Found 245 Results
Page 1 of 25

Dexter Sezon 9 New Blood (Sezon 1)


Dexter Morgan – tę postać każdy wielbiciel seriali kryminalistycznych, lub o seryjnych mordercach, doskonale kojarzy. Samo wypowiadanie w głowie imienia Dexter nasuwa skojarzenia i specyficzny głos Micheala C. Halla, który na nowo wciela się, w dziewiątym sezonie, w Dextera. Dexter New Blood startuje jako pierwszy sezon i oto w ten sposób zgrabnie odcięto się od poprzedniej serii. Mamy więc dziewiąty sezon startujący pod nową nazwą, z nową obsadą i oznaczony jako sezon pierwszy.

Nowy sezon jest tak dobry jak wygodny fotel, gdzie doskonale wiesz, że dostajesz to, na co czekałeś tyle lat! Nowa krew sprowadza się w zasadzie do dwóch wątków. Nowego seryjnego mordercy i Harrisona, dziecka Dextera. Odpowiadając na pytanie, czy są one na tyle ciekawe, aby ponownie wzbudzić miłość do serialu? Tak i nie.

Na TAK jest wątek z seryjnym mordercą, który naprawdę jest ciekawie zrealizowany i wciąga. Bo nie ma nic fajniejszego niż podchody dwóch seryjnych morderców.

Na NIE jest wątek z synem Harrisonem. Jest to totalnie, według mnie, niedobrany aktor do tej roli. Albo została ta postać kiepsko napisana. W rolę Harrisona wciela się Jack Alcott, który jest mega irytujący na ekranie. Sposób jego gry i próby przekazywania emocji totalnie do mnie nie trafiały.

New Blood to również małe powroty – Deb (Jennifer Carpenter), siostry Dextera, czy Angela Batisty (David Zayas). Batista ma występy epizodyczne. Natomiast Deb pojawia się znacznie częściej.

Dziesięcioodcinkowy pierwszy sezon w większości wypada bardzo dobrze. Gdyby nie końcówka, poczynając od końca ósmego odcinka. To wówczas zaczyna się lawina zdarzeń, która przeczy zachowaniu Dextera, gdzie na koniec dostajemy bardzo niesmaczny i rozczarowywujący finał. Można odnieść wrażenie, że serial został na siłę skrócony lub zabrakło pomysłów jak wybrnąć z finałowej potyczki.

Wątpię, abyś był zadowolony z finałowego odcinka, mnie totalnie rozczarował zarówno sam wątek Dextera jak i jego irracjonalne zachowanie, które przeczyło całej jego filozofii zabijania.

Pochwalić trzeba natomiast świeżynki, które pojawiły się w pierwszym sezonie, może nie ostatnim. Mowa tu o nowych postaciach: Johnny Sequoyah, Julia Jones, Alano Miller, Clancy Brown i Jamie Chung. Te postacie wprowadzają do serialu świeżość, na którą czekałem z nowym sezonem. I nie zawiodłem się.

Podsumowując, stary dobry znany nam Dexter Morgan wrócił i zaprezentował się tak jakby ostatni sezon Dextera był zaledwie rok temu. A przypomnę, że od ósmego sezonu minęło już okrągłych osiem lat. Czy polecam nowy sezon? Zdecydowanie tak, ponieważ jest to miła podróż do starych dobrych czasów, gdzie czekało się na każdy nowy odcinek seryjnego mordercy, który za dnia pracował jako analityk śladów krwi w Miami Metro Police Department. Oczywiście ocena 7/10 nie bierze się znikąd, bo mamy dziury w fabule, ucięte wątki, jak z Molly, czy wspomniane wyżej zakończenie pierwszego sezonu.

Serial jest dostępny na platformie Hulu.

Dexter New Blood (zwiastun)

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

18 stycznia, 2022


Nie patrz w górę – Paradoksalnie słaby


Nie patrz w górę to film paradoksalnie słaby i ze zmarnowanym potencjałem. Obsada tego filmu jest wybitna, gra nawet przyzwoita, ale cały scenariusz i realizacja po prostu ciężką jest do strawienia.

Rzućmy okiem na obsadę, bo pod tym względem jest na bogato! Leonardo DiCaprio (Dr Randall Mindy), Jennifer Lawrence (Kate Dibiasky), Meryl Streep (Prezydent Janie Orlean), Cate Blanchett (Brie Evantee), Rob Morgan (Dr Teddy Oglethorpe), Jonah Hill (Jason Orlean), Mark Rylance (Peter Isherwell), Tyler Perry (Jack Bremmer), Timothée Chalamet (Yule), Ron Perlman (Benedict Drask), Ariana Grande (Riley Bina), Kid Cudi (DJ Chello), Himesh Patel (Phillip), Melanie Lynskey (June Mindy), Michael Chiklis i inni. Można powiedzieć, iż sami aktorzy powinni zagwarantować wysoką jakość produkcji. Nic bardziej mylnego!

