Przejdź do treści głównej

Tag: akcji

0

Glass – Zakończenie trylogii

Cała historia zaczęła się na dawno temu, bo aż w 2000 roku, gdy na ekranach pojawiał się “Unbreakable”. Główna role grał wówczas Bruce Willis wcielając się w Davida Dunn jedynego ocalałego z katastrofy kolejowej. W pierwszej części również mieliśmy już do czynienia z Elijah Price ( Samuel L. Jackson). Niezniszczalny, bo tak brzmi polski tytuł nie zwiastował, że będą następne części. Następnie kazano nam czekać szesnaście lat! Na kontynuacje w postaci fenomenalnego “SPLIT“. Split to thriller psychologiczny z genialnie odegraną rolą przez James McAvoy, który wciela się w ponad 24 postacie. Nie można obejrzeć “Glass” nie widząc przynajmniej “Split” a nawet dla pełnej historii polecam obejrzeć “Unbreakable”.

Jak wypada Glass w mojej ocenie jest gdzieś pomiędzy Split, a Unbreakable ma swoje momenty, ale i również nie wykorzystany potencjał. Nie znajdziemy tutaj niezliczonej ilości superbohaterów ba świat nawet nie wie o ich istnieniu.

Fabuła trzeci części w głównej mierze skupia się na tropieniu postaci, która zabija i poluje na młode kobiety. David wcielający się w strażnika nie mógł odpuścić i tropi złoczyńcę. Wynikają z tego niespodziewane konsekwencje, gdzie obaj trafiają do zakładu dla umysłowo chorych.

Pani doktor Ellie Staple (Sarah Paulson), która to dostała specjalne zadanie. Będzie starała się udowodnić swoją teorię, iż superbohaterowie, jak i siły którymi dysponują są jedynie urojeniem. W tym samym szpitalu trzymany jest również jeszcze jeden człowiek Elijah Price , który trafił do zakładu na długoterminowe leczenie. (Zostanie to wyjaśnione w filmie oraz jest wyjaśnione w pierwszym filmie “Niezniszczalny”).
I oto tak trzy postacie o nadprzyrodzonych umiejętnościach potykają się pod jednym dachem.

Muszę napisać, że jestem trochę rozczarowany rozwojem wydarzeń, ale i rozumiem cały pomysł na trylogie. Jest to film w którym trzeba trochę pogłówkować i nie wszystkie karty są nam podane na stole od razu. Jest kilka zwrotów akcji, które zaskakują w pozytywny sposób i pozostawiają duży niedosyt. Fani Marvela i wielkich pojedynków będą prawdopodobnie rozczarowani filmem. Dlaczego? Ponieważ cała trylogia to ciągły rozwój i przekraczanie nowych granic dla bohaterów. Każdy z bohaterów nie zna do końca swoich możliwości. A umiejętności pokazane w filmie są dużo bardziej przyziemne niż w filmach Marvela czy DC Universe.

Rozczarowaniem jest dla mnie z całą pewnością walką Strażnika z Bestią spodziewałem się czegoś na znacznie innym poziomie. Zgodnie z tym, co obiecywał Mr. Glass! Film jest całym zlepkiem gatunków znajdziemy w nim elementy filmu akcji, dramatu, thrillera psychologicznego i trochę sf. Wszystko jest ubrane w swoje ramy i nic nie wychyla się ponad nie.

Na plus uważam całą obsadę i grę aktorską, a nawet muzykę. Świetnie, że udało się zgromadzić całą obsadę z poprzednich części. Nawet syn Davida Dunn jest grany przez tego samego aktora (Spencer Treat Clark). Jest to dodatkowy atut dla osób, które widziały wszystkie poprzednie filmy. Aktorka ze Split Casey (Anya Taylor-Jo) również się pojawi na ekranie i odegra dość ważną rolę.Kolejny plus to w miksowanie całej komiksologii w fabułę odniesienia do Supermana czy porównania Metropolis do Nowego Jorku. Małe puszczenie oka dla fanów komiksów, a jak cieszy. Dla uważnych polecam przyjrzeć się okładce magazynu, gdzie jest prezentowany nowy budynek w centrum miasta.

Reasumując “Glass” nie jest do końca filmem typowo superbohaterskim, mimo że mamy odczynienia z osobami o zdolnościach wykraczających poza możliwości zwykłego śmiertelnika. Jest w nim dużo psychologi i personalnych odniesień do bohaterów. Cała trylogia jest warta uwagi, ponieważ prezentuje zupełnie inne podejście do superbohaterów.
Do tych, co liczą na scenę po napisach to jej nie ma.
Jeśli chcesz zobaczyć coś innego niż prezentuje Marvel oraz DC Universe to polecam Ci właśnie tę trylogię.
Którą może się doczekać rozbudowanego uniwersum.
Przypinam “wart uwagi”.

https://www.youtube.com/watch?v=i98NPo4RHco
Glass zwiastun PL

Bumblebee – Jak dobrze się to oglądało!

