Przejdź do treści głównej

Tag: 2019

31

Spider-Man: Daleko od domu – Recenzja

Spider-Man: Daleko od domu jest prawdopodobnie jednym z najlepszych odsłon, jakie powstały o pajączku. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, a w trakcje recenzji postaram się wytłumaczyć bez spoilerowo czemu tak uważam. Jeśli nie wdziałeś Avengers: Koniec Gry nie czytaj dalej, ponieważ zawiera spoilery również z tego filmu.

Wszyscy wiemy jak skończył się film “Koniec Gry”, który to nie kończył fazy trzeciej, a zakańcza ją właśnie pajączek. Spider-Man: Daleko od domu jest zupełnie innym filmem i nie jest to film przede wszystkim smutny. Oczywiście znajdują się tam pewne sceny, które mogą wywołać w osobach o miękkim sercu pewne szklenie się oczu. Ale to tylko drobne momenty, które przypominają nam poświęcenie Tonego.

Wiele osób spekulowało przed seansem, że to własnie Spider-Man zostanie następcą Iron Mana czy nowa przygoda w europie to potwierdza? Hmm jest to bardzo ciężko stwierdzić, ponieważ według mnie jest to nie rozstrzygnięta jeszcze kwestia. Jest nawet w dużej mierze o tym wątek jednak szczegółów ujawić nie mogę bo pewnie dopiero się wybieracie do kina.

Głównym wątkiem jest Misterio, w którego wciela się Jake Gyllenhaal. Nowa postać przybywa na ziemie, gdyż jego ziemia została zniszczona przez żywiołaki. Misterio sugeruje, iż żywiołaki potrafią przemieszczać się między wymiarami to i naszej rodzimej ziemi zagraża niebezpieczeństwo. Zagrożenie jest na tyle duże, iż wymagałoby interwencji Avengersów jednak jak wiemy z poprzedniego filmu są w tym momencie “niedostępni” lub poza ziemią. Więc nie pozostaje nic innego jak połączyć siły z nowym przybyszem i uratować ziemie.

Nie zdradzając wam szczegółów napiszę, że po raz kolejny to, co widz widzi w zwiastunach nie dokońca pokazuje to co będzie w fabule. Jest to naprawdę świetny zabieg! Ponieważ zwiastun niczego nie zdradza i pozwala doskonale bawić się na seansie. Zwrotów akcji w fabule jest kilka. Napisze to szczerze dałem się wywieźć w pole jak małe dziecko i to nie jeden raz. Dawno żaden film tego mi nie zrobił. A być może to zasługa, iż nie czytałem żadnych wieści czy komentarzy zagorzałych fanów pod zwiastunami.

Wracając do fabuły, można ją podzielić na dwa etapy. Pierwszy etap kończy się zaskakująco szybko i odnosi się wrażenie, że to koniec filmu… Aż wjeżdża piękny twist i impreza tak naprawdę dopiero się rozkręca.
Aktorsko dla mnie super zarówno Tom Holand jak i Jake Gyllenhaal było czuć między nimi chemie na ekranie od pierwszego kadru. Rozczarowanie natomiast według mnie nadąsana MJ grana przez Zendaya. Totalnie mi w tym filmie jej zachowania emocjonalne nie pasowały. Została odmieniona względem pierwszej części i to jednak wyszło słabo. Wątek miłosny hmm no musiał być, ale jest on inny niż w poprzednich edycjach Spider-mana. Można uznać to na plus bo nie są powielane te same schamety, a czuć że ogląda się inną historie.

Zdecydowanie na plus wykorzystanie czarnego kostiumu przez Spider-Mana i totalne odcięcie się od poprzednich edycji. Winszuje pomysłu! Przed seansem właśnie to mnie nurtowało czy, aby znowu nie zobaczymy odgrzanego fabularnie kotleta.

Pewnie wielu z was zastanawia się, czy Spier-Man: Dalego od domu zamyka trzecią fazę. I tak i nie. Przejście między fazami będzie miękkie tak jak to miało miejsce w poprzednich fazach. Niestety nadal jest dużo pytań co nastąpi w czwartej fazie? A pajączek na te pytania nie dopowiada.

Sceny po napisach są dwie więc warto zostać po napisach do samego końca. Bo tam czeka na was jeszcze jeden twist, którego byście się nie spodziewali.
Pierwsza scena tyczy się samego filmu i dużo miesza w życiu Pitera Parkera. Druga jest związana z kolejną fazą uniwersum, jednak na próżno szukać tam konkretów. Po raz kolejny te dwie sceny pokazały, że Marvel ma jeszcze nie jednego asa w rękawie i potrafi nadal zaskakiwać.

