Przejdź do treści głównej

Autor: Marcin Równicki

Pasjonat filmów oraz seriali, choć to drugie staram się ograniczać, aby siedzenie przed ekranem nie zabierało mi zbyt wiele życia. Fan wszelakiego SF na ekranie i nocnych seansów grozy.

Green Book wspaniała opowieść o przyjaźni zrodzonej w drodze

Najlepsze historie pisze życie i tak też jest w przypadku Green Book. Opowieść o początku przyjaźni, która zrodziła się z drogi i trwała do samego końca.

Akcja rozgrywa się w latach 60-tych, gdzie czarno-skórzy mieszkańcy stanów zjednoczonych borykali się z segregacją rasową. Nasz główny bohater to Dr Don Shirley (Mahershala Ali) czarnoskóry bogaty pianista prawdziwy wirtuoz w swoim fachu. Potrzebuje on zaufanego kierowcy na trasę koncertową po stanach. Znajduje takiego włoskiego typowego cwaniaka, który ma gadane. Tony Lip (Viggo Mortensen) to dobry gość, który potrafi myśleć i nie stara się zbytnio pakować w kłopoty. Jak u włochów przystało jest osobowością bardzo rodziną i jej dobro stawia na pierwszym planie. Tony niezbyt przepada za “kolorowymi”, jednak po utracie pracy zbytnio nie ma wyboru. Ostatecznie Doktor Shirley go zatrudnia Tonego jako kierowcę.

Ośmiotygodniowa wyprawa jest nie lada wyzwaniem dla Tonego, który musi słuchać i wykonywać polecenia doktora. Jak to bywa w drodze są zgrzyty, ale i są też niezapomniane sytuacje, które zbliżają bohaterów.
Doktor władający kilkoma językami wyuczony muzyk zamknięty w swoim świecie, a przede wszystkim samotny niepotrafiący się do końca odnaleźć. Człowiek sukcesu jednak borykający się z obecnym stanem umysłowym tamtejszej ameryki. i problemem ludzi drugiej kategorii.
A z drugiej strony Tony rzetelnie wykonywujący swoje obowiązki kierowca. Człowiek nie do końca wykształcony, jednak o dobrym sercu, który szybko zauważa, jak niegodnie traktują biali ludzie Doktora Shirleya.

Historia pisana życiem i sytuacjami życiowymi wspaniale obrazuje, z czym musiały borykać się mniejszości. Wykształceni bogaci ludzie ameryki nieumiejący dostrzec wszechobecnego moralnego upokarzania Shirleya.

Duet aktorski Mahershala Ali i Viggo Mortensen po prostu rewelacja. Zaangażowani i w pełni oddani swoim rolom, ahh tak dobrze się ich oglądało na ekranie.

Muzycznie film wypada również dobrze klasyczny fortepian dodaje klimatu jak i ówczesne popularne kawałki.

Seans trwający ponad dwie godziny nie nuży, a wręcz pobudza emocje widza. Trudno się godzić na to, co zostaje nam czasem zaprezentowane. Przekaz jaki zostawia po sobie Green book jest dość oczywisty, aby nie walczyć przemocą o zachować swoją godność i przeciwstawiać się w kulturalny wręcz grzeczny sposób. Drugie przesłanie to oczywiście przyjaźń. Dwóch tak odmiennych ludzi potrafiło znaleźć wspólny grunt oraz uzupełniać się nawzajem.

Zdecydowanie to jeden z tych filmów, które trzeba zobaczyć. A jeśli po seansie będzie wam mało. To polecam film również oparty na prawdziwych wydarzeniach o pierwszym Afroamerykańskim sędzi, który jako młody prawnik miał swoje przejścia.
https://cobejrzec.pl/marshall-pierwszy-afroamerykanski-sedzia/

Green Book – zwiastun

Kapitan Marvel wydaje się nie mieć sobie równych

Kiedy myślisz, że w grze biorą udział tylko duzi chłopcy, a tu nagle pojawia się ona i już wiesz jak bardzo się myliłeś. Kapitan Marvel aka Carol Denvers zyskuje swoje moce całkiem przez przypadek. Chęć poznania zapomnianej przeszłości sprawia, że odkrywa się zupełnie na nowo.

