Przejdź do treści głównej

ANNA – Recenzja filmu Luca Bessona

Anna chciałoby się rzecz to Leon zawodowiec w spódnicy. Jednak Cię rozczaruje, bo ta historia nie jest podobna do wspomnianego wyżej klasyka.

Film z gatunku, akcja , thriller doskonale obrazuje panujący teraz na świecie trend “kobiecy”. To już nie pierwszy tego typu film, gdzie pokazuje się na ekranie, że kobieta też potrafi być silna i dokopać nie jednemu mężczyźnie. Jeśli nie kojarzycie takich filmów to wystarczy przypomnieć sobie nawet ostatni film Marvela Koniec Gry i finałową scenę obrony rękawicy, gdzie w obronie jej pojawia się osiem postaci płci żeńskiej. Czy nawet Atomic Blond, recenzja dostępna jest tutaj https://cobejrzec.pl/atomowa-blondyna-czyli-atomic-blonde/

Anna to agentka rosyjskiego wywiadu KGB, jednak jej historia zaczyna się od życia na ulicy. Zostaje przygarnięta przez lokalnego gangstera Piotra (Alexander Petrov), który traktuje ją ja swoja własność. Przypadek, a może głupota Piotra sprawia, że po nie udanej akcji obrabowania amerykańskiego obywatela odwiedza ich agent KGB i werbuje Anne. Dalsze losy jako agentki KGB wcale nie są różowe dla Anny. Powoli zdaje sobie sprawę, iż trafiła po prostu do innej złotej klatki. Pod postacią modelki robiącą karierę w Paryżu dokonuje niezliczonej ilość zamachów. A gdy zauważa, że KGB nie zamierzą jej dać obiecanej wolności. Zrobi wszystko, aby zawalczyć i odzyskać swoją wolność.

Szybka akcja to z całą pewnością atut tego filmu. Jednak mierząca się w pojedynkę Anna z całą rzeszą ochroniarzy czy żołnierzy sprawia, iż bliżej temu filmowi do Johnego Wicka. Gdzie każdy strzał kończy się head shotem (strzał prosto w głowę).

Nie mogę powiedzieć, żeby mi się źle ten film oglądało. Wręcz przeciwnie dobrze się na nim bawiłem. Lubie filmy ze zmienną osią czasu. Luc Besson dobrze tworzy narracje oraz całą historię zamykając cały wątek w całość. Dostajemy dużo zwrotów akcji i bardzo ciekawe zakończenie, którego raczej mało kto się podczas seansu się spodziewa.

Sasha Luss (Anna) jest z całą pewnością objawieniem tego filmu taką perełką, która błyszczy. Nie tylko ze względu na urodę, ale zasługuje na brawa za choreografię walk czy całokształt wykreowanej postaci. Bardzo chętnie obejrzę ją jeszcze na ekranie.
W obsadzie mamy jeszcze Olgę (Helen Mirren) zwierzchniczka Anny w KGB, która ma bardzo bogatą filmografię. Zimna bez uczyć rosyjska agentka. Luke Evans wcielił się w zwierzchnika i kochanka Anny. Nie wyróżnia się zbytnio swoją postacią na tle innych. Jak mamy KGB to i musi być CIA, a przedstawicielem jest Cillian Murphy. Gra on przenikliwego agenta Lennego, który sprytnie rozpracowywuje Anne. Czegoś w jego roli mi zabrakło, taki dość typowy amerykański agent za biurka bez większej charyzmy, aczkolwiek miał swoje przebłyski.

Szczerze to trochę się wahałem jaką ocenę wystawić. Z jednej strony jest to film pełen akcji i szybkiego tempa, ale z drugiej fabułę traktuję skrótowo i bez większej emocjonalnej głębi. Ta pozycja na pewno dobrze Cię zrelaksuje. Polecam.

ANNA – Zwiastun

Spider-Man: Daleko od domu – Recenzja

Spider-Man: Daleko od domu jest prawdopodobnie jednym z najlepszych odsłon, jakie powstały o pajączku. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, a w trakcje recenzji postaram się wytłumaczyć bez spoilerowo czemu tak uważam. Jeśli nie wdziałeś Avengers: Koniec Gry nie czytaj dalej, ponieważ zawiera spoilery również z tego filmu.

Wszyscy wiemy jak skończył się film “Koniec Gry”, który to nie kończył fazy trzeciej, a zakańcza ją właśnie pajączek. Spider-Man: Daleko od domu jest zupełnie innym filmem i nie jest to film przede wszystkim smutny. Oczywiście znajdują się tam pewne sceny, które mogą wywołać w osobach o miękkim sercu pewne szklenie się oczu. Ale to tylko drobne momenty, które przypominają nam poświęcenie Tonego.