Chciałbym więcej napisać o minusach, ale musiałbym zdradzić istotne fakty z fabuły. Są w moim odczuciu sceny zbyt przesadzone i przez to film traci na realizmie. Dodatkowo zachowanie Pitera też może budzić pewne zaskoczenie, a jego naiwność przechodzi ludzkie pojęcie. Szkoda, że nie zobaczyliśmy Pepper Potts, ponieważ z całą pewnością jej udział dużo by wniósł w sam film. Jednak mimo tych wad film ogląda się bardzo dobrze. A nowy Spider-Man: Daleko od domu oferuje widzowi wiele rozrywki. Tom Holland idealnie wpisuje się w rolę o pajęczaku.

Naturalną rzeczą jest, że zostaje oznaczony “Warto obejrzeć”, a dla fanów komiksów jest “Musisz zobaczyć!” Zdecydowanie polecam wybrać się do kina. Po prostu nie zawiedziesz się na nowym Spider-Manie. Jest to prawdopodobnie jedna z najlepszych odsłon pajączka, jakie do tej pory zostały wyprodukowane.

Ps. Szkoda mi tej postaci z którą się żegnamy w tym filmie.

Spider-Man: Daleko od domu Napisy PL

X-Men: Mroczna Phoenix – Recenzja

Czy Mroczna Phenix z nowej odsłony X-Men jest złym filmem? Zdecydowanie muszę zaprzeczyć! Nie jest to film wybitny, ale również nie jest też filmem słabym. Owszem można się doczepić wyboru Jean, którą odgrywa Sophie Turner. Bo jej aktorstwo tutaj nie nie jest na najwyższym poziomie i trochę odstaje od całej reszty. Nie jest to też złe aktorstwo mam wrażenie, że ta rolą ją przerosła i nie potrafiła odnaleźć się w świecie X-menów. Myślę, że to nie trafiony wybór przez producentów. Sophie sprawdziłaby się, ale w mniejszej roli pobocznej.

Kolejnych nazwisk chyba przedstawiać nie trzeba James McAvoy (Profesor Charles Xavier), Michael Fassbender (Erik Lehnsherr / Magneto) czy Jennifer Lawrence (Raven / Mystique). Tu już jesteśmy przyzwyczajeni raz, że do postaci dwa do zachowań ekspresji postaci. Ci aktorzy potrafi szybko zbudować swoją postać już we wcześniejszych filmach. Co niestety nie udało się w przypadku Jean (Phoenix).

Po raz kolejny odniosłem wrażenie, iż X-meni to film, gdzie sami ze sobą walczą.. Jak nie z Magneto to z Mistique a teraz ze zła Jean. Bardzo to wszystko jest wtórne w odbiorze i nie daje widzowi nic nowego.

Mroczna Phoenix nie powinien skupiać się w całości na Jean, ponieważ w filmie jest świetny wątek inwazji obcej cywilizacji, która chce przejąć władzę oraz zgładzić ludzkość. Tą cała historie można było zupełnie inaczej opowiedzieć w dużo, ale to dużo ciekawszy sposób. Cóż jednak tego nie uczyniono i tym samym raczej na kolejne przygody X-menów przyjdzie nam znowu trochę poczekać.

Tak jak napisałem wyzej X-Men: Mroczna Phoenix nie jest złym filmem na dużym ekranie ogląda się go dobrze jak każde inne kino blockbusterowe. Jest dużo walk czy to między mutantami czy obcymi, którzy to wykazują znacznie większy potencjał niż posiadacze genu X.

Fabuła jest zbudowana bez zbędnego rozdrabiania się. Mamy wątek Jean i mamy wątek obcych. Widź jest prowadzony za rączkę krok po kroku, a przewidywalność niektórych wydarzeń mógłby rozpracować uczeń szkoły podstawowej. Zapomnieć możesz o nagłych twistach i zaskakujących momentach ich po prostu niema. Swoim tempem od punktu A do punktu B.

Sceny, które zasługują na pochwałę to walka w pociągu oraz zaraz po. Fajna realizacja na malej przestrzeni oraz późniejszy pokaz mocy Jean. Minusy w zasadzie to odniosę się tylko do postaci Jean oraz tego, iż byt mało było Evana Petersa, który to oczywiście jest szybkim Quicksilverem.

Reasumując czy warto wybrać się do kina? Myślę, że jeśli zdecydujesz się iść to nie będziesz żałował. Jakby nie patrzeć jest to kino akcji i tej akcji w tym filmie nie brakuje.

X-Men: Mroczna Phoenix – Zwiastun PL

Topielisko. Klątwa La Llorony – Krótka recenzja

Świat Conjuring (Obecność) rozwija się i na ekranach kin pojawiał się nowy film Klątwa La Llorony. Samotnie wychowująca dzieci matka plus zły duch, który będzie chciał posiać dzieci dla siebie.