Wszyscy mieli duże obawy jak wypadnie Brie Larson w roli tytułowej Kapitan Marvel i cóż mogę napisać odrobiła lekcje i wypada wyśmienicie. Jest zuchwała postacią przez co odrazu można ją polubić. Stara się być zabawna, aczkolwiek nie zawsze jej to wychodzi. Przez to, że nie pamięta swojego poprzedniego życia czuje się niepełna i dręczy ją to mentalnie.

Kapinal Mavel to kolejny film z serii oryginalnej historii nowego bohatera. Nie jest to historia jak poprzednie, ponieważ wnosi ze sobą sporą historie Nicka Fury. (Samuel L. Jackson). Więc dostaliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Jeszcze w żadnym filmie nie było tyle Nicka Fury co w Kapitan Marvel.

Całe widowisko dzieje się na przestrzeni lat 90, o czym przypomina nam po raz kolejny dobrze dobrana muzyka. Powoli staje się to znakiem rozpoznawczym w produkcjach Marvela.

Fabułą nie jest nad wyraz skomplikowana. Verr będzie przez większość filmu szukać swojego poprzedniego życia. Miłym akcentem jest powrót agenta Coulsona (Clark Gregg) oraz zwroty akcji i prawda o Kree. Całość jest utrzymana w takim ciepłym bardzo przyjaznym klimacie. Tempo akcji jest nadwyraz bardzo wysokie.

Kilka słów o CGI, które wydaje mi się, że gdzieniegdzie mogło wyglądać ociupinkę lepiej w szczególność rendery twarzy Carol. Nie jest to coś co kuje w oczy, ale jest.

Kapitan Marvel wydaje się nie mieć sobie równych. Jednym słowem to, co zobaczysz na ekranie sprawi Cię w zdumienie. Carol posiada w sobie bardzo duży potencjał i z całą pewnością w swoim pierwszym filmie nie ujawniła swojego całego potencjału.

Nie będziesz pewnie zaskoczony jak napiszę, że Kapitan Marvel jest łącznikiem z nadchodzącym filmem Avengers: End Game. Nie chce za dużo napisać, ale uważam, iż Kapitan Marvel powinna być wcześniej zaprezentowana, ponieważ mamy lukę 30-letnią. I przede wszystkim nie mamy zielonego pojęcia co się działo z Kapitan Marvel przez ten cały okres.

Obsada jest dobra w szczególności po stronie Kree, gdzie ujrzysz Jude Law , Gemma Chan czy Djimon Hounsou. W zasadzie, gdybyśmy ujrzeli ich w osobnym filmie o rasie Kree to byłoby to mega uzupełnieniem.

Polecam kino i z całym przekonaniem będziesz się dobrze bawił lub bawiła. Jest przyjemnie i z przytupem. Nie ma niedomkniętych wątków, więc i historia jest całą.

Są dwie sceny po napisać, pierwsza nawiązuje do Avengers End Game, a druga po całych napisach końcowych do Tesseraku.

To pozostało już czekać na finalną rozgrywkę w Avengers: End Game (
Avengers: Koniec gry) kolejna premiera, której nie wolno przegapić.

Kapitan Marvel – zwistun napisy

Narodziny gwiazdy – Dobry w każdym calu

Narodziny gwiazdy to dramat opisujący historię związku Jacksona Maine’a z młodą piosenkarką Ally. Miłość dobra muzyka oraz świetne aktorstwo to Cię czeka, gdy postanowisz zaserwować sobie seans.

Star is born bo tak brzmi amerykański tytuł wyreżyserował odtwórca głównej roli Bradley Cooper. Spisał się w obu rolach wyśmienicie jak lubię tego aktora tak lubie go jeszcze bardziej. Świetnie pokazał ciemną stronę sławy Jacksona Maine. Wszechobecny alkohol czy narkotyki w życiu Jacka spowodowały szybkie staczacie się z piedestału. Cooper pokazał dość szerokie i jednoznaczne następstwa nadużywania obu używek.