Wiele osób spekulowało przed seansem, że to własnie Spider-Man zostanie następcą Iron Mana czy nowa przygoda w europie to potwierdza? Hmm jest to bardzo ciężko stwierdzić, ponieważ według mnie jest to nie rozstrzygnięta jeszcze kwestia. Jest nawet w dużej mierze o tym wątek jednak szczegółów ujawić nie mogę bo pewnie dopiero się wybieracie do kina.

Głównym wątkiem jest Misterio, w którego wciela się Jake Gyllenhaal. Nowa postać przybywa na ziemie, gdyż jego ziemia została zniszczona przez żywiołaki. Misterio sugeruje, iż żywiołaki potrafią przemieszczać się między wymiarami to i naszej rodzimej ziemi zagraża niebezpieczeństwo. Zagrożenie jest na tyle duże, iż wymagałoby interwencji Avengersów jednak jak wiemy z poprzedniego filmu są w tym momencie “niedostępni” lub poza ziemią. Więc nie pozostaje nic innego jak połączyć siły z nowym przybyszem i uratować ziemie.

Nie zdradzając wam szczegółów napiszę, że po raz kolejny to, co widz widzi w zwiastunach nie dokońca pokazuje to co będzie w fabule. Jest to naprawdę świetny zabieg! Ponieważ zwiastun niczego nie zdradza i pozwala doskonale bawić się na seansie. Zwrotów akcji w fabule jest kilka. Napisze to szczerze dałem się wywieźć w pole jak małe dziecko i to nie jeden raz. Dawno żaden film tego mi nie zrobił. A być może to zasługa, iż nie czytałem żadnych wieści czy komentarzy zagorzałych fanów pod zwiastunami.

Wracając do fabuły, można ją podzielić na dwa etapy. Pierwszy etap kończy się zaskakująco szybko i odnosi się wrażenie, że to koniec filmu… Aż wjeżdża piękny twist i impreza tak naprawdę dopiero się rozkręca.
Aktorsko dla mnie super zarówno Tom Holand jak i Jake Gyllenhaal było czuć między nimi chemie na ekranie od pierwszego kadru. Rozczarowanie natomiast według mnie nadąsana MJ grana przez Zendaya. Totalnie mi w tym filmie jej zachowania emocjonalne nie pasowały. Została odmieniona względem pierwszej części i to jednak wyszło słabo. Wątek miłosny hmm no musiał być, ale jest on inny niż w poprzednich edycjach Spider-mana. Można uznać to na plus bo nie są powielane te same schamety, a czuć że ogląda się inną historie.

Zdecydowanie na plus wykorzystanie czarnego kostiumu przez Spider-Mana i totalne odcięcie się od poprzednich edycji. Winszuje pomysłu! Przed seansem właśnie to mnie nurtowało czy, aby znowu nie zobaczymy odgrzanego fabularnie kotleta.

Pewnie wielu z was zastanawia się, czy Spier-Man: Dalego od domu zamyka trzecią fazę. I tak i nie. Przejście między fazami będzie miękkie tak jak to miało miejsce w poprzednich fazach. Niestety nadal jest dużo pytań co nastąpi w czwartej fazie? A pajączek na te pytania nie dopowiada.

Sceny po napisach są dwie więc warto zostać po napisach do samego końca. Bo tam czeka na was jeszcze jeden twist, którego byście się nie spodziewali.
Pierwsza scena tyczy się samego filmu i dużo miesza w życiu Pitera Parkera. Druga jest związana z kolejną fazą uniwersum, jednak na próżno szukać tam konkretów. Po raz kolejny te dwie sceny pokazały, że Marvel ma jeszcze nie jednego asa w rękawie i potrafi nadal zaskakiwać.

Chciałbym więcej napisać o minusach, ale musiałbym zdradzić istotne fakty z fabuły. Są w moim odczuciu sceny zbyt przesadzone i przez to film traci na realizmie. Dodatkowo zachowanie Pitera też może budzić pewne zaskoczenie, a jego naiwność przechodzi ludzkie pojęcie. Szkoda, że nie zobaczyliśmy Pepper Potts, ponieważ z całą pewnością jej udział dużo by wniósł w sam film. Jednak mimo tych wad film ogląda się bardzo dobrze. A nowy Spider-Man: Daleko od domu oferuje widzowi wiele rozrywki. Tom Holland idealnie wpisuje się w rolę o pajęczaku.

