Found 248 Results
Page 1 of 25

Doktor Strange w multiwersum obłędu – Recenzja


Doktor Strange 2 otwiera nową, kolejną fazę w epickiej podróży po MCU. Jednak już na wstępnie zaznaczam, że osoby, które nie oglądały seriali z platformy Disney+ mogą mieć problem. A problem polega na tym, że pewne akcje bohaterów wynikają z obecnego stanu rzeczy w linii czasowej po serialu. Mowa tu o serialu “WandaVision” (niedostępny w Polsce), a dopełnieniem byłaby animacja “What if”. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zrozumieć genezę Wandy i Szkarłatnej wiedzmy. Również dzięki “What if” (niedostępny w Polsce) poznajemy multiwersum.

“Doktor Strange w multiwersum obłędu” jest filmem dobrym, z dużą ilością akcji, na którym de facto nie można się nudzić. Nie mniej jednak to multiwersum wcale takie multi nie jest. Pod tym względem eksploracja nie była rozbudowana. Jednak jest kilka niespodzianek, które się potwierdziły, a wcześniej krążyły po sieci. Więc na pewno będzie nie jedno “WOW! Jak fajnie”.

Co zaskakuje w najnowszej odsłonie Marvela to to, że raczej unikał pokazywania krwi i brutalności. A tutaj co nieco Sam Raimi przemycił do filmu, co rodzi pewną niekonsekwentność w całym uniwersum. Czy tak zostanie? Możliwe, bo i widownia już podrosła, a i zbliża się przecież “BLADE”. Tam raczej się nie obejdzie bez jatki.

Benedict Cumberbatch jest po prostu mistrzem w swoim fachu i kreowaniu postaci Strange! Uwielbiam jego szorstki humor i grę aktorską. Tutaj nie inaczej – wypada rewelacyjnie.

Xochitl Gomez jako America Chavez jak na swój pierwszy większy występ przyzwoicie, typowo po Marvelowsku – bez szału. Wprowadzenie tej postaci jest, według mnie, trochę od czapy. Bez jej oryginalnej historii ciężko z nią sympatyzować na ekranie, ponieważ zwyczajnie jest nowa, zagubiona i trochę nieporadna. Z całego filmu dużo się o niej nie dowiesz.

Na duży plus Elizabeth Olsen (Wanda, Szkarłatna wiedźma). Można poczuć jej rozgoryczenie i emocje na ekranie. Dobrze się to wszystko oglądało z jej udziałem, a walki to wisienka na torcie w całym filmie. Szczególnie te walki na jednej z alternatywnej ziemi – po sensie filmowym będziesz wiedział, co mam na myśli. W końcu kto lubi spoilery.

Benedict Wong (Wong) na ekranie jest świetny i dorównuje humorem dr. Strange! Ich wymiany zdań i kąśliwe uwagi są warte każdej sekundy na ekranie.

Studio Marvel można pochwalić, że potrafi montować zwiastuny tak, że nic nie zdradzają nic istotnego z fabuły. Mega szacun za takie podejście. A może to wynika z tego, że oglądam tylko pierwszy, a potem unikam plotek, aby sobie nie psuć seansu? Polecam takie podejście.

Udźwiękowienie filmu jest na poziomie, na który przyzwyczaił nas Disney. Ale ścieżka dźwiękowa jako taka jest średnia, w zasadzie muzycznie nic nie zapamiętałem po seansie.

Fabularnie “Doktor Strange w multiwersum obłędu” wypada całkiem dobrze, ale niestety jest trochę chaotyczny i ciągle gna do przodu. Powoduje to, że mało jest czasu, aby zagłębić się i zatrzymać się na chwilę. Pufff i już jesteśmy w centrum innej akcji. Wątek złego charakteru mnie zaskoczył i nie rozczarował. Jednak patrząc z perspektywy lat, szkoda, że to się tak potoczyło i tak szybko skończyło. Ten wątek śmiało mógłby być pociągnięty do samego końca tej fazy MCU. Pierwsza część Dr. Strange była niemal idealna i lubię do niej wracać. Po drugiej odsłonie jestem nasycony i trochę rozgoryczony, że nie było aż tak dużego efektu WOW. Zdecydowanie ciężko jest się odnaleźć po przedniej fazie MCU zakończonej epicką wojną i walkami oraz poniesionymi stratami, które odcisnęły swoje piętno i są odczuwalne przez bohaterów po dziś dzień. Czy można było lepiej rozpocząć tę fazę i poprowadzić fabułę? Myślę, że tak i ludzie to dostrzegą, w końcu era starych bohaterów powoli się kończy.

