Przejdź do treści głównej

Alita: Battle of Angel – Recenzja

Alita z całą pewnością należy do tych filmów, gdzie można powzdychać do efektów specjalnych. CGI jak i wykreowany świat w każdym calu jest bajecznie dopracowany. Na cały film nie znajdziesz ani jednego ujęcia czy renderu, który mógłby popsuć pieruńsko dobre wrażenie.

Przejdźmy do fabuły, a ta już nie robi takiego wrażenia jak CGI, pomimo że potrafi zaskoczyć. Alita tytułowa bohaterka zostaje uratowania przez Dr. Dysona Ido (Christoph Waltz), który znajduję głowę cyborga wraz z kawałkiem tułowia na złomowisku. Okazuje się, że cyborg w pięknej młodej twarzy wciąż żyje i jest uśpiony. Po przebudzeniu Alita nic nie pamięta ze swojego poprzedniego “życia”. Przez co jest dość naiwna i łatwo można na nią wpłynąć.

Cały film rozgrywa się w XXVI stuleciu, a dokładnie 2563 roku. Ziemią jest po ciężkiej wojnie, gdzie podniebne miasta runęły, a ostało się tylko jedno zwane “Zalem”. Zalem jest uważane za raj i każdy chcieliby się tam zamieszkać. Jednak nie jest to łatwe zadanie, ponieważ tylko nieliczni mogą się dostać do tego rajskiego miasta. Aby się dostać trzeba być czempionem w wyścigu zwanym Motorball.

Alita ma kilka wątków fabularnych, które są interesujące dla widza. Budowanie pobocznymi wątkami całej fabuły sprawdza się tutaj, a nawet budzi pewien niedosyt po całym seansie. Tak ja również odczuwam niedosyt i chciałbym zobaczyć dalsze losy Ality. Film nie unika wad fabularnych, ponieważ im bliżej końca tym dostajemy więcej przeskoków w czasie. Fabuła zyskuje szybsze tempo jednak przez to spada jej jakość. Szkoda tych ostatnich piętnastu minut, które podziały się stanowczo zbyt szybko i nie zostały do końca rozwinięte.

Walki między cyborgami są świetnie zrealizowane, a Alita po prostu jednym słowem wymiata. Różnorodność cyborgów panująca w tym świecie jest dobrze ujęta. James Cameron z całą pewnością doskonale wiedział jak wywarzyć wszystko pisząc scenariusz, a oddając realizacje w ręce Robert Rodrigueza. Mogę powiedzieć, że ten duet świetnie się sprawdził.

Alita: Battle of Angel jest dobrze obsadzonym aktorsko filmem na ekranie zobaczymy Mahershala Ali w roli Vectora. Jennifer Connelly, która wciela się w Chiren i gra byłą żonę Dr. Ido. Zapan (Ed Skrein) świetna rola, a zarazem postać. Keean Johnson wcielił się w postać Hugo, który pokaże Alicie jak wygląda życie w mieście złomu. Tytułowa bohaterka Alita (Rosa Salazar), młoda czarująca i umiejąca skopać tyłek nie jednemu cyborgowi.
Aktorsko nie ma słabych punktów są tylko aktorzy którzy nie wykorzystali pełnego potencjału swoich postaci. Mam tutaj na myśli Christopha Waltza, ale myślę, że w kolejnej części o ile powstanie zabłyśnie.
Jennifer Connelly również zbyt dużo na ekranie nie pokazała, ale to już wynikało z jej dość ważnej, ale epizodycznej roli.

Uważam, że jest to film, który trzeba zobaczyć na dużym ekranie. Daje bardzo dużo rozrywki i zachwyca efektami specjalnymi. Fabularnie nie jest wszak cudownie jednak na tyle poprawnie i dobrze, że warto zanurzyć się w świat XXVI wieku. Seansu 3D w zasadzie nie polecam nie ma tylu scen 3D żeby potęgowały odbiór filmu. Mam nadzieje, że nie będę musiał czekać długo na dokończenie przygody Ality.