Nowa produkcja Netflixa “Nie patrz w górę” jest długa, nudna i paradoksalnie słabą produkcją. Koś powie, że to komedio-dramat, ale elementów komediowych tam nie znajdziemy. Bardziej parę sfrustrowanych naukowców, którzy chcą przekazać, iż koniec ludzkości jest bliski. Gdzie najwyższe władze plus dziennikarze ich potocznie mówiąc “zlewają”.

Rozumiem, w którą stronę to przerysowanie szło Panie Adam McKay. Reżyser filmu notabene. Połączenie filmu katastroficznego z komedią jest totalnym nie wypałem. Nie dlatego że obsada zawodzi, tylko dlatego, iż brakuje tu dreszczyku emocji. Zagrożenia, jakie powstaje w przypadku wykrycia zdarzenia globalnego. Wydaje mi się, iż nasza inteligencja nie pozwala nam traktować tego typu wydarzeń dla jaj. Przez co irracjonalne zachowanie polityków bardziej irytuje niż bawi!

Kolejnym mankamentem to praca kamery, odniosłem wrażenie, że miało to być kręcone z osoby trzeciej ala uczestnika wszystkich wydarzeń. Taka osoba, która trzyma kamerę i jest członkiem ekipy aktorskiej. Te najazdy ciecia w ogóle mi nie pasowały do narracji.

Nie patrz w górę to takie połączenie poważnej gry Leonardo DiCaprio oraz Jennifer Lawrence z komediowymi duchami Meryl Streeep i Jonah Hill. Kontrast jest na tyle duży, że razi odbiorcę. Po pierwszych 20 może godzinie miałem ochotę wyłączyć tę spektakularną klapę. Ale doszedłem do wniosku, że będzie to idealna recenzja, która pokazuje, na które filmy nie warto tracić czasu!

Don’t look up (Nie patrz w górę) – omijamy szerokim łukiem i nadajcie się nabrać na znakomitą obsadę.

Nie patrz w górę – Zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

10 stycznia, 2022


The I-Land – można było to lepiej zrobić. Recenzja


Średnio oceniany serial Netflixowy, który porównywany jest to Lost. W moim odczucie zupełnie nie słusznie. Kto przerwał oglądanie po pierwszym odcinku może tylko żałować.

The I-land ma jedną wspólną cechę z serialem “Lost” (Zagubieni) i jest nią tylko tajemnicza wyspa! Poza tym nie ma wspólnych mianowników może poza dobrą tajemniczością i zagadkami. Dreszczowiec science fiction, który wciąga i zaskakuje i potrafi robić dobre zwroty fabularne.

Dziesięć osób budzi się na tajemniczej wyspie nie pamiętając swojej tożsamości, ani przeszłości. Nie wiedzą, jak się znaleźli na wyspie oraz czemu się tutaj znaleźli. Jedno jest pewne każdy będzie chciał przetrwać.

The I-Land jest produkcją siedmio odcinkową i jest to wydaje mi się jednym z największych minusów tego serialu. Ponieważ nie poradnie poradzono sobie z opowiadaniem historii ludzi będących na wyspie. Uwaga na mały spoiler. Dowiadujemy się, że to eksperyment serial traci na swojej tajemniczości, mimo że nie odkrywa jeszcze wszystkich kart.

W trzecim odcinku dochodzi do przełamania i tutaj upatruje negatywnych ocen, ponieważ dalej historia nie toczy się już po “Lostowemu”. A przecież tak fajnie się zapowiadało… Być może niektórych recenzentów poniosła nostalgia i tęsknota za lostami. Ale jakby nie patrzeć serial ogląda się bardzo dobrze, a fabularnie cały czas trzyma widzów w przyzwoitym zaciekawieniu.

W ostatnim odcinku dostajemy pełne wyjaśnienie całej zaistniałej sytuacji. Łącznie z wyjaśnieniem futurystycznego więzienia. Więc ostatecznie widz dostaje cała zamknięta historie.

Oczywiście serial nie jest bez wad. Wskażcie mi serial, który niema ani jednej wady. Zdarza się brak konsekwentności czy niektóre postacie mogę irytować swoją grą. Historia sama w sobie i jej umiejscowienie jest na tyle dobre, że można się pochylić na pozycją.

Ponieważ można sobie pogdybać i gdyby tak dać serialowi się rozwinąć i podzielić go na dwa sezony po 10 odcinków. A historie bohaterów przedstawiać w szerszej perspektywie i ich psychologiczne motywy. Wówczas seria zyskałby na jakości, a tak mamy tylko przebłyski bez większej narracji. Widać zastosowany został bardzo duży kompromis i wyszło średnio. Nie mogę dać wiary, że scenarzysta, pisząc nie chciał opowiedzieć całej historii.

Jeśli lubisz zagadkę i niestandardową fabułę to pozycja może Cię zaciekawić.