Naturalną rzeczą jest, że zostaje oznaczony “Warto obejrzeć”, a dla fanów komiksów jest “Musisz zobaczyć!” Zdecydowanie polecam wybrać się do kina. Po prostu nie zawiedziesz się na nowym Spider-Manie. Jest to prawdopodobnie jedna z najlepszych odsłon pajączka, jakie do tej pory zostały wyprodukowane.

Ps. Szkoda mi tej postaci z którą się żegnamy w tym filmie.

Spider-Man: Daleko od domu Napisy PL

X-Men: Mroczna Phoenix – Recenzja

Czy Mroczna Phenix z nowej odsłony X-Men jest złym filmem? Zdecydowanie muszę zaprzeczyć! Nie jest to film wybitny, ale również nie jest też filmem słabym. Owszem można się doczepić wyboru Jean, którą odgrywa Sophie Turner. Bo jej aktorstwo tutaj nie nie jest na najwyższym poziomie i trochę odstaje od całej reszty. Nie jest to też złe aktorstwo mam wrażenie, że ta rolą ją przerosła i nie potrafiła odnaleźć się w świecie X-menów. Myślę, że to nie trafiony wybór przez producentów. Sophie sprawdziłaby się, ale w mniejszej roli pobocznej.

Kolejnych nazwisk chyba przedstawiać nie trzeba James McAvoy (Profesor Charles Xavier), Michael Fassbender (Erik Lehnsherr / Magneto) czy Jennifer Lawrence (Raven / Mystique). Tu już jesteśmy przyzwyczajeni raz, że do postaci dwa do zachowań ekspresji postaci. Ci aktorzy potrafi szybko zbudować swoją postać już we wcześniejszych filmach. Co niestety nie udało się w przypadku Jean (Phoenix).

Po raz kolejny odniosłem wrażenie, iż X-meni to film, gdzie sami ze sobą walczą.. Jak nie z Magneto to z Mistique a teraz ze zła Jean. Bardzo to wszystko jest wtórne w odbiorze i nie daje widzowi nic nowego.

Mroczna Phoenix nie powinien skupiać się w całości na Jean, ponieważ w filmie jest świetny wątek inwazji obcej cywilizacji, która chce przejąć władzę oraz zgładzić ludzkość. Tą cała historie można było zupełnie inaczej opowiedzieć w dużo, ale to dużo ciekawszy sposób. Cóż jednak tego nie uczyniono i tym samym raczej na kolejne przygody X-menów przyjdzie nam znowu trochę poczekać.

Tak jak napisałem wyzej X-Men: Mroczna Phoenix nie jest złym filmem na dużym ekranie ogląda się go dobrze jak każde inne kino blockbusterowe. Jest dużo walk czy to między mutantami czy obcymi, którzy to wykazują znacznie większy potencjał niż posiadacze genu X.

Fabuła jest zbudowana bez zbędnego rozdrabiania się. Mamy wątek Jean i mamy wątek obcych. Widź jest prowadzony za rączkę krok po kroku, a przewidywalność niektórych wydarzeń mógłby rozpracować uczeń szkoły podstawowej. Zapomnieć możesz o nagłych twistach i zaskakujących momentach ich po prostu niema. Swoim tempem od punktu A do punktu B.

Sceny, które zasługują na pochwałę to walka w pociągu oraz zaraz po. Fajna realizacja na malej przestrzeni oraz późniejszy pokaz mocy Jean. Minusy w zasadzie to odniosę się tylko do postaci Jean oraz tego, iż byt mało było Evana Petersa, który to oczywiście jest szybkim Quicksilverem.

Reasumując czy warto wybrać się do kina? Myślę, że jeśli zdecydujesz się iść to nie będziesz żałował. Jakby nie patrzeć jest to kino akcji i tej akcji w tym filmie nie brakuje.

X-Men: Mroczna Phoenix – Zwiastun PL

Topielisko. Klątwa La Llorony – Krótka recenzja

Świat Conjuring (Obecność) rozwija się i na ekranach kin pojawiał się nowy film Klątwa La Llorony. Samotnie wychowująca dzieci matka plus zły duch, który będzie chciał posiać dzieci dla siebie.

Nowa odsłona w świecie “Obecności” to w zasadzie nic nowego i nic odkrywczego. Mało tego film z gatunku horror ma nie wiele scen, które sprawiają, że ma się gęsią skórkę na całym ciele. Wiele scen jest po prostu przewidywalnych i z każdego najazdu kamery oraz muzyki można wywnioskować “o teraz” będzie ten straszny moment i tak się też dzieje.

