Przejdź do treści głównej

Tag: przygodowy

0

Jurassic World: Dominion, ależ to nie wyszło! Recenzja 2022

Jurassic World: Dominion rozgrywa się cztery lata po zniszczeniu Isla Nublar. Dinozaury żyją i teraz polują razem z ludźmi na całym świecie. Nikt nie wie, jak doszło do tego, że dinozaury pojawiały się w każdym zakątku świata. Film kończący trylogię, jest wybitnie słaby. Nie potrafię znaleźć żadnego argumentu, który przemawiałby za obejrzeniem tej części.

Co z tego, że fabuła jest kontynuacją, ale taką trochę jak szwajcarski ser. Obsada pozostała praktycznie bez zmian, co zwiastowałoby dobre widowisko. Mamy w obsadzie ponownie Chrisa Pratta, Bryce Dallas Howard czy Isabelle Sermon. Owa trójca gra w filmie główne skrzypce. Firma poluje na Maisie Lockwood, która jest kluczem do rozwikłania zagadki DNA. Oczywiście Owen i Claire za wszelką cenę będą starać się przeciwdziałać temu oraz ratować ich przybraną córkę. Fabularnie cała historia jest bardzo słabiutka i dość nudna. Jest trochę efekciarskiego kina… i to w zasadzie jedyny plus.

Bardzo mnie uderzyło drewniane aktorstwo, które momentami było strasznie nierówne. Odnosiłem wrażenie, iż niektórym formuła tego przedsięwzięcia przestała się podobać i nie czuć było wielkiego zaangażowania.

Przyczepię się do efektów wizualnych, ponieważ tam, gdzie było CGI, to całkiem sympatycznie to wyglądało. Natomiast tam, gdzie prawdopodobnie wykorzystano roboty, plus CGI wyglądało to komicznie, bo odniosłem wrażenie jakbym oglądał wersję pierwowzoru. Ruchy były bardzo nienaturalne i trochę trąciło myszką, jak na 2022 rok.

Muzycznie ciągle bez zmian, jeden i ten sam motyw ciągnący się od dość dawna, znany już z poprzednich części.

Jurajskim parku: Dominacji zabrakło tego czegoś, co spowodowałoby unikalność widowiska. Na próżno tutaj szukać dreszczyku emocji. Napisałbym: zobacz to sam/sama, ale szkoda jest czasu na tą część. W dodatku po tej części osobiście nie mam ochoty na żadną kolejną!

Na całe szczęście, trylogia dobiegła końca, a rebooty nie powstają tak szybko. Miało wyjść nostalgicznie, a wyszło jak wyszło.

Nie polecam, szkoda czasu na nowe przygody w parku Jurajskim. Aczkolwiek, jeśli chcesz obejrzeć coś dobrego z Chrisem Prattem to zapraszam do recenzji LISTA ŚMIERCI (The Terminal List).

Jurassic World Dominion 2022 – zwiartun PL

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) – Recenzja

Studio Disney przyzwyczaiło nas do pewnego poziomu swoich rodzinnych, familijnych, przygodowych produkcji. Wyprawa do dżungli pod względem obsady aktorskiej jest lekko nietrafiona. Po seansie ciężko mi określić, do jakiego widza ten film jest skierowany. Do bardzo młodego na pewno nie, bo nic specjalnego dla dzieci tam nie ma. Do starszego? Też raczej nie, bo więcej w filmie fikcji niż realnych faktów.

Odniosłem wrażenie, że Disney zwyczajnie potrzebował czegoś innego na ten moment. Taką zapchajdziurę w swoim kalendarzu premierowym. Jungle Cruise powinien od razu trafić na platformę VOD, a premiera kinowa nie powinna mieć miejsca. Fabularnie jest naprawdę cienko. Lecimy po sznurku bez żadnych spektakularnych zwrotów akcji. W dodatku wymuszane teksty, które miały bawić widownię, są tak zwanymi sucharami. Dwayne Johnson (Frank) jest przeniesiony wprost z Jumanji. Nie ma w tej postaci żadnego powiewu świeżości. Emily Blunt (Lily) za to bardzo przyzwoicie, z przysłowiowym kopem. Jesse Plemons (Prince Joachim), najbardziej irytująca postać w całym filmie, która chyba miała być tą zabawną i zarazem antagonistyczną. Wyszło irytująco i mało śmiesznie. Niemiecki akcent i rozpieszczone zachowanie całkowicie zrujnowało wizerunek, w moich oczach, dla tej postaci. Z każdym wypowiadanym zdaniem miałem ochotę zakończyć seans filmowy.

