Przejdź do treści głównej

Tag: Marvel

0

Ant-man i Osa Kwantomania – Recenzja 2023

Nowa faza Marvela została otwarta! Miało być z hukiem, a wyszło po prostu solidnie, bez efektu WOW. Coraz częściej, mam wrażenie, iż próbuje się po prostu zadowolić wszystkich widzów, co wychodzi średnio i odbija się później na jakości całego wykonania.

Scott Lang (Paul Rudd) i Hope van Dyne (Evangeline Lilly) to oczywiście tytułowi pierwszoplanowi bohaterowie. Osa jest bardzo w cieniu Ant-mana i w dodatku z nową fryzurą na chłopczycę. Przez co wygląda na dwa razy starszą niż jest, a przy tym megapoważnie. Nie iskrzyło nic, a nic między Scottem a Hope. Być może tak zostało to zapisane, a być może po prostu przyszli zagrali i poszli.

Nie zabrakło Dr. Hanka Pym (Michael Douglas) oraz Janet (Michelle Pfeiffer), do której zaraz sobie wrócimy. Dość sporą rolę dostała córka Langa – Cassie (Kathryn Newton). Czyżby to miniwstęp do Młodych Avengers? Pożyjemy, zobaczymy.

Wracając do Janet, która ma tutaj dość ważną rolę. Flashbacki z nią sporo wyjaśniają. Aczkolwiek mam wrażenie, że to zostało wymyślone na potrzeby tego filmu, aby zobrazować Kanga Zdobywcę (Jonathan Majors). Sam Kang to ogólnie rzecz biorąc najjaśniejszy punkt całego filmu! Najbardziej wyrazista postać, którą fajnie się oglądało, mimo że to antagonista. Postać barwna, ciekawa, podstępna i pełna żalu po stracie. Jakiego żalu, niestety nie zostało nam zaprezentowane.

Ant-man i Osa Kwantomania to w 99% film, który został wykreowany za pomocą CGI. Z efektami u Marvela bywa różnie, ale tym razem było dobrze. Cały nowy wszechświat możliwości otworzył wymiar kwantowy. Ale tutaj rozczarowanie, bo dostaliśmy mieszankę postaci Disneya, Pixara czy Gwiezdnych wojen itp. Liczyłem na coś świeżego, a dostałem cukierkowy świat…

Fabuła w zasadzie jest bardzo prosta: przez podstęp MADOK’a i nieuważność Cassie wszyscy trafią do kwantowego wymiaru. Córka Cassie zostaje przetrzymywana przez Kanga, a nasz Ant-man musi dokonać wyboru, aby uratować córkę. Można stwierdzić jedno, że ten wariant Kanga różni się znacznie od wariantu spotkanego w serialu Loki.

SPOILER

Ten Kang dziwnym trafem nie włada czasem posiadając swój kombinezon, co jest dziwne, ponieważ wariant z Lokiego miał urządzenie w ręce i nie potrzebował maszyny. A przynajmniej nie było nigdzie pokazana i stąd moje założenie, iż jej nie potrzebował.

Scott Lang przez cały film stara się być zabawny, ale jednak średnio to wychodzi i gagi-śmieszki po prostu nie pasują do całego filmu. Jeśli mamy do czynienia z Kangiem Zdobywcą, który potrafi wymazać całą linię czasową, to tutaj nie ma miejsca na tego typu rzeczy. Jest to jeden z minusów. Drugi minus to, że wszystkie postaci, mimo że może i barwne, to są bardzo nijakie. Akcja gna szybko, więc nie ma czasu na żadne głębsze emocje i zapoznanie się z postaciami pobocznymi. Po prostu są, a potem giną lub znikają.

Finalna walka z Kangiem (tak dobrze czytasz, Ant-man i spółka będzie walczyć z Kangiem Zdobywcą) wypada dobrze, ale znowu nie ma tutaj żadnych superzwrotów akcji, których by się człowiek nie domyślił. Szkoda, bo Kang Zdobywca był przedstawiany jako typ bez skrupułów i znacznie gorszy niż Tanos. Do dziś pamiętam, jak Tanos był prezentowany kawałek po kawałku. Co budowało efekt, iż chciało się poznać tą postać. Tutaj mamy wszystko wyłożone na talerzu i to bez przystawek.