Akcja filmu rozgrywa się w latach 70 Los Angeles. Główną bohaterką jest Anna (Linda Cardellini), wdowa po zabitym niedawno policjancie, matka dwójki dzieci. Chris (Roman Christou) i Samanta (Jaynee-Lynne Kinchen) dzieciaki Anny będą musiały się zmierzyć z klątwą La Liorony, a wszystko za sprawą ciekawskiego starszego brata.

Topielisko. Klątwa La Llorony to w zasadzie standardowy horror o złym duchu, który nie opuścił tego świata za swoje złe uczynki za życia. La Lioronia za życia utopiła swoje dzieci i teraz za drugiego życia manifestuje swoją siłą w poszukiwaniu kolejnych młodych ofiar.

W Topielisku możemy zobaczyć znanego nam już z Annabelle Ojca Pereza (Tony Amendola), który to kieruje matkę do innego byłego księdza w celu uzyskania pomocy. I na tym związek z całym uniwersum się “Obecności” się kończy.

Cała historia Topieliska jest prosta bez zaskoczeń i zwrotów fabularnych. Mimo że tym razem twórcy sięgnęli po historię meksykańską to niema wniej nic nadzwyczajnego czego byśmy już nie widzieli.

Seans na dużym ekranie można śmiało sobie odpuścić i poczekać na projekcie domową.

John Wick 3 – Pif Paf recenzja

Kolejna cześć John Wick zawitała na ekranach kin. Jeśli ktoś nie kojarzy kto to jest Johny Wick (Keanu Reeves) to przypominam, że to emerytowany płatny zabójca, który przez ostatnie dwa filmy mścił się za śmierć psa i żony.

Fabuła każdego filmu o Johnie Wicku jest dość prosta strzelaj pierwszy i to celnie. W tej cześci również wystepują elementy takie jak niezliczona ilość headshotów, złamanych rąk czy pociętego ciała. Za ekskomunikowanego Johna najwyższa rada wystawia nagrodę w wysokości 14 milionów dolarów. Więc w trzeciej odsłonie John nie ma łatwej przeprawy, każdy płatny zabójca chce zgarnąć okrągłą sumkę i przy okazji zabić sławnego Babę Jagę.

Po raz kolejny przyjdzie nam zobaczyć Sofie (Halle Berry), która to awansowała i sama jest teraz managerem continentala. Król Bowery (Laurence Fishburne) też nas zaszczyci swoją obecnością podczas seansu.
Duża część akcji będzie rozgrwać się w Nowojorskim Continentalu, a więc Winston (Ian McShane) i Charon (Lance Reddick) będą mieli swoje pięć minut. W tej odsłonie pojawią się jeszcze dwie bardzo ciekawe postacie sędzina (Asia Kate Dillon), które egzekwuje kary dla najwyższej rady. A druga postać to Zero (Mark Dacascos) również płatny zabójca na usługach sędziny, który notabene wyróżnia się na tle pozostałych.

John tym razem więc walczy o przetrwanie i o wybaczenie błędów jednak stanie przed dylematem moralnym, który będzie go wiele kosztować. Mamy kilka ciekawych zwrotów akcji jednak nie są one w żaden sposób zaskakujące.

Choreografia walk jest na tak długi film fajnie rozpisana. Wszelkiego rodzaju rzuty dźwignie są efektowne. Przez to, że Keanu prawdopodobnie, jak i Halle nie korzystali z kaskaderów można zauważać w walkach momenty wyczekiwnia na ruch przeciwnika. Z jednej strony fajnie, że wykonali cala prace sami, ale z drugiej przy montowaniu filmu takie rzeczy powinny być wyłapane i wyeliminowane. Większość walk jest bardzo realistycznie zrealizowana, a akcja z psami dodaje wisienki na torcie.

Jak na dwu godziny film prawie ciągłej rozwałki nie nudzi widza, ale też niczym nowym nie zaskakuje zbytnio. Bardzo mi brakuje rozwiązania tajemnicy wyższej rady i kto za nią stoi. Natomiast otoczką i wykreowanym światem John Wick 3 jak najbardziej się broni.

Czy warto wybrać się do kina i tu mam duży dylemat, ponieważ nie jest to film gdzie duży ekran robi różnice. Natomiast w domu przy dobrym trunku będzie się oglądało Wicka doskonale.

Ps. Zapewne czwarta odsłona dużo więcej odkryje i na to liczę. Być może oprócz niezliczonych headshotów to i fabularnie John Wick się rozwinie.

John Wick 3 – Zwiastun napisy PL

Avengers: Koniec Gry – To koniec pewnej epoki

Nowy film braci Russo jest zaskakującą emocjonalny jak na film o postaciach superbohaterskich. Nie wierzę, jeśli ktoś powie, że ten film nie ścisnął go za gardło! Oczywiście jest tutaj warunek obserwował przygody od Iron Mana (2008).