To jest historia początku przyjaźni między młodą dziewczyna Charlie, a robotem B-127. Jest to tak odmienny film od poprzednich transformersów, że aż trudno w to uwierzyć. A uwierzyć w jedno, że można było ten film nakręcić tak dobrze!

Charlie (Hailee Steinfeld), odkrywa na złomowisku niepozornego garbusa, którego zapragnie mięć na własność w dniu swoich 18 urodzin. Ten niepozorny garbus to zdezelowany B-127 lekko rdzewiejący i oczekujący na aktywacje. I oto tak zawiązuje się wież między samochodem, a Charlie. Która przechodzi ciężki okres w swoim życiu po stracie ukochanego ojca.

Bumblebee to historia upadku Cybertronu oraz pojawienia się transformersów na ziemi w 1987 roku. Nie doświadczymy tutaj wielkiej rozwałki do czego przyzwyczaiły nas poprzednie części. A będziemy się zachwycać kwitnącą przyjaźnią między autobotem Bumblebee a Charlie. To też nie jest jedyny wątek, ponieważ w dużej mierze zgłębimy też w życie osobiste Charlie. A wszystko połączone w całość będzie tworzyć piękną opowieść, po której wyjdziesz uśmiechnięty z kina!

Nie sposób nie porównywać do poprzednich części Bumblebee, gdzie akcja biegła do przodu w tempie światła. Budynki wybuchały jeden po drugim, a armie Autobotów i Deceptikonów walczyły zawzięcie ze sobą powodując totalną rozpierduche na ekranie. Tutaj mamy to wywarzone są przestoje i znajdujemy czas na refleksje. Hailee jako nastolatka i główna postać zagrała rewelacyjnie i to była to super odmiana. Ponieważ nie ma ociekających seksem lasek i napalonego typa. Jakkolwiek to nie wyglądało, to miało swój urok w poprzednich częściach.

Film posiada wątek miłosny, ale jest on taką przystawką i pokazuję, że nie trzeba dodatkowych uczuć w fabule, aby to wszystko zagrało ze sobą dobrze. Memo (Jorge Lendeborg Jr.), który podkochuję się w Charlie gra nieśmiałego chłopaka i to on jest przystawką. Za dużo do fabuły nie wnosi, ale doskonale wplata się w historie.

Humor w najnowszej odsłonie Transfromersów jako historia B-127 nie porywa, ale może to z jednej strony dobrze, bo nie męczy widza.

Po stokroć będę powtarzał muzka jest kluczem! Fabuła może być średnia aktorzy grać blado, ale muzykę z filmu będziesz pamiętał/a. I tutaj mamy dobrej muzyki pod dostatkiem. Doskonale dobrana identyfikująca się z czasem i zaistniałymi wydarzeniami. Ten element tutaj jest perfekcyjny.

Nowe rozdanie w mojej ocenie wypada tak odmiennie, że aż bardzo dobrze!
Jeśli to miał być wstęp do restartu całej serii daje zielone światło. Liczę, że zobaczymy w kolejnej odsłonie na ekranie Hailee Steinfeld dziewczyna się po prostu nadaje do tej roli.

Jest jedna scena po napisach, a właściwie bardzo szybko się pojawia. Jest to scena w lesie, gdzie rozmawiają dwa Autoboty celowo nie wymieniam, które to są. Jest to jedyna sceną i ostatnia nie musicie czekać do samego końca. Zostałem i sprawdziłem to za was.

To mój pierwszy kinowy film w tym roku i nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak się ucieszyłem po seansie, że było to tak dobre otwarcie. Polecam i zachęcam do seansu w kinie. Przypinam nawet “Musisz zobaczyć!”.

Bublebee – zwiastun

VENOM – Szczera recenzja

Trochę miało tego Venom’a w tym Venom’ie. Sony nie do końca poradziło sobie z origin story w kooperacji z Marvel’em. Odniosłem wrażenie, że tu trochę ciągło do mrocznego Venom’a, a trochę w stronę Marvel’owskiego.

Czytaj dalej

Ant-Man i Osa – Zakończenie pewnego etapu

Nowa produkcja spod znaku Marvela to zakończenie pewnego etapu i podsumowanie Avengers Wojna Bez Granic. Każdy fan raczej się zastanawiał co się stało z Ant-Man’en i gdzie się podziewa, gdy toczy się wojna o największym znaczeniu dla wszechświata.

Scott Lang (Paul Rudd) jako Ant-Man nadal jest roztrzepanym facetem, który kocha ponad wszystko swoją córkę oraz podkochuje się w Hope co widać w każdej ze scen gdzie są razem. Ant-Man w tej części jest zdecydowanie lepsza wersja siebie niż w części pierwszej ująłbym to jako Ant-Man v2.0.