Sceny po napisach są dwie. Jedna zaraz w trakcie napisów. Warto na nią chwilę poczekać.
Druga scena jest po wszystkich napisach i dotyczy serialu LOKI i jego kolejnego sezonu. Nie jest ona, aż tak istotną z perspektywy całej nowej fazy. Więc jeśli nie oglądałeś pierwszego sezonu LOKIEgo śmiało możesz udać się do domu.

Ant-man i Osa Kwantomania – Recenzja 2023

Strażnicy Galaktyki vol 3 – zwiastun

Wciąż wstrząśnięty utratą Gamory, Peter Quill zbiera swój zespół do obrony wszechświata i jednego z nich – misja, która może oznaczać koniec Strażników, jeśli się nie powiedzie.

Premiera: 5 Maj 2023

Strażnicy Galaktyki vol 3 – napisy PL

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – Recencja

Na wstępnie przyznam, że bardzo czekałem na drugą część Czarnej Pantery, jeszcze, nawet gdy żył Chadwik Boseman. Jednak on sam nie doczekał się realizacji drugiej części, co jest smutne. Nowa odsłona Czarnej Pantery musiała się zmierzyć z tym faktem, ponieważ nie da się, ot tak, zmienić aktora. Szczególnie takiego, który porwał swoją aurą tłumy ludzi.

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu miała być hołdem do Króla T’Challa. Muszę przyznać, że wyszło to tak sobie. Spodziewałem się zupełnie innej narracji, bardziej jak w Wojnie bez granic, po wygranej Thanosa nad Avengersami. Tam rzeczywiście było widać i czuć smutek bohaterów. Wakanda w moim sercu stara się być politycznie poprawna i całość skupia się na Matce obecnej królowej Ramnodzie (Angela Bassett) oraz Shuri (Letitia Wright), a w to wszystko zastają wplecione nowe postacie jak Ironheart i Namor.

Z przykrością stwierdzam, że Letitia Wright nie pociągnęła swoją osobą Czarnej Pantery. Mimo że po pierwszej części uważałem, że ma bardzo duży potencjał. To tutaj jej talent nie zabłysł nic a nic. W scenach, gdzie pojawia się nowa postać Ironheart (Dominique Thorne) wraz z Shuri, to ta pierwsza świeci na ekranie i kradnie całe show. Ale do Ironheart jeszcze wrócimy.

Mam wrażenie, że Marvel nie wiedział, jak to wszystko poukładać w tym filmie i panuje tutaj jakiś dziwny chaos. Nowe postacie, pogrzeby, nowa rasa wraz z origin story – wszystko to sprawia, iż jest jeden wielki miszmasz.

Dodatkowo, można zarzucić całemu studiu, dlaczego tak potężna postać, jak Namor, nie brała udziału w walce z Thanosem? Jeśli tłumaczeniem jest chęć ukrycia się to jest to słabe tłumaczenie, w końcu Namor przedkłada wszystko nad ochronę swojego plemienia.

Wróćmy do Ironheart – młodej studentki o geniuszu większym niż Shuri, a porównywalnym do Starka. Idealna postać na serial, aby ją lepiej pokazać. Patrząc jak Marvel wpakował dolary na pokazanie She Hulk, to nóż się w kieszeni otwiera, że nie padło na ekranizację Ironheart, która po starcie Iron man’a idealnie mogłaby dziedziczyć jego schedę. Serial jest planowany dopiero na jesień 2023.

Nowe plemię zamieszkuje ocean całkiem blisko Wakandy, a samo miasto zwie się Tlalocan i jest wzorowane na wierzeniach Azteków. Kostiumologia również opiera na Aztekach. Trzeba tutaj zwrócić uwagę, że to nie jest mityczna Atlantyda, jak snuto przypuszczenia.

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu oczywiście i tym razem nie uniknęła słabego CGI w samej Wakandzie. Co ewidentnie widać na scenach pogrzebu i miasta. Takie rzeczy z green screena można było dopracować. Podwodne miasto Tlalocan jest ciemne, niezbyt okazałe. Niebieski kolor skóry raz jest, a raz nie ma. DC znacznie lepiej sobie poradził w Aquamanie.

Fabularnie jest, jak to bywa w świecie Marvela, niezbyt skomplikowanie. Zaprezentowanie pierwszego mutanta Namora jest przyzwoite. Pożegnanie T’Challa jest słabe. Pamiętacie jak wyglądał pogrzeb Iron Mana, gdzie wszyscy bohaterowie byli obecni? To tutaj tylko mamy obywateli Wakandy. Brakuje mi jakieś przyzwoitej konsekwencji i solidarności superbohaterskiej. Przede wszystkim brakuje tutaj emocji, wszystko jest takie przygaszone, przytłamszone.