Oczywiście rekomenduję wybrać się do kina. Nawet jeśli nie widzieliście wyżej omawianych seriali ze wstępu, to fabuła nadal będzie zrozumiała. Mamy dwie sceny po napisach: jedna jest związana z samym dalszym rozwojem fazy, a druga jest śmieszna i jest oczkiem puszczonym do fanów od Samiego Raimi.

Doktor Strange w multiwersum obłędu – zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , , , ,

12 maja, 2022


Drugi sezon “Świata Karmy” już od jutra w Netflix


Międzynarodowa premiera nowych odcinków już 10 marca 2022 r .Serial animowany oparty na historii córki amerykańskiego rapera Ludacrisa obwieszcza niniejszym swój szumny powrót. Już 10 marca pojawi się z porcją 8 nowych odcinków, dostępnych na platformie Netlix. W październiku 2021 roku jednocześnie w 190 krajach i 22 językach, odbyła się premiera pierwszego sezonu „Świata Karmy”.

Serial zajął wysokie noty w rankingu Top 10 propozycji Netflix dla dzieci w 42 krajach i otrzymał trzy nominacje do prestiżowych amerykańskich nagród NAACP Image Awards, przyznawanych za największe osiągnięcia w kulturze afroamerykańskiej. Niezwykła popularność serialu wpłynęła na znaczący rozwój programu produktów konsumenckich, który -w efekcie -objął swoim zasięgiem 35 licencjobiorców, w tym partnerstwa globalne z firmami Mattel, Scholastic czy Universal Music. Scenariusz serialu ,,Świat Karmy”jest oparty na historii Karmy, najstarszej córki Ludacrisa, wielokrotnie nagradzanego rapera i aktora znanego z ról w filmach „Szybcy i wściekli”, „Miasto gniewu” i w serialu „Fear Factor”. Największym marzeniem tytułowej bohaterki jest zostać raperką, a wielki talent i jeszcze większe serce to idealne ku temu predyspozycje. Każdy odcinek wypełniony jest po brzegi hip-hopowym rytmem, streetwearową modą, oryginalną choreografią i zawadiackim humorem, do którego przyzwyczaił widzów pierwszy sezon serialu.

Serial porusza tak ważne dla dzieci tematy jak wartość ekspresjii odnalezienie własnego głosu, tożsamość i potrzeba przynależności do zaufanej społeczności. W drugim sezonie pojawią się nowe postaci, nieznane dotąd lokalizacje oraz bardzo aktualne zagadnienia, jak ciało pozytywność, lęk czy presja społeczna.

Serial dla dzieci dostępny na Netflix.

Premiera 10 Marca 2022

Tagi: , , ,

9 marca, 2022


Oszust z Tindera – Recenzja


Aplikacji Tinder nikomu nie trzeba przedstawiać. A jeśli trzeba, to jest to aplikacja, dzięki której można poznać miłość swojego życia poprzez świat wirtualny. Ale czy tak zawsze jest? Jak pokazuje najnowszy dokument z Netflixa, nie do końca.

Oszust z Tindera jest idealnym przedstawieniem tego, co pokazuje popularny program MTV Catfish – polowanie na internetowych oszustów. Z tym małym wyjątkiem, iż tu mamy do czynienia na skalę międzynarodową i multimilionową.

Simon Leviev, bo to o nim będzie mowa, jest typowym oszustem, który znalazł idealny sposób na życie w luksusie: idealne konto na Instagramie, czułe, odpowiednio dobrane słowa – wręcz z psychologiczną precyzją. Wszystko dobrze zaplanowane. Ale jedna z poszkodowanych kobiet postanowiła dorwać drania.

Jak się dowiadujemy z dokumentu Oszust z Tindera nie jest to wcale takie proste, mimo że kobiety potrafiły stracić nawet pół miliona dolarów. Policja nie działa tak sprawnie, a już tym bardziej w przypadku, gdy trzeba koordynacji prac na całym globie.

Sposób na dziewczyny z Tindera był prosty. Simon Leviev – syn bogatego ojca handlującego diamentami. Do tego wystawne życie, szybkie samochody, co rusz inny pięciogwiazdkowy hotel w innym kraju i podróże prywatnym samolotem. Budzi to duże zaufanie i mało która kobieta by się oparła. W szczególności, że wszędzie był przy nim ochroniarz. Przykrywka bardzo trudna do zdemaskowania, ponieważ nawet odpytując Google’a, w wynikach wyszukiwania, o Simonie nic nie było. Więc kobiety naiwnie wierzyły, że to wszystko prawda.