A potem przyszła miłość całkiem znienacka, która wiele dobrego wniosła do życia Jacksona. Młoda piosenkarka Ally o zdumiewającym anielskim głosie. I tutaj pojawia się nam Lady Gaga, która zdobywała doświadczenie aktorskie w serialach, a to w zasadzie doświadczenie żadne. Jednak już nie raz wielkoformatowe, gwiazdy muzyki pokazały, iż sprawdzają się na dużym ekranie. Lady Gaga wcielając się w rolę Ally robi to tak jakby była do tego stworzona. Wiedziała na co się piszę w końcu to jej bajka. Sama jest piosenkarką dużego formatu. Co z całą pewnością pomogło jej wcielić się te rolę.

Melodramatyczna historia pary Maine przeplatana jest dużą ilością namacalnych emocji. Umiejętnie wpleciony motyw amerykańskiego snu, który spełnia się w mgnieniu oka. A przede wszystkim dobra muzyka uzupełniająca całość historii.

Wszystko to sprawiło, że “Narodziny gwiazdy” ogląda się bardzo dobrze, a blisko trwający ponad dwugodzinny seans nie nuży. Obraz zostaje zamknięty w całości i nie ma mowy o niedomówieniach fabularnych. Bradley Cooper wraz z Lady Gagą odwalili kawał dobrej roboty.

Czego mi brakowało w “Narodzinach gwizdy” z cała pewnością rozwinięcia wątku Bobbiego (Sam Elliott) brata Jacksona oraz postaci managera Ally Reza (Rafi Gavron). Ten drugi powinien zostać potępiony za występek w ostatnich scenach filmu. Ten moment doskonale ukazał bezduszność człowieka, gdy w rolę wchodzą wielkie pieniądze.

Nie pozostaje nic innego jak tylko zarekomendować i polecić film.
“Musisz zobaczyć” zostaje przypięte.
Złoty glob oraz Oskar w kategorii za najlepszą piosenkę “Shallow” w pełni zasłużone.

Narodziny Gwiazdy – zwiastun

CLIMAX – impreza po LSD może się źle skończyć

CLIMAX to nie film, a w zasadzie podróż obrazem z mocnym techno bitem lat dziewięćdziesiątych. Myślę, że grono odbiorców tego filmu nie jest, aż tak szerokie, a zuchwałe oceny na portalach są zbyt przesadzone.

Trzeba nadmienić, że obraz został zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Jednak jego przekaz w moim guście jest przesadzony i w dłużej mierze męczy widza. Pierwsze sceny filmu to krótkie wywiady osób z grupy tanecznej co jest całkiem znośnym elementem. Następnie przenosimy się na próbę grupy tanecznej, gdzie wszystko idzie całkiem nieźle, a występ jest dobrym pokazem umiejętności tanecznych. Poznajmy po trochu bohaterów całej imprezy i ich stosunek do reszty ekipy.

Wszystko się kończy, gdy do napoju sangrii ktoś z uczestników dodaje silne narkotyki, a mianowicie LSD. Obraz przestaje byś sielankowy i wkrada się podróż psychodeliczna podsycana dobrym bitem. Nie byłoby nic w tym złego, ale fabuła zostaje w tym samym momencie zamknięta, a narracja odbywa się tylko obrazem. Połowa z Climaxu jest obrazem bez słowa i to widz musi sobie dopowiadać o co w tym wszystkim chodzi.

Film frywolnie porusza tematykę seksu, a sceny ocierają się o erotykę to w zasadzie wiele scen jest sprytnie uchwycona tak, aby za wiele nie pokazać. Co jest minusem tego widowiska bo o ile wszelkie odloty i psychodeliczne postawy są pokazane bez ogródek. To, czemu ukrywać erotykę czy ostre sceny seksu.

