Przejdź do treści głównej

Tag: recenzja

55

Ant-Man i Osa – Zakończenie pewnego etapu

Nowa produkcja spod znaku Marvela to zakończenie pewnego etapu i podsumowanie Avengers Wojna Bez Granic. Każdy fan raczej się zastanawiał co się stało z Ant-Man’en i gdzie się podziewa, gdy toczy się wojna o największym znaczeniu dla wszechświata.

Scott Lang (Paul Rudd) jako Ant-Man nadal jest roztrzepanym facetem, który kocha ponad wszystko swoją córkę oraz podkochuje się w Hope co widać w każdej ze scen gdzie są razem. Ant-Man w tej części jest zdecydowanie lepsza wersja siebie niż w części pierwszej ująłbym to jako Ant-Man v2.0.

Na ekranie bardzo dobrze się ogląda w akcji Hope (Evangeline Lily), jak i Ghost graną przez (Hannah John-Kamen). Obie panie doskonale sobie radzą w scenach akcji, gdzie trzeba wykazać się sztuka akrobatyczną. Bardzo udana, krotka, bo krotka rola matki Hope (Michelle Pfeiffer) za to doskonale udało się jej się zatopić w świat komiksowych bohaterów. Mąż Dr. Pym (Michael Duglas) nie zawodzi w końcu to aktor o ogromnym doświadczeniu.

Koniecznie muszę zwrócić uwagę jeszcze na Luisa (Michael Pena), który w wydaniu Marvela świetnie operuje humorem i scenki z nim to kawal dobrej roboty. Z cala pewnością odnalazł się w filmie Ant-Man i Osa.

Druga część jest definitywnie lepsza niż pierwsza odsłona przede wszystkim jest dużo ciekawsza. Mamy tajemniczą postać Ghost, mamy dawnych współpracowników Dr. Pyma i oczywiście równie ważny wątek z Osą. Wszystko to układa się w całość, a  przekaz historii jest bardzo jasny dla fana. Cały film ogląda się wyjątkowo dobrze i jest to idealny przerywnik przed kolejną odsłoną Avengersów, który domyka całość historii do chwili wymazania. Jest dużo humoru i nie jest on wymuszony co jest na duży plus, a to w większość zasługa wspomnianego wyżej Michaela Pena. O efekty specjalne nie musisz się martwić, bo są na najwyższym poziomie. Obsada jako całość zagrała jak trybiki w zegarku idealnie dostosowując się do obecnej sytuacji w całym uniwersum. Marvel miał bardzo ciężkie zadanie, aby opowiedzieć dobrze historie, gdzie wszyscy mają jeszcze świeży obraz w pamięci i wydarzenia z Avengersów.

W Ant-Man i Osa jest wszystko za co tak uwielbiamy Marvela mimo, że te historie zbytnio od siebie się nie różnią. To jednak każdy idzie do kina podekscytowany i w głowie ma tylko co wydarzy się dalej. Marvel potrafi opowiedzieć historie z rozsypanych puzzli i ułożyć to w cały szeroki kolorowy komiksowy obraz. Nie wiem jak oni to robią, ale robią to doskonale!

Ant-Man i Osa to idealna rozrywka czy to w weekend, czy w tygodniu. W filmie znajdziemy jak nas do tego przyzwyczaił Marvel dwie sceny po napisach. Jedna jest zdecydowanie warta uwagi i jest to pierwsza scena zaraz po wstępnych napisach. Na drugą trzeba czekać do samego końca i ona nie wnosi zbyt wiele, chociaż można by tutaj wysnuć pewną teorię. Koniecznie zostań na tą pierwszą i zwróć uwagę co mówi Janet do Scotta.

Zagłada - Netflix

Zagłada – kolejny średniak od NETFLIX

NETFLIXie fajnie, że robisz dużo science fiction, ale rób to z większym rozmachem… Kolejny średniak, który niczym nie zaskakuje, a i czasem oglądając ma się wrażenie, że to niższej klasy budżetowiec. Od czasów ANIHILACJI  ciężko o coś lepszego i oryginalnego w sferze SF na platformie NETFLIXa.

Zarys fabuły “Zagłady” prezentuje się w następujący sposób. Nękany koszmarami Peter o inwazji obcych ojciec rodziny musi zmierzyć się ze swoją przerażającą wizją, gdy istoty pozaziemskie zaczynają eksterminować mieszkańców Ziemi. Przez swoje problemy ze snem jego rodzina zaczyna się od niego oddalać. Nawet żona Alice zaczyna podejrzewać, że Peter zaczyna wariować.