Przekręt jednak musi działać, a tutaj chodziło o wyłudzenie dużej kwoty, aby pokryć wydatki na inne dziewczyny oraz swoje zachcianki. Sfingowane napady, tymczasowe trudności finansowe oraz ukrywanie się przed osobami, które rzekomo chciały dopaść Simona. Wszystko to potęgowało chęć niesiena pomocy swojemu nowemu, bogatemu chłopakowi, bo przecież odda potem te pieniądze.

Książki romantyczne, kasowe ekranizacje dla Pań sławnego Grey’a oraz chęć bycia księżniczką opływającą w luksusy sprawia, że łatwiej jest nam nie zwracać uwagi na czerwone światła ostrzegawcze. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że Panie z dokumentu były naiwne, one po prostu szukały swojej wymarzonej miłości.

Dokument wart uwagi, nie tylko dla Pań ku przestrodze, ale również dla Panów.

A jeśli Ci będzie mało to na Netfliksie znajdziesz również dobry dokument tej samej autorki, Felicity Morris, pod tytułem “ODWAL SIĘ OD KOTÓW: POLOWANIE NA INTERNETOWEGO MORDERCĘ”

Oszust z Tindera – zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , ,

9 lutego, 2022


Dexter Sezon 9 New Blood (Sezon 1)


Dexter Morgan – tę postać każdy wielbiciel seriali kryminalistycznych, lub o seryjnych mordercach, doskonale kojarzy. Samo wypowiadanie w głowie imienia Dexter nasuwa skojarzenia i specyficzny głos Micheala C. Halla, który na nowo wciela się, w dziewiątym sezonie, w Dextera. Dexter New Blood startuje jako pierwszy sezon i oto w ten sposób zgrabnie odcięto się od poprzedniej serii. Mamy więc dziewiąty sezon startujący pod nową nazwą, z nową obsadą i oznaczony jako sezon pierwszy.

Nowy sezon jest tak dobry jak wygodny fotel, gdzie doskonale wiesz, że dostajesz to, na co czekałeś tyle lat! Nowa krew sprowadza się w zasadzie do dwóch wątków. Nowego seryjnego mordercy i Harrisona, dziecka Dextera. Odpowiadając na pytanie, czy są one na tyle ciekawe, aby ponownie wzbudzić miłość do serialu? Tak i nie.

Na TAK jest wątek z seryjnym mordercą, który naprawdę jest ciekawie zrealizowany i wciąga. Bo nie ma nic fajniejszego niż podchody dwóch seryjnych morderców.

Na NIE jest wątek z synem Harrisonem. Jest to totalnie, według mnie, niedobrany aktor do tej roli. Albo została ta postać kiepsko napisana. W rolę Harrisona wciela się Jack Alcott, który jest mega irytujący na ekranie. Sposób jego gry i próby przekazywania emocji totalnie do mnie nie trafiały.

New Blood to również małe powroty – Deb (Jennifer Carpenter), siostry Dextera, czy Angela Batisty (David Zayas). Batista ma występy epizodyczne. Natomiast Deb pojawia się znacznie częściej.

Dziesięcioodcinkowy pierwszy sezon w większości wypada bardzo dobrze. Gdyby nie końcówka, poczynając od końca ósmego odcinka. To wówczas zaczyna się lawina zdarzeń, która przeczy zachowaniu Dextera, gdzie na koniec dostajemy bardzo niesmaczny i rozczarowywujący finał. Można odnieść wrażenie, że serial został na siłę skrócony lub zabrakło pomysłów jak wybrnąć z finałowej potyczki.

Wątpię, abyś był zadowolony z finałowego odcinka, mnie totalnie rozczarował zarówno sam wątek Dextera jak i jego irracjonalne zachowanie, które przeczyło całej jego filozofii zabijania.

Pochwalić trzeba natomiast świeżynki, które pojawiły się w pierwszym sezonie, może nie ostatnim. Mowa tu o nowych postaciach: Johnny Sequoyah, Julia Jones, Alano Miller, Clancy Brown i Jamie Chung. Te postacie wprowadzają do serialu świeżość, na którą czekałem z nowym sezonem. I nie zawiodłem się.