W całym obrazie rozmywa się przekaz i wskazuje jednoznacznie na winnego, którym są dragi. Przecież Ci młodzi ludzie nie spotkali się od tak, aby ostro zaćpać tylko przygotować performance. Wszystko to zostaje sprowadzone do jednej wielkiej pscho-ćpuńskiej imprezy z tragediami w tle.

Pozytywy w zasadzie są tylko dwa muzyka, która przywraca wspomnienia z lat 90-tych i występ grupy.

CLIMAX totalnie nie trafił w moje gusta i uważam, że poświęcenie mu całych dziewięćdziesiąt minut to strata czasu.

CLIMAX – Zwiastun

Alita: Battle of Angel – Recenzja

Alita z całą pewnością należy do tych filmów, gdzie można powzdychać do efektów specjalnych. CGI jak i wykreowany świat w każdym calu jest bajecznie dopracowany. Na cały film nie znajdziesz ani jednego ujęcia czy renderu, który mógłby popsuć pieruńsko dobre wrażenie.

Przejdźmy do fabuły, a ta już nie robi takiego wrażenia jak CGI, pomimo że potrafi zaskoczyć. Alita tytułowa bohaterka zostaje uratowania przez Dr. Dysona Ido (Christoph Waltz), który znajduję głowę cyborga wraz z kawałkiem tułowia na złomowisku. Okazuje się, że cyborg w pięknej młodej twarzy wciąż żyje i jest uśpiony. Po przebudzeniu Alita nic nie pamięta ze swojego poprzedniego “życia”. Przez co jest dość naiwna i łatwo można na nią wpłynąć.

Cały film rozgrywa się w XXVI stuleciu, a dokładnie 2563 roku. Ziemią jest po ciężkiej wojnie, gdzie podniebne miasta runęły, a ostało się tylko jedno zwane “Zalem”. Zalem jest uważane za raj i każdy chcieliby się tam zamieszkać. Jednak nie jest to łatwe zadanie, ponieważ tylko nieliczni mogą się dostać do tego rajskiego miasta. Aby się dostać trzeba być czempionem w wyścigu zwanym Motorball.

Alita ma kilka wątków fabularnych, które są interesujące dla widza. Budowanie pobocznymi wątkami całej fabuły sprawdza się tutaj, a nawet budzi pewien niedosyt po całym seansie. Tak ja również odczuwam niedosyt i chciałbym zobaczyć dalsze losy Ality. Film nie unika wad fabularnych, ponieważ im bliżej końca tym dostajemy więcej przeskoków w czasie. Fabuła zyskuje szybsze tempo jednak przez to spada jej jakość. Szkoda tych ostatnich piętnastu minut, które podziały się stanowczo zbyt szybko i nie zostały do końca rozwinięte.

Walki między cyborgami są świetnie zrealizowane, a Alita po prostu jednym słowem wymiata. Różnorodność cyborgów panująca w tym świecie jest dobrze ujęta. James Cameron z całą pewnością doskonale wiedział jak wywarzyć wszystko pisząc scenariusz, a oddając realizacje w ręce Robert Rodrigueza. Mogę powiedzieć, że ten duet świetnie się sprawdził.

Alita: Battle of Angel jest dobrze obsadzonym aktorsko filmem na ekranie zobaczymy Mahershala Ali w roli Vectora. Jennifer Connelly, która wciela się w Chiren i gra byłą żonę Dr. Ido. Zapan (Ed Skrein) świetna rola, a zarazem postać. Keean Johnson wcielił się w postać Hugo, który pokaże Alicie jak wygląda życie w mieście złomu. Tytułowa bohaterka Alita (Rosa Salazar), młoda czarująca i umiejąca skopać tyłek nie jednemu cyborgowi.
Aktorsko nie ma słabych punktów są tylko aktorzy którzy nie wykorzystali pełnego potencjału swoich postaci. Mam tutaj na myśli Christopha Waltza, ale myślę, że w kolejnej części o ile powstanie zabłyśnie.
Jennifer Connelly również zbyt dużo na ekranie nie pokazała, ale to już wynikało z jej dość ważnej, ale epizodycznej roli.