Ps. Mam nieodparte wrażenie, że dostaniemy wersje rozszerzoną na Blu-Ray.
Ps. Alita mogłaby być świetnym serialem z rozwinięciem pobocznych wątków i całego uniwersum. 10 odcinków po 60 min co to byłaby za uczta!

Glass – Zakończenie trylogii

Cała historia zaczęła się na dawno temu, bo aż w 2000 roku, gdy na ekranach pojawiał się “Unbreakable”. Główna role grał wówczas Bruce Willis wcielając się w Davida Dunn jedynego ocalałego z katastrofy kolejowej. W pierwszej części również mieliśmy już do czynienia z Elijah Price ( Samuel L. Jackson). Niezniszczalny, bo tak brzmi polski tytuł nie zwiastował, że będą następne części. Następnie kazano nam czekać szesnaście lat! Na kontynuacje w postaci fenomenalnego “SPLIT“. Split to thriller psychologiczny z genialnie odegraną rolą przez James McAvoy, który wciela się w ponad 24 postacie. Nie można obejrzeć “Glass” nie widząc przynajmniej “Split” a nawet dla pełnej historii polecam obejrzeć “Unbreakable”.

Jak wypada Glass w mojej ocenie jest gdzieś pomiędzy Split, a Unbreakable ma swoje momenty, ale i również nie wykorzystany potencjał. Nie znajdziemy tutaj niezliczonej ilości superbohaterów ba świat nawet nie wie o ich istnieniu.

Fabuła trzeci części w głównej mierze skupia się na tropieniu postaci, która zabija i poluje na młode kobiety. David wcielający się w strażnika nie mógł odpuścić i tropi złoczyńcę. Wynikają z tego niespodziewane konsekwencje, gdzie obaj trafiają do zakładu dla umysłowo chorych.

Pani doktor Ellie Staple (Sarah Paulson), która to dostała specjalne zadanie. Będzie starała się udowodnić swoją teorię, iż superbohaterowie, jak i siły którymi dysponują są jedynie urojeniem. W tym samym szpitalu trzymany jest również jeszcze jeden człowiek Elijah Price , który trafił do zakładu na długoterminowe leczenie. (Zostanie to wyjaśnione w filmie oraz jest wyjaśnione w pierwszym filmie “Niezniszczalny”).
I oto tak trzy postacie o nadprzyrodzonych umiejętnościach potykają się pod jednym dachem.

Muszę napisać, że jestem trochę rozczarowany rozwojem wydarzeń, ale i rozumiem cały pomysł na trylogie. Jest to film w którym trzeba trochę pogłówkować i nie wszystkie karty są nam podane na stole od razu. Jest kilka zwrotów akcji, które zaskakują w pozytywny sposób i pozostawiają duży niedosyt. Fani Marvela i wielkich pojedynków będą prawdopodobnie rozczarowani filmem. Dlaczego? Ponieważ cała trylogia to ciągły rozwój i przekraczanie nowych granic dla bohaterów. Każdy z bohaterów nie zna do końca swoich możliwości. A umiejętności pokazane w filmie są dużo bardziej przyziemne niż w filmach Marvela czy DC Universe.

Rozczarowaniem jest dla mnie z całą pewnością walką Strażnika z Bestią spodziewałem się czegoś na znacznie innym poziomie. Zgodnie z tym, co obiecywał Mr. Glass! Film jest całym zlepkiem gatunków znajdziemy w nim elementy filmu akcji, dramatu, thrillera psychologicznego i trochę sf. Wszystko jest ubrane w swoje ramy i nic nie wychyla się ponad nie.

Na plus uważam całą obsadę i grę aktorską, a nawet muzykę. Świetnie, że udało się zgromadzić całą obsadę z poprzednich części. Nawet syn Davida Dunn jest grany przez tego samego aktora (Spencer Treat Clark). Jest to dodatkowy atut dla osób, które widziały wszystkie poprzednie filmy. Aktorka ze Split Casey (Anya Taylor-Jo) również się pojawi na ekranie i odegra dość ważną rolę.Kolejny plus to w miksowanie całej komiksologii w fabułę odniesienia do Supermana czy porównania Metropolis do Nowego Jorku. Małe puszczenie oka dla fanów komiksów, a jak cieszy. Dla uważnych polecam przyjrzeć się okładce magazynu, gdzie jest prezentowany nowy budynek w centrum miasta.