Podsumowując, stary dobry znany nam Dexter Morgan wrócił i zaprezentował się tak jakby ostatni sezon Dextera był zaledwie rok temu. A przypomnę, że od ósmego sezonu minęło już okrągłych osiem lat. Czy polecam nowy sezon? Zdecydowanie tak, ponieważ jest to miła podróż do starych dobrych czasów, gdzie czekało się na każdy nowy odcinek seryjnego mordercy, który za dnia pracował jako analityk śladów krwi w Miami Metro Police Department. Oczywiście ocena 7/10 nie bierze się znikąd, bo mamy dziury w fabule, ucięte wątki, jak z Molly, czy wspomniane wyżej zakończenie pierwszego sezonu.

Serial jest dostępny na platformie Hulu.

Dexter New Blood (zwiastun)

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

18 stycznia, 2022


Nie patrz w górę – Paradoksalnie słaby


Nie patrz w górę to film paradoksalnie słaby i ze zmarnowanym potencjałem. Obsada tego filmu jest wybitna, gra nawet przyzwoita, ale cały scenariusz i realizacja po prostu ciężką jest do strawienia.

Rzućmy okiem na obsadę, bo pod tym względem jest na bogato! Leonardo DiCaprio (Dr Randall Mindy), Jennifer Lawrence (Kate Dibiasky), Meryl Streep (Prezydent Janie Orlean), Cate fBlanchett (Brie Evantee), Rob Morgan (Dr Teddy Oglethorpe), Jonah Hill (Jason Orlean), Mark Rylance (Peter Isherwell), Tyler Perry (Jack Bremmer), Timothée Chalamet (Yule), Ron Perlman (Benedict Drask), Ariana Grande (Riley Bina), Kid Cudi (DJ Chello), Himesh Patel (Phillip), Melanie Lynskey (June Mindy), Michael Chiklis i inni. Można powiedzieć, iż sami aktorzy powinni zagwarantować wysoką jakość produkcji. Nic bardziej mylnego!

Nowa produkcja Netflixa “Nie patrz w górę” jest długa, nudna i paradoksalnie słabą produkcją. Koś powie, że to komedio-dramat, ale elementów komediowych tam nie znajdziemy. Bardziej parę sfrustrowanych naukowców, którzy chcą przekazać, iż koniec ludzkości jest bliski. Gdzie najwyższe władze plus dziennikarze ich potocznie mówiąc “zlewają”.

Rozumiem, w którą stronę to przerysowanie szło Panie Adam McKay. Reżyser filmu notabene. Połączenie filmu katastroficznego z komedią jest totalnym niewypałem. Nie dlatego że obsada zawodzi, tylko dlatego, iż brakuje tu dreszczyku emocji. Zagrożenia, jakie powstają w przypadku wykrycia zdarzenia globalnego. Wydaje mi się, iż nasza inteligencja nie pozwala nam traktować tego typu wydarzeń dla jaj. Przez co irracjonalne zachowanie polityków bardziej irytuje niż bawi!

Kolejnym mankamentem to praca kamery, odniosłem wrażenie, że miało to być kręcone z osoby trzeciej ala uczestnika wszystkich wydarzeń. Taka osoba, która trzyma kamerę i jest członkiem ekipy aktorskiej. Te najazdy ciecia w ogóle mi nie pasowały do narracji.

Nie patrz w górę to takie połączenie poważnej gry Leonardo DiCaprio oraz Jennifer Lawrence z komediowymi duchami Meryl Streeep i Jonah Hill. Kontrast jest na tyle duży, że razi odbiorcę. Po pierwszych 20 może godzinie miałem ochotę wyłączyć tę spektakularną klapę. Ale doszedłem do wniosku, że będzie to idealna recenzja, która pokazuje, na które filmy nie warto tracić czasu!

Don’t look up (Nie patrz w górę) – omijamy szerokim łukiem i nadajcie się nabrać na znakomitą obsadę.

Nie patrz w górę – Zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

10 stycznia, 2022


The I-Land – można było to lepiej zrobić. Recenzja


Średnio oceniany serial Netflixowy, który porównywany jest to Lost. W moim odczucie zupełnie nie słusznie. Kto przerwał oglądanie po pierwszym odcinku może tylko żałować.