Na ekranie bardzo dobrze się ogląda w akcji Hope (Evangeline Lily), jak i Ghost graną przez (Hannah John-Kamen). Obie panie doskonale sobie radzą w scenach akcji, gdzie trzeba wykazać się sztuka akrobatyczną. Bardzo udana, krotka, bo krotka rola matki Hope (Michelle Pfeiffer) za to doskonale udało się jej się zatopić w świat komiksowych bohaterów. Mąż Dr. Pym (Michael Duglas) nie zawodzi w końcu to aktor o ogromnym doświadczeniu.

Koniecznie muszę zwrócić uwagę jeszcze na Luisa (Michael Pena), który w wydaniu Marvela świetnie operuje humorem i scenki z nim to kawal dobrej roboty. Z cala pewnością odnalazł się w filmie Ant-Man i Osa.

Druga część jest definitywnie lepsza niż pierwsza odsłona przede wszystkim jest dużo ciekawsza. Mamy tajemniczą postać Ghost, mamy dawnych współpracowników Dr. Pyma i oczywiście równie ważny wątek z Osą. Wszystko to układa się w całość, a  przekaz historii jest bardzo jasny dla fana. Cały film ogląda się wyjątkowo dobrze i jest to idealny przerywnik przed kolejną odsłoną Avengersów, który domyka całość historii do chwili wymazania. Jest dużo humoru i nie jest on wymuszony co jest na duży plus, a to w większość zasługa wspomnianego wyżej Michaela Pena. O efekty specjalne nie musisz się martwić, bo są na najwyższym poziomie. Obsada jako całość zagrała jak trybiki w zegarku idealnie dostosowując się do obecnej sytuacji w całym uniwersum. Marvel miał bardzo ciężkie zadanie, aby opowiedzieć dobrze historie, gdzie wszyscy mają jeszcze świeży obraz w pamięci i wydarzenia z Avengersów.

W Ant-Man i Osa jest wszystko za co tak uwielbiamy Marvela mimo, że te historie zbytnio od siebie się nie różnią. To jednak każdy idzie do kina podekscytowany i w głowie ma tylko co wydarzy się dalej. Marvel potrafi opowiedzieć historie z rozsypanych puzzli i ułożyć to w cały szeroki kolorowy komiksowy obraz. Nie wiem jak oni to robią, ale robią to doskonale!

Ant-Man i Osa to idealna rozrywka czy to w weekend, czy w tygodniu. W filmie znajdziemy jak nas do tego przyzwyczaił Marvel dwie sceny po napisach. Jedna jest zdecydowanie warta uwagi i jest to pierwsza scena zaraz po wstępnych napisach. Na drugą trzeba czekać do samego końca i ona nie wnosi zbyt wiele, chociaż można by tutaj wysnuć pewną teorię. Koniecznie zostań na tą pierwszą i zwróć uwagę co mówi Janet do Scotta.

How it ends – pytanie bez odpowiedzi

Nowa świeża propozycja od NETFLIX “How It Ends” po trailerze zapowiadała się bardzo interesująco i klimatycznie, a wyszło no właśnie kolokwialnie jak zawsze. Prawie dwie godziny widowiskowego filmu post apokaliptycznemu nie wróć widowiskowość to tylko ostatnia scena.

Zacznijmy od obsady, bo ta wydaje się całkiem porządna i tak na ekranie zobaczymy Forest Whitaker (Will ojciec Sam), Theo James (Will chłopak Sam) i Kat Graham (Samantha córka) oraz epizodyczne postacie plus Grace Dove (Ricki mechanik). W zasadzie cały film ciągnie tylko Forest z racji mocnego charakteru, a przy nim Theo wypada średnio i bez wyrazu. Jednak to kwestia postaci odgrywanej w filmie przez Theo James. Jestem rozczarowany tak mała rolą Kat Graham, bo uważam, że w końcu rozwinie skrzydła i będzie z niej jeszcze gwiazda pokroju Halle Berry.

Całe widowisko to tak naprawdę gra dwóch postaci ojca Toma i Willa, a cała reszta to tło i nawet dłużej na ekranie goszcząca Ricki nic ciekawego nie wnosi, bo jej postać jak szybko się pojawiła tak i szybko znika. Fabularnie jest prosto mamy zdarzenie bliżej nieokreślone na skalę kraju, o którym nic nie wiemy i nasi główni bohaterowie przemierzający przez pół kraju, aby odnaleźć Sam. Całe wydarzenie jest o tyle tajemnicze, że dostajemy tylko szczątkowe informacje jak odwołanie wszystkich lotów, a telewizyjne newsy informują o rzekomym trzęsieniu zmieni oraz braku elektryczności. W filmie często widzimy wojsko jednak, mimo że ojciec Sam jest byłym wojskowym to nie jest nam dane, aby użył swoich kontaktów i nam widzom zdradzić co tak naprawdę się wydarzyło.

