W zasadzie dla takich filmów powinna być osobna kategoria! Ale od początku 😉 Kino akcji pełną gębą gdzie prawa fizyki przestają istnieć, jedynie działają na duże obiekty jak samochody. To nie jest wadą filmu tylko czasem zastanawia mnie gdzie jest granica ? Bo według mnie oglądanie coraz to bardziej absurdalnych scen powoli robi się nie smaczne. Xander Cage grany przez Vin’a zwiastuję w zasadzie dwie rzeczy pewną rozpierduchę! oraz piękne kobiety! Jeśli nie rajcuje Cię to pierwsze to obejrzyj ze względu na to drugie 😀
Muszę tutaj wspomnieć o Ninie Dobrev znaną przede wszystkim z serialowego świata wampirów (The Vampire Dairies) i powiem że jestem mile zaskoczony jej grą. Moment gdzie przeklina brzmi sooooo sexy! Urocza Deepika i jej akcent sprawia że chce się jej słuchać.Mamy też twardą i piękną Ruby Rose. Także dla każdego do coś do wyboru. Damska cześć musi się zadowolić Vin’em.
O fabule w zasadzie niema co pisać, bo każdy średnio inteligentny nie będzie zaskoczony wydarzeniami dziejącymi się w filmie.
Trochę się ociągałem z obejrzeniem tego filmu, aż ostatnio się udało i powiem wam że jestem mile zaskoczony i to pozytywnie! Bo nie ma tutaj nic oklepanego ani utartych schematów, a dobra gra aktorska sprawie że ogląda się z wielkim zaciekawieniem.
Ciekawy, wciągający i trochę pogmatwany taki właśnie jest Nocturnal Animals (Zwierzęta Nocy) gdzie Amy Adams gra Susan piękną wszystko mającą kobietę. Do momentu aż nie zjawia się jej były mąż Edward (Jake Gyllenhaal) pisarz oznajmiający że w końcu udało mu się napisać książkę. Tą książka jest kluczowa w całym filmie bo odzwierciedla metaforycznie życie Susan. Z każdą chwilą Susan coraz bardziej rozczytuje się w książce i dostrzega jak jej były maż ją postrzega, a gdyby tego było mało to owa książka jest historią z brutalnymi morderstwami! Więcej nie zdradzam bo poszły by spoilery a tego chce uniknąć co by nie popsuć wam seansu.
Jeśli potraficie wczytywać się pomiędzy wiersze to film wam się bardzo spodoba a i będzie o czym podyskutować po seansie.
Z mojej strony polecam warto się zapoznać z tą pozycja.
Moonlight złoty glob za dramat, nagradzany i nominowany w wielu kategoriach. Same wysokie ceny na IMDB 7.9/10 a rottentomatoes.com 9/10 na rodzimym filmweb 6.9/10 FDB 5.8/10 Więc jak widać z ocenami bywa różnie, a moją plasuje się pomiędzy Filmweb a FDB.
Zacznę od tego czego co mi się nie spodobało, a więc rwana fabuła przeskok z aktu do aktu najzwyczajniej na świecie nie skleiła się ta cała historia.
A brak finalnego epilogu całkowicie pozbawia sensu nad jakimkolwiek rozmyślaniem po seansie.
Według mnie film zaczyna się dopiero od 2 aktu gdzie dochodzi do przemiany Chirona, która nie była ku mojemu zaskoczeniu pokazana. Myślę że skoro w trzecim akcie jest ten wątek poruszany dość znacznie to należało go w jakimś stopniu przedstawić. Cóż reżyser miał odmienne zdanie i być może tym zaskarbił sobie wysokie oceny jurorów na konkursach ? oczywiście żartuje 😉
Generalnie ciężki w odbiorze i do kina na randevu nie polecam, nawet jestem skłonny kino odradzić. Prawie dwie godziny które zbytnio nie wzbogacą naszego poglądu na pewne sprawy orientacji seksualnej.
Wydaje mi się że na świecie za bardzo do głosu dochodzi poprawność polityczna i lansowanie na siłę homoseksualizmu. Ale to temat na całkiem inny wpis, może rozwinę tą myśl szerzej w innym wpisie.
Statek Covenant wraz z załogą wyrusza do odległej galaktyki, gdzie ma zostać odkryty prawdziwy raj. Na miejscu okazuje się, że jest to mroczny i niebezpieczny świat. Jedyny jej mieszkaniec, syntetyczny David jest ostatnim ocalałym pasażerem Prometeusza.