3 stycznia, 2022


Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – Recenzja


Po bardzo długim okresie wreszcie nowy film Marvela trafił na ekrany. Celowo pomijam Czarną wdowę, ponieważ nie rozpoczynał on żadnej fazy, a raczej był zapchaj dziurą o wiele spóźnioną w całym uniwersum. Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to tak zwany “origin story” bohatera Shang-Chi.

Historia dalekiego wschodu, ale osadzona po części w amerykańskiej rzeczywistości. Nasz bohater skrywa swoje sekrety, które podczas seansu wychodzą jeden po drugim. Shang-Chi, w towarzystwie wieloletniej przyjaciółki Katy (Awkwafina), udaje się na Wschód, aby ostrzec swoją siostrę Xialing przed możliwym zagrożeniem. Na jej życie prawdopodobnie czyha ich własny ojciec, czyli legendarny przywódca organizacji Dziesięciu pierścieni, Xu Wenwu (Tony Chiu-Wai Leung) aka mandaryn. To tutaj dopiero akcja się rozpędza i przyspiesza z minutę na minutę.

Xu Wenwu, który sobie żyje od kilku tysięcy lat postanawia odnaleźć zmarłą żonę. A do tego zadania potrzebne mu są własne dzieci. Shang-Chi, Katy i Xialing nie godzą się na podejście ojca, który chce zdziesiątkować mistyczną wioskę.

Trzeba przyznać, że walki są bardzo wysokim poziomie i ogląda się je bardzo przyjemnie. Jednak brakuje trochę tutaj typowego azjatyckiego kina kopanego. Wszystko jest powściągnięte i przygotowane pod amerykańskiego widza. Z jednej strony może to i dobrze, bo gdyby amerykański widz zobaczył latających ninja czy wojowników. Mógłby to źle odebrać z pomyśleć “WTF”.

Przyczepić się można do animacji, a przynajmniej tych w początkowej fazie, gdzie rozgrywa się walka w autobusie. Sprawne oko wyłapie, o czym mowa, reszta będzie zafascynowana walka. Tak czy inaczej, mogę napisać, że pozostała część jest w porządku. Nie uprzedzając faktów jest na co poprzeć w finałowej walce, aczkolwiek jest stanowcza zbyt prosta i krótka. W końcu w tej fazie należałoby się mierzyć już z zawodnikami co najmniej pierwszo-ligowymi.

Fabuła nie jest zbyt pokręcona więc nikt niepewien mieć problemów z jej zrozumieniem. Nie jest to też film mega zwrotów akcji, jak to bywa w filmach wprowadzających nowe postacie.

Na pewną miłą niespodzianką jest gościnny występ Wonga tego od Doktora Strage. Szkoda, że Marvel nie idzie głębiej tą ścieżką, przez co wszystkie historie lepiej by się zazębiały. Nadal nie dostajemy wyjaśnienia co Wong robi z Abominacją. Ale coś czuje, że w kolejnej części “Doctor Strange in the Multiverse of Madness” się dowiemy.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to takie małe dalsze nieśmiałe w powadzenie do multiwersum filmwego. Marvel musi po części wszystko tłumaczyć teraz dwa razy. Raz dla widzów seriali, a drugi dla widza kinowego, ponieważ te dwie grupy nie zawsze się będą pokrywać.

Tu mam pewną obawę o ile widzowie z innych kontynentów doskonale sobie radzą z zawiła fabuła łączona na wiele filmów to amerykański widz już nie bardzo. Co już nie raz pokazywały seriale anulowane ze względu na skomplikowaną fabułę. Trzymam kciuki, aby tym razem tak nie było w przypadku Marvelowskich filmów. Oby to wszystko było dobrze zaplanowane i zgrane ze sobą.

Jak najbardziej polecam wybrać się do kina. Dobra rozrywka na wysokim poziomie. Zwiastuny pokazywane nie zdradzają za wiele więc tym bardziej przyjemnie się ogląda film, gdy dostajesz objawieeie… “aaa to tak wygląda naprawdę”.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni to lekka przygoda, na której nie będziecie się nudzili. Polecam!

Ps. Są dwie sceny po napisach więc warto zostać do samego końca.

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni – zwiastun PL

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

27 września, 2021


Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) – Recenzja


Studio Disney przyzwyczaiło nas do pewnego poziomu swoich rodzinnych, familijnych, przygodowych produkcji. Wyprawa do dżungli pod względem obsady aktorskiej jest lekko nietrafiona. Po seansie ciężko mi określić, do jakiego widza jest ten film skierowany. Do bardzo młodego na pewno nie bo nic specjalnego dla dzieci tam nie ma. Do starszego? Też raczej nie bo więcej w filmie fikcji niż realnych faktów.

