Przejdź do treści głównej

Tag: polskie kino

0

Sala samobójców Hejter – Dobre polskie kino!

Sala samobójców wraca w dobrym stylu. Jest lepiej pod każdym względem! Aczkolwiek już pierwsza odsłona zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Film z 2011 roku dostał ocenę 8/10. Kontynuacją dała mi jeszcze więcej frajdy podczas oglądania.

Główny bohater nowego filmu Jana Komasy to Tomek (Maciej Musiałowski), student prawa, któremu noga się powinęła i zostaje przyłapany na plagiacie. Jako że pochodzi z małej miejscowości korzysta ze stupendnium, które mu ufundowała rodzina Krasudzkich. Robert (Jacek Koman), Zofia (Danuta Stenka) i Gabi (Vanessa Aleksander) znają Tomka jeszcze z jego dzieciństwa, gdy odwiedzali jego rodziców na wakacjach.

Pierwsze minuty filmu są dość nie jednoznaczne, jednym słowem nawet mnie trochę nudziły. Nie było widać żadnej intrygi ani kierunku, w którym rozwija się akcja. Szło zauważyć, iż Tomasz buja się w Gabi, a ona ma go przysłowiowo gdzieś! Tomek jednak ukrywa sekret wydalenia ze studiów, który wychodzi na jaw. Rozgoryczony, samotny postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i planuję zemstę za traktowanie z góry przez Krasudzkich. Znajduję pracę w Best Piar i tym samym sposobność na podsłuchiwanie swoich ofiar.

Praca w agencji szybko rozwija w chłopaku przysłowiowego hejtera. Wychodzi na to, że to jego druga natura, a planowanie i hejtowanie przychodzi mu dziecinnie prosto w dodatku bez żadnych wyrzutów sumienia! W tym momencie można przypisać Musiałowskiemu świetną grę aktorską. Bezwzględny w swoich poczynania i dążeniu do celu. Po trupach, aby zrealizować swój osobisty plan. Jego szefowa jest podobnym typem człowieka. A Ci, co oglądali pierwsza osłonę powinni kojarzyć Beatę Santorską (Agata Kulesza) to matka Dominika.

Tomek, aby zrealizować swoją wizję posuwa się do drastycznych metod. Pracuję na dwa fronty i wciąga w swoje plany Stefana (Adam Gradowski). Stefan to czynny aktywista internetowy, który otwarcie mówi o nacjonalistycznych poglądach. Tomek i Stefan komunikują się ze sobą przez grę. Tutaj mamy postęp i lekcja została odrobiona efekty specjalne na dobrym poziomie. Ale w tym filmie nie o efekty chodzi, a o ludzką naturę.

Komasa sprytnie wplótł w fabułę wątek polityczny jak i LGBT. Polityków zagrali Maciej Stuhr i Piotr Cyrwus. Ten pierwszy wcielając się w Pawła Rudnickiego, który ukrywa swoja orientację seksualną. A w jego oponenta politycznego wcielił się wcześniej wymieniony Piotr Cyrwus.

Reżyser, poruszą kwestię na czasie, dążenia jednostki, aby być zauważanym i lubianym za wszelką cenę. Wszystko musi być naj! W pracy musisz wymiatać i robić za trzech. W życiu towarzyskim musisz mieć w znajomych tych naj! Bo inaczej jesteś nikim, nikt Cię nie zauważa i dla reszty jesteś śmieciem nic niewartym. Film jest kierowany do młodszego pokolenia, które spędza większość swojego życia przed ekranami komputerów lub telefonami. Dużo starszy widz, który nie ma styczności na co dzień z social media, może nie do końca zrozumieć istoty naczyń połączonych.

Ponieważ o Macieju Musiałowskim wspominałem wyżej i jego rewelacyjnej grze. To również wypada wspomnieć o dobrej grze Vannesy, której do tej pory nie widziałem na ekranie. I cieszy mnie to, że wreszcie ktoś sięga po młodszych aktorów i aktorki, którzy mogą się wykazać. Generalnie trzeba pochwalić całą obsadę i jej dobór.