The I-land ma jedną wspólną cechę z serialem “Lost” (Zagubieni) i jest nią tylko tajemnicza wyspa! Poza tym nie ma wspólnych mianowników może poza dobrą tajemniczością i zagadkami. Dreszczowiec science fiction, który wciąga i zaskakuje i potrafi robić dobre zwroty fabularne.

Dziesięć osób budzi się na tajemniczej wyspie nie pamiętając swojej tożsamości, ani przeszłości. Nie wiedzą, jak się znaleźli na wyspie oraz czemu się tutaj znaleźli. Jedno jest pewne każdy będzie chciał przetrwać.

The I-Land jest produkcją siedmio odcinkową i jest to wydaje mi się jednym z największych minusów tego serialu. Ponieważ nie poradnie poradzono sobie z opowiadaniem historii ludzi będących na wyspie. Uwaga na mały spoiler. Dowiadujemy się, że to eksperyment serial traci na swojej tajemniczości, mimo że nie odkrywa jeszcze wszystkich kart.

W trzecim odcinku dochodzi do przełamania i tutaj upatruje negatywnych ocen, ponieważ dalej historia nie toczy się już po “Lostowemu”. A przecież tak fajnie się zapowiadało… Być może niektórych recenzentów poniosła nostalgia i tęsknota za lostami. Ale jakby nie patrzeć serial ogląda się bardzo dobrze, a fabularnie cały czas trzyma widzów w przyzwoitym zaciekawieniu.

W ostatnim odcinku dostajemy pełne wyjaśnienie całej zaistniałej sytuacji. Łącznie z wyjaśnieniem futurystycznego więzienia. Więc ostatecznie widz dostaje cała zamknięta historie.

Oczywiście serial nie jest bez wad. Wskażcie mi serial, który niema ani jednej wady. Zdarza się brak konsekwentności czy niektóre postacie mogę irytować swoją grą. Historia sama w sobie i jej umiejscowienie jest na tyle dobre, że można się pochylić na pozycją.

Ponieważ można sobie pogdybać i gdyby tak dać serialowi się rozwinąć i podzielić go na dwa sezony po 10 odcinków. A historie bohaterów przedstawiać w szerszej perspektywie i ich psychologiczne motywy. Wówczas seria zyskałby na jakości, a tak mamy tylko przebłyski bez większej narracji. Widać zastosowany został bardzo duży kompromis i wyszło średnio. Nie mogę dać wiary, że scenarzysta, pisząc nie chciał opowiedzieć całej historii.

Jeśli lubisz zagadkę i niestandardową fabułę to pozycja może Cię zaciekawić.

3 stycznia, 2022


Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – Recenzja


Po bardzo długim okresie wreszcie nowy film Marvela trafił na ekrany. Celowo pomijam Czarną wdowę, ponieważ nie rozpoczynał on żadnej fazy, a raczej był zapchaj dziurą o wiele spóźnioną w całym uniwersum. Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to tak zwany “origin story” bohatera Shang-Chi.

Historia dalekiego wschodu, ale osadzona po części w amerykańskiej rzeczywistości. Nasz bohater skrywa swoje sekrety, które podczas seansu wychodzą jeden po drugim. Shang-Chi, w towarzystwie wieloletniej przyjaciółki Katy (Awkwafina), udaje się na Wschód, aby ostrzec swoją siostrę Xialing przed możliwym zagrożeniem. Na jej życie prawdopodobnie czyha ich własny ojciec, czyli legendarny przywódca organizacji Dziesięciu pierścieni, Xu Wenwu (Tony Chiu-Wai Leung) aka mandaryn. To tutaj dopiero akcja się rozpędza i przyspiesza z minutę na minutę.

Xu Wenwu, który sobie żyje od kilku tysięcy lat postanawia odnaleźć zmarłą żonę. A do tego zadania potrzebne mu są własne dzieci. Shang-Chi, Katy i Xialing nie godzą się na podejście ojca, który chce zdziesiątkować mistyczną wioskę.

Trzeba przyznać, że walki są bardzo wysokim poziomie i ogląda się je bardzo przyjemnie. Jednak brakuje trochę tutaj typowego azjatyckiego kina kopanego. Wszystko jest powściągnięte i przygotowane pod amerykańskiego widza. Z jednej strony może to i dobrze, bo gdyby amerykański widz zobaczył latających ninja czy wojowników. Mógłby to źle odebrać z pomyśleć “WTF”.