Fox udostępnił 5 min wprowadzenie do filmu warto się zapoznać i zrobić sobie smaczku 😀
Premiera 19 Maja 2017
Pierwsza rzecz jaka przychodzi mi na myśl że rzadko, ale to rzadko się zdarza aby druga część była lepsza niż pierwsza. A więc druga jest lepsza w tym wypadku bo pokazuje trochę więcej świata oraz organizacji dla której pracuje Johny.
W filmie jest kilka akcentów które przynoszą na myśl sceny z Matrixa np. telefon w hotelu czy spotkanie z “Morfeuszem” Laurence Fishburne grającego w filmie wszechwiedzącego i wszechwidzącego 😉 Takie drobne zabiegi a wywołują uśmiech na twarzy i trochę nostalgii co oczywiście zaliczam na plus.
Johny Wick w drugiej odsłonie przechodzi samego siebie i jest “niezniszczalny” (być może chciałby zagrać w kolejnej odsłonie”The Expendables”), tak czy siak trup gęsto się sieje aż wręcz przesadnie! Stwierdzam również jakby policzyć to w tym filmie pada najwięcej headshotów w historii kinematografii “Hitman” przy Wicku to pikuś 😀
Fabuła w zasadzie sprowadza się do jednego TIME TO KILL EVERYBODY WHO STAND IN MY WAY czyli w wolnym tłumaczeniu zabijam wszystko co się rusza i celuje do mnie i robię to w 90% za pierwszym razem. Nie mogę powiedzieć że jestem rozczarowany bo też dużych oczekiwań nie miałem. Ta ilość trupów jaką zostawia po sobie Johny jest przytłaczająca, a sami przeciwnicy trochę jak boty z gier przy najniższym poziomie AI padają jak muchy. Nawet ludzie zabójcy z organizacji nie dają rady uszkodzić znacznie Wicka. Dlatego duża wadą całego widowiska jest zastosowanie trybu niezniszczalnego Johny Wick (Keanu Reeves).
Można się wybrać do kina jak ktoś lubi takie kino akcji po całym tygodniu ciężkiej pracy da nam to trochę rozluźnienia i rozrywki.
Czerwony Kapitan to tak na prawdę Rudý kapitán kino kryminalne które nie powala na kolana chodź całkiem przyzwoicie się ogląda.
Z prostej sprawy znalezione kości robi się grubsza sprawa bo tytułowy bohater nie chce odpuścić za nic na świecie uparł się że rozwiąże zagadkę. Niema tu żadnych zaskoczeń fabuła przechodzi jak po sznurku od zagadki do zagadki które są rozwiązywane na bieżąco. Kościół w połączeniu z SB oraz wręcz mafijne konszachty sprawia że temat na film ciekawy. Chodź po seansie mało rzeczy pozostaje w głowie widzą , może poza obrazem postkomunistycznym dobrze nam znanym Polakom. Twardy prawy glina który stawia pracę ponad rodziną dotrze w najgłębsze zakamarki i odnajdzie wszystkich winnych taki jest obraz przedstawiany Krauza.
Maciej Stuhr zagrał na swoim poziomie czyli OK chodź niczym specjalnie się nie wyróżniał wcielając się w postać Krauzego. Z ciekawostek film jest z dubbingiem i jest to minus, bo część dialogów jest skopana. Dubbing samego siebie na ekranie nie wygląda naturalnie także zalecam obejrzeć jednak wersje z oryginalną ścieżką dźwiękową! A ta będzie czeska więc momentami może być zabawnie 😉
Film dostępny na VOD i jak ktoś jest fanem Stura to z pewnością sięgnie po tą pozycje.
Dla mnie ta pozycja była ciekawostką ponieważ Czesko-Polska kooperacja nie zdarza się zbyt często.
Resident Evil Ostatnie Starcie aka Resident Evil Final Chapter 6 film z kolei i powiem szczerze że nie wypadł źle a miałem duże obawy po poprzednich częściach.
Walką z UMBRELLA w końcu dobiegła końca i pozamykała większość wątków. Co ciekawe nawet jeśli ktoś nie oglądał poprzednich części, a chce się wybrać do kina to może śmiało iść! Początek filmu tłumaczy poprzednie części tak aby przypomnieć wszystkim najważniejsze fakty pod tym względem na plus.
W całym filmie ironicznie brakowało zombiaków te kilka scen na cały film to stanowczo za mało. Całą historia skupia się na Alice i nie jest to złe ale zombi to zombi 😀 Wybuchów… wystrzelonej amunicji nikt by nie zliczył ale tak miało być! Trzeba przyznać że wszystko na cienkiej granicy którą według mnie ostatecznie udało się utrzymać w ryzach tak aby film nie wyszedł zbyt absurdalnie.