Nowa odsłona w świecie “Obecności” to w zasadzie nic nowego i nic odkrywczego. Mało tego film z gatunku horror ma nie wiele scen, które sprawiają, że ma się gęsią skórkę na całym ciele. Wiele scen jest po prostu przewidywalnych i z każdego najazdu kamery oraz muzyki można wywnioskować “o teraz” będzie ten straszny moment i tak się też dzieje.

Akcja filmu rozgrywa się w latach 70 Los Angeles. Główną bohaterką jest Anna (Linda Cardellini), wdowa po zabitym niedawno policjancie, matka dwójki dzieci. Chris (Roman Christou) i Samanta (Jaynee-Lynne Kinchen) dzieciaki Anny będą musiały się zmierzyć z klątwą La Liorony, a wszystko za sprawą ciekawskiego starszego brata.

Topielisko. Klątwa La Llorony to w zasadzie standardowy horror o złym duchu, który nie opuścił tego świata za swoje złe uczynki za życia. La Lioronia za życia utopiła swoje dzieci i teraz za drugiego życia manifestuje swoją siłą w poszukiwaniu kolejnych młodych ofiar.

W Topielisku możemy zobaczyć znanego nam już z Annabelle Ojca Pereza (Tony Amendola), który to kieruje matkę do innego byłego księdza w celu uzyskania pomocy. I na tym związek z całym uniwersum się “Obecności” się kończy.

Cała historia Topieliska jest prosta bez zaskoczeń i zwrotów fabularnych. Mimo że tym razem twórcy sięgnęli po historię meksykańską to niema wniej nic nadzwyczajnego czego byśmy już nie widzieli.

Seans na dużym ekranie można śmiało sobie odpuścić i poczekać na projekcie domową.

John Wick 3 – Pif Paf recenzja

Kolejna cześć John Wick zawitała na ekranach kin. Jeśli ktoś nie kojarzy kto to jest Johny Wick (Keanu Reeves) to przypominam, że to emerytowany płatny zabójca, który przez ostatnie dwa filmy mścił się za śmierć psa i żony.

Fabuła każdego filmu o Johnie Wicku jest dość prosta strzelaj pierwszy i to celnie. W tej cześci również wystepują elementy takie jak niezliczona ilość headshotów, złamanych rąk czy pociętego ciała. Za ekskomunikowanego Johna najwyższa rada wystawia nagrodę w wysokości 14 milionów dolarów. Więc w trzeciej odsłonie John nie ma łatwej przeprawy, każdy płatny zabójca chce zgarnąć okrągłą sumkę i przy okazji zabić sławnego Babę Jagę.

Po raz kolejny przyjdzie nam zobaczyć Sofie (Halle Berry), która to awansowała i sama jest teraz managerem continentala. Król Bowery (Laurence Fishburne) też nas zaszczyci swoją obecnością podczas seansu.
Duża część akcji będzie rozgrwać się w Nowojorskim Continentalu, a więc Winston (Ian McShane) i Charon (Lance Reddick) będą mieli swoje pięć minut. W tej odsłonie pojawią się jeszcze dwie bardzo ciekawe postacie sędzina (Asia Kate Dillon), które egzekwuje kary dla najwyższej rady. A druga postać to Zero (Mark Dacascos) również płatny zabójca na usługach sędziny, który notabene wyróżnia się na tle pozostałych.

John tym razem więc walczy o przetrwanie i o wybaczenie błędów jednak stanie przed dylematem moralnym, który będzie go wiele kosztować. Mamy kilka ciekawych zwrotów akcji jednak nie są one w żaden sposób zaskakujące.

Choreografia walk jest na tak długi film fajnie rozpisana. Wszelkiego rodzaju rzuty dźwignie są efektowne. Przez to, że Keanu prawdopodobnie, jak i Halle nie korzystali z kaskaderów można zauważać w walkach momenty wyczekiwnia na ruch przeciwnika. Z jednej strony fajnie, że wykonali cala prace sami, ale z drugiej przy montowaniu filmu takie rzeczy powinny być wyłapane i wyeliminowane. Większość walk jest bardzo realistycznie zrealizowana, a akcja z psami dodaje wisienki na torcie.

Jak na dwu godziny film prawie ciągłej rozwałki nie nudzi widza, ale też niczym nowym nie zaskakuje zbytnio. Bardzo mi brakuje rozwiązania tajemnicy wyższej rady i kto za nią stoi. Natomiast otoczką i wykreowanym światem John Wick 3 jak najbardziej się broni.

Czy warto wybrać się do kina i tu mam duży dylemat, ponieważ nie jest to film gdzie duży ekran robi różnice. Natomiast w domu przy dobrym trunku będzie się oglądało Wicka doskonale.

Ps. Zapewne czwarta odsłona dużo więcej odkryje i na to liczę. Być może oprócz niezliczonych headshotów to i fabularnie John Wick się rozwinie.