Zagłada Netflix Peter i Alice

Peter (Michael Peña) jest tutaj postacią pierwszoplanowa jednak jego postać jest ospała i przynudzająca. Nawet gdy ma okazje się wykazać w walce nie wygląda to zbyt przekonywująco na ekranie. Peter przez cały czas błądzi w swoich otchłaniach koszmarów i co rusz ma wizję nadchodzącej przyszłości. Alice (Lizzy Caplan) nie patrzy przychylnie na męża, który ma coraz więcej problemów z koszmarami, ale też nie wspiera go zbytnio. Alice również na ekranie nie jest wulkanem energii. Peter i Alice posiadają dwójkę dzieci Hannah i uroczą, ale strasznie irytującą Lucy. Lucy niejednokrotnie w każdej możliwej scenie, nie słucha nikogo naglę staje przerażona itd. Jest to tak często powielany schemat przez co widza zaczyna drażnić takie zachowanie i nagłe przystopowania dynamicznych akcji.

Zagłada Netflix Obcy

Pierwsze akty filmu są niezbyt wciągające nudny Peter i jego niezbyt ciekawe życie, urozmaicenia dodają tylko jego wizje koszmarów z najazdem obcej cywilizacji. Gdy okazje się, że Peter ma racje następuje nie oczekiwany zwrot akcji uwaga lekki spoiler. Te wizje to nie przyszłość, a nękająca go przeszłość. Zdecydowanie druga część filmy jest znacznie ciekawsza i odkrywa przed nami kolejne tajemnice mieszkańców ziemi. Najeźdźcy z kosmosu też mają swoje sekrety, o których dowiadujemy się w końcowych fazach filmu. Kim są najeźdźcy z kosmosu i czy słusznie atakują ziemie? Na całe szczęście dostajemy odpowiedzi i nie ma żadnego finalnego cliffingera.

Efekty specjalnie do najwyższej, póki zdecydowanie nie należą myślę, że gdyby film znalazł się na ekranach kin to okazałby się finansową klapą. Na mniejszym ekranie w końcu wszystko jest mniejsze 😉

Zagłada Atak z kosmosu

Pochwalić mogę “Zagładę” za sam koncept, ponieważ jest bardzo fajny jednak zdecydowanie brakuje rozwinięcia pewnych wątków. Fabuła wydaje się zbyt bardzo spłycona tak, aby szersza publika mogła ją dostatecznie zrozumieć. Nie chce się za bardzo wdawać w szczegóły bo spoiler byłby psujący całe widowisko, a więc pozostaje wam obejrzeć jeśli jesteście ciekawi co wydarzyło się podczas zagłady. Jeśli przetrwacie 30 min to później będzie ciekawiej i znaczniej lżej będzie Ci się oglądać to widowisko.

Słowem kończącym, zastanawiam się czy producenci  liczą na kontynuacje w stylu “Zagłada – odwet” film zostawia sobie sprytnie furtkę w prawdzie tunel się zawala, ale pociąg mknie dalej.

Drapacz chmur – rozczarowanie tego lata

Drapacz chmur (Skyscraper) to film, po którym można by się spodziewać wiele jednak podczas seansu niczym Cię nie zaskoczy. Tak wiele jest w tym widowisku naciąganych scen, że czasem aż ciężko się na to patrzy. Nie mam nic przeciwko naciąganiu grawitacji i tym podobnym fantazjom w filmach pod warunkiem, że raz jest to robione z głową, a dwa takie typu sceny zdecydowanie preferuję w widowiskach blockbusterowych.

Obsada drapacza obfituje nam w najlepiej obecnie zarabiającego aktora (2018), czyli Dwayne Johnson (Will Ford), który wciela się w byłego wojskowego, a obecnie konsultanta od bezpieczeństwa. Will wraz z partnerką Sarah Sawyer (Neve Campbell) oraz synem (Noah Cottrell) i córka (McKenna Roberts) przebywają w najwyższym budynku świata, który również ma być najbezpieczniejszy. Drapacz chmur jest spełnieniem marzeń wybitnego biznesmena Zhao Long Ji (Chin Han), który zainwestował ogromne sumy w jego wybudowanie. Aby uwieńczyć swój sukces to Will jako niezależny ekspert będzie musiał przygotować raport finalny dotyczący zabezpieczeń budynku.