Reasumując “Glass” nie jest do końca filmem typowo superbohaterskim, mimo że mamy odczynienia z osobami o zdolnościach wykraczających poza możliwości zwykłego śmiertelnika. Jest w nim dużo psychologi i personalnych odniesień do bohaterów. Cała trylogia jest warta uwagi, ponieważ prezentuje zupełnie inne podejście do superbohaterów.
Do tych, co liczą na scenę po napisach to jej nie ma.
Jeśli chcesz zobaczyć coś innego niż prezentuje Marvel oraz DC Universe to polecam Ci właśnie tę trylogię.
Którą może się doczekać rozbudowanego uniwersum.
Przypinam “wart uwagi”.

https://www.youtube.com/watch?v=i98NPo4RHco
Glass zwiastun PL

Bumblebee – Jak dobrze się to oglądało!

To jest historia początku przyjaźni między młodą dziewczyna Charlie, a robotem B-127. Jest to tak odmienny film od poprzednich transformersów, że aż trudno w to uwierzyć. A uwierzyć w jedno, że można było ten film nakręcić tak dobrze!

Charlie (Hailee Steinfeld), odkrywa na złomowisku niepozornego garbusa, którego zapragnie mięć na własność w dniu swoich 18 urodzin. Ten niepozorny garbus to zdezelowany B-127 lekko rdzewiejący i oczekujący na aktywacje. I oto tak zawiązuje się wież między samochodem, a Charlie. Która przechodzi ciężki okres w swoim życiu po stracie ukochanego ojca.

Bumblebee to historia upadku Cybertronu oraz pojawienia się transformersów na ziemi w 1987 roku. Nie doświadczymy tutaj wielkiej rozwałki do czego przyzwyczaiły nas poprzednie części. A będziemy się zachwycać kwitnącą przyjaźnią między autobotem Bumblebee a Charlie. To też nie jest jedyny wątek, ponieważ w dużej mierze zgłębimy też w życie osobiste Charlie. A wszystko połączone w całość będzie tworzyć piękną opowieść, po której wyjdziesz uśmiechnięty z kina!

Nie sposób nie porównywać do poprzednich części Bumblebee, gdzie akcja biegła do przodu w tempie światła. Budynki wybuchały jeden po drugim, a armie Autobotów i Deceptikonów walczyły zawzięcie ze sobą powodując totalną rozpierduche na ekranie. Tutaj mamy to wywarzone są przestoje i znajdujemy czas na refleksje. Hailee jako nastolatka i główna postać zagrała rewelacyjnie i to była to super odmiana. Ponieważ nie ma ociekających seksem lasek i napalonego typa. Jakkolwiek to nie wyglądało, to miało swój urok w poprzednich częściach.

Film posiada wątek miłosny, ale jest on taką przystawką i pokazuję, że nie trzeba dodatkowych uczuć w fabule, aby to wszystko zagrało ze sobą dobrze. Memo (Jorge Lendeborg Jr.), który podkochuję się w Charlie gra nieśmiałego chłopaka i to on jest przystawką. Za dużo do fabuły nie wnosi, ale doskonale wplata się w historie.

Humor w najnowszej odsłonie Transfromersów jako historia B-127 nie porywa, ale może to z jednej strony dobrze, bo nie męczy widza.

Po stokroć będę powtarzał muzka jest kluczem! Fabuła może być średnia aktorzy grać blado, ale muzykę z filmu będziesz pamiętał/a. I tutaj mamy dobrej muzyki pod dostatkiem. Doskonale dobrana identyfikująca się z czasem i zaistniałymi wydarzeniami. Ten element tutaj jest perfekcyjny.

Nowe rozdanie w mojej ocenie wypada tak odmiennie, że aż bardzo dobrze!
Jeśli to miał być wstęp do restartu całej serii daje zielone światło. Liczę, że zobaczymy w kolejnej odsłonie na ekranie Hailee Steinfeld dziewczyna się po prostu nadaje do tej roli.