Uważam, że jest to film, który trzeba zobaczyć na dużym ekranie. Daje bardzo dużo rozrywki i zachwyca efektami specjalnymi. Fabularnie nie jest wszak cudownie jednak na tyle poprawnie i dobrze, że warto zanurzyć się w świat XXVI wieku. Seansu 3D w zasadzie nie polecam nie ma tylu scen 3D żeby potęgowały odbiór filmu. Mam nadzieje, że nie będę musiał czekać długo na dokończenie przygody Ality.

Ps. Mam nieodparte wrażenie, że dostaniemy wersje rozszerzoną na Blu-Ray.
Ps. Alita mogłaby być świetnym serialem z rozwinięciem pobocznych wątków i całego uniwersum. 10 odcinków po 60 min co to byłaby za uczta!

Star Trek Axanar

Star Trek: Axanar – Jednak powstanie!

Dobre wiadomości dla fanów Treków, ponieważ Star Trek: Axanar powstanie! Po boju w sądzie doszło do ugody i właściciele praw autorskich CBS oraz Paramount Studios zgodzili się na nakręcenie dwóch epizodów po piętnaście minut. Lepsze to niż nic.

Pierwotnie miał powstać pełnometrażowy film. Przypominam, że to jest produkcja fanowska, na którą zrzucili się fani. Były dwie zbiórki, które zebrały ponad 1 milion dolarów na produkcje. Jednak przez pozew sądowy wszystko stanęło, a środki zebrane zostały prawie całe pochłonięte przez wynajem magazynów i całej infrastruktury.

Pełnowymiarowy mostek

Cały scenariusz został przepisany na potrzeby dwóch odcinków. W pierwotnej fazie osadzenie filmu miało miejsce w czteroletniej wojnie. Ten element nadal zostanie zachowany. Więc rok w Axanarze będzie 2245. Co się dzieje w tym czasie? I jak to pasuje do osi czasu Star Treka, wszechświata i kanonu?

Enterprise został uruchomiony (2245) Misja Pokoju na Axanar odbyła sie w 2250. Twórcy postanowili użyć wojny Czteroletniej z gier RPG FASA z 1990 roku. Cała fabuła miała toczyć się wokoło ostatniego roku wojny.
Zapewne na potrzeby zmian teraz to wszystko będzie jeszcze bardziej skompresowowane. Więc nie będzie miejsca na dłuższe przerywniki, a całość będzie napakowana wielkimi bitwami w przestrzeni kosmicznej. (Ten fakt jest potwierdzony)

Czy dwa razy po piętnaście minut to dużo? To zależy w zasadzie od obranego kierunku, czasu na tłumaczenie całego zajścia nie będzie. Więc myślę, że zostaniemy rzuceni w końcowy wir wojny.

Zdjęcia ruszają w tym roku. Cztery dni zdjęciowe odbędą się w dwóch lokalizacjach Los Angeles oraz Atlanta.

Kiedy będzie można obejrzeć Star Trek: Axanar ?
Późnym latem lub jesienią.

Wprowadzenie do AXANAR można cały czas oglądać na YouTube.
21 minut, które porwało fanów. Dostępne są napisy po polsku.

Prelude to AXANAR

Jak będą wyglądać walki w kosmosie kilka przykładów poniżej. Podejrzewam że CGI już nie zostanie poprawione i zostanie to z 2014 roku. Ale kto wie.

https://www.youtube.com/watch?v=Xc8T1CC68Hk

Federation Counter Attack
https://www.youtube.com/watch?v=6CdBHR_yAH4

Polecam śledzić kanał na Youtube, a w szczególności te update: https://www.youtube.com/playlist?list=PL-tk1t1bPBlf7XYUGUKzCWW-LXf6hMtWI
Stronę projektu i blog: https://axanarproductions.com/blog/

The Hole in the Ground – Recenzja Irlandzkiego Horroru

The Hole in the Ground irlandzki horror nie zaskakuje świeżością. Czasami przynudza, a z całą pewnością fabularnie nie wypada rewelacyjnie. Czy warto poświęcić całe dziewięćdziesiąt minut na ten film? Na to pytanie znajdziesz odpowiedź na samym końcu.