Odniosłem wrażenie, że Disney zwyczajnie potrzebował czegoś innego na ten moment. Taką zapchaj dziurę w swoim kalendarzu premierowym. Jungle Cruisie powinien od razu trafić na platformę VOD, a premiera kinowa nie powinna mieć miejsca. Fabularnie jest naprawdę cienko. Lecimy po sznurku bez żadnych spektakularnych zwrotów akcji. W dodatku wymuszane teksty, które miały bawić widownie są tak zwanymi sucharami. Dwayne Johnson (Frank) jest przeniesiony wprost z Jumanji niema w tej postaci żadnego powiewu świeżości. Emily Blunt (Lily) za to bardzo przyzwoicie z przysłowiowym kopem. Jesse Plemons (Prince Joachim) najbardziej irytująca postać w całym filmie, która chyba miała być tą zabawną i zarazem antagonistyczną. Wyszło irytująco i mało śmiesznie. Niemiecki akcent i rozpieszczone zachowanie całkowicie zrujnowało wizerunek w moich oczach dla tej postaci. Z każdym wypowiadanym zdaniem miałem ochotę zakończyć seans filmowy.

Fabuła cóż w skrócie można opisać tak. Charyzmatyczny Frank, który jest kapitanem łodzi boryka się z finansowymi problemami. Trafia na odważną badaczkę Lily, która to przedstawia mu ciekawy plan na dotarcie do drzewa życia, aby zdobyć kwiaty. Na przeszkodzie stanie im Książę Joachim oraz starzy znajomi, których to spętała klątwa na wieki. Więc to taki miszmasz Jumanji i Piratów z Karaibów.

Wizualnie jak na studio Disneya przystało jest miło, na poziomie i przyjemnie. Szczególną uwagę przykuwa proxima, “mały” kotek.

Muzycznie jest spaprane niestety i tu mam największy zarzut. Podkład daje orkiestra i było to fajne w przypadku Piratów z Karaibów tam muzyka była dobrana perfekcyjnie. Tutaj mamy coś na zasadzie spektaklu teatralnego gdzie natężenie czy też rozwój akcji nie zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie. Kuło mnie to po uszach, jak i psuło odbiór. Brakowało mi w tym wszystkim przekazu o większej amplitudzie emocji takich z pompą!

Wyprawa do dżungli (Jungle Cruise) jest dla mnie w odbiorze bardzo, ale to bardzo przyzwoitym średniakiem. Ponieważ chciano upakować w jeden film kilkanaście dobrze znanych motywów z innych produkcji wyszło nijako. Ani to Piraci z Karaibów, ani Indiana Jones, a nawet nie Jumanji to kolejny film z wyprawą do dżungli.Kina nie polecam, a tym bardziej wypadu całą rodziną i gdyby to ten film “Wyprawa do dżungli” miałaby być główna atrakcja dla dzieci.

Ps. Polecam nie oglądać zwiastunów, jeśli planujecie seans.

Wyprawa do dżungli – zwiastun pl

Tagi: , , , , , , , , ,

9 sierpnia, 2021


Kruk. Szepty, które słychać nocą – Amerykańskie podejście


Sześcioodcinkowy serial o siatce pedofilów i problemach psychologicznych osób, które przeszły przez taki koszmar. Serial z podejściem amerykańskim, gdzie nie ma obwijania w bawełnę. Polska produkcja, ale czuć tutaj ten powiew serialu za oceanu. To dobra wiadomość warto się wzorować na dobrych produkcjach, które osiągnęły sukces.

Główny bohater Kruk (Michał Żurawski) jedzie do Białegostoku, aby zająć się przemytem papierosów. Jednak ma też ukryty cel zdemaskować siatkę pedofilii. Kruk napotyka niespodziewane kłopoty i w międzyczasie musi zająć się porwaniem niewidomego dziecka wnuka kolnego bosa mafii Zygmunta Morawskiego (Jerzy Schejbal).

Serial oferuje dużo emocji i jeszcze więcej zagadek. Aczkolwiek dwa pierwsze odcinki są najsłabsze ze wszystkich, bowiem akcje toczy się niczym wyścig ślimaków i nie bardzo wiadomo, o co chodzi głównemu bohaterowi. Natomiast kolejne odcinki to już inna liga! Wciągają na maksa i nadają zupełnie inne tempo narracji. Przy okazji zagadka do rozszyfrowania pozostaje tajemnicą do ostatniego odcinka.

Kruk to postać dość kontrowersyjna z dużymi problemami natury psychologicznej. Stara się pomóc swojemu przyjacielowi Sławkowi (Cezary Łukaszewicz), który również jak on został skrzywdzony w młodości. Chłopców niegdyś łączyła braterska przyjaźń, a teraz staną ramie w ramie, aby pokonać swoje demony przeszłości.

Serial jest rozbudowany o kilka wątków i doskonale się broni zarówno pod względem psychologicznym, jak i kryminalnym. Postacie są rozbudowane i ciekawe sportretowane. Wysiłek w głębsze zróżnicowanie postaci zwyczajnie się opłacił. Każda ważniejsza postać ma swój charakter i cały zestaw cech.