Ostatnie części poziomem leżały i kwiczały natomiast RE: Ostatnie Starcie doskonale się broni jak na swoje standardy. Podobał mi się po prostu bo szedłem na seans z myślą o czystej rozrywce bez głębszych rozkmin postapokaliptycznego świata. Lokacje dobrze przygotowane i klimatyczne chodź za dużo ich w filmie niema całość sprawiała wrażenie spójnego świata Resident Evil’a.
Pewna historia i epoka się kończy bo Resident Evil się skończył chodź kto wie może kiedyś coś jeszcze w tego uniwersum zobaczymy ale na pewno bez Alice.
Zombi ludziom jeszcze się nie znudziło co widać choćby po nużącym i coraz bardziej nudnym The Walking Dead…
Wracając do RE seans kinowy polecam.
Jako że Helios promuję polską kinematografię to czasem zdarza mi się wyskoczyć na taki film za dyszkę (10 zł), a w tym wypadku zostałem zaproszony na seans.
Polski film biograficzny przy okazji debiut reżysera w długometrażowych. Jestem trochę ignorantem bo nie chce mi się grzebać co ten człowiek jeszcze nakręcił.
Film jest dość trudny w odbiorze i mam wielki żal, że nie został wykorzystany potencjał muzyczny! Dostajemy dużo suchych dialogów w ciszy bez żadnego podkładu wręcz studyjne warunki.. a można było lepiej… oj można było. Co mnie osobiście kuje w uczy i to nie tylko w tym filmie, ale w dużej większość polskich produkcji tak się dzieje! Akcent muzyczny w rodzimych produkcjach jest ignorowany, a jest niezbędny do budowania scen, emocji bliższego kontaktu z widzem.
Nie czytałem biografii więc nie będę tutaj się wymądrzał i porównywał czy coś mogło być zrobione lepiej w realizacji. Gra aktorska głównych bohaterów rodziny Beksińskich to największy plus tego filmu, aczkolwiek jak wspomniałem wyżej trudny w odbiorze i nie koniecznie nadający się na oglądanie w kinie.
Specjalnie jakoś wybitnie nie przypadł mi do gustu bo w większość to film o niczym, a jedynie o problemach i relacjach syna z ojcem. Osobiście zabrakło mi głębszego spojrzenia na świat od strony syna czyli Tomka. Zabrakło mi również wytłumaczenia czemu ten chłopak morderca “anonim” zamordował Beksińskiego? Strasznie mnie to zawsze irytuje jak brak jest dopowiedzenia do końca co się stało i co motywowało tego człowieka oraz jaka kara go spotkała?
To takie drobne akcenty ale według mnie dość istotne w filmach biograficznych aby dobrze zakończyć całą historie.
Ostatnią rodzinę w zaciszu domowym można obejrzeć, chodź nie jest do pozycja obowiązkowa.
Star wars – Rogue One czyli Gwiezdne Wojny Historie z podtytułem Łotr 1 i powiem wam szczerze że tego filmu wcale nie musiało być.. bo nic nie wnosi nie pcha akcji do przodu. A i uważam że przynajmniej dwie postacie giną bez celowo bo mogły być wspaniałym zapleczem w następnej części.
Nie jestem rozczarowany, ponieważ nie nastawiałem się na wiele i w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem a mianowicie odgrzewaną historie w uniwersum po raz kolejny o zabójczej broni jaką jest Gwiazda Śmierci.
I tak w zasadzie film zaczyna się bez większego wprowadzenia .. ciah puf i 20 lat później (tak myślę). Związać z bohaterami nie da się w żaden sposób bo narracja prowadzona jest za szybko.. skaczę od jednego momentu do drugiego.
Przez pierwsze 20-30 min prawie PRZYSYPIAŁEM!!! co prawe wcale mi się nie zdarza na filmach SF i to w kinie! Łotr 1 nie jest zdecydowanie filmem porywającym i o głębokiej histori.. jest zmierzaniem od punktu A do punktu B. Gdzie w przebudzeniu mocy była jednak głębsza historia oraz większa wieźć emocjonalna z widzem. Kur.. ale 2h 13m i niczego nowego się nie dowiadujemy.. nie jestem fanem zagorzałym Gwiezdnych Wojen no ale jak można zrobić film o czym wszyscy wiedzą! Od razu przypomina mi się trylogia hobbita gdzie książka niezbyt gruba jest realizowana w 3 filmach po prawie 3h. Jestem to ewidentne dojenie MARKI Star Wars i oto można mieć wielki żal do Disney’a.