Długo się zastanawiałem, jak ocenić Czarną Panterę 2, i doszedłem do wniosku, że trzeba być szczerym wobec siebie, jak i was, widzów. Szału nie ma, po prostu. W tej fazie Marvela jest więcej rozczarowań niż fajnych pozycji, do których nas przyzwyczaiły filmy.

Scena po napisach jest jedna i jest dość szybko zaprezentowana, więc nie ma potrzeby siedzenia do ostatniej literki na ekranie. Przedstawia ona Shuri oraz Nakie. Ta scena wydawała mi się bardzo oczywista, aż za bardzo. Po raz kolejny cała faza nie została nigdzie pchnięta. Wszystko wskazuje na to, że dopiero w 2023 roku Ant-man i Osa: KWANTOMANIA pokaże nam potęgę Kanga Zdobywcy.

Czy polecam wybrać się do kina? Tak, ale bez wielkich oczekiwań.

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – zwiastun PL

Thor: Miłość i Grom – Rozczarowanie – Recenzja 2022

Ahh, ten Thor, głupiutki i mało zabawny. Mamy rok 2022 i kolejną fazę Marvela oraz kolejny zmarnowany potencjał jaki miał w sobie Christian Bale, grający czarny charakter. Ale po kolei, bo jest nad czym się znęcać!

Thor: Miłość i Grom to marna opowieść dla grupy wiekowej 13+ i nic tu nie da mroczna otoczka i postać, jaką wytworzył Christian Bale, który wciela się w Bogobójcę. Pan Taika Waititi pojechał grubo po bandzie i upodobnienie nowego Thora do Strażników Galaktyki po prostu nie wyszło…

Pierwsze 15 min, gdzie mamy styczność ze Strażnikami jest WTF!? i osobiście nie załapałem tego humoru, który był bardzo specyficzny. Tym bardziej, że nie widziałem żadnej chemii między Thorem a Star-Lordem. Wszystko wydawało się takie wymuszone i naciągane. To nie jedyny grzech tego filmu, który popełnił pan Taika Waititi.

Korg, który opowiada i opowiada, i opowiada… i opowiada. Tak sobie biadoli i opowiada historie wielkiego Thora, które są oczywiście na pewien sposób przerysowane, jak to w opowiadaniach. Jedną opowieść można znieść, ale sposób ciągłej narracji jest po prostu chybiony.

Wątek Potężnej Thor, zarówno miłosny, jak i zdrowotny, ma się nijak do sielankowej edycji Thora. To, co kiedyś działało między Natalie Portman i Chrisem Hemsworthem po prostu znikło bezpowrotnie i doskonale to widać na ekranie. Iskry przestały się sypać.

Jest to czwarty film o Thorze i jest najsłabszym w dziejach. Nawet mógłbym się pokusić o stwierdzenie, że w całym uniwersum MCU. Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o przejedzenie się treściami MCU, ale całokształt tego dzieła…

Na dokładkę dorzucę jeszcze jeden grzech, nie zdradzając zbytnio fabuły oczywiście. Wątek między broniami, ehhh. Młot Mjolnir i Stormbreaker – no tego się nie spodziewałem.

Jak ma być źle, to jest źle! Potężny, groteskowy Zeus, bóg nad bogami, ale z pewnym małym irytującym mankamentem. W rolę wciela się bardzo dobry aktor Russell Crowe. Tylko czemu jego kreacja jest z rosyjskim akcentem. Czyżby tutaj ktoś chciał przyrównać Zeusa do Putina i wtrącił wątek polityczny?

Przejdźmy do tych lepszych rzeczy, które wydarzyły się w Thorze: Miłość i Grom. Będzie tutaj o aktorstwie, ponieważ naprawdę trzeba powiedzieć, że Ch. Bale i jego gra to swoista uczta! (tu bym musiał napisać spoiler). Liczę, bardzo na to liczę, że pojawi się jeszcze w całym uniwersum MCU. Natalie Portman jako Potężna Thor – super! Przemiana fizyczna i cała gra w filmie to jest to, czego się spodziewałem i oczekiwałem. Pozostała część obsady nie wyróżnia się zbyt specjalnie grą.

