Przejdź do treści głównej

Tag: familijny

17

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) – Recenzja

Studio Disney przyzwyczaiło nas do pewnego poziomu swoich rodzinnych, familijnych, przygodowych produkcji. Wyprawa do dżungli pod względem obsady aktorskiej jest lekko nietrafiona. Po seansie ciężko mi określić, do jakiego widza ten film jest skierowany. Do bardzo młodego na pewno nie, bo nic specjalnego dla dzieci tam nie ma. Do starszego? Też raczej nie, bo więcej w filmie fikcji niż realnych faktów.

Odniosłem wrażenie, że Disney zwyczajnie potrzebował czegoś innego na ten moment. Taką zapchajdziurę w swoim kalendarzu premierowym. Jungle Cruise powinien od razu trafić na platformę VOD, a premiera kinowa nie powinna mieć miejsca. Fabularnie jest naprawdę cienko. Lecimy po sznurku bez żadnych spektakularnych zwrotów akcji. W dodatku wymuszane teksty, które miały bawić widownię, są tak zwanymi sucharami. Dwayne Johnson (Frank) jest przeniesiony wprost z Jumanji. Nie ma w tej postaci żadnego powiewu świeżości. Emily Blunt (Lily) za to bardzo przyzwoicie, z przysłowiowym kopem. Jesse Plemons (Prince Joachim), najbardziej irytująca postać w całym filmie, która chyba miała być tą zabawną i zarazem antagonistyczną. Wyszło irytująco i mało śmiesznie. Niemiecki akcent i rozpieszczone zachowanie całkowicie zrujnowało wizerunek, w moich oczach, dla tej postaci. Z każdym wypowiadanym zdaniem miałem ochotę zakończyć seans filmowy.

Fabuła, cóż, w skrócie można opisać tak: charyzmatyczny Frank, który jest kapitanem łodzi, boryka się z finansowymi problemami. Trafia na odważną badaczkę Lily, która przedstawia mu ciekawy plan na dotarcie do drzewa życia, aby zdobyć kwiaty. Na przeszkodzie stanie im Książę Joachim oraz starzy znajomi, których to spętała klątwa na wieki. Więc to taki miszmasz Jumanji i Piratów z Karaibów.

Wizualnie, jak na studio Disneya przystało, jest miło, na poziomie i przyjemnie. Szczególną uwagę przykuwa Proxima, “mały” kotek.

Muzycznie jest spaprane, niestety, i tu mam największy zarzut. Podkład daje orkiestra i było to fajne w przypadku Piratów z Karaibów. Tam muzyka była dobrana perfekcyjnie. Tutaj mamy coś na zasadzie spektaklu teatralnego, gdzie natężenie czy też rozwój akcji nie zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie. Kuło mnie to po uszach, jak i psuło odbiór. Brakowało mi w tym wszystkim przekazu o większej amplitudzie emocji, takich z pompą!

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) jest dla mnie w odbiorze bardzo, ale to bardzo przyzwoitym średniakiem. Ponieważ chciano upakować w jeden film kilkanaście dobrze znanych motywów z innych produkcji wyszło nijako. Ani to Piraci z Karaibów, ani Indiana Jones, ani nawet nie Jumanji. To kolejny film z wyprawą do dżungli.
Kina nie polecam, a tym bardziej wypadu całą rodziną, gdyby to ten film Wyprawa do dżungli miałby być główną atrakcja dla dzieci.

Ps. Polecam nie oglądać zwiastunów, jeśli planujecie seans.

Wyprawa do dżungli – zwiastun pl

Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda

Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda piękny świat magii i magicznych zwierząt, które to, co rusz się przydają. No tak, ale po seansie mam duży problem z tytułem filmu, ponieważ nie mogę się doszukać, na razie tych wielkich zbrodni! Bowiem wielki zły Gellert (Johnny Depp)tak jest przedstawiany przez cały film, a okazuje się, że jeszcze nic wielkiego nie uczynił poza zmyślnym wprowadzeniem swojego planu w życie.