Jak to bywa w filmach akcji coś musi pójść nie tak i tak też tym razem się dzieje, ponieważ budynek staje w ogniu! Rodzina Willa zostaje odcięta od drogi ewakuacji, a płonący budynek zmuszą rodzinę do ucieczki ku górze, lecz tam czyhają na nich inne niebezpieczeństwa. Jako że Will znalazł się na drugim końcu miasta sprytnie zwiedzony przez przyjaciela z dawnej jednostki wojskowej musi teraz czym prędzej dotrzeć i postarać się uratować rodzinę. Akcja goni akcje i nie można się nudzić na filmie co jest plusem. Jednak gdy dochodzi do wyprzedania scen względem fabuły to widz dostaje spoilera po którym wie co się za chwilę wydarzy. Will będący na dźwigu próbuje zahaczyć hak o budynek udaje mu to się po czym po chwili jest ułamek sceny, że hak się luzuje i lada moment odczepi się. Po 30 sekundach hak rzeczywiście odpada od budynku, ale Will jest na wszystko przygotowany, mimo że posiada protezę nogi daje radę skoczyć z dźwigu i dostaje się do budynku. Takich scen jest wiele, a pokazana odległość jest nie możliwa do przeskoczenia dla zwykłego zjadacza chleba jednak Will niczym Robocop pokonuje tą przeszkodę. Takich scen sugerujących, że za moment coś się wydarzy jest zbyt dużo i psuję to trochę zabawę podczas oglądania, ponieważ znika element zaskoczenia.

Oczywiście palący się budynek to za mało, bo mamy przeciwnika, z którym będzie musiał się zmierzyć Will. Antagonistą jest Kores Botha (Roland Møller), który to działa na usługach czterech przestępczych syndykatów. Otóż ma on za zadanie odzyskać pendriva oraz uprowadzić  Zhao Long Ji. Akcja już w samym budynku toczy się bardzo dynamicznie i z minuty na minutę przyspiesza, gdzie kolejne elementy fabuły są odkrywane. Film w swojej budowie jest bardzo prosty dostać się do budynku i uratować rodzinę za wszelką cenę.

Czy polecam kino, jeśli chodzi o “Drapacz Chmur”? Nudzić się nie będziesz na pewno, a jeśli absurdy Ci nie przeszkadzają to śmiało. Jednak jeśli kolą Cię w oczy skoki na 20 metrów i w każdej możliwej scenie w filmie, gdzie Twoja wyobraźnia będzie Ci podpowiadać, że coś pójdzie nie tak. To zdecydowanie odpuść sobie!

Muszę przyznać, że pierwsze 30 min zapowiadało ciekawy seans, lecz te wszystkie sceny, które miały budować napięcie są na tyle przesadzone, że ciężko tego nie zauważyć. Jestem rozczarowany tym widowiskiem, ponieważ nie dostarczył mi on takiej dawki adrenaliny jaką bym sobie życzył. Stąd też ocena w moim osądzie nie jest zbyt wysoka.

https://www.youtube.com/watch?v=8DEQ0GGFvWw

 

How it ends – pytanie bez odpowiedzi

Nowa świeża propozycja od NETFLIX “How It Ends” po trailerze zapowiadała się bardzo interesująco i klimatycznie, a wyszło no właśnie kolokwialnie jak zawsze. Prawie dwie godziny widowiskowego filmu post apokaliptycznemu nie wróć widowiskowość to tylko ostatnia scena.

Zacznijmy od obsady, bo ta wydaje się całkiem porządna i tak na ekranie zobaczymy Forest Whitaker (Will ojciec Sam), Theo James (Will chłopak Sam) i Kat Graham (Samantha córka) oraz epizodyczne postacie plus Grace Dove (Ricki mechanik). W zasadzie cały film ciągnie tylko Forest z racji mocnego charakteru, a przy nim Theo wypada średnio i bez wyrazu. Jednak to kwestia postaci odgrywanej w filmie przez Theo James. Jestem rozczarowany tak mała rolą Kat Graham, bo uważam, że w końcu rozwinie skrzydła i będzie z niej jeszcze gwiazda pokroju Halle Berry.