Fabuła niczym szczególnym się nie wyróżnia, mamy tutaj samotną matkę
Sarahe (Seána Kerslake), która to wychowuje nastoletniego syna Chrisa (James Quinn Markey). Tytułowa “The Hole in the Ground” to na prawdę i dosłownie dziura w ziemi znajdująca się w lesie nieopodal miejsca zamieszkania Sary oraz Chrisa. W całej tej dziurze jest coś mistycznego i tajemniczego co przyciąga chłopca.

Matka po tajemniczym spotkaniu z szaloną sąsiadką i zgłębieniu jej przeszłości zaczyna podejrzewać, iż jej syna spotkało to samo co 
Noreen (Kati Outinen). Mistyczna siła podmieniła syna Sary i ta powoli zaczyna dostrzegać, że jej syn ostatnio zachowuje się inaczej. Podmieniony syn ma nadprzyrodzone zdolności, które ujawniają się konfrontacji z matką. Sara nie da za wygraną i spróbuje odzyskać swojego syna.

Jak na horror to brakuje zdecydowanie scen, w których widz mógłby poczuć tą gęsią skórkę na rękach czy po całym ciele. Film posiada swój małomiasteczkowy irlandzki klimat. Jednak to zdecydowanie za mało, aby zachwycić widza. Sama gra aktorska w zasadzie zamyka się w odtwórcach głównych ról, czyli matki i syna. Reszta to epizodyczne postacie, które są przerywnikami w fabule.

The Hole in the Ground pokazuje nam nadprzyrodzone zjwisko poczym kompletnie nie stara się wytłumaczyć widzowi czym jest tak naprawdę ta dziura w ziemi. Niema żadnej historii za dziurą ot jest dziura i przyciąga dzieci. Jest to duży minus, ponieważ gdyby taka historia za dziurą istniała to film zyskałby bardziej przekonującą fabułę.

Podsumowując nawet na nudny wieczór nie poleciłbym tego “horroru” zwyczajnie szkoda czasu. The Hole in the Ground nie da ci tego, co powinien dać Ci przyzwoity horror.

Zwiastun – The Hole in the Ground

FYRE Największa luksusowa impreza, która nigdy się nie odbyła!

FYRE tak nazywał się festiwal, który miałbyć jedyny w swoim rodzaju. Luksus to było słowo, które miało kupić milenialsów i tak też się stało.
Billy McFarland założyciel FYRE cudowne dziecko zapowiadający się świetny przedsiębiorca odnoszący sukcesy do czasu wielkiego fiaska, jakim okazał się FYRE.

Dokument FYRE opowiada historie Billego chłopaka, który miał z całą pewnością zdolności sprzedażowe i potrafił sprzedać kostkę lodu Eskimosowi. Tak twierdzili wszyscy dookoła jego znajomi i całkiem słusznie, gdy brakowało pieniędzy na dokończenie festiwalu wsiadał w samolot i przywoził kilka milionów dolarów na dalszą pracę.

FYRE to nic innego jak startup, który znalazł niszę i chciał dawać nawet osobą prywatnym bukować wielkie gwiazdy. Pomysł dość interesujący i na pewno niezagospodarowany po dziś dzień. Aby podnieść range Billi wpadł na pomysł organizacji wielkiego luksusowego festiwalu o nazwie FYRE.

Wynajął wszelkiego rodzaju influencerów czy modelki, aby wypromować festival. Wideo promocyjne wyglądało bardzo zachęcają, a kulisy jego powstania są zawarte również w dokumencie. Honorarium, jakie otrzymywali influenserzy to naprawdę duże pieniądze, jedna z modelek za jeden post zainkasowało 250 tysięcy dolarów. Więc sama promocja pochłonęła masę funduszy.