Akcja filmu rozpoczyna się w 1927 r., kilka miesięcy po tym, jak Newt (Eddie Redmayne) pomógł zdemaskować i schwytać niesławnego czarnoksiężnika Gellerta Grindelwalda i na nowo dosłownie na nowo zaczyna się cała zabawa. Po niespełna pół roku Gellert zostaje przetransportowany do brytyjskiego oddziału magii. Podczas tego transportu oczywiście, że udaje mu się uciec.

Sam Albus Dumbledore (Jude Law) udaje się do Newt Scamandera, aby prosić go o pomoc, ponieważ on sam nie może się zmierzyć z dawnym przyjacielem. Albus pod tym względem jest bardzo tajemniczy. Newt dość nie chętnie się godzi, jednak koniec końców udaje się Paryża, aby odszukać nie tylko Gellerta, ale i znanego nam z pierwszej części Credenca (Ezra Miller).

Cała fabuła wydaje się kontynuacją poprzedniej części, jednak tutaj zostaliśmy zatrzymani, aby poznać trochę bardziej życie Newta oraz jego przeszłość. Mamy okazje poznać Lete Lestrange (Zoë Kravitz) dawną miłość Newta. Odbywa się to zgrabnie poprzez retrospekcje. Siostry Tina (Katherine Waterston) i Queenie (Alison Sudol) również będą obecne w kolejnej przygodzie. Wątków miłośnych nam w Fantastycznych zwierzętach nie zabraknie, bo jest ich wiele. Jacob Kowalski (Dan Fogler) po raz kolejny będzie służył pomocną dłonią Newtowi. Antagonista Gellart zbiera swoich sprzymierzeńców, aby wreszcie światem zaczęli rządzić magowie czystej krwi.

Wykreowany świat jest kolejny raz zanurzeniem się w otchłanie magii i fantazji. Magiczne zwierzęta, czarodzieje i ta cała otoczka sprawia, że znikamy na całe dwie godziny, aby przeżyć po raz kolejny piękną familijną przygodę. Która wyciąga do nas swoją dłoń i sprawia, że spełniania się nasze dziecięce marzenia o  magicznym świecie.

Efekty specjalne na najwyższym poziomie tutaj jest rozkosz dla oczu, ostatnie sceny na cmentarzu ahhh czemu tego nie ma więcej w filmie. Pomimo że to film o magach i czarodziejach niema w Fantastycznych zwierzętach zbytniej przesady posługiwania się magia. Trochę szkoda, bo grupowe zaklęcia jak wymieniona scena przez mnie to wisienka na torcie.

Aktorsko nie dało się nic popsuć, jednak uważam, że naleciałość Johnnego Deepa z Piratów z Karaibów powinna być wykorzeniona. To jego akcentowanie czasami bardziej przypominało Jacka niż Gellarta. Ogólnie rzecz biorąc cała obsada wpasowała się w świat wykreowany przez J.K. Rowling. Pewne postacie zbyt, krótko zostały nam zaprezentowane. Odniosłem wrażenie, że przez te dwie godziny chciano nam upakować jak najwięcej co tylko się da. Jednak nie do końca to zadziałało poprawie w odbiorze. Patrząc na nieśmiertelnego Alchemika, który pojawia się z znikąd bez żadnej historii czy końcowe zachowanie Lety, a nawet próba głębszej eksploracji  postaci Queenie  powodowały pewny chaos na ekranie.  Widz nie miał czasu na głębszą analizę tego co następowo po sobie.

Reasumując jest to świetny film fantasy z dużą dawną elementów familijnych, gdzie dobrze się będzie go oglądało zarówno z młodszymi pociechami, jak i drugą połówką. Jedyny minus, jaki widzę w filmie to, że fabuła nie została byt daleko przesunięta. I na kolejną potyczkę znowu przyjdzie nam długo poczekać. Fantastyczne zwierzęta mają mieć w sumie jeszcze trzy odsłony kolejno w latach 2020, 2022 i 2024. Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam każdą kolejną część zobaczyć na dużym ekranie.

Mimo tych małych niedociągnięć zachęcam udać się do kina.