Do tych lepszych momentów można zaliczyć sceny walki między Thorem, Potężną Thor, Kingiem Valkyrie a Gorrem Bogobójcą.

Muzyka jest rockowa i w zasadzie pasuje do całości, aczkolwiek nawet w tym aspekcie chciano ponownie film przyrównać do Strażników Galaktyki – scena Thora i syna Heimdalla, gdzie się kłócą o imię (Axl, Guns N’ Roses).

Thor: Miłość i Grom to luka w linii czasowej i historia zupełnie poboczna, niewnosząca za wiele w kolejną fazę Marvela. Pominięto tutaj zupełnie czas spędzony ze Strażnikami Galaktyki. A przepraszam, są opowieści Korga. Tak czy inaczej, nie dowiesz się za wiele o tym, co się działo, gdy Thor wyruszył ze strażnikami na poszukiwania Gamory. Jak widać, im szersze uniwersum, tym ciężej zapanować nad wszystkim, aby wszystko działo się w podobnym czasie. Ogłupienie Thora i pójście całkiem w stronę komedii jest błędem, którego już nie wymażemy.

Zdecydowanie to nie jest film, aby iść na niego do kina. Piszę tutaj całkiem poważnie! Poczekaj 60 lub maksymalnie 90 dni i obejrzyj na platformie Disney+.

Sceny po napisach są dwie: pierwsza i druga jest powiązana fabularnie z samym filmem, więc warto czekać do tej drugiej, która jest po samym napisach końcowych! Pierwsza tyczy się Potężnej Thor, a druga samego Zeusa. Tyle mogę zdradzić, nie spoilerując za bardzo.

Thor: Miłość i Grom – zwiastun PL

Doktor Strange w multiwersum obłędu – Recenzja

Doktor Strange 2 otwiera nową, kolejną fazę w epickiej podróży po MCU. Jednak już na wstępnie zaznaczam, że osoby, które nie oglądały seriali z platformy Disney+ mogą mieć problem. A problem polega na tym, że pewne akcje bohaterów wynikają z obecnego stanu rzeczy w linii czasowej po serialu. Mowa tu o serialu “WandaVision” (niedostępny w Polsce), a dopełnieniem byłaby animacja “What if”. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zrozumieć genezę Wandy i Szkarłatnej wiedzmy. Również dzięki “What if” (niedostępny w Polsce) poznajemy multiwersum.

“Doktor Strange w multiwersum obłędu” jest filmem dobrym, z dużą ilością akcji, na którym de facto nie można się nudzić. Nie mniej jednak to multiwersum wcale takie multi nie jest. Pod tym względem eksploracja nie była rozbudowana. Jednak jest kilka niespodzianek, które się potwierdziły, a wcześniej krążyły po sieci. Więc na pewno będzie nie jedno “WOW! Jak fajnie”.

Co zaskakuje w najnowszej odsłonie Marvela to to, że raczej unikał pokazywania krwi i brutalności. A tutaj co nieco Sam Raimi przemycił do filmu, co rodzi pewną niekonsekwentność w całym uniwersum. Czy tak zostanie? Możliwe, bo i widownia już podrosła, a i zbliża się przecież “BLADE”. Tam raczej się nie obejdzie bez jatki.

Benedict Cumberbatch jest po prostu mistrzem w swoim fachu i kreowaniu postaci Strange! Uwielbiam jego szorstki humor i grę aktorską. Tutaj nie inaczej – wypada rewelacyjnie.

Xochitl Gomez jako America Chavez jak na swój pierwszy większy występ przyzwoicie, typowo po Marvelowsku – bez szału. Wprowadzenie tej postaci jest, według mnie, trochę od czapy. Bez jej oryginalnej historii ciężko z nią sympatyzować na ekranie, ponieważ zwyczajnie jest nowa, zagubiona i trochę nieporadna. Z całego filmu dużo się o niej nie dowiesz.

Na duży plus Elizabeth Olsen (Wanda, Szkarłatna wiedźma). Można poczuć jej rozgoryczenie i emocje na ekranie. Dobrze się to wszystko oglądało z jej udziałem, a walki to wisienka na torcie w całym filmie. Szczególnie te walki na jednej z alternatywnej ziemi – po sensie filmowym będziesz wiedział, co mam na myśli. W końcu kto lubi spoilery.