Całe widowisko to tak naprawdę gra dwóch postaci ojca Toma i Willa, a cała reszta to tło i nawet dłużej na ekranie goszcząca Ricki nic ciekawego nie wnosi, bo jej postać jak szybko się pojawiła tak i szybko znika. Fabularnie jest prosto mamy zdarzenie bliżej nieokreślone na skalę kraju, o którym nic nie wiemy i nasi główni bohaterowie przemierzający przez pół kraju, aby odnaleźć Sam. Całe wydarzenie jest o tyle tajemnicze, że dostajemy tylko szczątkowe informacje jak odwołanie wszystkich lotów, a telewizyjne newsy informują o rzekomym trzęsieniu zmieni oraz braku elektryczności. W filmie często widzimy wojsko jednak, mimo że ojciec Sam jest byłym wojskowym to nie jest nam dane, aby użył swoich kontaktów i nam widzom zdradzić co tak naprawdę się wydarzyło.

I tak te dwie godziny nam lecą na podróżny do Seattle, gdzie nasi bohaterowie pokonują kilometry i borykają się z coraz to bardziej postępującym chaosem, który ogarnia tą cześć kraju.  W zasadzie nie nudzimy się w tej podróży bo dzieje się nawet wiele na ekranie i akcja pcha fabułę do celu. Gdy wreszcie dostajemy obraz Seattle to wygląda jak po katastrofie. Zniszczone przedmieścia wysokie wieżowce jak po wybuchu sporej bomby, a na dodatek wszędzie unoszący się trujący dym. I tutaj nadal tylko możemy się domyślać co tak naprawdę się wydarzyło.

Finalnie klimat filmu jest dość wciągający ze względu na naszą ludzką ciekawość. Jednak to jest jeden z tych filmów, gdzie po seansie sami będziemy musieli sobie dopowiedzieć co się wydarzyło. Osobiście nie znoszę takich zakończeń, bo za każdym razem czuję się oszukany, gdzie mój czas został zmarnowany. I tak z ciekawie zapowiadającego się filmu dostaliśmy wydmuszkę bez głębszej genezy.

Impulse – recenzja Youtube Originals

Pamiętasz może taki film “Jumper” (2008), jeśli nie to przypomnę Ci mniej więcej chodziło o możliwość teleportacji ludzi. Film, jak i również serial Impulse (2018) jest osadzony w tym samym świecie i czerpie inspiracje z książek Stevena Goulda.

Zmartwię Cię już na samym początku, jeśli pomyślałeś, że to jest kontynuacja to Cię rozczaruje. Serial, na razie bardzo luźno nawiązuje do filmu, owszem mamy teleportacje i mamy organizacje, która ściga skoczków, ale to nie to samo. Serial jest utrzymany w młodzieżowym tonie, ale nie brakuje tam ostrego słowa, krwi czy przemocy.

Główna bohaterka Henry Cole to szesnastolatka, która ma swoje problemy na głowie. Na pewno nie pomaga jej fakt ciągłego przemieszczania się z miasta do miasta, gdyż matka nie potrafi sobie ułożyć życia. W końcu trafią do miasta Reston, gdzie matka wiąże się z okolicznym mężczyzną, który prowadzi kręgielnie. Henry już, od jakiego czasu boryka się z problemami zdrowotnymi dostaje ataków padaczkowych jednak leki zbytnio nie pomagają. Pewno dnia po szkole Henry wraz ze szkolnym bożyszczem udaje się na przejażdżkę i tam dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Clay próbuje zgwałcić Henry, a ta dostaje napadu i dzięki swoim zdolnością teleportuje się bezwładnie do własnego pokoju. Clay zostaje dość mocno pokiereszowany i kończy w szpitalu. To zdarzenie odciśnie na Henry piętno i przysporzy jej dodatkowych kłopotów. Od tego momentu Henry zaczyna podejrzewać, że coś z nią jest nie tak i zaczyna poszukiwać prawdy.

W serialu pojawia się zaledwie kilku skoczków, szczególnie ciekawy wydaje się Latynos, który ucieka przed osobami, które próbują go złapać. Serial nie przypomina zbytnio filmu ani nie posiada tego samego klimatu. Z całą pewnością nie jest to wysokobudżetowa produkcja gdzie akcja dzieje się na całym świecie, aczkolwiek Henry pokaże w ostatnim odcinku, że potrafi się teleportować dość daleko 😉

Muszę zwrócić uwagę, bo według mnie tempo odkrywania zdolności teleportacyjnych Henry jest zbyt rozwlekłe. Pierwszy sezon to tak naprawdę poznanie Henry, Jenna, Townes czy rodziny Boone. Nie dostajemy też zbyt dużo odpowiedzi, a jeśli pojawiają się odpowiedzi to są one szczątkowe. Po pierwszym sezonie pozostaje jeszcze wiele tajemnic do odkrycia.