John Wick 3 – Zwiastun napisy PL

Avengers: Koniec Gry – To koniec pewnej epoki

Nowy film braci Russo jest zaskakującą emocjonalny jak na film o postaciach superbohaterskich. Nie wierzę, jeśli ktoś powie, że ten film nie ścisnął go za gardło! Oczywiście jest tutaj warunek obserwował przygody od Iron Mana (2008).

III Faza Marvela praktycznie się skończyła został nam jeden film “Spider-man Daleko od domu”. Być może ostatni film ujawni nam nowego antagonistę, ponieważ w Avengers Koniec gry nie ujrzysz żadnej sceny po napisach. Jest to pierwszy film w ciągu 10 lat, gdy tej sceny nie ma i muszę powiedzieć, że czuje lekki zawód. Był to znak rozpoznawczy Marvela ,a bracia Russo lub ktoś inny postanowił zrezygnować z tego zabiegu. Z jednej strony mogę to zrozumieć, ale z drugiej pozostawia nas zupełnie bez odpowiedzi co dalej… co dalej.

A:Koniec Gry kończy z całą pewnością pewną epokę i nie tylko III fazę. Przyjdzie Ci się zmierzyć i pożegnać z niektórymi postaciami. To pożegnanie nie będzie łatwe do przełknięcia. Wszyscy gdzieś podświadomie to wiedzieliśmy, iż nastąpi taki dzień, gdzie sami aktorzy będą chcieli iść dalej, a historia Avengersów będzie musiała ulec przekształceniu z obecnego stanu, do którego byliśmy tak przyzwyczajeni.

Po raz kolejny emocje i jeszcze raz emocje tego w filmie jest bardzo dużo. Wiemy jak skończyła się “Wojna bez granic” i tutaj nasi ulubieni bohaterowie będą mierzyć się z traumą po tych wydarzeniach. Na całe szczęście nie jest to element nudny, a dopełniający cała historie. Aczkolwiek mam wrażenie, iż poświęcony czas na rozpacz po utracie bliskich balansował na granicy. Kilka minut więcej i wydźwięk tego aktu byłby zupełnie inni.

Pożegnań jest wiele w filmie towarzyszą temu duże emocje jednak nie wszystko się udało zobrazować z przesłaniem. I tutaj znowu nie mogę napisać, bo zdradziłbym zbyt dużo. Wybaczcie.

Aktorsko jest na poziomie, ale do tego zdążył nas już przyzwyczaić Marvel.
Czas ekranowy dla poszczególnych bohaterów nie jest rozłożony równomiernie i niektórzy dostają go więcej, a dla innych po prostu może brało czasu. Więcej Kapitan Marvel na pewno by nie zaszkodziło. 3 godziny to dużo i mało na taki rozmiar widowiska i ilość bohaterów w jednym filmie. Nawet gdyby wcisnąć 30 min więcej każdy widz byłby wdzięczny i dałby radę wysiedzieć.

Trochę mam mieszane odczucia związane z humorem, bo występuje on w filmie i to w całkiem dużej dawce. Nie jest to humor wymuszony, a lekki i przyjemnym. Na chwilę można zapomnieć, o jaką stawkę toczy się walką.

Główny zamysł fabularny jak odkręcić to, co uczynił Thanos przy pomocy kamieni mocy i pstryknięciem nie został według mnie do końca przemyślany. Ponieważ pomysł i następstwa wynikające z odwrócenia zaistniałego stanu rzeczy i przywrócenia go pierwotnego stanu może wydawać się zbyt prosty. Podczas seansu nie zwracamy uwagi na wiele, bo sceny zmieniają się szybko i fabuła gna do przodu. Jednak po seansie człowiek zadaje sobie pytania, czy całość składa się w logiczną całość i czy czasem nie popełniono błędów. W końcu to film na podstawie komiksu i wiele rzeczy nie musi być logicznych i wiele jesteśmy w stanie wybaczyć. Poprzednie części Avengersów trzymały pewną logikę. W tym momencie bardzo ciężko jest napisać bez zdradzania elementów fabuły co mam na myśli oraz jakie rzeczy budzą moje wątpliwości.
(O tym można podyskutować w komentarzach ukrywając je, aby nie psuć widowiska innym.)

Przechodząc do tego, co wszyscy lubimy, czyli akcja oraz walki jest ich umiarkowanie średnio, a finałowa walka według mnie, mimo że jest z rozmachem trwa stanowczo za krótko! Odniosłem wrażenie, że w “Wojna bez granic ” ten element trwał znacznie dłużej i był lepiej rozłożony w czasie. Ale podkreślę, iż ten moment gdzie (…) zapamiętacie na długo!
W pewnym sensie jest “epicki” i jest to WOW, na które czekałeś tak długo.

Porównując A:Wojna bez granic, a A:Koniec gry dochodzę do wniosku, że są one zbliżone. Jednak różni ich rozkład emocji i akcji. A jestem świeżo po seansie obu filmów.