Jest jedna scena po napisach, a właściwie bardzo szybko się pojawia. Jest to scena w lesie, gdzie rozmawiają dwa Autoboty celowo nie wymieniam, które to są. Jest to jedyna sceną i ostatnia nie musicie czekać do samego końca. Zostałem i sprawdziłem to za was.

To mój pierwszy kinowy film w tym roku i nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak się ucieszyłem po seansie, że było to tak dobre otwarcie. Polecam i zachęcam do seansu w kinie. Przypinam nawet “Musisz zobaczyć!”.

Bublebee – zwiastun

Aquaman – Efekciarsko, ale nie bez wad!

Seans nie wywołał we mnie efektu WOW, jest efekciarsko wizualnie, ale zbyt dużo było inspiracji innymi tegorocznymi filmami. Każdy, kto jest na bieżąco z cała pewnością dostrzegł, że niektóre sceny są bliźniaczo podobne.

Arthur

Jason Momoa, który wciela się w Arthura robi swoją robote gra luźnego gościa, który został lekko odmieniony na wersje bardziej sympatyczną. Prawie wszystkie postacie spotkane w całym filmie mają wymiar bardziej baśniowy niż superbohaterski.
Księżniczka Mera (Amber Heard), brat Arthura Orm (Patrick Wilson), Atlanna (Nicole Kidman) czy nawet Vulko (Willem Dafoe) zagrali naprawdę dobrze na poziomie.

Armia Orma

Podwodne miasto Atlantyda i jej cuda. Podwodne królestwa i efekty dopracowane do granic możliwości. Wszystko to ładnie się ogląda, jednak fabularnie z minuty na minute jest coraz gorzej z odbiorem.

Czemu uważam, że zabrakło oryginalności otóż, gdy pojawia się Atlantyda pierwsze moje skojarzenie miasto tysiąca planet. Sahara i odnalezienie miasta pustych ludzi sceny wprost z Tomb Raidera. Kiedy to Aquaman mierzy się z Black Mantą, a Mera ucieka dachami goni ją żołnierz, który przebija ściany domów. To kolejna scena wyjęta żywcem z Miasta tysiąca planet. Lokalizacja jądro ziemi nie pamiętam tytułu, ale był film, który również mi się z tym kojarzy, gdy bohaterowie spotykają dinozaury itd. Ośmiornica grająca na bębnach przeciwwagą do mrówki z Ant-Man i Osa. Wiele, ale to wiele jest “zapożyczeń” aby nie powiedzieć bardziej dosadnie klonów z innych filmów.

Miasto Pustynnych Ludzi

Nie jestem w stanie powiedzieć czemu to miało służyć? Jeśli miało to spowodować cieplejszy odbiór DC czy zabawniejszy to wyszło to bardzo średnio. Po tym filmie nie wiem dokąd zmierza całe uniwersum.

Z plusów jak już wspomniałem kilka razy efekty specjalne i cały podwodny świat wraz z podziałem na królestwa. Historia od małego Aquamana do dorosłego życia również na plus. Zasadniczo Jason Momoa to urodzony Aquaman i to bez dwóch zdań. Jego interakcje z wrogami dają dużo frajdy nie tylko jemu, ale również widzowi podczas seansu.

Król Orm

Nowa produkcja z DC UNIWERSUM Aquaman to film średniej fabuły, ale za to piękny wizualnie. Szybko po seansie o nim zapomnimy i nic na to poradzić już się nie da. Postać Aquaman oraz cały świat z nim związany ma duży, ale to duży potencjał. Przede wszystkim postać i nie jest tak wyeksploatowana, jak Superman czy Batman.

Film nie uniknął również kilku logicznych błędów, skórę Aquamena możne zranić tylko specjalna atlancka stal więc czemu w łodzi podwodnej broni się przed pociskami włazem.

Jest tylko jedna scena po napisać i dotyczy ona Czarnej Manty,
który zapewne będzie w kolejnej części. Więc po tej scenie nie ma co czekać do samego samiutkiego końca.