Czy warto zaczynać przygodę z Impulse myślę, że warto mu dać szanse, bo nie jest to typowy serial dla dzieciaków. Widać, że twórcy nie boją się pokazywać mocnych rzeczy i za to Impuls ma u mnie dużego plusa. Co prawda brakuje mu jeszcze kilku rzeczy takich jak budowanie napięcie, aby widz chciał obejrzeć następny odcinek w zniecierpliwieniu. Na razie jest dobrze i wszystko idzie w dobrym kierunku liczę, że drugi sezon będzie dynamiczniejszy i przybędzie nam trochę więcej skoczków. Ponieważ to serial wypuszczony jako YouTube Originals to mam nadzieje, że czeka na nas znaczna dłuższa przygoda i z sezonu na sezon będzie porywająca.

Pierwsze trzy odcinki można obejrzeć na stronie serialu. https://www.youtube.com/channel/UCgLQkRAZsFN6fhqxFyx8qhQ

Jurassic World Upadłe Królestwo – wizualnie mega widowisko

Ależ to była uczta dla oczu! Piękne widowisko pod kątem wizualnym, wybuchający wulkan, płynąca lawa, a w kłębach ciężkiego siarkowego dymu ginące dinozaury. Upadłe Królestwo wizualnie to majstersztyk, aż chce się patrzeć na te zwierzęta z minionej epoki.

Chris Pratt ponownie wciela się w Owena zaklinacza dinozaurów, tym razem wyrusza na ocalenie bowiem wyspa, na której obecnie przebywają dinozaury i na której mieścił się park rozrywki powoli przestaje istnieć ponieważ wulkan budzi się do życia. Park rozrywki oczywiście już nie istnieje jak pamiętamy z pierwszej części dinozaury zrobiły co do niech należało 😉

Blue

Bryce Dallas Howard jako Claire naczelna ruchu obrony zwierząt zamierza walczyć i ocalić dinozaury przed rychłą zagładą. Na czas przychodzi pomoc ze strony jednego z założycieli parku Benjamina Lockwood, który to posiada wyspę, na którą trzeba przetransportować zwierzęta. Zadanie do najprostszych nie należy to w końcu dinozaury dzikie zwierzęta. A więc całą paczką Owen, Claire, Franklin oraz Zia wyruszają na wyspę ocalić już raz wymarły gatunek.

Wydarzenia w nowej części dzieją się pięć lat później taki dość duży przeskok w czasie. Jednak ten przeskok zbyt dużo nam obserwatorom nie daje, ponieważ wyspa dalej jest, a  firma, która prowadziła biznes dalej istnieje po wypłaceniu miliardów odszkodowań. Fabuła opiera się na zdradzie Benjamina Lockwood przez osobnika, który miał rzekomo zając się jego majątkiem w godny sposób. Tak więc główny wątek jest podzielony na ochronę i transport zwierząt z wyspy oraz rodzinę i majątek Lockwoodów.  Film dzielimy na dwie części dynamiczna i ciekawą dla oka, czyli wydarzenia z wyspy oraz te, które dzieje są w posiadłości Lookwoodów. Pierwszą godzinę ogłada się naprawdę przyjmie i zaciekawieniem, a kolejną godzinę no cóż staje się bardzo przewidywalna przez co satysfakcja bardzo spada. Historia może i z pomysłem, ale to wszystko tak zostało opowiedziane bez głębi, tak płasko, tak zwyczajnie. Odnosiłem wrażenie, że czegoś brakowało w dopełnieniu tej historii być może szerszy wątek z Maisie Lockwood uzupełniłby tą lukę. A co się dzieje z dinozaurami? To zostawiam już Tobie, aby nie spoilerować.

Aktorsko bardzo fajnie Chris Pratt, ale on już nas do tego przyzwyczaił, śmieszny Franklin (Justice Smith), który prowadza humor do filmu. Reszta również bardzo przyzwoicie na poziomie nikt zbytnio nie odstawał od średniej.