Benedict Wong (Wong) na ekranie jest świetny i dorównuje humorem dr. Strange! Ich wymiany zdań i kąśliwe uwagi są warte każdej sekundy na ekranie.

Studio Marvel można pochwalić, że potrafi montować zwiastuny tak, że nic nie zdradzają nic istotnego z fabuły. Mega szacun za takie podejście. A może to wynika z tego, że oglądam tylko pierwszy, a potem unikam plotek, aby sobie nie psuć seansu? Polecam takie podejście.

Udźwiękowienie filmu jest na poziomie, na który przyzwyczaił nas Disney. Ale ścieżka dźwiękowa jako taka jest średnia, w zasadzie muzycznie nic nie zapamiętałem po seansie.

Fabularnie “Doktor Strange w multiwersum obłędu” wypada całkiem dobrze, ale niestety jest trochę chaotyczny i ciągle gna do przodu. Powoduje to, że mało jest czasu, aby zagłębić się i zatrzymać się na chwilę. Pufff i już jesteśmy w centrum innej akcji. Wątek złego charakteru mnie zaskoczył i nie rozczarował. Jednak patrząc z perspektywy lat, szkoda, że to się tak potoczyło i tak szybko skończyło. Ten wątek śmiało mógłby być pociągnięty do samego końca tej fazy MCU. Pierwsza część Dr. Strange była niemal idealna i lubię do niej wracać. Po drugiej odsłonie jestem nasycony i trochę rozgoryczony, że nie było aż tak dużego efektu WOW. Zdecydowanie ciężko jest się odnaleźć po przedniej fazie MCU zakończonej epicką wojną i walkami oraz poniesionymi stratami, które odcisnęły swoje piętno i są odczuwalne przez bohaterów po dziś dzień. Czy można było lepiej rozpocząć tę fazę i poprowadzić fabułę? Myślę, że tak i ludzie to dostrzegą, w końcu era starych bohaterów powoli się kończy.

Oczywiście rekomenduję wybrać się do kina. Nawet jeśli nie widzieliście wyżej omawianych seriali ze wstępu, to fabuła nadal będzie zrozumiała. Mamy dwie sceny po napisach: jedna jest związana z samym dalszym rozwojem fazy, a druga jest śmieszna i jest oczkiem puszczonym do fanów od Samiego Raimi.

Doktor Strange w multiwersum obłędu – zwiastun PL

Ms. Marvel – Zwiastun 2022

Bohaterką serialu jest Kamala Khan. Jest ona pierwszą postacią Marvela wyznania muzułmańskiego. Kamala fantazjuje cały czas o tym, jak to by było być superbohaterką. Pewnego dnia znajduje tajemniczy artefakt, który pozwoli jej sprawdzić jak to naprawdę jest.

Premiera: 8 Czerwca 2022

Platforma: Disney+

Ms. Marvel – Zwiastun 2022

Doctor Strange Multiverse of madness – zwiastun

Doctor Strange Multiverse of madness – zwiastun

Po wydarzeniach z “Avengers: Koniec gry” dr Stephen Strange kontynuuje walkę ze złem. Tym razem stawi czoło swojemu byłemu przyjacielowi Mordo. Prawdopodobnie, aby w pełni zrozumieć Multiwersum Marvela należałoby przed filmem obejrzeć seriale, które są dostępne na platformie Disney plus.

Obsada: Benedict Cumberbatch, Elizabeth Olsen, Rachel McAdams, Benedict Wong, Chiwetel Ejiofor, Michael Stuhlbarg

Premiera 6 Maj 2022

Platforma: brak Tylko kina

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – Recenzja

Po bardzo długim okresie wreszcie nowy film Marvela trafił na ekrany. Celowo pomijam Czarną wdowę, ponieważ nie rozpoczynał on żadnej fazy, a raczej był zapchajdziurą o wiele spóźnioną w całym uniwersum. Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to tak zwany “origin story” bohatera Shang-Chi.

Historia dalekiego wschodu, ale osadzona po części w amerykańskiej rzeczywistości. Nasz bohater skrywa swoje sekrety, które podczas seansu wychodzą na jaw jeden po drugim. Shang-Chi, w towarzystwie wieloletniej przyjaciółki Katy (Awkwafina), udaje się na Wschód, aby ostrzec swoją siostrę Xialing przed możliwym zagrożeniem. Na jej życie prawdopodobnie czyha ich własny ojciec, czyli legendarny przywódca organizacji Dziesięciu pierścieni, Xu Wenwu (Tony Chiu-Wai Leung) aka Mandaryn. To dopiero tutaj akcja się rozpędza i przyspiesza z minuty na minutę.