Canal+ naprawdę bez ściemy stanął na wysokości zadania. Oczywiście można by pokierować trochę inaczej głównym wątkiem, ponieważ ostatni odcinek zbyt szybko zdradza antagonistę/ofiarę. Brawa dla Marcina Bosaka mega rola, aż szkoda, że nie było więcej jego postaci i tego klimatu ostatniego odcinaka, który jest brutalny oraz rzeczowy do szpiku kości.

Nie ma idealnych seriali zawsze można coś znaleźć i się przyczepić. Jak słabsze aktorstwo osób postronnych czy brakującej czasem konsekwencje w porach dnia. To naprawdę to małe drobiazgi, które będą przeszkadzać tylko czepialskim.

Zdecydowanie jestem zaskoczony tym serialem, że po pierwsze wyszedł tak dobrze. Po drugie tematyka ciężka do realizacji i tu został temat dobrze ujęty. Po trzecie psychologia, tutaj również serial nie zwodzi.

W serialu nie zabrakło elementów miejscowego folkloru, seanse spirytystyczne. Ten element dodawał uroku takiego dziwnego. (True detective) mi się przypominał.

Dziwne, że trafiłem na ten serial przypadkiem i medialnie nie uzyskał większego rozgłosu, albo po prostu go przeoczyłem.

Jak zawsze przypominam, że polskie seriale nie są moim ulubioną częścią rozrywki. Przyczyny są dość proste i prozaiczne, ale o tym nie w tej recenzji.

Bardzo chciałbym pochwalić Michała Żurawskiego i Marcina Bosaka, który rozkwitli w tym serialu i pokazali się z jak najlepszej strony. Ogólnie rzecz biorąc dobór postaci bardzo trafiony i każdy dał z Ciebie, aby zadowolić widza na sam koniec.

Jako że już trochę czasu minęło od premiery (2018) więc poszperałem w sieci i znalazłam, iż będzie drugi sezon, mimo iż zakończenie serialu jest dość jasne.

Polecam! Przemęczcie te dwa pierwsze odcinki, a gwarantuje, że reszta serialu wam to wynagrodzi.

Zwiastun – Kruk – Szepty, które słychać nocą

Serial można obejrzeć na platformie Player.pl z wykupionym dostępem do Canal plus.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

2 marca, 2021


Wireless – 8 minutowy format


Nadzwyczaj interesujący i dzisiejszy serial Wireless.Akcja całego serialu dziele się praktycznie w samochodzie gdzie młody student college’u wraca właśnie do kampusu. Podczas powrotu jest zmuszony jechać objazdową drogą, ponieważ doszło do wypadku. Przemierza góry Kolorado, gdzie wszystko może się wydarzyć.

W rolę studenta Andiego wciela się Tye Sheridan, świetnie się wczuł w rolę. Andy jest świeżo po rozstaniu się z dziewczyną. Podczas podróży nie może o niej zapomnieć i cały czas przegląda swój telefon sprawdzając social media.

To nie jest jedyny problem Andiego, strata ojca, utrata dziewczyny, nie radząca sobie w życiu matka. Sprawia, że on sam też zaczyna się w swoim życiu gubić, a jedną rzeczą, która trzyma go na powierzchni jest telefon i używki.

Serial jest skonstruowany i podzielony na dziesięć odcinków. Jednak wszystkie one mają po około osiem minut. Co jest po części zaletą, bo nie ma dłużyzn, a jest też wada, bo nie sposób jest rozwinąć dobrze i dokładnie wątków.

Wątków jednakże w serialu za dużo nie ma, ponieważ wszystko kręci się wokoło Andiego i jego życia. Nie bez przyczyny wspomniałem wyżej o konstrukcji serialu i jego podziale. Każdy odcinek to 10 procent baterii.

Zbliżając się do finału serialu baterii jest coraz mniej, a kłopoty Andiego zaczynają się akumulować! Śnieżyca, ziąb i alkohol wcale mu nie pomagają. A gdy zostaje uwieziony w aucie bez dostępu do sieci zaczyna sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji. Jest to kulminacyjny punkt, gdzie bohater zaczyna rozumieć, że alkohol nie jest wyjściem. A jego zachowanie w stosunku do przyjaciół i znajomych było dalece od ideału. Lekcja surwiwalu właśnie się rozpoczęła.

Serial pokazuje tutaj dzisiejszy problem uzależniania nie tylko używkami, ale i od technologii. Stara się pokazać w typowe myślenie nastolatków, gdzie odpowiedzialność za siebie jest gdzieś daleko z tyłu głowy. A poleganie na samej technologi czasem nie wystarcza.

Wireless nie jest serialem bez wad. Relacje międzyludzkie przez czas trwania odcinków wydają się spłycone i pozbawione emocji. Sam Andi czasem zachowuje się irracjonalnie i głupkowato.