Podkreślę jeszcze raz wizualnie jest mega fantastycznie i nawet z tego względu zalecam wybrać się do kina lub obejrzeć to na dobrym telewizorze z Bluraya. Te zbliżenia na oczy, czy skórę te wszystkie dodatkowe dźwięki jakie słychać tylko potęgują wizualne doznania. Generalnie nie czuć nic, a nic green screena czy pracy z makietami.

Dopiero po tej części możemy powiedzieć “Witamy w JURASSIC WORLD” tylko należy zadać sobie pytanie, czy aby na pewno powstanie kolejna cześć?

https://www.youtube.com/watch?v=LRqirSwnIPk

 

Nudny Luke Cage – Sezon 2

Nie spodziewałem się, że to napiszę, ale drugi sezon Luke Cage jest tak nudny, że ciężko było mi przebrnąć do samego końca. 13 odcinków, które oferuję nam Marvel przy współpracy z Netflix tak na dobrą sprawę jest tylko kilka godnych uwagi widza.

Cały sezon jest tak przegadany, że aż do bólu.. Sceny walki z początkowych odcinków są na niskim poziomie i bardzo drętwe. Odnosiłem wrażenie, że osoba za choreografie walk to przespała cały ten sezon. Jedyny pozytywny akcent to gdy w serialu gościnnie pojawia się Danny Rand (odcinek 10) i wraz z Lukiem likwidują magazyn gdzie Jamajczycy hodują “Nightshade” tam walki są pomysłowe i efektowne, a przynajmniej milsze dla oka.

Bushmaster

Cały rozwój postaci Luka jakby utknął w miejscu i można wyczuć niemoc jego samego. Niby kuloodporny, a średnio może coś sam zdziałać w Harlemie. A sama końcówka i jego enigmatyczna przemiana jest zdecydowanie zbyt późno wprowadzona. To byłoby dobrym tematem na drugi sezon, a nie trzeci.

Wałkowanie przez cały sezon historii  Mariah Dillard i Bushmastera jest najzwyczajniej nudne. W końcu to serial o Luku co zresztą sam wspomina w jednym z odcinków ‘”to moje show”. Nie będę was oszukiwał, mnie osobiście strasznie ten sezon rozczarował. Nawet wprowadzenie Bushmastera i kilku walk stoczonych z Luke nie poprawia całego obrazu.

Missty

Gdy postać Luka stoi w miejscu tuż obok rozwija nam się Misty i jest ona w tym sezonie jasną gwiazdą! Dużo dostajemy też Hernana “Shades”, który, mimo że jest gangsterem to zachowuje honor i respektuje prawa ulicy. Te dwie postacie zdecydowanie się wyróżniają na tle pozostałych w sezonie drugim. Reszta bez werwy przyćmiona po prostu średnio aktorsko.  Mógłbym tutaj wyróżnić jeszcze Mariah Stokes Dillard, ale z odcinka na odcinek jej gra mnie nudziła. Kompletnym nieporumienieniem według mnie jest pozbycie się Clare po trzecim odcinku, bez niej serial dodatkowo blednie.

Clare

Harlem Paradise to klub, a jak klub to muzyka i tej w Luku Cage nie brakuje. Ale jeśli w serialu dostajesz 90 – 120 sekund muzyki to zaczynasz się zastanawiać o co chodzi. Stanowczo te przerywniki były za długie i wybijały z rytmu i tak ślimaczego tempa serialu.

Dwa odcinki nogę wyróżnić 10-ty oraz 13-ty dzieje się tam zdecydowanie najwięcej i oba mają fajną dynamikę. Zamiast serialu akcji dostaliśmy tym razem sensacyjny gdzie dialogi to 99% serialu. W tym momencie to najgorzej prezentujący się serial Netflixowo-Marvelowy. Ten sezon jest ciężki, długi, nudny gratuluje każdemu kto dał radę przebrnąć.

https://www.youtube.com/watch?v=b_7VG1WgD14

Rampage: Dzika Furia

Rampage: Dzika Furia to film zupełnie bez emocji, pomimo że stara się nam przemycić ukradkiem więź między Davisem, a Georgem. To również jeden z tych filmów gdzie po seansie przechodzisz do porządku dziennego jak gdyby nigdy nic.