III Faza Marvela praktycznie się skończyła został nam jeden film “Spider-man Daleko od domu”. Być może ostatni film ujawni nam nowego antagonistę, ponieważ w Avengers Koniec gry nie ujrzysz żadnej sceny po napisach. Jest to pierwszy film w ciągu 10 lat, gdy tej sceny nie ma i muszę powiedzieć, że czuje lekki zawód. Był to znak rozpoznawczy Marvela ,a bracia Russo lub ktoś inny postanowił zrezygnować z tego zabiegu. Z jednej strony mogę to zrozumieć, ale z drugiej pozostawia nas zupełnie bez odpowiedzi co dalej… co dalej.

A:Koniec Gry kończy z całą pewnością pewną epokę i nie tylko III fazę. Przyjdzie Ci się zmierzyć i pożegnać z niektórymi postaciami. To pożegnanie nie będzie łatwe do przełknięcia. Wszyscy gdzieś podświadomie to wiedzieliśmy, iż nastąpi taki dzień, gdzie sami aktorzy będą chcieli iść dalej, a historia Avengersów będzie musiała ulec przekształceniu z obecnego stanu, do którego byliśmy tak przyzwyczajeni.

Po raz kolejny emocje i jeszcze raz emocje tego w filmie jest bardzo dużo. Wiemy jak skończyła się “Wojna bez granic” i tutaj nasi ulubieni bohaterowie będą mierzyć się z traumą po tych wydarzeniach. Na całe szczęście nie jest to element nudny, a dopełniający cała historie. Aczkolwiek mam wrażenie, iż poświęcony czas na rozpacz po utracie bliskich balansował na granicy. Kilka minut więcej i wydźwięk tego aktu byłby zupełnie inni.

Pożegnań jest wiele w filmie towarzyszą temu duże emocje jednak nie wszystko się udało zobrazować z przesłaniem. I tutaj znowu nie mogę napisać, bo zdradziłbym zbyt dużo. Wybaczcie.

Aktorsko jest na poziomie, ale do tego zdążył nas już przyzwyczaić Marvel.
Czas ekranowy dla poszczególnych bohaterów nie jest rozłożony równomiernie i niektórzy dostają go więcej, a dla innych po prostu może brało czasu. Więcej Kapitan Marvel na pewno by nie zaszkodziło. 3 godziny to dużo i mało na taki rozmiar widowiska i ilość bohaterów w jednym filmie. Nawet gdyby wcisnąć 30 min więcej każdy widz byłby wdzięczny i dałby radę wysiedzieć.

Trochę mam mieszane odczucia związane z humorem, bo występuje on w filmie i to w całkiem dużej dawce. Nie jest to humor wymuszony, a lekki i przyjemnym. Na chwilę można zapomnieć, o jaką stawkę toczy się walką.

Główny zamysł fabularny jak odkręcić to, co uczynił Thanos przy pomocy kamieni mocy i pstryknięciem nie został według mnie do końca przemyślany. Ponieważ pomysł i następstwa wynikające z odwrócenia zaistniałego stanu rzeczy i przywrócenia go pierwotnego stanu może wydawać się zbyt prosty. Podczas seansu nie zwracamy uwagi na wiele, bo sceny zmieniają się szybko i fabuła gna do przodu. Jednak po seansie człowiek zadaje sobie pytania, czy całość składa się w logiczną całość i czy czasem nie popełniono błędów. W końcu to film na podstawie komiksu i wiele rzeczy nie musi być logicznych i wiele jesteśmy w stanie wybaczyć. Poprzednie części Avengersów trzymały pewną logikę. W tym momencie bardzo ciężko jest napisać bez zdradzania elementów fabuły co mam na myśli oraz jakie rzeczy budzą moje wątpliwości.
(O tym można podyskutować w komentarzach ukrywając je, aby nie psuć widowiska innym.)

Przechodząc do tego, co wszyscy lubimy, czyli akcja oraz walki jest ich umiarkowanie średnio, a finałowa walka według mnie, mimo że jest z rozmachem trwa stanowczo za krótko! Odniosłem wrażenie, że w “Wojna bez granic ” ten element trwał znacznie dłużej i był lepiej rozłożony w czasie. Ale podkreślę, iż ten moment gdzie (…) zapamiętacie na długo!
W pewnym sensie jest “epicki” i jest to WOW, na które czekałeś tak długo.

Porównując A:Wojna bez granic, a A:Koniec gry dochodzę do wniosku, że są one zbliżone. Jednak różni ich rozkład emocji i akcji. A jestem świeżo po seansie obu filmów.