Sala samobójców. Hejter daje widzowi spójny wielowątkowy obraz i przez to ten film jest taki wiarygodny oraz nadwyraz ciekawy w odbiorze. Z perspektywy czasu pierwszej części zabrałbym oczko i ocenił 7/10. Ponieważ kontynuacja jest bardziej dojrzała na każdym kroku. Kino nadzwyczaj dobre i wciągające pomijając tą początkową fazę.
Nie często polecam polskie filmy, ale ten zasługuje na to!
Jan Komasa i Mateusz Pacewicz to naprawdę zgrany zespół. Tak trzymać Panowie mam nadzieje, że to nie jest wasza ostatnia produkcja.
Bez mrugnięcia okiem oznaczam “Musisz zobaczyć”.

Sala samobójców Hejter – zwiastun

W lesie dziś nie zaśnie nikt – kopiowanie nie zawsze wychodzi dobrze!

“W lesie dziś nie zaśnie nikt” miał trafić do polskich kin i całe szczęście, że tam nie trafił! Zamiast do kin trafił na platformę Netflix. Moglibyście pomyśleć, że to wyróżnienie otóż nie!

Za to działo odpowiada reżyser Bartosz M. Kowalski i w zasadzie to nie wiem co autor chciał przekazać widzom. W lesie dziś nie zaśnie nikt jest totalną kalką amerykańskich produkcji, która nie wnosi nic od siebie oprócz tytułu. Nie rozumiem jak można pomyśleć, że widz nie widział innych filmów i na pewno nie skojarzy faktów. Ale zacznijmy od początku.

Jest sobie obóz przetrwania, który ma pomagać młodym ludziom wyjść z uzależnienia od technologii. Poznajemy naszych bohaterów takich jak Zosia (Julia Wieniawa-Narkiewicz), Aniela (Wiktoria Gąsiewska), Julek (Michał Lupa), Bartek (Stanisław Cywka), Daniel (Sebastian Dela). Nasza grupa wybiera się w głąb lasu z opiekunką Izą (Gabriela Muskała), która ma dbać o bezpieczeństwo grupy. Akcja toczy się mimowolnie docierają do punktu, gdzie rozbijają obóz.

W zasadzie do tego punktu jeszcze całkiem znośnie, ale im dalej tym coraz gorzej. I jak to bywa w slasherach ktoś musi zginać lub zaginąć. I tutaj pojawiają się pierwsze problemy. Chodzący mutant jest niczym ninja, nikt go nie słyszy, a nawet nie widzi. Pomimo że jest okazałym osobnikiem płci męskiej o wzroście dwóch metrów i sporą masą ciała.

Jak to bywa w tego typu filmach są poszukiwania zaginionego, a w tym wypadku Daniela. Grupa się rozdziela. Część udaje się na poszukiwania z opiekunką, a cześć pilnuje obozowiska. I oto tym zgrabnym zabiegiem jesteśmy już w samym środku akcji. Dalsza część fabularnie jest po prostu zlepkiem scen, które mają doprowadzić nas do finałowej rozgrywki. Dodatkowo fabuła zostaje pod koniec widowiska totalnie zniszczona, gdy jest wprowadzany element nadnaturalności przez meteoryt.

W każdej śmierci uczestników obozu możemy doszukać się irracjonalnego zachowania, które przeczy logice. Więzi między bohaterami nie znajdziemy, a te można było zbudować w początkowej fazie filmu przed wyprawą. Mamy za to wątek miłosny, a raczej namiastkę jego w postaci szybkiego seksu. Aniela tutaj pokazała co nieco, a więc męska część widowni będzie zadowolona.

Obsada tego filmu składa się z młodych aktorów, którzy zbytnio doświadczenia nie mają. Ale to tez nie był film zbyt wymagający. Wszyscy po kolei wypadają dość blado. Odniosłem wrażenie, że postacie są najzwyczajniej na świecie słabo rozpisane. Nie mają w sobie głębszej osobowości. A próba wplątania wątku psychologicznego i traumatycznego przeżycia Zofii była tutaj zupełnie bezcelowa. Nie kleiło się to do całości.