Fabuła skupią się na prymatologu Davisie (Dwayne Johnson), który trzyma ludzi na dystans, nawiązał silną więź z George’em. Gdy życie na ziemi toczy się normalnym torem to w kosmosie dochodzi do nieudanego eksperymentu genetycznego. I tym sposobem w kosmosie zaczyna grasować gigantyczna mysz dzięki, której dochodzi do awarii stacji badawczej. Podczas ewakuacji część pojemników z magiczną mgiełką spada na ziemie zmieniając zwierzęta w bezlitosne zabójcze maszyny.

Co ciekawe mamy całkiem dobrą obsadę Naomie Harris jako Dr Kate Caldwell to ona wraz z Davisem będzie starała się ratować świat. Tajemniczy agent z super tajnych służb specjalnych Jeffrey Dean Morgan jako Harvey Russell.  Claire Wyden (Malin Akerman), która wciela się w role głowy korporacji, dzięki której powstały zmutowane zwierzęta.

Niestety, ale żadna obsada nie uratuje filmu, w którym fabuła jest tak banalna i oczywista, że po dwudziestu minutach jesteś wstanie przewidzieć kolejne ruchy bohaterów. Z całą pewnością nie jest to kina najwyższych lotów fabularnych, a nawet biorąc pod uwagę blockbustera to też jest nie za wesoło. Humor no cóż, widać, że chciano, aby George był zabawnym stworzeniem. Wyszedł z tego taki naciągany humor, który w zasadzie występuje tylko epizodycznie w całym filmie.

Jedyne co jest dobre w tym filmie to walka między zwierzakami oraz drobną rozwałką miasta. Efekty na tym polu nie zawodzą, jednak też niczym nowym nie zaskakują. W dobie Marvela po prostu ciężko jest przebić porządną rozwałkę miasta, bo jako widź doskonale już to znamy. Rampage: Dzika Furia to zdecydowanie średniak w swojej klasie, niczym się nie wyróżnia ot kolejny film bez pomysłu, a żeby tylko coś z wytwórni wyszło.

Jeśli masz wolny wieczór i Ci się nudzi owszem możesz obejrzeć, ale nie spodziewaj się niczego nadzwyczajnego. Pamiętaj ostrzegałem według mnie szkoda czasu na zmutantowane zwierzątka, gdzie doskonale wiemy, jaki będzie koniec.

https://www.youtube.com/watch?v=4S29RMd8WYU

Najlepszy – takie polskie kino mogę rekomendować!

Wzbraniam się przed polskim kinem jak tylko, mogę z prostego powodu więcej razy mnie zawiodło niż przyniosło przyjemność. Jednak raz na jakiś czas zdarza się perełka wśród przeciętniaków, a tą perełką jest “Najlepszy”. Film biograficzny opowiadający losy Jerzego Górskiego i przyznam, że historia zrobiła na mnie wrażenie i to niemałe.

Kto to jest w ogóle Jerzy Górski przyznam, że nigdy o nim nie słyszałem zasięgałem nawet opinii starszych ode mnie i też nie byli wstanie powiedzieć kto to jest. Research zrobiłem po seansie, aby sobie nie psuć niespodzianek, jakie przygotował nam Łukasz Pawlikowski, bo to on odpowiada za reżyserie. Na samym końcu wpisu znajdziesz opis osiągnięć Jerzego.

Główną rolę odgrywa Jakub Gierszał, który wciela się w życie Jerzego. A to zadanie do najprostszych nie należało, ponieważ pokazanie i wczucie się w człowieka uzależnionego wymaga dużego zaangażowania i wiarygodności. Winszuje, bo tak jak w Sali samobójców, tak tutaj Jakub poradził sobie doskonale. Mamy młodą krew, której sam zbyt często na ekranach nie widuję co mnie niezmierne cieszy. Kamila Kamińska młoda atrakcyjna pani doktor, czy dziewczyna Jerzego Grażyna, w którą wciela się Anna Próchniak. Przyjaciel Jerzego Andrzej grany przez Mateusza Kościukiewicza i również w tym wypadku miło się ogląda grę wymienionych aktorów. Dorzucić do tego trzeba stare wygi polskiego kina jak Arkadiusz Jakubik, Tomasz Kot, Janusz Gajos, Artur Żmijewski, Magdalena Cielecka, Adam Woronowicz po nich można się spodziewać minimum dobrego aktorstwa i już swojej wyrobionej marki. W całym filmie są oni postaciami drugo, a nawet trzecio planowymi. Tworzą solidne fundamenty i tworzą dobry klimat swoimi mocnymi osobowościami przez co młodzi mogą rozwinąć skrzydła.