Fabuła, cóż, w skrócie można opisać tak: charyzmatyczny Frank, który jest kapitanem łodzi, boryka się z finansowymi problemami. Trafia na odważną badaczkę Lily, która przedstawia mu ciekawy plan na dotarcie do drzewa życia, aby zdobyć kwiaty. Na przeszkodzie stanie im Książę Joachim oraz starzy znajomi, których to spętała klątwa na wieki. Więc to taki miszmasz JumanjiPiratów z Karaibów.

Wizualnie, jak na studio Disneya przystało, jest miło, na poziomie i przyjemnie. Szczególną uwagę przykuwa Proxima, “mały” kotek.

Muzycznie jest spaprane, niestety, i tu mam największy zarzut. Podkład daje orkiestra i było to fajne w przypadku Piratów z Karaibów. Tam muzyka była dobrana perfekcyjnie. Tutaj mamy coś na zasadzie spektaklu teatralnego, gdzie natężenie czy też rozwój akcji nie zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie. Kuło mnie to po uszach, jak i psuło odbiór. Brakowało mi w tym wszystkim przekazu o większej amplitudzie emocji, takich z pompą!

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) jest dla mnie w odbiorze bardzo, ale to bardzo przyzwoitym średniakiem. Ponieważ chciano upakować w jeden film kilkanaście dobrze znanych motywów z innych produkcji wyszło nijako. Ani to Piraci z Karaibów, ani Indiana Jones, ani nawet nie Jumanji. To kolejny film z wyprawą do dżungli.
Kina nie polecam, a tym bardziej wypadu całą rodziną, gdyby to ten film Wyprawa do dżungli miałby być główną atrakcja dla dzieci.

Ps. Polecam nie oglądać zwiastunów, jeśli planujecie seans.

Wyprawa do dżungli – zwiastun pl

WONDER WOMAN 1984 – Nieudane dzieło od DC

Pierwsza część Wonder Woman w zasadzie ratowała całe uniwersum DC. Był to film bardzo poprawy i świetnie się go oglądało. Gal Gadot czarowała na ekranie w każdym momencie. Druga część jest nieudana pod bardzo wieloma względami. Po części można zrzucić winę na pandemię Covid-19, ale czy wysokobudżetowy blockbuster, w którego jest pompowana ogromna ilość pieniędzy nie powinien się oprzeć pandemii? Jak można zobaczyć na ekranie, może polec, i to z kretesem.

Wonder Woman 1984 dzieje się w latach 80. Tym razem Księżna Diana Prince (Gal Gadot) będzie musiała zmierzyć się z Max Lordem (Pedro Pascal) oraz The Cheetah (Kristen Wiig).

Po kolei, za reżyserię odpowiada, jak i w pierwszej części, Patty Jenkins, która narzekała, iż ma mało czasu na realizację filmu, ponieważ terminy się skróciły, a ona pracowała nad innym projektem. Z racji przyspieszonego terminu wydania WW84, odstawiła obecny projekt i zaangażowała się w 100% we wspomnianą Wonder Woman 1984. Nawet była zadowolona z obrotu spraw pandemii, bo pozwoliło jej to dopracować projekt i przesunąć datę premiery. Ja się pytam, czy ona widziała końcowy efekt swojego dzieła? Bo wydaje mi się, że nie! A dlaczego? Już odpowiadam.

Zacznijmy od efektów specjalnych. Można by tu wypikać wiele niecenzuralnych słów. Efekty są tak nienaturalne, że ma się wrażenie typowo lat 80. i tamtejszej techniki. Dziwne bieganie, jeszcze dziwniejsze latanie i dziwne skoki. Oglądając, odnosiłem wrażenie, że to nie jest film wysokobudżetowy, a klasy B, oczywiście w pewnych momentach. Pod tym względem nie można nic dobrego napisać. Jak Patty Jenkins mogła się zgodzić na tak słabe efekty wizualne? Jest to niezrozumiałe dla mnie i pewnie nie będzie dla wielu widzów.