Gdzie pierwsze recenzje mówiły że film spoko i jest epicka walka w kosmosie.. ale że CO! jaka epicka walka ;/ kilka stateczków i średnia wymiana ognia to miało być epickie ? już bardziej podobało mi się działanie gwiazdy śmierci 🙂 Tak w ogóle film o zdobywaniu planów gwiazdy śmierci ? serio to powinien być epizod i zamknąć się w max 20 min a nie 2h.
Najbardziej z tego wszystkiego szkoda mi dwóch postaci które giną od tak sobie a miały potencjał na znacznie więcej to jest rola Whitakera i jako Garrery który jest pokazany dwa razy raz jako młody w miarę żołnierz rebelii a później jako sfiksowany dziadek bez dwóch nóg , szczerze rozwinięcie jego historii zapewne dało by lepszy efekt. Następna ofiara Łotra to Chirrut grany (Ipmen) przez Donnie Yen ślepiec który wyczuwa doskonale moc i nie wiadomo że był Jedi czy też nie bo poco było rozwijać wątek ślepca..
Pozytywny akcent to robot K2 przeprogramowana imperialna jednostka, która jest zabawna i rzuca fajnymi tekstami idzie się pośmiać i w zasadzie to tyle.. no dobra walka w kosmosie całkiem ok zawsze to smaczek dla fanów SF.
No cóż film zatacza koło i kończy się nową nadzieją a liczyłem na prawdziwą historie chociaż o Jedi coś pochłaniającego, takiego aby sprawiło że będę miał chęć obejrzeć następna historie ze świata Gwiezdnych Wojen. Tymczasem mam niechęć po seansie i nie jestem pewny czy następna historia zachęci mnie do odwiedzenia kina. Oczywiście na kolejna cześć Star Wars się wybiorę aby zobaczyć dalsze losy Rey i Finna.
Podsumowując niema WOW jest średnio inaczej tego ująć się nie da. Oczywiście zachęcam aby iść do kina i zmierzyć się z rzeczywistością bo czasem oceny filmów na popularnych stronach nie są odwzorowaniem rzeczywistości.
Ahh co to był za miło spędzony czas w kinie. Nowy Początek (Arrival) to powiew świeżości w SCI-FI gdzie efektów specjalnych zbytnio nie ujrzymy a jednak daje nam poczucie że to sci-fi pełną gębą! Jeśli jeszcze macie możliwość obejrzenia w kinie to śmiało bez czytania wybierajcie się do kina. Masz chwilę to zapraszam do wpisu.
Cały film mamy wrażenie asymilowania się z bohaterami i przeżywania tego co oni przeżywają w danym momencie, historia na pewno nie jest oklepana nie mamy tutaj fajerwerków z efektów specjalnych a zanurzenie się w psychikę postaci.
Co daje nam powiew świeżości chociaż taki zabieg już widziałem w filmach na przykład “Predestination” jeśli chodzi o emocjonalną stronę filmu. Nie chce też za bardzo spolerować myślę że to mogę napisać że można się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy o języku 😉
Należy się pochwała dla Emy Adams bo gra pierwsze skrzypce w świetnym wykonaniu czuć, że jest zżyta z postacią i otaczającym ją światem. Niby taka zagubiona szara myszka a potrafi przedstawić swoje racje z pozycji eksperta.
Takich filmów chce więcej chce się nimi delektować, mamy teraz ere blockbusterów idź do kina obejrzyj rozpierduchę i zapomnij o niej. W Arrival pomimo już kilku dni od obejrzenia nadal rozmyślam o tym filmie i z pewnością obejrzę go jeszcze raz w domowym zaciszu.
W Polskich multipleksach film musiał konkurować z Pitbullem (inna kategoria ale też polecam się wybrać) przez co ilość seansów niezbyt duża, a szkoda bo warto go obejrzeć jak dla mnie pozycja Must See!
Śmiało mogę napisać że to jeden z lepszych filmów w tym roku co wiedziałem i jest na pewno kandydatem do Top 3.
Jeśli po filmie będziesz sobie zadawał pytania to jest to dobry objaw! Chętnie podyskutuje w komentarzach o teorii jaka została przedstawiona w filmie puśćmy wodzę fantazji.
Ps. Apeluje do wszystkich jak jesteście w kinie to naprawdę zachowujcie się bo rozmawianie podczas seansu nie jest niczym przyjemnym dla ludzi skupionych na oglądaniu! Nie bójcie się również zwracać uwagi jak ktoś zachowuje się niestosownie. Peace!