Mowa tutaj o rodzicach Jerzego oraz ojcu Grażyny, który w końcowej fazie filmu odegra dość istotną rolę. Kot czy Gajos to tylko przystawki, jeśli zostaliby zastąpieni i tak nic by to do filmu nie wniosło. Cała fabuła opiera się o życiu młodego człowieka, który był gnębiony w domu przez ojca, a poprzez bunt wpada w nieciekawe towarzysko i zaczyna drogę tylko w jedną stronę. Drogą, którą prowadzi na cmentarz, alkohol, narkotyki czy wszelkie leki, które dają haj są na porządku dziennym i tak przez czternaście lat. A przez swoje lekkomyślne zachowanie w cały proceder wciąga młodą dziewczynę Grażynę, która stacza się wraz z nim. Skomplikowana sytuacja w rodzinnym domu wcale mu nie ułatwia podejmowania poprawnych decyzji życiowych.

Przychodzi taki moment na opamiętanie i Jerzy stara się podjąć walkę o swoje życie. Wszystko dzięki młodej pani doktor, która kieruje go do ośrodka uzależnień, które są nieliczne w tamtych czasach mam tutaj na myśli początek lat 80. Trafia do Monaru i tam zaczyna się jego przemiana, która nie jest łatwa, ponieważ demony przeszłości zawsze Cię odnajdą. Wielka walka z samym sobą i swoimi słabościami jest zawsze najcięższa, bo najprościej jest się poddać. Jerzy mimo swojego nałogu odkrywa nową starą pasje i bierze udział w okolicznych zawodach triatlonowych co prawda nie wygrywa ich ale w tym momencie właśnie w tej chwili pomimo, że nikt tego nie widzi on sam dostrzega, że to jest jego chwila jego moment jego zwycięstwo! Zwycięstwo, które otwiera nowe możliwości na świat nowe cele i nowe wyzwania z którymi przyjdzie mu się zmierzyć.

Z całą pewnością nie jest łatwo przejść przez taką przemianę, a na Jerzego czekają kolejne zrządzenia losu, które nie ułatwią mu zadania w podjętych celach. Jerzy jako główny bohater tego filmu nie jest wzorowy wiele w nim z buntownika i gdyby nie ludzi spotkani po drodze ta cała historia skończyłaby się na nagrobku. Jednak życie potrafi pisać najlepsze scenariusze, mimo że w filmie dostajemy trochę przerysowane sceny to mieszczą się one w granicach rozsądku. Fabuła jest dość dobrze rozbudowana, a ja przytoczyłem tylko pewne elementy, które mają zachęcić Cię do podjęcia rękawicy i zmierzenia się z polskich kinowym wytworem, jakim jest “Najlepszy”.

Naprawdę jest to świetny film z niebanalną historią, która sama się broni. Rzadko rekomenduje polskie filmy, a jeśli już tak się dzieje to muszą mieć w sobie coś więcej niż tylko dobry scenariusz. Ponieważ moje kryteria dla polskiej kinematografii są wyśrubowane. Łukasz Pawlikowski zdaje u mnie egzamin na 4+ i chce więcej takich historii, które inspirują oraz pokazują życie od tej najgorszej strony.

Zdecydowanie musisz zobaczyć!

Jerzy Górski – Triatlonista, sportowiec przebiegł Western States Endurance Run, podwójnego Ironmana Double Iron Triathlon (Dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu) i wygrał. Przebiegł Ultraman World Championship gdzie trzeba zmierzyć się z dystansem 10 km pływania, 421 km jazdy na rowerze i 84 km biegu. A to wszystko udało mu się dokonać po 14 latach narkomanii.

 

https://www.youtube.com/watch?v=oXaw9kI0olI

Han Solo: Gwiezdne Wojny – Historie

Historia młodego Hana to nie lada wyzwanie, aby się zmierzyć z postacią wykreowana przez Harrisona Forda. Han Solo jest to film adresowany do bardzo młodego widza. O walkach z mieczami świetlnymi możemy zapomnieć za to mamy w dużej dawce Hana i Qi’ra głównych bohaterów nowej historii.

Czytaj dalej