Królestwo Filozofów

Czy polecam kino na to pytanie jest mi bardzo ciężko odpowiedzieć, ponieważ jest ona niejednoznaczna. Efekty wizualne podpowiadają mi, aby Ci polecić film, żebyś miał frajdę. Jednak zbyt luźna fabuła mówi z drugiej strony jak masz więcej niż 13 lat to odbiór może być różny. Wyłącz myślenie przed seansem i nie wnikaj za bardzo w to co będzie się działo na ekranie.

PS. Dla mnie wciąż Wonder Woman rządzi w DC Universum. A wam jak się podobał Aquaman?
Ps.2
Fabuła 4/10
Efekty 9/10

Aquaman – Zwiastun z napisami PL

Hotel Artemis – Fajny pomysł ale…

Hotel Artemis to sekretny szpital dla przestępców i nie każdy może z niego korzystać. Musisz mieć opłacony abonament, aby swobodnie korzystać z usług hotelu. Wszystkim zajmuję się pielęgniarka Jean Thomas, w którą wciela się Jodie Foster i jest ona jedną z jaśniejszych postaci w tym filmie.

W hotelu panują od 20 lat takie same zasady, aby wejść musisz oddać broń oraz  środku nie wolno zabijać pacjentów. Każdy w hotelu ma swoją ksywkę, która nadaje mu się od zajmowanego pokoju.  Więc teoretycznie nikt nie zna tożsamości innych gości za to również przestępcy cenią sobie pobyt w szpitalu. Hotel to również idealne miejsce, aby się ukryć przez jakiś czas, jeśli tego potrzebujesz.

Fabuła rozgrywa się w roku 2028 w mieście aniołów, gdzie dochodzi do zamieszek z powodu zamknięcia darmowej dystrybucji wody. Miasto nie jest ukazane w świetle futurystycznym jak na rok 2028, a jest podniszczone przez lokalne zamieszki. Waikiki (Sterling K. Brown) wraz ze swoim bratem Honolulu (Brian Tyree Henry) napadają na bank, jednak nie wszystko idzie zgodnie z ich planem. Muszą przerwać akcje, a w odwrocie w ręce brata Waikiki wpada długopis, który to później okażę się dużo większym zmartwieniem. Honolulu zostaje poważnie ranny podczas akcji odwrotu i tym sposobem oboje trafiają do Hotelu Artemis.

Większość filmu dzieje się w Hotelu Artemis, gdzie poznajemy resztę gości oraz obsługę. Goście hotelu to urodziwa Sofia Boutella jako Nice,  szef wilków Jeff Goldblum jako Niagara. Charlie Day jako Acapulco pomocnik Jean Everest, w którego wciela się Dave Bautista.  W filmie pojawiają się też Jenny Slate która gra policjantkę oraz Zachary Quinto jako syn Niagary. Większość tych postaci zobaczymy w epizodycznych rolach bez większych rozwinięć. Jednak każda z tych postaci ma wpływ na toczącą się fabułę.

Hotel Artemis to przede wszystkim klimat, aczkolwiek fabularnie nie jest tak różowo. Zupełnie niepotrzebny był epizod  związany z Morgan bo w zasadzie nic nie wniosi do fabuły poza złamaną regułą. Film ogląda się bardzo dobrze, ale strasznie dużo niezamkniętych sytuacji dostajemy na sam finał. Co się stało z Nice? Everest sobie poradził skoro zapaliły się światła, a przecież rozdzielnie wysadziła Nice. Trochę nie logiczne, ale uznajmy, że Everest przekierował prąd z innego źródła.  Co się stało z długopisem, który podrzucił Waikiki Jean. Drobne szczegóły, które przynajmniej w części powinny być rozwiązane i zrozumiałe dla widza. Tego tutaj zabrakło.

Hotel Artemis pomimo fajnej obsady, ciekawych postaci, a nawet gry aktorskiej na dobrym poziomie wychodzi przeciętnie przez luki i niedociągnięcia fabularne.  To jeden z tych filmów, które dobrze się ogląda jak trafisz na niego przypadkiem, ale równie dobrze nic nie stracisz jak go nie zobaczysz.