Xu Wenwu, który sobie żyje od kilku tysięcy lat, postanawia odnaleźć zmarłą żonę. A do tego zadania potrzebne mu są własne dzieci. Shang-Chi, Katy i Xialing nie godzą się na podejście ojca, który chce zdziesiątkować mistyczną wioskę.

Trzeba przyznać, że walki są na bardzo wysokim poziomie i ogląda się je bardzo przyjemnie. Jednak brakuje tutaj trochę typowego azjatyckiego kina kopanego. Wszystko jest powściągnięte i przygotowane pod amerykańskiego widza. Z jednej strony może to i dobrze, bo gdyby amerykański widz zobaczył latających ninja czy wojowników, mógłby to źle odebrać i pomyśleć “WTF?”.

Przyczepić się można do animacji, a przynajmniej tych w początkowej fazie, gdy walka rozgrywa się w autobusie. Sprawne oko wyłapie, o czym mowa, reszta będzie zafascynowana walką. Tak czy inaczej, mogę napisać, że pozostała część jest w porządku. Nie uprzedzając faktów, jest na co poprzeć w finałowej walce, aczkolwiek jest stanowczo zbyt prosta i krótka. W końcu w tej fazie należałoby się mierzyć już z zawodnikami co najmniej pierwszoligowymi.

Fabuła nie jest zbyt pokręcona, więc nikt nie powinien mieć problemów z jej zrozumieniem. Nie jest to też film mega zwrotów akcji, jak to bywa w filmach wprowadzających nowe postacie.

Pewną miłą niespodzianką jest gościnny występ Wonga, tego od Doktora Strange. Szkoda, że Marvel nie idzie głębiej tą ścieżką, przez co wszystkie historie lepiej by się zazębiały. Nadal nie dostajemy wyjaśnienia co Wong robi z Abominacją. Ale coś czuję, że w kolejnej części Doctor Strange in the Multiverse of Madness, się dowiemy.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to takie małe dalsze, nieśmiałe wprowadzenie do multiwersum filmowego. Marvel musi po części wszystko tłumaczyć teraz dwa razy. Raz dla widzów seriali, a drugi dla widza kinowego, ponieważ te dwie grupy nie zawsze będą się pokrywać.

Tu mam pewną obawę. O ile widzowie z innych kontynentów doskonale sobie radzą z zawiłą fabułą łączoną na wiele filmów, to amerykański widz już nie bardzo. Co już nieraz pokazywały seriale anulowane ze względu na skomplikowaną fabułę. Trzymam kciuki, aby tym razem tak nie było w przypadku marvelowskich filmów. Oby to wszystko było dobrze zaplanowane i zgrane ze sobą.

Jak najbardziej polecam wybrać się do kina. Dobra rozrywka na wysokim poziomie. Pokazywane zwiastuny nie zdradzają za wiele, więc tym bardziej przyjemnie się ogląda film, gdy dostajesz objawienie… “aaa to tak wygląda naprawdę”.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to lekka przygoda, na której nie będziecie się nudzili. Polecam!

Ps. Są dwie sceny po napisach, więc warto zostać do samego końca.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – zwiastun PL

ETERNALS – Finałowy zwiastun

Opowieść o Eternals – przedwiecznej rasie nieśmiertelnych istot, które przybyły na ziemię 7 tysięcy lat temu. Zamieszkały na Ziemi i ukształtowały jej historię.

Obsada: Gemma Chan, Richard Madden, Kumail Nanjiani, Lia McHugh, Brian Tyree Henry, Angelina Jolie

Premiera: 5 Listopada 2021

The New Mutants – zwiastun

W odosobnionym szpitalu psychiatrycznym znajduje się grupa młodych mutantów, która jest przetrzymywana, a ich zdrowie mentalne jest monitorowane. Kiedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy w szpitalu ich nowe zdolności jak i przyjaźnie zostaną przetestowane, gdy będą walczyć o przetrwanie.

Obsada: Maisie Williams, Anya Taylor-Joy, Charlie Heaton, Alice Braga, Blu Hunt, Henry Zaga

Premiera: 3 Kwietnia 2020

The New Mutants – zwiastun