Scenariusz to kolejna czara goryczy i gwóźdź do trumny. Mamy wątek miłosny, mamy dwa czarne charaktery, a nawet mamy wątek bogów. Tylko co z tego, jak wszystko jest mdłe, bez wyrazu i cukierkowe. Ewidentny brak pomysłu na fabułę, gdy czarne charaktery mogłyby spokojnie uprzykrzyć życie Dianie Prince. Magiczny kamień spełniający każde życzenie, mógł z fabuły zrobić wszystko, dosłownie ograniczała tylko wyobraźnia. Sumiennie zmarnowany potencjał fabularny, jak i aktorski.

Lubię aktora Pedro Pascala. Zagrał poprawnie, wczuł się w rolę, ale do takiego złego charakteru on się nie nadaje. Brakowało mu takiego zakapiorskiego animuszu. Natomiast Kristen Wiig bardzo pozytywny odbiór, miała moc przebicia się przez Gal Gadot, a to już coś.
Gal Gadot raczej świetnie się czuje w roli Wonder Woman, ale która z pań by się nie czuła. Więc tutaj, poza słabym scenariuszem, nic nie można zarzucić. Jednak gwiazda bardzo zbladła przez efekty i scenariusz tego dzieła.

Patty Jenkins zaoferowała nam kolejną wycieczkę na Themyscira, która w zasadzie nic nie wnosiła do filmu. Mamy odgrzewaną miłość i powrót Steve’a Trevora (Chris Pine), który częściej irytował, niż bawił na ekranie. Walki z antagonistami są bardzo przeciętne, a ich długość woła o pomstę do bogów.

Jedyny pozytywny akcent to dobra muzyka, za którą odpowiadał znany Hans Zimmer.

Jest długo, jest czasami nudno i cukierkowato. Można mówić o szczęściu, ponieważ można obejrzeć całe widowisko na ekranie telewizora, a nie ekranie kina. Przyjdzie Ci poświęcić dwie godziny i trzydzieści pięć minut na seans, jeśli podejmiesz to ryzyko. Ale zostaniesz nagrodzony krótką sceną między napisami końcowymi.

Serdecznie nie polecam! To chyba pierwszy film, którego z DC nie polecam i tak słabo oceniam, i jestem wielce rozczarowany. Czyżby ostatni bastion w DC universe jakim była Wonder Woman właśnie upadł?

Wonder Woman 1984 – Napisy PL

Potrójna granica – Nie powala!

Czasem nawet dobra obsada nie pomoże przy średnim scenariuszu. Potrójna granica nie jest dziełem wybitnym, a średniakiem ze zbyt prostolinijna fabuła.

Obsada tego film jest nadwyraz bardzo dobra, ponieważ na ekranie zobaczysz takich aktorów jak Ben Affleck (Tom “Redfly” Davis), Pedro Pascal (Francisco “Catfish” Morales) , Oscar Isaac (Santiago “Pope” Gomez), Charlie Hunnam (William “Ironhead” Miller) oraz Adria Arjona (Yovanna).

Z całego tego grona bardzo szybko wyróżnia się Affleck oraz Issac, którzy dają z siebie najwięcej na ekranie. Reszta poprawnie, ale bez większego animuszu. Dorzucić do panów można Adrie, która nie pojawia się zbyt czesto na ekranie jednak jako kobieta dodaje trochę blasku.

Fabuła jest prosta i nie oferuje zbyt dużo do myślenia. Podążamy sobie losem bohaterów, którzy to wykonują jako cywile operacje przejęcia sporej ilości gotówki od bosa kartelu narkotykowego. Moment zbierania ekipy oraz ataku na posiadłość to w zasadzie najciekawsza cześć filmu zważywszy, że spędzisz ponad dwie godziny przed ekranem. Im dalej fabularnie tym jest słabiej. Co prawda dostajemy jeden niespodziewany obrót akcji, ale to stanowczo za mało, aby film utkwił Ci na dłużej w pamięci.