VENOM – Szczera recenzja

Trochę miało tego Venom’a w tym Venom’ie. Sony nie do końca poradziło sobie z origin story w kooperacji z Marvel’em. Odniosłem wrażenie, że tu trochę ciągło do mrocznego Venom’a, a trochę w stronę Marvel’owskiego.

Czytaj dalej

Ant-Man i Osa – Zakończenie pewnego etapu

Nowa produkcja spod znaku Marvela to zakończenie pewnego etapu i podsumowanie Avengers Wojna Bez Granic. Każdy fan raczej się zastanawiał co się stało z Ant-Man’en i gdzie się podziewa, gdy toczy się wojna o największym znaczeniu dla wszechświata.

Scott Lang (Paul Rudd) jako Ant-Man nadal jest roztrzepanym facetem, który kocha ponad wszystko swoją córkę oraz podkochuje się w Hope co widać w każdej ze scen gdzie są razem. Ant-Man w tej części jest zdecydowanie lepsza wersja siebie niż w części pierwszej ująłbym to jako Ant-Man v2.0.

Na ekranie bardzo dobrze się ogląda w akcji Hope (Evangeline Lily), jak i Ghost graną przez (Hannah John-Kamen). Obie panie doskonale sobie radzą w scenach akcji, gdzie trzeba wykazać się sztuka akrobatyczną. Bardzo udana, krotka, bo krotka rola matki Hope (Michelle Pfeiffer) za to doskonale udało się jej się zatopić w świat komiksowych bohaterów. Mąż Dr. Pym (Michael Duglas) nie zawodzi w końcu to aktor o ogromnym doświadczeniu.

Koniecznie muszę zwrócić uwagę jeszcze na Luisa (Michael Pena), który w wydaniu Marvela świetnie operuje humorem i scenki z nim to kawal dobrej roboty. Z cala pewnością odnalazł się w filmie Ant-Man i Osa.

Druga część jest definitywnie lepsza niż pierwsza odsłona przede wszystkim jest dużo ciekawsza. Mamy tajemniczą postać Ghost, mamy dawnych współpracowników Dr. Pyma i oczywiście równie ważny wątek z Osą. Wszystko to układa się w całość, a  przekaz historii jest bardzo jasny dla fana. Cały film ogląda się wyjątkowo dobrze i jest to idealny przerywnik przed kolejną odsłoną Avengersów, który domyka całość historii do chwili wymazania. Jest dużo humoru i nie jest on wymuszony co jest na duży plus, a to w większość zasługa wspomnianego wyżej Michaela Pena. O efekty specjalne nie musisz się martwić, bo są na najwyższym poziomie. Obsada jako całość zagrała jak trybiki w zegarku idealnie dostosowując się do obecnej sytuacji w całym uniwersum. Marvel miał bardzo ciężkie zadanie, aby opowiedzieć dobrze historie, gdzie wszyscy mają jeszcze świeży obraz w pamięci i wydarzenia z Avengersów.

W Ant-Man i Osa jest wszystko za co tak uwielbiamy Marvela mimo, że te historie zbytnio od siebie się nie różnią. To jednak każdy idzie do kina podekscytowany i w głowie ma tylko co wydarzy się dalej. Marvel potrafi opowiedzieć historie z rozsypanych puzzli i ułożyć to w cały szeroki kolorowy komiksowy obraz. Nie wiem jak oni to robią, ale robią to doskonale!

Ant-Man i Osa to idealna rozrywka czy to w weekend, czy w tygodniu. W filmie znajdziemy jak nas do tego przyzwyczaił Marvel dwie sceny po napisach. Jedna jest zdecydowanie warta uwagi i jest to pierwsza scena zaraz po wstępnych napisach. Na drugą trzeba czekać do samego końca i ona nie wnosi zbyt wiele, chociaż można by tutaj wysnuć pewną teorię. Koniecznie zostań na tą pierwszą i zwróć uwagę co mówi Janet do Scotta.