I tak te dwie godziny nam lecą na podróżny do Seattle, gdzie nasi bohaterowie pokonują kilometry i borykają się z coraz to bardziej postępującym chaosem, który ogarnia tą cześć kraju.  W zasadzie nie nudzimy się w tej podróży bo dzieje się nawet wiele na ekranie i akcja pcha fabułę do celu. Gdy wreszcie dostajemy obraz Seattle to wygląda jak po katastrofie. Zniszczone przedmieścia wysokie wieżowce jak po wybuchu sporej bomby, a na dodatek wszędzie unoszący się trujący dym. I tutaj nadal tylko możemy się domyślać co tak naprawdę się wydarzyło.

Finalnie klimat filmu jest dość wciągający ze względu na naszą ludzką ciekawość. Jednak to jest jeden z tych filmów, gdzie po seansie sami będziemy musieli sobie dopowiedzieć co się wydarzyło. Osobiście nie znoszę takich zakończeń, bo za każdym razem czuję się oszukany, gdzie mój czas został zmarnowany. I tak z ciekawie zapowiadającego się filmu dostaliśmy wydmuszkę bez głębszej genezy.

Rampage: Dzika Furia

Rampage: Dzika Furia to film zupełnie bez emocji, pomimo że stara się nam przemycić ukradkiem więź między Davisem, a Georgem. To również jeden z tych filmów gdzie po seansie przechodzisz do porządku dziennego jak gdyby nigdy nic.

Fabuła skupią się na prymatologu Davisie (Dwayne Johnson), który trzyma ludzi na dystans, nawiązał silną więź z George’em. Gdy życie na ziemi toczy się normalnym torem to w kosmosie dochodzi do nieudanego eksperymentu genetycznego. I tym sposobem w kosmosie zaczyna grasować gigantyczna mysz dzięki, której dochodzi do awarii stacji badawczej. Podczas ewakuacji część pojemników z magiczną mgiełką spada na ziemie zmieniając zwierzęta w bezlitosne zabójcze maszyny.

Co ciekawe mamy całkiem dobrą obsadę Naomie Harris jako Dr Kate Caldwell to ona wraz z Davisem będzie starała się ratować świat. Tajemniczy agent z super tajnych służb specjalnych Jeffrey Dean Morgan jako Harvey Russell.  Claire Wyden (Malin Akerman), która wciela się w role głowy korporacji, dzięki której powstały zmutowane zwierzęta.

Niestety, ale żadna obsada nie uratuje filmu, w którym fabuła jest tak banalna i oczywista, że po dwudziestu minutach jesteś wstanie przewidzieć kolejne ruchy bohaterów. Z całą pewnością nie jest to kina najwyższych lotów fabularnych, a nawet biorąc pod uwagę blockbustera to też jest nie za wesoło. Humor no cóż, widać, że chciano, aby George był zabawnym stworzeniem. Wyszedł z tego taki naciągany humor, który w zasadzie występuje tylko epizodycznie w całym filmie.

Jedyne co jest dobre w tym filmie to walka między zwierzakami oraz drobną rozwałką miasta. Efekty na tym polu nie zawodzą, jednak też niczym nowym nie zaskakują. W dobie Marvela po prostu ciężko jest przebić porządną rozwałkę miasta, bo jako widź doskonale już to znamy. Rampage: Dzika Furia to zdecydowanie średniak w swojej klasie, niczym się nie wyróżnia ot kolejny film bez pomysłu, a żeby tylko coś z wytwórni wyszło.

Jeśli masz wolny wieczór i Ci się nudzi owszem możesz obejrzeć, ale nie spodziewaj się niczego nadzwyczajnego. Pamiętaj ostrzegałem według mnie szkoda czasu na zmutantowane zwierzątka, gdzie doskonale wiemy, jaki będzie koniec.

https://www.youtube.com/watch?v=4S29RMd8WYU

Han Solo: Gwiezdne Wojny – Historie

Historia młodego Hana to nie lada wyzwanie, aby się zmierzyć z postacią wykreowana przez Harrisona Forda. Han Solo jest to film adresowany do bardzo młodego widza. O walkach z mieczami świetlnymi możemy zapomnieć za to mamy w dużej dawce Hana i Qi’ra głównych bohaterów nowej historii.

Czytaj dalej

Deadpool 2 – Trzyma poziom

Jak mówi sam Wade to jest film familijny 😉 Ale osobiście polecam nie zabierać najmłodszych pociech na seans, ponieważ nie jest to najlepszy pomysł. Przekleństwa, krew czy odcięte kończy to chleb powszedni! Deadpool 2 to zdecydowanie film dla starszego widza.

Czytaj dalej