Film starał się uchwycić wszystko co do tej pory działo się w uniwersum i domyka historię kamieni mocy. Jest to pewien rodzaju hołd dla aktorów związanych z tym uniwersum. Wyszło bardzo dobrze, ale nie mogę użyć słowa, że cały film jest EPICKI. Na pewno wiele nie brakuje do epickości, ale jednak brakło. Uważam film za bardzo dobry i tyle.

Podejrzewam, że w tym roku nic nie przebije Avengers Koniec gry oznaczam jako “Film roku” i “Musisz zobaczyć”. Zachęcam wybrać się na seans i zobaczyć to widowisko na dużym ekranie.

Jako całość “Avengers: Wojna bez granic” oraz “Avengers: Koniec gry” oceniam 10/10.

Avengers ENDGAME

ARKTYKA – RECENZJA

Biało, zimno i wietrznie do tego dzika zwierzyna i wiele innych nieprzyjemności. Arktyka tu, jeśli coś Ci się stanie Twoje szanse na przeżycie z każdą chwilą maleją. Surowy klimat, gdzie wołanie o pomoc na nic się nie zda… Albo Cię ktoś zacznie szukać i znajdzie, albo przyjdzie Ci się zmierzyć ze wszystkimi przeciwnościami losu i spróbujesz się sam na własną rękę uratować.

Arktyka to właśnie taka opowieść o przerwaniu w tych skrajnych warunkach. Na tym pustkowiu będzie musiał przetrwać Overgård (Mads Mikkelsen), który jako jedyny przeżył twarde lądowanie. Film w całej swojej mierze skupia się na przerwaniu i ukazaniu surowego klimatu arktyki. Rutyna i codziennie czynności utrzymują Overgård przy życiu.

Nie wiele słowa pada w tym filmie jednak wszystkie, które zostają wypowiedziane mają swoje znaczenie. Arktyka to widowisko w zasadzie dwóch aktorów i tutaj Mads Mikkelsen grając pierwsze skrzypce spisał się na piątkę z plusem. Nasz główny bohater nie tylko będzie się starał przetrwać, ale będzie borykać się również z dylematami moralnymi w trakcie swojej podróży.

Nie wiele o tym filmie można napisać, aby nie zdradzić za wiele. Gatunek dramatu powiązanego z survivalem antycznym, gdzie każdy Twój ruch musi być dokładnie zaplanowany. Błędy są kosztowne, a każda zmiana trasy zawsze przynosi inne przeszkody. Emocji w tym widowisku możesz się spodziewać wiele, a i przemyślenia podczas seansu gwarantowane.

Jedyna rzecz, która mnie się osobiście nie podobała to zakończenie historii. Lubie pełne zakończenie wraz z pełnym epilogiem. A w tym wypadku reżyser Joe Penna zmusza widza, aby dopowiedzieć sobie resztę.
Mimo że zakończenie było pełne emocji to jednak zabrakło tej kropi nad i.

W moim przekonaniu jest to obraz wart uwagi, który zostawia po sobie ślad. Zmusza w trakcie seansu do refleksji typu czy Ty byś tak postąpił? A może jednak zrobiłbyś inaczej aby przetrwać. A jednocześnie pokazuje, że są jednostki, które poświęcą wiele, aby uratować drugiego człowieka.

Arktyka – POLECAM.

ARKTYKA – zwiastun PL

Skok stulecia – wciągająca rozrywka!

Skok stulecia (Den of Thieves) jest filmem, który wciąga wiza w swoją fabułę i nie puszcza do samego końca. Ponad dwie godziny dobrze spędzonego czasu Cię będzie czekać o ile się zdecydujesz na seans.

Synopis mówi o grupie profesjonalnych złodziei, którzy to planują wielki skok na bank. I to nie jest byle jaki bank, ponieważ to Bank Rezerw Federalnych w Los Angeles. Ale oczywiście znajdzie się ktoś, kto będzie starał się ich powstrzymać. Tym ktosiem jest policjant “Big Nick” O’Brien (Gerard Butler), który to dowodzi grupą policjantów, a ich działania są lekko ortodoksyjne. Big Nick swoimi działaniami sprawia, że daleko mu wzorowego gliny.

Film skupia się na grupie złodziei, którzy skrupulatnie zaplanowali swój skok. Plan realizują krok po kroku, ale widź cały czas jest trzymany lekko na boku. Mimo, że wiesz jakie jest główne założenie to dopiero podczas seansu dowiadujesz jak będzie wyglądać realizacja. Jesteś cały czas karmiony okruchami, które powoli układają się w całość.