Efekty specjalne cóż, pozostawiły dużo do życzenia. O więcej realizmu można było zadbać. Jednak mam na uwadze, że w polskiej kinematografii zbyt wielu ekspertów od horrorów nie ma.

Montaż to oczywiście kalki ujęć amerykańskich odpowiedników i w dodatku powtarzające się. Dosłownie można było wyczuć jak zaraz zostanie scena ucięta.

W całym negatywnym wydźwięku recenzji jest też pozytyw, za który muszę pochwalić. A mianowicie jest to ścieżka dźwiękowa. Nie zawsze był odpowiedni dobór muzyki do sytuacji, ale przez większość filmu była poprawna i dźwięk potęgował sceny akcji. Za to jest plus.

Ogólnie rzecz biorąc jest to produkcja wysoce skiepszczona. Jeśli autor miał na myśli, dobrą zabawę przez miks gatunków to nie wyszło. Jeśli zaś miał to być pierwszy dobry horror to też nie wyszło. Po takim filmie znowu mam awersje do polskiego kina.
Jedna z domowniczek, którą miała przyjemność oglądać, ze mną seans skwitowała go tak. Cytat dosłowny “Co Ty mi tu za gówno puszczasz, zero fabuły kupa mułu.”

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz czy ktoś czyta w ogóle te scenariusze, zanim wyda pieniądze na realizacje filmu? Ponieważ wydaje mi, że jednak nie i to jest bardzo smutne.

Nie polecam nawet w ramach ciekawostki.

W lesie dziś nie zaśnie nikt – Zwiastun

Boże Ciało – recenzja

Film reżysera Jan Komasy, którego powinieneś kojarzyć z takich filmów jak Sala Samobójców czy Miasto 44. Boże Ciało był nominowany do Oscara, którego niestety nie zdobył.

Daniel (Bartosz Bielenia) główny bohater zafascynowany kapłaństwem chciałby zostać księdzem. Jednak z jego przeszłością ksiądz Tomasz (Łukasz Simlat) uświadamia mu, że z taką przeszłością żadne seminarium go nie przyjmie. Wychodzi warunkowo z poprawczaka i udaje się do stolarni, gdzie ma pracować. Jednak w ostatniej chwili zbacza z kursu i udaje się do nieodległego miasta. Będąc w kościele spotyka na swojej drodze Elizę (Eliza Rycembel) i to tutaj zaczyna się pierwsze kłamstwo Daniela, który przyznaje, że jest młodym księdzem tyle, co po święceniach.

Daniel ciągnie kłamstwo dalej, a gdy Proboszcz parafii nic nie podejrzewa i prosi go o zastępstwo ten się zgadza. Metody prowadzenia nabożeństwa z całą pewnością nie są standardowe i budzą pewien niepokój wśród mieszkańców. Z czasem jednak nauki, które wyniósł z poprawczaka zaczyna stosować na lokalnej społeczności i dzięki swojej charyzmie fałszywy księdza zaczyna poruszać ludzi. Lokalne społeczeństwo mierzy się z tragedią, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej.

Wszystko szło dobrze do czasu, gdy w miasteczku pojawią się kolega Daniela, który zaczyna go szantażować. Daniel jednak się nie poddaje, gdyż postanowił uzdrowić lokalną społeczność za wszelką cenę. Abstrahując od relacji między nimi, kolega szantażysta potrafił dostrzec tą lekkość Daniela do przyciągania ludzi do siebie.

Boże ciało z całą pewnością broni się dobrą historią, która jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Jednak w mojej ocenie nie jest też filmem idealnym. Zupełnie niepotrzebny wątek miłosny z Eliza, który tylko uświadomił widza, że Daniel jest słaby duchowo i szybko ulega pokusom.

W filmie mamy też wiele zachowań mało miasteczkowych choćby zachowanie Wójta. Czy spory między ludźmi po tragicznym wypadku.
Daje to dokładny obraz małych lokalnych społeczności i jest w tym wiele autentyczności.