Film starał się uchwycić wszystko co do tej pory działo się w uniwersum i domyka historię kamieni mocy. Jest to pewien rodzaju hołd dla aktorów związanych z tym uniwersum. Wyszło bardzo dobrze, ale nie mogę użyć słowa, że cały film jest EPICKI. Na pewno wiele nie brakuje do epickości, ale jednak brakło. Uważam film za bardzo dobry i tyle.

Podejrzewam, że w tym roku nic nie przebije Avengers Koniec gry oznaczam jako “Film roku” i “Musisz zobaczyć”. Zachęcam wybrać się na seans i zobaczyć to widowisko na dużym ekranie.

Jako całość “Avengers: Wojna bez granic” oraz “Avengers: Koniec gry” oceniam 10/10.

Avengers ENDGAME

SHAZAM – to się im udało!

Shazam (Zachary Levi) to jeden z lepszych filmów DC Universe. Lekkość i nieskomplikowana fabuła sprawia, że ogląda się najnowsza produkcje bardzo przyjemnie.

Miałem duże obawy jak wyjdzie film, który będzie bliżej uniwersum Marvela niż mrocznego DC. Włodarze Warner Bros tym razem wyciągnęli wnioski i stworzyli bardzo przyzwoity film, który dobrze bawi widza. Mogę śmiało użyć zwrotu, iż SHAZAM jest bardzo komiksowym tworem.

DC tym razem przyłożyło się i dobrało dobrze obsadę, z która można się zżyć od pierwszego momentu. Dobrze napisane postacie, a przede wszystkim różnorodne, które dobrze zapadają w pamięć. Nawet Villan, czyli złoczyńca dr Thaddeusa Sivanę (Mark Strong) jest dobrze napisaną postacią i wcale nie taka słabą jak to zazwyczaj bywa w pierwszych filmach o nowych superbohaterach.

Fabuła skupia się na Billim Batsonie (Asher Angel), który to za wszelką cenę próbuje odnaleźć swoją matkę. Przez co często ucieka z zastępczych rodzin i przysparza sobie kłopotów. Kolejna rodzina zastępcza, która go przegarnia nie jest do końca tak “normalna”, a ma sporą ilość indywidualność.

Freddy (Jack Dylan Grazer) ekspert do spraw superbohaterów, Darla (Faithe Herman) przeurocza najmłodsza mieszkanka domu. Eugene (Ian Chen) młody gracz, który poza grami świata nie widzi. Wchodząca w dorosłość Mery (Grace Fulton), Pedro (Jovan Armand) małomówny chłopak. Plus do całej ferajny dochodzą zastępczy rodzice Viktor (Cooper Andrews) i Rosa (Marta Milans). Cała ta gromada tworzy swój familijny klimat i myślę, że to jest wyróżnieniem całego filmu. SHAZAM pod tym względem daje prosty i jasny przekaz rodzina jest najwaznijesza! Nawet taka zastępcza.

Gdy Billi zostaje nastoletnim superboheterem próbuje okiełznać moc, która została mu przekazana przez ostatniego czarodzieja. Jak to bywa u nastolatków wykorzystuje swoje moce niezawsze, aby walczyć ze złem. Przez co bycie idealnym kandydatem czempionem czarodziejów pozostawia trochę do myślenia.
Film obfituje w dużą dawkę humoru takiego dobrego niewymuszonego. Natomiast nie zabrakło również scen, które wywołują u nas również inne emocje co jest rzadkością w filmach o suberbohaterach. SHAZAM jest bardzo uczłowieczony w końcu to tylko nastolatek obdarzony mocami.

DC tym filmem stara się pokazać, że zrywa z mroczną przeszłością, która wywiodła ją na manowce, a wprowadza nowe. Mamy tutaj nawiązania do Supermana czy Batmana, a nawet i Flasha. Ponieważ film na zabarwienie komediowe to lekko “starym” bohaterom uciera się nosa. A już szczególnie w napisach końcowych, które to są inspirowane tymi z Deadpoola.

Sceny po napisach są dwie, jedna w zasadzie po animacjach i wstępnych napisach. Ukazuje ona przyszłego antagoiste co sugeruję iż druga cześć powstanie. A tego jestem niemal pewny.
Natomiast druga scena jest związana z samą fabułą i relacjami członków nowej rodziny Billego. Polecam wytrwać i zostać, mimo iż to aż tak istotnego znaczenia nie ma dla dalszych losów SHAZAMA, a może jednak będzie miało?

Shazam oczywiście nie jest filmem bez wad. Ma on swoje głupiutkie fabularne wpadki, ale w zupełności nie przeszkadzają w odbiorze.

Warto wybrać się do kina gwarantuje Ci, że to dobrze spędzony czas na dobrej rozrywce.

SHAZAM – zwiastun napisy PL

The Highwaymen – strażnicy teksasu na tropie Bonnie i Clyde’a.