Drugie dno filmu to życie Big Nicka i jego podejście do małżeństwa oraz pracy. Element filmu o tyle waży, że nadaje tej postaci głębsze znacznie i bardziej realna osobowość.

Seans jest naładowany testosteronem, a pociski w niezliczonych liczbach wylatują z luf karabinów. Prosty koncept, który wciąż się sprawdza i działa.
Aktorsko wszyscy spisali się na piątkę. Nie ma słabych punktów może jedynie trochę irytować postać Donniego (O’Shea Jackson Jr.), który to wydaje się lekko łajzowaty. Na ekranie zobaczysz też 50 Cent czy Pablo Schreiber. Pablo Schreiber, który odgrywa rolę Ray’a dostaję ode mnie 5+ ma charyzmę i zdecydowanie się wyróżnia.

Fabularnie film jest ciekawie skonstruowany nie podając widzowi wszystkiego od razu na talerzu. Przez co jesteś cały czas w wirze wydarzeń ,a ciekawość narasta z każdą minutą seansu. Jednak są też wady, które odrealniają cały film. Mowa tutaj o jeden z ostatnich scen, która dzieje się w korku z masą postronnych osób uwięzionych w samochodach.
Skok stulecia obfituje też w bardzo dobre zwroty akcji co dodatkowo plusuje film. A zakończenie to istny wyciągnięty as z rękawa.

Skok stulecia to film zdecydowanie dla osób, które lubią się wtopić w fabułę i z wyczekiwaniem czekać co za moment się wydarzy. Gatunek sensacyjny pełną gębą bez taryfy ulgowej. Śmiało polecam i przypinam “Wart uwagi”.
Ps. Nie polecam oglądać zwiastuna, ponieważ będziesz miał większą frajdę podczas oglądania.

SKOK STULECIA – zwiastun napisy PL

SHAZAM – to się im udało!

Shazam (Zachary Levi) to jeden z lepszych filmów DC Universe. Lekkość i nieskomplikowana fabuła sprawia, że ogląda się najnowsza produkcje bardzo przyjemnie.

Miałem duże obawy jak wyjdzie film, który będzie bliżej uniwersum Marvela niż mrocznego DC. Włodarze Warner Bros tym razem wyciągnęli wnioski i stworzyli bardzo przyzwoity film, który dobrze bawi widza. Mogę śmiało użyć zwrotu, iż SHAZAM jest bardzo komiksowym tworem.

DC tym razem przyłożyło się i dobrało dobrze obsadę, z która można się zżyć od pierwszego momentu. Dobrze napisane postacie, a przede wszystkim różnorodne, które dobrze zapadają w pamięć. Nawet Villan, czyli złoczyńca dr Thaddeusa Sivanę (Mark Strong) jest dobrze napisaną postacią i wcale nie taka słabą jak to zazwyczaj bywa w pierwszych filmach o nowych superbohaterach.

Fabuła skupia się na Billim Batsonie (Asher Angel), który to za wszelką cenę próbuje odnaleźć swoją matkę. Przez co często ucieka z zastępczych rodzin i przysparza sobie kłopotów. Kolejna rodzina zastępcza, która go przegarnia nie jest do końca tak “normalna”, a ma sporą ilość indywidualność.

Freddy (Jack Dylan Grazer) ekspert do spraw superbohaterów, Darla (Faithe Herman) przeurocza najmłodsza mieszkanka domu. Eugene (Ian Chen) młody gracz, który poza grami świata nie widzi. Wchodząca w dorosłość Mery (Grace Fulton), Pedro (Jovan Armand) małomówny chłopak. Plus do całej ferajny dochodzą zastępczy rodzice Viktor (Cooper Andrews) i Rosa (Marta Milans). Cała ta gromada tworzy swój familijny klimat i myślę, że to jest wyróżnieniem całego filmu. SHAZAM pod tym względem daje prosty i jasny przekaz rodzina jest najwaznijesza! Nawet taka zastępcza.

Gdy Billi zostaje nastoletnim superboheterem próbuje okiełznać moc, która została mu przekazana przez ostatniego czarodzieja. Jak to bywa u nastolatków wykorzystuje swoje moce niezawsze, aby walczyć ze złem. Przez co bycie idealnym kandydatem czempionem czarodziejów pozostawia trochę do myślenia.
Film obfituje w dużą dawkę humoru takiego dobrego niewymuszonego. Natomiast nie zabrakło również scen, które wywołują u nas również inne emocje co jest rzadkością w filmach o suberbohaterach. SHAZAM jest bardzo uczłowieczony w końcu to tylko nastolatek obdarzony mocami.