Film Komasy ogląda się na tyle dobrze, że nie nudzi, a gatunek nie jest łatwy, bo to obyczajówka. Dystans, z którym przyjdzie nam się mierzyć to blisko dwie godziny w fotelu. Na szczęście Bartosz Bieleni staną na wysokości zadania i porywa w swojej roli. Ale nie tylko on tutaj dobrze się zaprezentował, bo i na uwagę zasługuję kościelna Lidia (Aleksandra Konieczna) z kamienną wręcz twarzą pogrążoną po stracie syna. Eliza, która zna prawdę o tragedii i musi ją nosić na barkach. Obsada w Bożym Ciele nie zawodzi i jest to duży plus tego filmu.

Nie wiele jest polskich filmów, które mogę polecić. Ten zaliczam do tych, które są godne.

Boże Ciało – zwiastun

Ciemno, prawie noc – Hit czy kit recenzja

„Ciemno, prawie noc” – kusi świetną obsadą oraz scenariuszem opartym na bestsellerowej powieści. Ciekawy klimat plus kryminał wraz z bardzo dobrą obsadą zapowiadał bardzo ciekawe widowisko. Brzmi dobrze, a nawet za dobrze! Po seansie jednak jedno wielkie rozczarowanie.

Recenzja nie będzie opierać się o książkę, ponieważ tej nie czytałem. Więc wszelkie moje odniesienie będą tylko i wyłącznie do widowiska filmowego.
W obsadzie zobaczysz Magdalenę Cielecka, która wciela się w główną bohaterkę reporterkę Alicje Tabor. Marcin Dorociński jako Marcin Schwartz, który gra w zasadzie dość epizodyczną rolę, o której napiszę w dalszej części recenzji. Agata Buzek (Anna Lipiec), Piotr Fronczewski (Marian Waszkiewicz), Roma Gąsiorowska (Mizera) i wielu innych dobrze znanych aktorów z polskiej kinematografii.

Długa scena otwierająca jadący pociąg i pierwsze sceny z aktorami dały mi do zrozumienia, że albo to będzie coś naprawdę dobrego z thrillerem w tle, albo totalna sieczka. Ponieważ akcja dzieje się w Wałbrzychu to właśnie tam wylądowała Alicja. Od razu widać, że film będzie czerpał siłę z lokalnej patologi. Cały klimat z początku wydaje się dość zachęcający otoczenie blokowiska ogólnie szaro buro i ponuro jak na thriller przystało.

Alicja dziennikarka wraca do rodzinnego miasta, aby napisać reportaż o zaginięciu trójki dzieci. Jednak ten wątek, który mógłby się wydawać wiodący taki nie jest. Szybko wątek zostaje schowany do przechowalni i od czasu do czasu gdzieś w późniejszej fazie filmu przemycany, aby na końcu w zasadzie wyjaśnić całą sprawę zaginięcia. Skoro zaginięcie nie jest widącym wątkiem to co jest? Alicja i jej przeszłość grają tutaj główne skrzypce. Ale to przecież dla widza za mało, a więc dodano jeszcze wątek pornografii dziecięcej oraz molestowania.

Narracja prowadzona jest chaotycznie wraz z dość obszernymi retrospekcjami, które nie dawały do końca odpowiedzi w scenach, a widz wielokrotnie sam musiał sobie dopowiadać sceny. Wielowątkowość w filmie wprowadza dużo zamieszania, ponieważ historia Alicji to nie tylko jej historia, którą dostajemy w filmie. Nie chce zdradzać za wiele, bo a nuż wybierzesz się na seans. Muszę to stwierdzić, że złożoność filmu przerosła reżysera Borysa Lankosza takie mam wrażenie po seansie.

Totalnie w filmie nie ma wątku kryminalnego. Brakuje tej historii takiej tajemniczości, której widz łaknie z każdą sceną. Za to, co mnie uderzyło w filmie, że polskie aktorki mają ładne piersi. Kilka razy będzie Ci dane sobie popatrzeć na nie. Wróćmy do epizodycznego wątku Marcina Dorocińskiego, którego rola w zasadzie to scena erotyczna z Cielecka oraz jedna z finałowych scen. Jego postać jest jedną z bardziej drewnianych, dawno go nie widziałem tak przeciętnego na ekranie.
Element filmu, który totalnie w mojej ocenie był nieporozumieniem to Babcyjki i ich magiczne oddechy. Stanowczo za dużo chciano upchać w dwu godzinny seans.