Potrójna granica jest dobrze oglądającym się filmem, który zaraz po seansie zapomnisz. Pozwoli Ci się odprężyć i miło spędzić czas z grupą byłych wojskowych. Film sam w sobie nie ma żadnego przekazu poza oczywistością, iż chciwość może się źle skończyć. Z prezentowanych zapowiedzi filmu można było mylnie wywnioskować, że to będzie naprawdę dobre kino akcji. A tymczasem NETFLIX zafundował nam kolejnego średniaka.

Odniosłem wrażenie po seansie, że scenariusz był pisany na bieżąco podczas kręcenia filmu. Wiele rzeczy w tym filmie można było zrobić lepiej czy też efektowniej. Jeśli ten film trafiłby do kina to za pewne okazałby się wielką klapa. A tak na standardy Netflixa jest kolejnym średniakiem, którego da się obejrzeć.

Film można obecnie tylko obejrzeć na platformie streamingowej NETFLIX.

Potrójna Granica – Zwiastun PL

How it ends – pytanie bez odpowiedzi

Nowa świeża propozycja od NETFLIX “How It Ends” po trailerze zapowiadała się bardzo interesująco i klimatycznie, a wyszło no właśnie kolokwialnie jak zawsze. Prawie dwie godziny widowiskowego filmu post apokaliptycznemu nie wróć widowiskowość to tylko ostatnia scena.

Zacznijmy od obsady, bo ta wydaje się całkiem porządna i tak na ekranie zobaczymy Forest Whitaker (Will ojciec Sam), Theo James (Will chłopak Sam) i Kat Graham (Samantha córka) oraz epizodyczne postacie plus Grace Dove (Ricki mechanik). W zasadzie cały film ciągnie tylko Forest z racji mocnego charakteru, a przy nim Theo wypada średnio i bez wyrazu. Jednak to kwestia postaci odgrywanej w filmie przez Theo James. Jestem rozczarowany tak mała rolą Kat Graham, bo uważam, że w końcu rozwinie skrzydła i będzie z niej jeszcze gwiazda pokroju Halle Berry.

Całe widowisko to tak naprawdę gra dwóch postaci ojca Toma i Willa, a cała reszta to tło i nawet dłużej na ekranie goszcząca Ricki nic ciekawego nie wnosi, bo jej postać jak szybko się pojawiła tak i szybko znika. Fabularnie jest prosto mamy zdarzenie bliżej nieokreślone na skalę kraju, o którym nic nie wiemy i nasi główni bohaterowie przemierzający przez pół kraju, aby odnaleźć Sam. Całe wydarzenie jest o tyle tajemnicze, że dostajemy tylko szczątkowe informacje jak odwołanie wszystkich lotów, a telewizyjne newsy informują o rzekomym trzęsieniu zmieni oraz braku elektryczności. W filmie często widzimy wojsko jednak, mimo że ojciec Sam jest byłym wojskowym to nie jest nam dane, aby użył swoich kontaktów i nam widzom zdradzić co tak naprawdę się wydarzyło.

I tak te dwie godziny nam lecą na podróżny do Seattle, gdzie nasi bohaterowie pokonują kilometry i borykają się z coraz to bardziej postępującym chaosem, który ogarnia tą cześć kraju.  W zasadzie nie nudzimy się w tej podróży bo dzieje się nawet wiele na ekranie i akcja pcha fabułę do celu. Gdy wreszcie dostajemy obraz Seattle to wygląda jak po katastrofie. Zniszczone przedmieścia wysokie wieżowce jak po wybuchu sporej bomby, a na dodatek wszędzie unoszący się trujący dym. I tutaj nadal tylko możemy się domyślać co tak naprawdę się wydarzyło.

Finalnie klimat filmu jest dość wciągający ze względu na naszą ludzką ciekawość. Jednak to jest jeden z tych filmów, gdzie po seansie sami będziemy musieli sobie dopowiedzieć co się wydarzyło. Osobiście nie znoszę takich zakończeń, bo za każdym razem czuję się oszukany, gdzie mój czas został zmarnowany. I tak z ciekawie zapowiadającego się filmu dostaliśmy wydmuszkę bez głębszej genezy.