Ponieważ serial jest krótki i ogląda się go dobrze za jednym razem, mimo małych swoich ułomności mogę Ci go polecić. Głównym argumentem jest tutaj psychologia tego serialu i inny format niż zazwyczaj.

Wireless – zwiastun

Tagi: , , , , , , , ,

31 stycznia, 2021


WONDER WOMAN 1984 – Nie udane dzieło od DC


Pierwsza część Wonder Woman w zasadzie ratowała całe uniwersum DC. Był to film bardzo poprawy i świetnie się go oglądało. Gal Gadot czarowała na ekranie w każdym momencie. Druga część jest nieudała pod bardzo wieloma względami. Po części można zrzucić winę na pandemie Covid-19 ale czy wysokobudżetowy blockbuster, w którego jest pompowana ogromna ilość pieniędzy nie powinien się oprzeć pandemii? Jak można zobaczyć na ekranie może polec i to z kretesem.

Wonder Woman 1984 dzieje się w latach 80 tych, tym razem Księżna Diana Prince (Gal Gadot) będzie musiała zmierzyć się z Max Lordem (Pedro Pascal) oraz The Cheetah (Kristen Wiig).

Po kolei za reżyserie odpowiada, jak i w pierwszej części Patty Jenkins, która narzekała, iż ma mało czasu na realizacje filmu, ponieważ terminy się skróciły, a ona pracowała nad innym projektem. Z racji przyspieszonego terminu wydania WW84 odstawiła obecny projekt i zaangażowała się w 100% we wspomnianą Wonder Woman 1984. Nawet była zadowolona z obrotu spraw pandemii, bo pozwoliło jej to dopracować projekt i przesunąć datę premiery. Ja się pytam, czy ona widziała końcowy efekt swoje działa? Bo wydaje mi się, że nie! A dlaczego? Już odpowiadam.

Zacznijmy od efektów specjalnych. Można by tu wypikać wiele niecenzuralnych słów. Efekty są tak nie naturalne, że ma się wrażenie typowo lat 80-tych i tamtejszej techniki. Dziwne bieganie jeszcze dziwniejsze latanie i dziwne skoki. Oglądając odnosiłem wrażenie, że to nie jest film wysokobudżetowy a klasy B oczywiście w pewnych momentach. Pod tym względem nie można nic dobrego napisać. Jak Patty Jenkins mogła się zgodzić na tak słabe efekty wizualne. Jest to nie zrozumiałe dla mnie i pewnie nie będzie dla wielu widzów.

Scenariusz to kolejna czara goryczy i gwóźdź do trumny. Mamy wątek miłośny, mamy dwa czarne charaktery, a nawet mamy wątek bogów. Tylko co z tego, jak wszystko jest mdłe bez wyrazu i cukierkowe. Ewidentny brak pomysłu na fabułę, gdy czarne charaktery mogły spokojnie uprzykrzyć życie Dianie Prince. Magiczny kamień spełniający każde życzenie mógł z fabuły zrobić wszystko dosłownie ograniczała tylko wyobraźnia. Sumiennie zmarnowany potencjał fabularny, jak i aktorski.

Lubię aktora Pedro Pascala zagrał poprawnie wczuł się w role, ale do takiego złego charakteru on się nie nadaje. Brakowało mu takiego zakapiorskiego animuszu. Natomiast Kristen Wiig bardzo pozytywny odbiór miała moc przebicia się przez Gal Gadot, a to już coś. Gal Gadot raczej świetnie się czuje w roli Wonder Woman, która z pań by się nie czuła. Więc tutaj poza słabym scenariuszem nic nie można zarzucić. Jednak gwiazda bardzo zbledła przez efekty i scenariusz tego dzieła.

Patty Jenkins zaoferowała nam wycieczkę kolejną na Themyscira. Która w zasadzie nic nie wnosiła do filmu. Mamy odgrzewana miłość i powrót Steve Trevora (Chris Pine), który częściej irytował niż bawił na ekranie. Walki z antagonistami są bardzo przeciętne, a ich długość woła o pomstę do bogów.

Jedyny pozytywny akcent to dobra muzyka, za którą odpowiadał znany Hans Zimmer.

Jest długo jest czasami nudno i cukierkowato. Można mówić o szczęściu, ponieważ można obejrzeć całe widowisko na ekranie telewizora, a nie ekranie kina. Przyjdzie Ci poświęcić dwie godziny i trzydzieści pięć minut na seans, jeśli podejmiesz to ryzyko. Ale zostaniesz nagrodzony, krótką sceną między napisami końcowymi.

Serdecznie nie polecam! To chyba pierwszy film, którego z DC nie polecam i tak słabo oceniam i jestem wielce rozczarowany. Czyżby ostatni bastion w DC universe jakim była Wonder Woman właśnie upadł?