Główna atrakcja miała odbyć się na prywatnej wyspie niegdyś należącej do samego Pablo Escobara w lokalizacji Bahamów. Co podziałało jak magnez na młodych ludzi spragnionych dobrej ekskluzywnej imprezy. Impreza na wspomnianej wyspie nie mogła się odbyć z kilku powodów i została przeniesiona na inna. Jakie były powody przeniesienia imprezy dowiecie się z perspektywy osób, które były blisko Billego i organizowały wraz z nim całe wydarzenie.

FYRE okazał się największa luksusowa impreza, która nigdy się nie odbyła!
CEO FYRE zdefraudował blisko 28 milionów dolarów inwestorów. Cudowne dziecko, które okazało się sprytnym oszustem doskonale manipulującym współpracowników, jak i inwestorów.

Jest to naprawdę interesujący dokument jak dzisiejszy świat działa jak prosto jest zmanipulować ludzi. Jak prosto im sprzedać coś, czego jeszcze tak naprawdę niema. Idealnie pokazuje jak duży wpływ mają influenserzy na dzisiejsze społeczeństwo.

Polecam i przypinam “Warty Uwagi”.

Link do NEXTLIX https://www.netflix.com/title/81035279


FYRE: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła

Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego

Ted Bundy to seryjny morderca, który do końca nie wierzył, że zostanie skazany na więzienie. Student prawa inteligentny poprawny dla otoczenia wybrał drogę, która skończyła się na elektrycznym krześle.

W dokumencie o Tedim znajdziemy masę rozmów z nim samym, jak i urywki rozpraw przeciwko niemu. Jednym z ciekawszych aspektów jest jak to policja oraz FBI zupełnie sobie nie radziła z nowym typem przestępcy. Nie było wówczas zaawansowanej technologi. Stany między sobą nie współpracowały tak dobrze jak dziś. Dowody w formie papierowej brak ludzi tylko utrudniały znalezienie odpowiedzialnej osoby za morderstwa kobiet.

Ted nie tylko był studentem prawa, ale również interesował się psychologią i zachowaniami człowieka. Przez co wciąż był o krok przed detektywami. Nawet gdy Federalne Biuro Śledcze włączyło się aktywnie do sprawy z większymi środkami i zasobami ludzkimi nie wiele się zmieniło.

Ted był na tyle przebiegły, że udało mu się dwa razy uciec władzom z aresztów, gdzie był przetrzymywany. Głupota Teda, a może szczęście policji doprowadziło do ponownego schwytania przestępcy.

Ted Bundy z całą pewnością był wyrachowanym przebiegłym seryjnym mordercą, na którym FBI wiele się nauczyła. Był nawet okres w jego życiu ,gdy siedząc już w celi śmierci pomagał tworzyć profile psychologiczne innych przestępców.

Dokument jest zapisem archiwalnym rozmów z dziennikarzami, którzy w ówczesnych latach pisali o nim książkę. Znajdziemy wywiady ze śledczymi, niedoszłą ofiarą, jak i wywiady z dziennikarzami. To daje nam prawie całkiem kompletny obraz niechlubnego życia Teda Bundy’ego.

W dokumencie zabrakło współczesnej analizy jego zachowań i głębszego zbadania jego stanu umysłowego. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że tamte czasy nie dysponowały tak rozwiniętą psychologią. Ted Bundy przystojny dobrze prowadzący się student niewykazujący żadnych cech przestępcy. A jednak spowiła go mroczna siła, która doprowadziła do tragedii wielu rodzin.

Ciekawy wciągający czteroodcinkowy dokument, który pokazuje jak zło, może się dobrze ukrywać. Z całą pewnością “Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego” są warte uwagi.

Zwiastun PL – Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy’ego

NIGHTFLYERS – Serial SF od George R.R. Martin

Uwielbiam gatunek Science Fiction, ponieważ pozwala działać naszej wyobraźni na pełnych obrotach. Czy George R.R. Martin potrafił stworzyć “Grę o Tron w kosmosie”? Czy jest w tym świecie coś co może Cię zainteresować? I tak i nie.