Natomiast podobała mi się rola Piotra Fronczewskiego. Nie była wielce ważna, ale odegrana bardzo dobrze. Charakteryzacja Romy, która wcielała się w patologiczną matkę Mizery. Lokalizacje szare betonowe czy podziemia miały swój urok.

Obsada naprawdę wysokich lotów tylko co z tego, jak nie wiele mieli do przekazania i pokazania. Mistyczne wątki z kociarami naprawdę nie dodawały filmu uroku, a wprowadzały większy zamęt. Wątek wyrządzonego zła i pedofilii czy molestowania dzieci potraktowany po macoszemu, który był dostawką. To wszystko sprawia, że film jest wielkim rozczarowaniem. Gdyby tak skupić się na śledztwie wątku kryminalnym bez przeszłości Alicji to być może coś by się z tego urodziło. A tak dostaliśmy dość wynaturzony twór, który straszy w kinie widzów i zniechęca do bardziej ambitnego kina.

Reasumując film jest dość nudny, a siedząc w fotelu kinowym zadawałem sobie pytanie, kiedy wątek zaginionych dzieci zostanie w końcu rozwiązany. Uff nie zapomnieli o nim na całe szczęście. Mógłbym wiele jeszcze dodać i po pastwić się nad tym filmem, ale już pewnie wiecie, że tę pozycję należy sobie odpuścić. Przypinam “Szkoda Czasu” i odradzam stanowczo kino.

Ciemno, prawie noc – zwiastun

Kler – czuje się oszukany!

Nie mogę zrozumieć skąd ten zachwyt nad najnowszym filmem Pana Smarzowskiego, niema w tym filmie nic co zwykły katolik czy też niewierzący nie wiedział. Uwypuklenie kilku spraw dość oczywistych i codziennych problemów, z jakimi wzmaga się kościół czy jego przedstawiciele. Kler nie jest filmem komediowym, ani też dramatem chyba najbliżej mu do obyczajówki.

Czytaj dalej

Człowiek z magicznym pudełkiem – polskie romantyczne science fiction

Warszawa, rok 2030 zaczyna się dość zachęcająco po pierwszych scenach. Przyszłość nie tak odległa, a jednak w filmach SF można puścić wodzę fantazji… Człowiek z magicznym pudełkiem to film który jest drobną iskierką która tli się nad polskim science fiction, którego przecież tak dużo nie wychodziło na przestrzeni ostatnich lat.

Czytaj dalej

Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie – Polski kryminał

Piękny Władek czyli historia Władysława Mazurkiewicza który dorobił się grabiąc majątek po likwidacji getta żydowskiego w Krakowie. Ekranizacja filmowa skupiła się poszczęści na życiu Władka jak i organów ścigania w ówczesnej Polsce. Na wstępie muszę już napisać, że mnie osobiście film rozczarował stanowczo brakowało mu wartkich zwrotów akcji.

Czytaj dalej

Botoks - Vega

Kontrowersyjny Botoks od VEGI

Kontrowersyjny Botoks od VEGI taki jest nowy film, który dzieli społeczeństwo na tych co im się film podoba i na tych co nie zostawiają suchej nitki na nim i krytykują za wszystko! Pytanie należy postawić po której stronie barykady Ty się postawiłeś widzu ? 

Czytaj dalej

Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

Trochę zwlekałem z obejrzeniem biografii Pani Michaliny Wisłockiej przemogłem się i stwierdzam, że jest to poprawny film który się dobrze ogląda. Szczególnie uwiodła mnie gra Magdaleny Boczarskiej która gra tytułową bohaterkę Michalinę Wisłocka. Dodatkowo przykuł moją uwagę Eryk Lubos, który gra niejakiego Jureka marynarza/kobieciarza, a późniejszego kierownika ośrodka.

Czytaj dalej