The Highwaymen z całą pewnością nie jest kolejnym filmem stricte o Bonnie i Clydzie co prawda historia ich dotyczy, ale tym razem to historia opowiedziana od strony ścigających ich stróżów prawa. Na wstępie mogę już powiedzieć, że oglądało się to bardzo dobrze. To przede wszystkim zasługa świetnego aktorstwa dwóch panów.

Fabułą oparta na faktach o dwóch legendarnych detektywach, którzy dopadli Bonnie i Clyde’a. Muszą oni zmierzyć się nie tylko z Boonie i Clydem, ale również z najnowszą technologią, którą dysponuje Federalne Biuro Śledcze (FBI). Okazje się że nawet najnowsze innowacje w dziedzinie kryminalistyki nie są w stanie dorwać sławnej pary złodziei i morderców. Tutaj na pomoc przychodzą dwaj starzy wyjadacze Frank Hamer (Kevin Costner) oraz Maney Gault (Woody Harrelson).

Trzeba przyznać, gdy dwaj ponowie pojawiają się na ekranie jest wyczuwalna między nimi chemia. Dorobek aktorski obu panów sprawia, że ogląda się ich z największą przyjemnością. Narracja przez nich prowadza wciąga widza w pościg za gangem Barrow. 

Stara klimatyczna Ameryka oddaje w pełni klimat tamtych lat. Zadbano o dobre lokalizacji, jak i styl ubioru. Nie zabrakło nowoczesnego jak na tamte czasy karabinu maszynowego Thompson czy Fordowskich samochodów.

Bardzo zgranie ujęta została historia nie tylko Bonnie i Clyde, ale również samych detektywów Franka oraz Maneya. Mimo iż w swojej karierze mieli na swoich kontach liczne zabójstwa. To widać było, że oboje zdawali sobie sprawę, jakie piętno na nich to odcisnęło. Jako stróże prawa w pierwszej kolejności chcieli schwytać gang, ale jak się skończyło to doskonale wiemy z historii. Coster jak i Harrelson idealnie się nadali do tych ról oboje już podstarzali, jak i ich odpowiedniki aktorskie. Oboje świadomi tego faktu wprowadzają lekki humor co dodaje uroku parze detektywów.

The Highwaymen porusza też ciekawy wątek sławy morderczej pary, która bez skrupułów mordowała policjantów. Na tamte czasy można było ich uważać za celebrytów, każdy chciał mieć zdjęcie ze sławną parą. Fakt, iż na pogrzeb Barrowa przyszło 15 tysięcy osób świadczy, że był dość dobrze znany ze swoich wyczynów, a ludziom to w zupełności nie przeszkadzało.

Ciekawa historia opowiedziana z perspektywy śledczych. Po, mimo że czasem brakuje dynamiki, ale za dużo wymagać też nie można. Odległości, jakie pokonywali zbiedzy były znaczne więc i tak udało się to wszystko połączyć w wywarzony sposób. Zdaje sobie sprawę z tego, że to średni argument mimo to film broni się klimatem i wyśmienitym aktorstwem.
Zachęcam do zapoznania się z tą pozycja na pewno się nie zawiedziecie.
Z pewnością pozycja warta uwagi.
Film jest dostępny na platformie NETFLIX.

The Highwaymen – Zwiastun PL

Ciemno, prawie noc – Hit czy kit recenzja

„Ciemno, prawie noc” – kusi świetną obsadą oraz scenariuszem opartym na bestsellerowej powieści. Ciekawy klimat plus kryminał wraz z bardzo dobrą obsadą zapowiadał bardzo ciekawe widowisko. Brzmi dobrze, a nawet za dobrze! Po seansie jednak jedno wielkie rozczarowanie.

Recenzja nie będzie opierać się o książkę, ponieważ tej nie czytałem. Więc wszelkie moje odniesienie będą tylko i wyłącznie do widowiska filmowego.
W obsadzie zobaczysz Magdalenę Cielecka, która wciela się w główną bohaterkę reporterkę Alicje Tabor. Marcin Dorociński jako Marcin Schwartz, który gra w zasadzie dość epizodyczną rolę, o której napiszę w dalszej części recenzji. Agata Buzek (Anna Lipiec), Piotr Fronczewski (Marian Waszkiewicz), Roma Gąsiorowska (Mizera) i wielu innych dobrze znanych aktorów z polskiej kinematografii.

Długa scena otwierająca jadący pociąg i pierwsze sceny z aktorami dały mi do zrozumienia, że albo to będzie coś naprawdę dobrego z thrillerem w tle, albo totalna sieczka. Ponieważ akcja dzieje się w Wałbrzychu to właśnie tam wylądowała Alicja. Od razu widać, że film będzie czerpał siłę z lokalnej patologi. Cały klimat z początku wydaje się dość zachęcający otoczenie blokowiska ogólnie szaro buro i ponuro jak na thriller przystało.

