lubię.

Humor, jak dobrze wiemy to właśnie Strażnicy Galaktyki vol.1 zmienili podejście do filmów komiksowych film był odkryciem, że można sprzedać historie w zabawny sposób. Vol. 2 jest również zabawna mały GROOT kradnie serca jest przezabawny i strasznie milusiński nie da się tej postaci nie polubić. Odniosłem wrażenie, że przynajmniej w jednej scenie (scena z taśmą klejącą) humor był wymuszony, albo mnie to zwyczajnie nie ruszyło. Humor Guardian of the Galaxy vol.2 oceniam wysoko jest dużo scen oraz  zabawnych odzywek.

Dziecko Groot - Strażnicy Galaktyki Vol .2

Trochę o fabule, patrząc względem vol.1 to vol.2 jest bardzo uproszczona i ten zabieg mnie trochę rozczarował. Dostajemy jeden wątek główny związany z ojcem Quilla, czyli Ego. Przez to, że cała uwaga jest skoncentrowana tylko na Star Lordzie nie ma żadnego odniesienia do całego uniwersum czy nawet zbliżającego się Thora Ragnarok. Jeśli mam być szczery nigdy nie czytam zbyt wiele przed filmem o fabule zwyczajnie, aby nie psuć sobie widowiska i tak sobie myślałem, że dostaniemy coś więcej o Thanos’ie… nic z tych rzeczy. Strażnicy Galaktyki vol.2 można odnieść wrażenie to tak jak w Avangersach film o jednej postaci przez to, że skupia uwagę na samym Peterze.

I pozostaje nam ostatni kąsek muzyka, która jest dobrze dobrana i znowu patrząc na vol.1 tam było więcej kawałków chwytliwych, tutaj jest dobrze. Cały czas pozostajemy muzycznie w klimacie lat 80.

Napisy końcowe nie jest jedna, a kilka scenek wplecionych w napisy. Zabieg bardzo fajny, ze względu, że napisy dość długie więc Marvel umila nam je dobrą muzyką i przeplatanymi scenkami ;D

Osobiście nie wyobrażam sobie, aby fan MARVELowskich filmów mógł Strażników pominąć! Z mojej strony POLECAM! Na seansie będzie się dobrze bawić!

I’m GROOT!

Do zobaczenia VOL. 3