Przyczepić się można do animacji, a przynajmniej tych w początkowej fazie, gdzie rozgrywa się walka w autobusie. Sprawne oko wyłapie, o czym mowa, reszta będzie zafascynowana walka. Tak czy inaczej, mogę napisać, że pozostała część jest w porządku. Nie uprzedzając faktów jest na co poprzeć w finałowej walce, aczkolwiek jest stanowcza zbyt prosta i krótka. W końcu w tej fazie należałoby się mierzyć już z zawodnikami co najmniej pierwszo-ligowymi.

Fabuła nie jest zbyt pokręcona więc nikt niepewien mieć problemów z jej zrozumieniem. Nie jest to też film mega zwrotów akcji, jak to bywa w filmach wprowadzających nowe postacie.

Na pewną miłą niespodzianką jest gościnny występ Wonga tego od Doktora Strage. Szkoda, że Marvel nie idzie głębiej tą ścieżką, przez co wszystkie historie lepiej by się zazębiały. Nadal nie dostajemy wyjaśnienia co Wong robi z Abominacją. Ale coś czuje, że w kolejnej części “Doctor Strange in the Multiverse of Madness” się dowiemy.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to takie małe dalsze nieśmiałe w powadzenie do multiwersum filmwego. Marvel musi po części wszystko tłumaczyć teraz dwa razy. Raz dla widzów seriali, a drugi dla widza kinowego, ponieważ te dwie grupy nie zawsze się będą pokrywać.

Tu mam pewną obawę o ile widzowie z innych kontynentów doskonale sobie radzą z zawiła fabuła łączona na wiele filmów to amerykański widz już nie bardzo. Co już nie raz pokazywały seriale anulowane ze względu na skomplikowaną fabułę. Trzymam kciuki, aby tym razem tak nie było w przypadku Marvelowskich filmów. Oby to wszystko było dobrze zaplanowane i zgrane ze sobą.

Jak najbardziej polecam wybrać się do kina. Dobra rozrywka na wysokim poziomie. Zwiastuny pokazywane nie zdradzają za wiele więc tym bardziej przyjemnie się ogląda film, gdy dostajesz objawieeie… “aaa to tak wygląda naprawdę”.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to lekka przygoda, na której nie będziecie się nudzili. Polecam!

Ps. Są dwie sceny po napisach więc warto zostać do samego końca.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

27 września, 2021


Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) – Recenzja


Studio Disney przyzwyczaiło nas do pewnego poziomu swoich rodzinnych, familijnych, przygodowych produkcji. Wyprawa do dżungli pod względem obsady aktorskiej jest lekko nietrafiona. Po seansie ciężko mi określić, do jakiego widza jest ten film skierowany. Do bardzo młodego na pewno nie bo nic specjalnego dla dzieci tam nie ma. Do starszego? Też raczej nie bo więcej w filmie fikcji niż realnych faktów.

Odniosłem wrażenie, że Disney zwyczajnie potrzebował czegoś innego na ten moment. Taką zapchaj dziurę w swoim kalendarzu premierowym. Jungle Cruisie powinien od razu trafić na platformę VOD, a premiera kinowa nie powinna mieć miejsca. Fabularnie jest naprawdę cienko. Lecimy po sznurku bez żadnych spektakularnych zwrotów akcji. W dodatku wymuszane teksty, które miały bawić widownie są tak zwanymi sucharami. Dwayne Johnson (Frank) jest przeniesiony wprost z Jumanji niema w tej postaci żadnego powiewu świeżości. Emily Blunt (Lily) za to bardzo przyzwoicie z przysłowiowym kopem. Jesse Plemons (Prince Joachim) najbardziej irytująca postać w całym filmie, która chyba miała być tą zabawną i zarazem antagonistyczną. Wyszło irytująco i mało śmiesznie. Niemiecki akcent i rozpieszczone zachowanie całkowicie zrujnowało wizerunek w moich oczach dla tej postaci. Z każdym wypowiadanym zdaniem miałem ochotę zakończyć seans filmowy.

Fabuła cóż w skrócie można opisać tak. Charyzmatyczny Frank, który jest kapitanem łodzi boryka się z finansowymi problemami. Trafia na odważną badaczkę Lily, która to przedstawia mu ciekawy plan na dotarcie do drzewa życia, aby zdobyć kwiaty. Na przeszkodzie stanie im Książę Joachim oraz starzy znajomi, których to spętała klątwa na wieki. Więc to taki miszmasz Jumanji i Piratów z Karaibów.