Alicja dziennikarka wraca do rodzinnego miasta, aby napisać reportaż o zaginięciu trójki dzieci. Jednak ten wątek, który mógłby się wydawać wiodący taki nie jest. Szybko wątek zostaje schowany do przechowalni i od czasu do czasu gdzieś w późniejszej fazie filmu przemycany, aby na końcu w zasadzie wyjaśnić całą sprawę zaginięcia. Skoro zaginięcie nie jest widącym wątkiem to co jest? Alicja i jej przeszłość grają tutaj główne skrzypce. Ale to przecież dla widza za mało, a więc dodano jeszcze wątek pornografii dziecięcej oraz molestowania.

Narracja prowadzona jest chaotycznie wraz z dość obszernymi retrospekcjami, które nie dawały do końca odpowiedzi w scenach, a widz wielokrotnie sam musiał sobie dopowiadać sceny. Wielowątkowość w filmie wprowadza dużo zamieszania, ponieważ historia Alicji to nie tylko jej historia, którą dostajemy w filmie. Nie chce zdradzać za wiele, bo a nuż wybierzesz się na seans. Muszę to stwierdzić, że złożoność filmu przerosła reżysera Borysa Lankosza takie mam wrażenie po seansie.

Totalnie w filmie nie ma wątku kryminalnego. Brakuje tej historii takiej tajemniczości, której widz łaknie z każdą sceną. Za to, co mnie uderzyło w filmie, że polskie aktorki mają ładne piersi. Kilka razy będzie Ci dane sobie popatrzeć na nie. Wróćmy do epizodycznego wątku Marcina Dorocińskiego, którego rola w zasadzie to scena erotyczna z Cielecka oraz jedna z finałowych scen. Jego postać jest jedną z bardziej drewnianych, dawno go nie widziałem tak przeciętnego na ekranie.
Element filmu, który totalnie w mojej ocenie był nieporozumieniem to Babcyjki i ich magiczne oddechy. Stanowczo za dużo chciano upchać w dwu godzinny seans.

Natomiast podobała mi się rola Piotra Fronczewskiego. Nie była wielce ważna, ale odegrana bardzo dobrze. Charakteryzacja Romy, która wcielała się w patologiczną matkę Mizery. Lokalizacje szare betonowe czy podziemia miały swój urok.

Obsada naprawdę wysokich lotów tylko co z tego, jak nie wiele mieli do przekazania i pokazania. Mistyczne wątki z kociarami naprawdę nie dodawały filmu uroku, a wprowadzały większy zamęt. Wątek wyrządzonego zła i pedofilii czy molestowania dzieci potraktowany po macoszemu, który był dostawką. To wszystko sprawia, że film jest wielkim rozczarowaniem. Gdyby tak skupić się na śledztwie wątku kryminalnym bez przeszłości Alicji to być może coś by się z tego urodziło. A tak dostaliśmy dość wynaturzony twór, który straszy w kinie widzów i zniechęca do bardziej ambitnego kina.

Reasumując film jest dość nudny, a siedząc w fotelu kinowym zadawałem sobie pytanie, kiedy wątek zaginionych dzieci zostanie w końcu rozwiązany. Uff nie zapomnieli o nim na całe szczęście. Mógłbym wiele jeszcze dodać i po pastwić się nad tym filmem, ale już pewnie wiecie, że tę pozycję należy sobie odpuścić. Przypinam “Szkoda Czasu” i odradzam stanowczo kino.

Ciemno, prawie noc – zwiastun

Potrójna granica – Nie powala!

Czasem nawet dobra obsada nie pomoże przy średnim scenariuszu. Potrójna granica nie jest dziełem wybitnym, a średniakiem ze zbyt prostolinijna fabuła.

Obsada tego film jest nadwyraz bardzo dobra, ponieważ na ekranie zobaczysz takich aktorów jak Ben Affleck (Tom “Redfly” Davis), Pedro Pascal (Francisco “Catfish” Morales) , Oscar Isaac (Santiago “Pope” Gomez), Charlie Hunnam (William “Ironhead” Miller) oraz Adria Arjona (Yovanna).

Z całego tego grona bardzo szybko wyróżnia się Affleck oraz Issac, którzy dają z siebie najwięcej na ekranie. Reszta poprawnie, ale bez większego animuszu. Dorzucić do panów można Adrie, która nie pojawia się zbyt czesto na ekranie jednak jako kobieta dodaje trochę blasku.

Fabuła jest prosta i nie oferuje zbyt dużo do myślenia. Podążamy sobie losem bohaterów, którzy to wykonują jako cywile operacje przejęcia sporej ilości gotówki od bosa kartelu narkotykowego. Moment zbierania ekipy oraz ataku na posiadłość to w zasadzie najciekawsza cześć filmu zważywszy, że spędzisz ponad dwie godziny przed ekranem. Im dalej fabularnie tym jest słabiej. Co prawda dostajemy jeden niespodziewany obrót akcji, ale to stanowczo za mało, aby film utkwił Ci na dłużej w pamięci.