Drapacz chmur – rozczarowanie tego lata

Drapacz chmur (Skyscraper) to film, po którym można by się spodziewać wiele jednak podczas seansu niczym Cię nie zaskoczy. Tak wiele jest w tym widowisku naciąganych scen, że czasem aż ciężko się na to patrzy. Nie mam nic przeciwko naciąganiu grawitacji i tym podobnym fantazjom w filmach pod warunkiem, że raz jest to robione z głową, a dwa takie typu sceny zdecydowanie preferuję w widowiskach blockbusterowych.

Obsada drapacza obfituje nam w najlepiej obecnie zarabiającego aktora (2018), czyli Dwayne Johnson (Will Ford), który wciela się w byłego wojskowego, a obecnie konsultanta od bezpieczeństwa. Will wraz z partnerką Sarah Sawyer (Neve Campbell) oraz synem (Noah Cottrell) i córka (McKenna Roberts) przebywają w najwyższym budynku świata, który również ma być najbezpieczniejszy. Drapacz chmur jest spełnieniem marzeń wybitnego biznesmena Zhao Long Ji (Chin Han), który zainwestował ogromne sumy w jego wybudowanie. Aby uwieńczyć swój sukces to Will jako niezależny ekspert będzie musiał przygotować raport finalny dotyczący zabezpieczeń budynku.

Jak to bywa w filmach akcji coś musi pójść nie tak i tak też tym razem się dzieje, ponieważ budynek staje w ogniu! Rodzina Willa zostaje odcięta od drogi ewakuacji, a płonący budynek zmuszą rodzinę do ucieczki ku górze, lecz tam czyhają na nich inne niebezpieczeństwa. Jako że Will znalazł się na drugim końcu miasta sprytnie zwiedzony przez przyjaciela z dawnej jednostki wojskowej musi teraz czym prędzej dotrzeć i postarać się uratować rodzinę. Akcja goni akcje i nie można się nudzić na filmie co jest plusem. Jednak gdy dochodzi do wyprzedania scen względem fabuły to widz dostaje spoilera po którym wie co się za chwilę wydarzy. Will będący na dźwigu próbuje zahaczyć hak o budynek udaje mu to się po czym po chwili jest ułamek sceny, że hak się luzuje i lada moment odczepi się. Po 30 sekundach hak rzeczywiście odpada od budynku, ale Will jest na wszystko przygotowany, mimo że posiada protezę nogi daje radę skoczyć z dźwigu i dostaje się do budynku. Takich scen jest wiele, a pokazana odległość jest nie możliwa do przeskoczenia dla zwykłego zjadacza chleba jednak Will niczym Robocop pokonuje tą przeszkodę. Takich scen sugerujących, że za moment coś się wydarzy jest zbyt dużo i psuję to trochę zabawę podczas oglądania, ponieważ znika element zaskoczenia.

Oczywiście palący się budynek to za mało, bo mamy przeciwnika, z którym będzie musiał się zmierzyć Will. Antagonistą jest Kores Botha (Roland Møller), który to działa na usługach czterech przestępczych syndykatów. Otóż ma on za zadanie odzyskać pendriva oraz uprowadzić  Zhao Long Ji. Akcja już w samym budynku toczy się bardzo dynamicznie i z minuty na minutę przyspiesza, gdzie kolejne elementy fabuły są odkrywane. Film w swojej budowie jest bardzo prosty dostać się do budynku i uratować rodzinę za wszelką cenę.

Czy polecam kino, jeśli chodzi o “Drapacz Chmur”? Nudzić się nie będziesz na pewno, a jeśli absurdy Ci nie przeszkadzają to śmiało. Jednak jeśli kolą Cię w oczy skoki na 20 metrów i w każdej możliwej scenie w filmie, gdzie Twoja wyobraźnia będzie Ci podpowiadać, że coś pójdzie nie tak. To zdecydowanie odpuść sobie!

Muszę przyznać, że pierwsze 30 min zapowiadało ciekawy seans, lecz te wszystkie sceny, które miały budować napięcie są na tyle przesadzone, że ciężko tego nie zauważyć. Jestem rozczarowany tym widowiskiem, ponieważ nie dostarczył mi on takiej dawki adrenaliny jaką bym sobie życzył. Stąd też ocena w moim osądzie nie jest zbyt wysoka.

https://www.youtube.com/watch?v=8DEQ0GGFvWw