Wizualnie jak na studio Disneya przystało jest miło, na poziomie i przyjemnie. Szczególną uwagę przykuwa proxima, “mały” kotek.

Muzycznie jest spaprane niestety i tu mam największy zarzut. Podkład daje orkiestra i było to fajne w przypadku Piratów z Karaibów tam muzyka była dobrana perfekcyjnie. Tutaj mamy coś na zasadzie spektaklu teatralnego gdzie natężenie czy też rozwój akcji nie zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie. Kuło mnie to po uszach, jak i psuło odbiór. Brakowało mi w tym wszystkim przekazu o większej amplitudzie emocji takich z pompą!

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) jest dla mnie w odbiorze bardzo, ale to bardzo przyzwoitym średniakiem. Ponieważ chciano upakować w jeden film kilkanaście dobrze znanych motywów z innych produkcji wyszło nijako. Ani to Piraci z Karaibów, ani Indiana Jones, a nawet nie Jumanji to kolejny film z wyprawą do dżungli.Kina nie polecam, a tym bardziej wypadu całą rodziną i gdyby to ten film “Wyprawa do dżungli” miałaby być główna atrakcja dla dzieci.

Ps. Polecam nie oglądać zwiastunów, jeśli planujecie seans.

Wyprawa do dżungli – zwiastun pl

Tagi: , , , , , , , , ,

9 sierpnia, 2021


Kruk. Szepty, które słychać nocą – Amerykańskie podejście


Sześcioodcinkowy serial o siatce pedofilów i problemach psychologicznych osób, które przeszły przez taki koszmar. Serial z podejściem amerykańskim, gdzie nie ma obwijania w bawełnę. Polska produkcja, ale czuć tutaj ten powiew serialu za oceanu. To dobra wiadomość warto się wzorować na dobrych produkcjach, które osiągnęły sukces.

Główny bohater Kruk (Michał Żurawski) jedzie do Białegostoku, aby zająć się przemytem papierosów. Jednak ma też ukryty cel zdemaskować siatkę pedofilii. Kruk napotyka niespodziewane kłopoty i w międzyczasie musi zająć się porwaniem niewidomego dziecka wnuka kolnego bosa mafii Zygmunta Morawskiego (Jerzy Schejbal).

Serial oferuje dużo emocji i jeszcze więcej zagadek. Aczkolwiek dwa pierwsze odcinki są najsłabsze ze wszystkich, bowiem akcje toczy się niczym wyścig ślimaków i nie bardzo wiadomo, o co chodzi głównemu bohaterowi. Natomiast kolejne odcinki to już inna liga! Wciągają na maksa i nadają zupełnie inne tempo narracji. Przy okazji zagadka do rozszyfrowania pozostaje tajemnicą do ostatniego odcinka.

Kruk to postać dość kontrowersyjna z dużymi problemami natury psychologicznej. Stara się pomóc swojemu przyjacielowi Sławkowi (Cezary Łukaszewicz), który również jak on został skrzywdzony w młodości. Chłopców niegdyś łączyła braterska przyjaźń, a teraz staną ramie w ramie, aby pokonać swoje demony przeszłości.

Serial jest rozbudowany o kilka wątków i doskonale się broni zarówno pod względem psychologicznym, jak i kryminalnym. Postacie są rozbudowane i ciekawe sportretowane. Wysiłek w głębsze zróżnicowanie postaci zwyczajnie się opłacił. Każda ważniejsza postać ma swój charakter i cały zestaw cech.

Canal+ naprawdę bez ściemy stanął na wysokości zadania. Oczywiście można by pokierować trochę inaczej głównym wątkiem, ponieważ ostatni odcinek zbyt szybko zdradza antagonistę/ofiarę. Brawa dla Marcina Bosaka mega rola, aż szkoda, że nie było więcej jego postaci i tego klimatu ostatniego odcinaka, który jest brutalny oraz rzeczowy do szpiku kości.

Nie ma idealnych seriali zawsze można coś znaleźć i się przyczepić. Jak słabsze aktorstwo osób postronnych czy brakującej czasem konsekwencje w porach dnia. To naprawdę to małe drobiazgi, które będą przeszkadzać tylko czepialskim.

Zdecydowanie jestem zaskoczony tym serialem, że po pierwsze wyszedł tak dobrze. Po drugie tematyka ciężka do realizacji i tu został temat dobrze ujęty. Po trzecie psychologia, tutaj również serial nie zwodzi.