Wonder Woman 1984 – Napisy PL

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

9 stycznia, 2021


Gambit królowej z Marcinem Dorocińskim


Gambit królowej – amerykański siedmioodcinkowy miniserial oparty na powieści Waltera Tevisa pod tym samym tytułem. W obsadzie znajdziemy naszego rodzimego aktora Marcina Dorocińskiego. Dorociński wciela się w rosyjskiego arcymistrza szachowego Vasily Borgova.

Historia “Gambit królowej” to wyboista drogą młodej utalentowanej dziewczyny, która traci matkę w wypadku samochodowym. Beth (Anya Taylor-Joy) trafia do sierocińca, gdzie przypadkiem zauważa jak woźny Shaibel (Bill Camp) rozgrywa partie szachów między sobą. Shaibel szybko dostrzega, że ma do czynienia z kimś niezwykły. Organizuje spotkanie z nauczycielem lokalnej szkoły, który prowadzi klub szachowy. Beth okazuje się na tyle dobra, iż ogrywa wszystkich z tego klubu.

Droga Beth do szachowej sławy wcale nie będzie taka łatwa, a uzależnienie od środków uspokajających w końcu da o sobie znać. Beth Harmon to skomplikowana postać i trzeba przyznać, że Anaya, która się w nią wciela doskonale sobie poradziła. Postać którą wykreowała na ekranie darzy się sympatią od pierwszych minut, nawet gdy czasem bywa złośliwa. Cała jej transformacja z małej dziewczynki w dorosłą kobietą ogląda się dużo ciekawiej niż niektóre zaprezentowane rozgrywki szachowe.

Trzeba jasno powiedzieć, że serial może się dłużyć osobą, które nigdy nie grały w szachy i nie rozumieją co się dzieje na szachownicy. Mimo głównego wątki, którym są szachy serial ma w sobie dużo emocji i elementów psychologicznych. Depresja, narkotyki chęć wpasowania się w otoczenie gdy się jest innym sprawa, że serial z odcinaka na odcinek jest ciekawszy. Odkrywamy z każdym odcinkiem problemy, sukcesy jak i porażki Beth. Zdecydowanie to jest jej serial, a reszta aktorów tworzy spójny dodatek do niej.

Dorociński w całym serialu wypowiada zaledwie kilka kwestii, ale nie sztuką jest je wypowiedzieć. Sztuką jest zagrać tak, aby Cię wszyscy zapamiętali. Oświadczam, iż ta sztuka się udała! Bardzo dobry występ Marcina Dorocińskiego i kreacja jego postaci Borgova, która można skwitować zimna i bez emocji. Gra bez słów jest tutaj kluczowa, bo taka też była Rosja lat 60 tajemnicza i zimna.

Dodatkowo z obsady można wyróżnić szereg postaci, które są indywidualistami jak to bywa u geniuszy. Benny Wats (Thomas Brodie-Sangster), Harry Beltik (Harry Melling), Alma (Marielle Heller) w końcowej fazie serialu daje o sobie znać w dobrym słowa znaczeniu.

Czego brakło w serialu rozwinięcia pobocznych wątków na przykład z matką. Jest również przeskok czasowy gdy nasza główna bohaterka rozpykała klub szachowy i bum nagle jest już nastolatką. Wątek z przybranym ojcem też taki szarpany. Śmiało można było dodać jeden odcinek więcej i dopowiedzieć historie.

Serial Netflixa “Gambit Królowej” ogląda się dobrze wciąga od pierwszego odcinka i przede wszystkim nie nudzi. Obejrzeć go można jednym ciągiem to tylko 7 odcinków. Jest to mini serial, a więc kontynuacji nie będzie zważywszy, iż jest to jak wspomniałem na początku recenzji na podstawie powieści Waltera Tevisa. Historia jest zamknięta, ale czasem widzowie chcieliby coś więcej..

Dobra obsada z dobra ciekawą historią, klimatem lat 60, bohaterką która porywa nas do swojego świata szachów. Polecam się zapoznać z mini serialem nawet jeśli nie jesteś fanem lub fanką szachów.

Serial jest dostępny na platformie Netflix.

Gambit królowej – zwiastun napsiy PL

Tagi: , , , , , , , , , ,

9 listopada, 2020


Gwiazdeczki (Cuties) – Recenzja


Słowem wstępu pewnie nigdy bym na ten film nie wpadł gdyby nie burza w mediach społecznościowych. Recenzja będzie zawierała elementy fabuły, które mogą spoilerować. Notabene ten film porusza wiele aspektów psychologicznych z życia doczesnego młodych osób.

Gwiazdeczki opowiadają historie Amy nastolatki, która nie dawno wraz z rodzeństwem przeprowadziła się do blokowiska na przedmieściach Paryża. Amy jako przykładna siostra rozpoczyna naukę w szkole, gdzie już w pierwszy dzień trafia na grupkę czterech dziewcząt znacznie wyróżniających się z tłumu i nazywających się tytułowymi “Gwiazdeczkami”. Już w tej scenie widać, że Amy ma błysk w oku na ich widok i chciałby się z nimi zaprzyjaźnić.