Spider-man Homecoming – rozczarowuje

Jeśli coś kiedyś zostało stworzone to zawsze będzie porównywane. Po raz x dostajemy nowego Spider-mana i jest to film bardzo nierówny skierowany do super młodego widza. Odsłona Marvel’a przy nowym Spider-manie jest moim zdaniem przeciętna i obijające się o moje uszy recenzje, że jest wreszcie ok nie potwierdziły tego.

Czytaj dalej

Piraci z Karaibów Zemsta Salazara

Piraci z Karaibów Zemsta Salazara to solidne kino przygodowe które cieszy oko widza. Seans to ponad dwie godziny rozrywki, która wciąga od samego początku i nie pozwala oderwać się od ekranu do samego końca. Śmiem twierdzić, że bliżej nowej części do tych pierwszych co jest oczywiście na plus! Po seansie stwierdzam, że włodarze Disneya dobrze zrobili i tchnęli życie na nowo w piratów bo takich filmów nikt nie produkuje, a niedawno nawet jedyny serial o tej tematyce się skończył “Black Salis” <- Polecam.

Czytaj dalej

Strażnicy Galaktyki Vol. 2

Strażnicy Galaktyki vol.2 – działo się [RECENZJA]

Pierwsza rzecz, jaką chce poruszyć to 3D, bo na takowym seansie byłem i na przed premierze innego dostępnego nie było. A więc jak na konwertowane 3D to jest bardzo dobrze, dużo elementów pojawia się z przed ekranu jest głębia ogląda się przyjemnie. Niema dużo scen ciemnych, przez co uniknięty jest efekt ciemnego obrazu. Zadając sobie pytanie, czy warto wydać te dodatkowe zł na 3D odpowiadam że wybór należny do was, aczkolwiek nie będziecie zawiedzeni, jeśli się zdecydujecie. Myślę, że największą frajdę tutaj będą miały dzieciaki te młodsze o ile lubią dubbing, osobiście nie lubię.

Humor, jak dobrze wiemy to właśnie Strażnicy Galaktyki vol.1 zmienili podejście do filmów komiksowych film był odkryciem, że można sprzedać historie w zabawny sposób. Vol. 2 jest również zabawna mały GROOT kradnie serca jest przezabawny i strasznie milusiński nie da się tej postaci nie polubić. Odniosłem wrażenie, że przynajmniej w jednej scenie (scena z taśmą klejącą) humor był wymuszony, albo mnie to zwyczajnie nie ruszyło. Humor Guardian of the Galaxy vol.2 oceniam wysoko jest dużo scen oraz  zabawnych odzywek.

Dziecko Groot - Strażnicy Galaktyki Vol .2

Trochę o fabule, patrząc względem vol.1 to vol.2 jest bardzo uproszczona i ten zabieg mnie trochę rozczarował. Dostajemy jeden wątek główny związany z ojcem Quilla, czyli Ego. Przez to, że cała uwaga jest skoncentrowana tylko na Star Lordzie nie ma żadnego odniesienia do całego uniwersum czy nawet zbliżającego się Thora Ragnarok. Jeśli mam być szczery nigdy nie czytam zbyt wiele przed filmem o fabule zwyczajnie, aby nie psuć sobie widowiska i tak sobie myślałem, że dostaniemy coś więcej o Thanos’ie… nic z tych rzeczy. Strażnicy Galaktyki vol.2 można odnieść wrażenie to tak jak w Avangersach film o jednej postaci przez to, że skupia uwagę na samym Peterze.

I pozostaje nam ostatni kąsek muzyka, która jest dobrze dobrana i znowu patrząc na vol.1 tam było więcej kawałków chwytliwych, tutaj jest dobrze. Cały czas pozostajemy muzycznie w klimacie lat 80.

Napisy końcowe nie jest jedna, a kilka scenek wplecionych w napisy. Zabieg bardzo fajny, ze względu, że napisy dość długie więc Marvel umila nam je dobrą muzyką i przeplatanymi scenkami ;D

Osobiście nie wyobrażam sobie, aby fan MARVELowskich filmów mógł Strażników pominąć! Z mojej strony POLECAM! Na seansie będzie się dobrze bawić!

I’m GROOT!

Do zobaczenia VOL. 3