Fabuła wydaje się dość prosta, pakujemy ludzi na statek tytułowy “NIGHTFLYERS” i udajemy się poza granice naszego układu słonecznego na spotkanie z obcą cywilizacją, która sobie to akurat leci około naszego układu słonecznego.

Obca rasa to Volcrynie o których nic kompletnie nie wiemy poza jedną ciekawostką. Posługują się energia fal telepatów i to ona ma być kluczem do ocalenia ziemi, która to powoli zmierza ku samozagładzie. Po drodze oczywiście zdarzy się wiele przygód jedne mniej ciekawe drugie bardziej.

Aby za bardzo nie sprzedawać wam spoilerów, napiszę tajemniczo o wątkach poszczególnych postaci. Wątek Karl D’Branin (Eoin Macken) i jego córki uważam za kompletne nieporozumienie. Zachowanie, jak i gra głównego naukowca budzi moje największe zastrzeżenie. Ciągłe wałkowanie jego przeszłości i zbytnia naiwność psuje w moim odczuciu cały wizerunek o “NIGHTFLYERS”.

Wątek Roya (David Ajala) i jego matki naprawdę ciekawy i miejscami zaskakujący! To się naprawdę udało i to ten wątek w zasadzie mógłby być głównym i też cały serial dobrze by się oglądało. W tym wątku w zasadzie nie ma słabych stron. Aktorsko Loomie (Maya Eshet) , Mel (Jodie Turner-Smith) czy Auggie (Brian F. O’Byrne ) bez najmniejszych zastrzeżeń.

Bardzo mało czasu poświęcono historii telepatów L-1 co trochę kuło fabularnie. Skąd oni się wzięli czy to przez modyfikacje genetyczne czy kolejny etap ewolucji ludzkości. Telepate na statku gra Sam Strike , który wciela są w rolę Thale. Ma to spojrzenie psychopaty, a jego postać jest bardzo wyobcowana. Całe życie spędził w zamknięciu to nie sprzyja kontaktom społecznym. Ewolucja, jak i rozwój jego postaci poszła w dobrym kierunku.

George R.R. Martin trochę flirtuje ze sztuczną inteligencją, jak i zabawami w czasie i przestrzeni jak na science fiction przystało. Próbę rozbudowania postaci uważam za udaną, ale jak wiadomo w jednym elemencie jest dobrze to coś musi kuleć w drugim. Widać oszczędności w efektach specjalnych nie są one poważne, jednak od SF oczekuje się zawsze więcej niż od innych produkcji. Z całą pewnością brakuje w serialu klimatu odkrywania czegoś nowego tego hermetycznego środowiska, jakim jest statek kosmiczny.

Nightflyers bardzo chce aspirować do space opery z mocnymi elementami thrillera, jednak zupełnie mu się to nie udaje. W pierwszej fazie przez trzy może cztery odcinki, dopóki Thale nie zostaje udomowiony. Po tym fakcie i rozwiązaniu zagadki z tajemniczymi wypadkami na statku. To “Nightflyers niema w zasadzie nic wspólnego z thrillerem.

Uważam, że zwykły widz kuszony nazwiskiem George R.R. Martin, będzie pierwszym sezonem rozczarowany. Fan science fiction przymknie oko na niedociągnięcia i brak finałowej prawdziwej konkluzji. Poczeka grzecznie na drugi sezon, gdy zwykły widz zapomni zaraz o całym widowisku i nawet nie pomyśli o drugim sezonie.

Za serial odpowiada znana stacja SyFy w kooperacji z Netflix. Jeśli oczekujesz “Gry o tron” w kosmosie to się totalnie rozczarujesz.
Po rozczarowaniu zawsze możesz wrócić do innego serialu, który na pewno Cię nie zawiedzie. Piszę tutaj na przykład o Zagubieni w kosmosie.

A jak twoje wrażenia po NIGHTFLYERS?

NIGHTFLYERS – Zwiastun PL