Amy trafia na dziewczyny podczas treningu do konkursu tańca, ale nie jest akceptowana ze względu na swój ubiór. Nie pasuje do “Gwiazdeczek”, które są modnie i ostentacyjnie ubrane, a przy tym nawet umalowane. Wszystko dodatkowo komplikuje sprawa, iż nasza bohaterka jest wyznania muzułmańskiego. W tej kulturze nie przystoi młodym dziewczynom wyróżniać się z tłumu, mają pomagać, a nawet zastępować czasem matkę w obowiązkach domowych mimo młodego wieku. W dodatku obowiązkowe modlitwy wraz z innymi starszymi kobietami. Film ewidentnie tutaj podnosi kwestie wiary konserwatywnej, gdzie dzieci nie mają żadnego wyboru, a muszą się przystosować i słychać starszych.

W bloku gdzie mieszka Amy również mieszka jedna z dziewczyn Angelica, która jest uznawana za najbardziej popularną z grupy. To z nią zaprzyjaźnia się Amy i dzięki niej może wkroczyć do wybranego grona. Również w tym momencie nasza młoda bohaterka zaczyna odkrywać uroki social mediów oraz internetu.

Przyjaźń między dziewczynami rozwija się dość szybko i nawet się sobie zwierzają. Angelica jest zachwycona, że Amy może mieć cały czas telefon przy sobie, gdy ona nie bo musi najpierw poprawić oceny. Koleżanka pokazuje występ grupy tanecznej dziewczyn, z która się będą mierzyć w konkursie. Tutaj mamy pierwsze zderzenia z “Twerkingiem”, który wywołuje takie oburzenie w internecie.

Gdy Amy została zaakceptowana przez dziewczyny te pokazują jej swój układ na konkurs, a jej zadaniem jest zarejestrować cały występ. Nagranie później posłuży naszej bohaterce do nauki tańca.

Padaroksalnie to Amy podczas jednej z sesji modlitewnej odnajduje w sieci teledysk popkulturowy z twerkiem, który posłuży jej do nauki.

Film ukazuje nasze gwiazdy w różnych momentach ich beztroskiego życia. Podrywają starszych chłopaków czy beztrosko sobie czatując w internecie podając się za dużo starsze niż są. Zostaje powoli odkrywana prawda co robią dzieci bez nadzoru dorosłych i skąd czepią najczęściej wiedze na różne tematy. Od tego momentu film wchodzi w główną fazę i nie rozwadnia już się tak fabuły, a koncentruje się bardziej na przekazie emocjonalnym.

Bijatyka między Yasmine, a Angelica doprowadza, że to Amy wskakuje na jej miejsce w hierarchii grupy. Prezentacja układu tanecznego przed Angelica sprawia, że Amy nie tylko zyskuje w grupie, ale zaczyna być rozpoznawalna w szkole co ją bardzo podbudowywuje psychicznie. Przysłowiowo lajki muszą się zgadzać.

Przez awans społeczny Amy zaczyna tracić kontrole nad swoim zachowaniem. Staje się coraz bardziej nieposłuszna, a nawet okrada własną matkę z oszczędności. Wszystko po to, aby zaimponować swoim koleżankom.

Niestety życie bywa przewrotne i Amy wylatuje z grupy, a na jej miejsce znowu pojawia się Yasmine i na nowo bryluje wśród koleżanek. Ale Amy się zbyt łatwo nie podda i zrobi wszystko, aby wrócić na jej należne miejsce!

Konkluzja filmu jasno pokazuje, że nasza bohaterka pochodzenia senegalskiego zdała sobie sprawę, iż w wielu aspektach posunęła się za daleko. Dostrzegła również, że może posiadać własną osobowość i sama może siebie kreować tak jak chce, a nie tak jak chcą aby ją postrzegano.

Historia jasno przekazuje, że brak kontroli nad tym co robią dzieci w czasie wolnym nie zawsze kończy się dobrze. A zamknięta społeczność czy konserwatywna religijną rodzina wcale nie ułatwia życia młodym osobom, które i tak są już pod silną presją rówieśników. Film tutaj piętnuje social media, które idealizują i nagradzają tylko tych z największą liczbą serduszek. Masz przysłowiowy fejm to wszyscy dookoła traktują Cię lepiej i są twoimi “przyjaciółmi” do momentu wpadki.

Reżyserka Gwiazdeczek “Ciutes” (Maïmouna Doucouré) zwraca uwagę na aspekty psychologiczne dziewczynek, które nie zawsze sobie […]

Tagi: , , , , , ,

17 września, 2020


Page 1 of 25

Znalazłaś/eś literówkę, brak przecinką, coś w zdaniu nie gra? Zaznacz fragment lub całe zdanie naciśnij i przytrzymaj CTRL oraz ENTER. Wskaż błąd i zaproponuj poprawkę. Dziękuję.