W serialu nie zabrakło elementów miejscowego folkloru, seanse spirytystyczne. Ten element dodawał uroku takiego dziwnego. (True detective) mi się przypominał.

Dziwne, że trafiłem na ten serial przypadkiem i medialnie nie uzyskał większego rozgłosu, albo po prostu go przeoczyłem.

Jak zawsze przypominam, że polskie seriale nie są moim ulubioną częścią rozrywki. Przyczyny są dość proste i prozaiczne, ale o tym nie w tej recenzji.

Bardzo chciałbym pochwalić Michała Żurawskiego i Marcina Bosaka, który rozkwitli w tym serialu i pokazali się z jak najlepszej strony. Ogólnie rzecz biorąc dobór postaci bardzo trafiony i każdy dał z Ciebie, aby zadowolić widza na sam koniec.

Jako że już trochę czasu minęło od premiery (2018) więc poszperałem w sieci i znalazłam, iż będzie drugi sezon, mimo iż zakończenie serialu jest dość jasne.

Polecam! Przemęczcie te dwa pierwsze odcinki, a gwarantuje, że reszta serialu wam to wynagrodzi.

Zwiastun – Kruk – Szepty, które słychać nocą

Serial można obejrzeć na platformie Player.pl z wykupionym dostępem do Canal plus.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

2 marca, 2021


Wireless – 8 minutowy format


Nadzwyczaj interesujący i dzisiejszy serial Wireless.Akcja całego serialu dziele się praktycznie w samochodzie gdzie młody student college’u wraca właśnie do kampusu. Podczas powrotu jest zmuszony jechać objazdową drogą, ponieważ doszło do wypadku. Przemierza góry Kolorado, gdzie wszystko może się wydarzyć.

W rolę studenta Andiego wciela się Tye Sheridan, świetnie się wczuł w rolę. Andy jest świeżo po rozstaniu się z dziewczyną. Podczas podróży nie może o niej zapomnieć i cały czas przegląda swój telefon sprawdzając social media.

To nie jest jedyny problem Andiego, strata ojca, utrata dziewczyny, nie radząca sobie w życiu matka. Sprawia, że on sam też zaczyna się w swoim życiu gubić, a jedną rzeczą, która trzyma go na powierzchni jest telefon i używki.

Serial jest skonstruowany i podzielony na dziesięć odcinków. Jednak wszystkie one mają po około osiem minut. Co jest po części zaletą, bo nie ma dłużyzn, a jest też wada, bo nie sposób jest rozwinąć dobrze i dokładnie wątków.

Wątków jednakże w serialu za dużo nie ma, ponieważ wszystko kręci się wokoło Andiego i jego życia. Nie bez przyczyny wspomniałem wyżej o konstrukcji serialu i jego podziale. Każdy odcinek to 10 procent baterii.

Zbliżając się do finału serialu baterii jest coraz mniej, a kłopoty Andiego zaczynają się akumulować! Śnieżyca, ziąb i alkohol wcale mu nie pomagają. A gdy zostaje uwieziony w aucie bez dostępu do sieci zaczyna sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji. Jest to kulminacyjny punkt, gdzie bohater zaczyna rozumieć, że alkohol nie jest wyjściem. A jego zachowanie w stosunku do przyjaciół i znajomych było dalece od ideału. Lekcja surwiwalu właśnie się rozpoczęła.

Serial pokazuje tutaj dzisiejszy problem uzależniania nie tylko używkami, ale i od technologii. Stara się pokazać w typowe myślenie nastolatków, gdzie odpowiedzialność za siebie jest gdzieś daleko z tyłu głowy. A poleganie na samej technologi czasem nie wystarcza.

Wireless nie jest serialem bez wad. Relacje międzyludzkie przez czas trwania odcinków wydają się spłycone i pozbawione emocji. Sam Andi czasem zachowuje się irracjonalnie i głupkowato.

Ponieważ serial jest krótki i ogląda się go dobrze za jednym razem, mimo małych swoich ułomności mogę Ci go polecić. Głównym argumentem jest tutaj psychologia tego serialu i inny format niż zazwyczaj.

Wireless – zwiastun

Tagi: , , , , , , , ,

31 stycznia, 2021


Page 1 of 25

Znalazłaś/eś literówkę, brak przecinką, coś w zdaniu nie gra? Zaznacz fragment lub całe zdanie naciśnij i przytrzymaj CTRL oraz ENTER. Wskaż błąd i zaproponuj poprawkę. Dziękuję.