DC tym filmem stara się pokazać, że zrywa z mroczną przeszłością, która wywiodła ją na manowce, a wprowadza nowe. Mamy tutaj nawiązania do Supermana czy Batmana, a nawet i Flasha. Ponieważ film na zabarwienie komediowe to lekko “starym” bohaterom uciera się nosa. A już szczególnie w napisach końcowych, które to są inspirowane tymi z Deadpoola.

Sceny po napisach są dwie, jedna w zasadzie po animacjach i wstępnych napisach. Ukazuje ona przyszłego antagoiste co sugeruję iż druga cześć powstanie. A tego jestem niemal pewny.
Natomiast druga scena jest związana z samą fabułą i relacjami członków nowej rodziny Billego. Polecam wytrwać i zostać, mimo iż to aż tak istotnego znaczenia nie ma dla dalszych losów SHAZAMA, a może jednak będzie miało?

Shazam oczywiście nie jest filmem bez wad. Ma on swoje głupiutkie fabularne wpadki, ale w zupełności nie przeszkadzają w odbiorze.

Warto wybrać się do kina gwarantuje Ci, że to dobrze spędzony czas na dobrej rozrywce.

SHAZAM – zwiastun napisy PL

The Highwaymen – strażnicy teksasu na tropie Bonnie i Clyde’a.

The Highwaymen z całą pewnością nie jest kolejnym filmem stricte o Bonnie i Clydzie co prawda historia ich dotyczy, ale tym razem to historia opowiedziana od strony ścigających ich stróżów prawa. Na wstępie mogę już powiedzieć, że oglądało się to bardzo dobrze. To przede wszystkim zasługa świetnego aktorstwa dwóch panów.

Fabułą oparta na faktach o dwóch legendarnych detektywach, którzy dopadli Bonnie i Clyde’a. Muszą oni zmierzyć się nie tylko z Boonie i Clydem, ale również z najnowszą technologią, którą dysponuje Federalne Biuro Śledcze (FBI). Okazje się że nawet najnowsze innowacje w dziedzinie kryminalistyki nie są w stanie dorwać sławnej pary złodziei i morderców. Tutaj na pomoc przychodzą dwaj starzy wyjadacze Frank Hamer (Kevin Costner) oraz Maney Gault (Woody Harrelson).

Trzeba przyznać, gdy dwaj ponowie pojawiają się na ekranie jest wyczuwalna między nimi chemia. Dorobek aktorski obu panów sprawia, że ogląda się ich z największą przyjemnością. Narracja przez nich prowadza wciąga widza w pościg za gangem Barrow. 

Stara klimatyczna Ameryka oddaje w pełni klimat tamtych lat. Zadbano o dobre lokalizacji, jak i styl ubioru. Nie zabrakło nowoczesnego jak na tamte czasy karabinu maszynowego Thompson czy Fordowskich samochodów.

Bardzo zgranie ujęta została historia nie tylko Bonnie i Clyde, ale również samych detektywów Franka oraz Maneya. Mimo iż w swojej karierze mieli na swoich kontach liczne zabójstwa. To widać było, że oboje zdawali sobie sprawę, jakie piętno na nich to odcisnęło. Jako stróże prawa w pierwszej kolejności chcieli schwytać gang, ale jak się skończyło to doskonale wiemy z historii. Coster jak i Harrelson idealnie się nadali do tych ról oboje już podstarzali, jak i ich odpowiedniki aktorskie. Oboje świadomi tego faktu wprowadzają lekki humor co dodaje uroku parze detektywów.

The Highwaymen porusza też ciekawy wątek sławy morderczej pary, która bez skrupułów mordowała policjantów. Na tamte czasy można było ich uważać za celebrytów, każdy chciał mieć zdjęcie ze sławną parą. Fakt, iż na pogrzeb Barrowa przyszło 15 tysięcy osób świadczy, że był dość dobrze znany ze swoich wyczynów, a ludziom to w zupełności nie przeszkadzało.

Ciekawa historia opowiedziana z perspektywy śledczych. Po, mimo że czasem brakuje dynamiki, ale za dużo wymagać też nie można. Odległości, jakie pokonywali zbiedzy były znaczne więc i tak udało się to wszystko połączyć w wywarzony sposób. Zdaje sobie sprawę z tego, że to średni argument mimo to film broni się klimatem i wyśmienitym aktorstwem.
Zachęcam do zapoznania się z tą pozycja na pewno się nie zawiedziecie.
Z pewnością pozycja warta uwagi.
Film jest dostępny na platformie NETFLIX.

The Highwaymen – Zwiastun PL