Potrójna granica jest dobrze oglądającym się filmem, który zaraz po seansie zapomnisz. Pozwoli Ci się odprężyć i miło spędzić czas z grupą byłych wojskowych. Film sam w sobie nie ma żadnego przekazu poza oczywistością, iż chciwość może się źle skończyć. Z prezentowanych zapowiedzi filmu można było mylnie wywnioskować, że to będzie naprawdę dobre kino akcji. A tymczasem NETFLIX zafundował nam kolejnego średniaka.

Odniosłem wrażenie po seansie, że scenariusz był pisany na bieżąco podczas kręcenia filmu. Wiele rzeczy w tym filmie można było zrobić lepiej czy też efektowniej. Jeśli ten film trafiłby do kina to za pewne okazałby się wielką klapa. A tak na standardy Netflixa jest kolejnym średniakiem, którego da się obejrzeć.

Film można obecnie tylko obejrzeć na platformie streamingowej NETFLIX.

Potrójna Granica – Zwiastun PL

Kapitan Marvel wydaje się nie mieć sobie równych

Kiedy myślisz, że w grze biorą udział tylko duzi chłopcy, a tu nagle pojawia się ona i już wiesz jak bardzo się myliłeś. Kapitan Marvel aka Carol Denvers zyskuje swoje moce całkiem przez przypadek. Chęć poznania zapomnianej przeszłości sprawia, że odkrywa się zupełnie na nowo.

Wszyscy mieli duże obawy jak wypadnie Brie Larson w roli tytułowej Kapitan Marvel i cóż mogę napisać odrobiła lekcje i wypada wyśmienicie. Jest zuchwała postacią przez co odrazu można ją polubić. Stara się być zabawna, aczkolwiek nie zawsze jej to wychodzi. Przez to, że nie pamięta swojego poprzedniego życia czuje się niepełna i dręczy ją to mentalnie.

Kapinal Mavel to kolejny film z serii oryginalnej historii nowego bohatera. Nie jest to historia jak poprzednie, ponieważ wnosi ze sobą sporą historie Nicka Fury. (Samuel L. Jackson). Więc dostaliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Jeszcze w żadnym filmie nie było tyle Nicka Fury co w Kapitan Marvel.

Całe widowisko dzieje się na przestrzeni lat 90, o czym przypomina nam po raz kolejny dobrze dobrana muzyka. Powoli staje się to znakiem rozpoznawczym w produkcjach Marvela.

Fabułą nie jest nad wyraz skomplikowana. Verr będzie przez większość filmu szukać swojego poprzedniego życia. Miłym akcentem jest powrót agenta Coulsona (Clark Gregg) oraz zwroty akcji i prawda o Kree. Całość jest utrzymana w takim ciepłym bardzo przyjaznym klimacie. Tempo akcji jest nadwyraz bardzo wysokie.

Kilka słów o CGI, które wydaje mi się, że gdzieniegdzie mogło wyglądać ociupinkę lepiej w szczególność rendery twarzy Carol. Nie jest to coś co kuje w oczy, ale jest.

Kapitan Marvel wydaje się nie mieć sobie równych. Jednym słowem to, co zobaczysz na ekranie sprawi Cię w zdumienie. Carol posiada w sobie bardzo duży potencjał i z całą pewnością w swoim pierwszym filmie nie ujawniła swojego całego potencjału.

Nie będziesz pewnie zaskoczony jak napiszę, że Kapitan Marvel jest łącznikiem z nadchodzącym filmem Avengers: End Game. Nie chce za dużo napisać, ale uważam, iż Kapitan Marvel powinna być wcześniej zaprezentowana, ponieważ mamy lukę 30-letnią. I przede wszystkim nie mamy zielonego pojęcia co się działo z Kapitan Marvel przez ten cały okres.

Obsada jest dobra w szczególności po stronie Kree, gdzie ujrzysz Jude Law , Gemma Chan czy Djimon Hounsou. W zasadzie, gdybyśmy ujrzeli ich w osobnym filmie o rasie Kree to byłoby to mega uzupełnieniem.

Polecam kino i z całym przekonaniem będziesz się dobrze bawił lub bawiła. Jest przyjemnie i z przytupem. Nie ma niedomkniętych wątków, więc i historia jest całą.

Są dwie sceny po napisać, pierwsza nawiązuje do Avengers End Game, a druga po całych napisach końcowych do Tesseraku.

To pozostało już czekać na finalną rozgrywkę w Avengers: End Game (
Avengers: Koniec gry) kolejna premiera, której nie wolno przegapić.

Kapitan Marvel – zwistun napisy